Interpelacja

Wilczuś zadał niedawno, za pośrednictwem poseł Jagny Marczułajtis,
pytanie do Ministerstwa Zdrowia:

„Jak Państwo Polskie pomaga ludziom dotkniętym Kompulsywnymi Zaburzeniami Odżywiania? „

Taka forma zapytania nazywa się interpelacja.

Niedawno przyszła odpowiedz, którą chcę wam przedstawić:

pod tym linkiem.

Wynika z niej, że:

„…dostępność poradni psychologicznych jest dość dobra – czas oczekiwania dla danego regionu można sprawdzić korzystając ze strony www.kolejki.nfz.gov.pl.”

Kliknijcie, proszę w ten kolejkowy link, żeby sprawdzić co się stanie. Ja się uśmiałam.

Rzeczywistość wygląda jednak mniej kolorowo. Na przykład tak jak na blogu Ani
(Z bulimii do fitness bikini) która obecnie przebywa w szpitalu w Kowarach:

„…nastawiłam się że będzie problem z jedzeniem, będą kazali mi jeść szpitalne jedzenie (każdy chyba wie jakie zdrowe pyszności są serwowane przez NFZ w polskich placówkach), zabronią ćwiczyć, wychodzić, no i jeszcze odetną od świata, a gdy zobaczyłam innych uczestników naszego „turnusu” to już całkiem się załamałam. Reszta to nawet nie starsze rodzeństwo, wiekiem są dla mnie jak ciotki i wujki a nawet babcie, i o czym tu gadać? O polityce czy od razu przyłączyć się może do różańca? W środku się gotowałam przez cały dzień.

Jedzenia do luftu (a zaznaczę że pierwszego dnia w ogóle mi nie dali!), zajęcia: robienie maski z gipsu i spacer do osiołka żeby dać mu chlebka… hellooł, to ma mi pomóc w czym ja się pytam?”

Ja też się pytam. W próżnię.

A wy jakie macie doświadczenia z NFZ? Napiszmy wspólnie prawdziwy raport do Ministerstwa.
Nie gódźmy się na taką rzeczywistość!

 

2016-05-07T15:48:23+00:0024 Październik, 2015|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , , , , , |

16 komentarzy

  1. Chernaya Październik 24, 2015 w 11:11 am - Odpowiedz

    Porąbało ich do reszty. Ogólnie służba zdrowia stoi na głowie, w nielicznych przypadkach da się WYSĘPIĆ ogarnięte terminy… Przerażające jest to, że zamiast tworzyć nowe ośrodki, SENSOWNE, do których dałoby się normalnie dostać i uzyskać normalną pomoc (opis Ani jak wygląda rzeczywistość w takim ośrodku mnie zaszokował), to generalnie ma się wyje**ne. Jest super.
    Ja mam kiepskie doświadczenia z endokrynologiem na NFZ, ale to raczej nie wpisuję się w tematy kompulsów D:
    Pozdrawiam Cię serdecznie! Bardzo lubię Twojego bloga (co prawda to mój pierwszy komentarz, ale czytam regularnie ^^)

    • Wilczo Głodna Październik 24, 2015 w 11:21 am - Odpowiedz

      Takich opisów to ja mam na pęczki :/ Kończy się moja cierpliwość.

      • Chernaya Październik 25, 2015 w 12:41 am - Odpowiedz

        Wiesz, z drugiej strony jeszcze bardziej absurdalne jest to, że kiedy wybrałam psychologię jako mój kierunek studiów, to wiele osób mi mówiło „eeee, dajże spokój, gdzie Ty znajdziesz pracę?”. No, mogłabym znaleźć. Na przykład w ośrodkach psychoterapii. Które co prawda są, ale trudno dostępne dla szarego człowieka. I weź tu, kur… bądź mądra (a przede wszystkim zdrowa) :<
        PS. Mam nadzieję, że może za te kilka lat, kiedy skończę studia, realia chociaż TROCHĘ się zmienią. Choćby przez zwiększoną świadomość społeczną – bo nie ma chyba nic gorszego, niż prosić o pomoc i zostać zlekceważonym.

  2. alice Październik 24, 2015 w 4:39 pm - Odpowiedz

    Ja mam wspaniałe doświadczenie…leczenie na na oddziale nerwic miedzyrzecz, gdyz w promieniu stu kilometrów swietlnych nie ma osrodka gdzie lecza zaburzenia odżywiania na nfz. Przetrenowalam w tym czasie mniej lub bardziej za kase stado psychologów, wsród których trafiały sie jednostki pdt: „no musisz jesc mniej, po co sie tak objadasz”. Na oddziale terapia, jedzenie szpitalne takie jak wszyscy, nikt nie połakomił sie nawet zeby pytac, i co jak, objadasz sie? te 3 miesiace dzieki ludziom jakich tam spotkalam dały mi wiele…ale tylko dzieki tym, na których akurat trafiłam w „turnusie”. efekt byl taki ze wymiotowałam kazdy posiłek jaki dostałam a pozniej szłam do normalnie dostepnego sklepu i dojadałam. po 10 latach zaczal bolec mnie brzuch, wiec wysepiłam skierowanie do gastroenerologa, na wizyte wyczekałam poł roku, zeby powiedziec panu ze mam niestety taka chorobe, bo nie chce tego ukrywac, na co usłyszałam „moze trzeba zaczyc od psychiatry” „ja nie bede z pania rozmawiac, prosze wyjsc”. Teraz kiedy podjełam rekawice, w moim miescie jest tylko jedna poradnia, w której podobno zaczeli leczyc anorektyczki, mowie dzwonie. termin do psychiatry czerwiec 2016 r. Jest super.

  3. majka Październik 24, 2015 w 5:57 pm - Odpowiedz

    Niestety, ale wydaje mi się że jeżeli chodzi o zaburzenia odżywiania i leczenie to Polska jest bardzo daleko do tyłu. Nie wiem czy to jest spowodowane tylko cięciami NFZ ale również przygotowaniem lekarzy i psychologów. Brakuje mi tu specjalizacji. Ja zachorowałam na anoreksję w wieku 16 lat i rodzice skierowali mnie do lekarza rodzinnego gdzie co tydz. było kontrolne ważenie, do tego jeżdziłam do bardzo znanej pani psycholog z Krakowa, która podobno specjalizowała się w zaburzeniach odżywiania. Niestety nie dogadywałyśmy my się bo ona wzbudzała we mnie ogromne poczucie winy za chorobe, bardzo za to dogadywała się z moją mamą(terapia rodzinna) i doszło do tego ze moja mama nie powiedziała mi że widzi ze popełniam błędy w oczy, oszukuje, tylko potem skarżyła pani psycholog . W trakcie waga spadła trafiłam do szpitala do Krakowa na oddział pediatri, była tam jeszcze 1 anorektyczka, leżałyśmy 1 oddziale z dziecmi z chorobami metabolicznymi od niemowląt w zwyż my byłyśmy najsarsze ona w moim wieku. Leczenie polegało na zjedzeniu do końca każdego posiłku pod kontrolą salowych, zakaz cwiczenia, nie wolno było dużo chodzic, wazenie co rano i nie wolno było isc do toalety 30 min. od posiłku. Nie było wsparcia psychologa. po tygodniu zmusiałam mojego ojca zeby mnie wypisała na swoje żądanie. Potem kolejna pani psycholog Kraków też specjalista od zaburzeń odżywiania i była lepsza od tej 1 , ale wydaje mi się że też nie umiała pomóc mi rozwiązac moich problemów. W końcu postanowiłam wziąsc się w garśc i na własną ręke przytyc i sie uwolnic z tego wiezienia. Przytyłam niby wszystko ok wróciłam do prawidłowej wagi po ok. pół roku. Powróciłam do równowagi przez ok 3 lata. Puźniej poszłam na studia i tam znowu się zaczeło nie regularne jedzenie , na przemian głodzenie się i objadanie, potem doszły środki przeczyszczające, a następnie wymioty. Zaczeło się niewinnie ,e raz tam nic mi się nie stanie na 2 tyg, potem , na tydz, na kilka razy w tyg i tak dalej. W końcu raz po napadzie spadł mi strasznie cukier co spowodowało osłabienie, leżałam na łóżku nie czułam swojego ciała, miałam problem z oddechem, co spowodowało że ostatkiem sił zwlokłam się do kuchni wypiłam herbatę z miodem i sokiem i udało mi się zjesc jogurt z kawalkiem bułki( resztkami sił) i zadzwoniłam w międzyczasie po ojca zeby mi wezwał pogotowie do domu(byłam sama). Na szczęcie herbatka słodka zadziałala i glukoza się podniosła, a gdy pogotowie przyjechało zaczeły wracac mi siły( zbadano mnie wykazano lekko obniżoną glukozę. To mną wstrząsło myslałam ze umieram i tego samego dnia pojechał do psychiatry który zapisał mi magiczne tabletki Seronil, które niestety nie zachamowały moich napadów obżarstwa i nie rozwiązały zadnego problemu. po 6 mies. odstawiłam samoistnie. Problem został , po 2 latach ponowna wizyta u tego samego psychiatry i te same magiczne pigułki Seronil, plus oczywiscie wywiad , bez zalecenia psychoterapii, a po co?. Pan mnie chciał skierowac na 10 tyg. do ośrodka w którym sama pracuje:P na leczenie ambulatoryjne. Gdzie głównie leczy się depresję i nerwice(maja terapię grupową) gdzie w całym okresie mojej pracy nie zdażyła się osoba z zaburzeniami odżywiania. Wydaje mi się że za mało mówi się wogóle o zaburzaniach odżywiania , za mało w mediach, personel medyczny jest za słabo przeszkolony ( istniej tylko anoreksja i bulimia). Nawet otyłośc traktuję się z pozycji „ona jest gruba bo za dużo je” nawet nie jako zaburzenie odżywiania, nikt się nawet nie zastanowi czemu tak jest. Nie wspomne o skrócie AŻ czy ktoś z waszych znajomych zgadnąłby co on oznacza i zainteresował sie bo z moich na pewno nie.

  4. pix Październik 25, 2015 w 12:44 pm - Odpowiedz

    Większy pożytek z internetu niż nfz.

  5. Maryśka Październik 26, 2015 w 2:02 pm - Odpowiedz

    Ja leczylam sie od kilku lat na depresje.gdy przed jedna z comiesięcznych wizyt postanowilam sie przyznac do wilka – chcialam zeby bylo lzej i ukierunkowac inaczej leczenie to moja pani psychiatra powiedziala: nie,lepiej zeby pani nie byla chora bo z depresja sobie poradze ale zaburzenia odzyodżywiania bardzo trudno sie leczy.mam nadzieje ze nie jest pani chora tak?- spanikowalam,stchorzylam i „wycofalam zeznania”.nigdy sie juz nie przyznalam.

  6. Maryśka Październik 26, 2015 w 2:11 pm - Odpowiedz

    I jeszcze chcialam powiedziec – od 8 lat mam regularny kontakt z psychiatrami i psychologami (jestem z dosyc duzego miasta) i niestety juz jako 14-latka potrafilam nimi manipulowac,przewidywc ruchy sklaniac do mojego zdania- srednio to swiadczy o „wykwalifikowanych” specjalistach od ludzkiej psychiki i mechanizmow psychiki..moja znajoma byla niedawno na szszkoleniu- warsztatach rtz ktore byly dostepne dla wszystkich ktorzy oczywiscie zaplaca byli tam glownie psychiatrzy i psycholodzy ale takze sporo ludzi ktorzy na co dzien zarzadzaja innymi ludzmi itd. Mowila ze pytania jakie psychiatra z 30- letnim stazem zadawal prowadzacemu byly tak infantylne i żenujące ze powstydzilaby sie je zadawac nastolatka..i tacy ludzie maja nas leczyc..niestety nie mam zaufania. Lekarz dla mnie musi byc autorytetem..

  7. Maryśka Październik 26, 2015 w 2:18 pm - Odpowiedz

    I droga Aniu – jako ze Ty wlasnie jestes dla mnie autorytetem to musze z zalem powiedziec ze miesiac byl swietny,bylam czysta. Jestem wlasnie po 3 dniach piekla – dzisiaj chce to wszystko udzwignac,mam plan ale boje sie i jestem wsciekla na siebie. Bo dziewczyny – tak jak Ania mowila – u mnie juz w tak krotkim czasie wszystko wracalo do normy a teraz znowu, od poczatku.po co sobie to robimy? trzymajcie kciuki za podejscie nr….
    caluje

    • Wilczo Głodna Październik 26, 2015 w 2:36 pm - Odpowiedz

      Kochana, mi też się udało za podejściem nr…. I Tobie też się uda. wiem to.

  8. Iwona Listopad 9, 2015 w 3:41 pm - Odpowiedz

    Dziewczyny ja trafiłam na psychiatrę który miał dosyć szybko wolne terminy, przepisał mi leki itp. teraz czekam na terapię u psychologa (miałam dwie wizyty i zakwalifikowałam się na terapię odwykową, ale czekam w kolejce) Kiedy po 2 miesiącach wróciłam do psychiatry po receptę- zaczęła się zwykła rozmowa- jak się czuję blabla i co? podekscytowana zaczęłam opowiadać że od początku terapii mi się nie przytrafiło zwracanie itp i po prostu zobaczyłam że ma to gdzieś, króciutkie „ok, ok” dające mi do zrozumienia, że mam się nie uzewnętrzniać, spadłam na ziemię…. na koniec wizyty zapytał mnie czy mogłabym mu wystawić opinię na „znanym lekarzu” żeby inne dziewczyny z tym problemem do niego trafiły… Ale prócz leków nie widzę żadnej pomocy, panicznie boję się momentu odstawienia ich… Może terapia mi pomoże… czekam. Mieszkam w dużym mieście i szybko dostałam się do lekarza, nie wyobrażam sobie jak to mogłoby być w mniejszej miejscowości…

    • Iwona Listopad 9, 2015 w 3:42 pm - Odpowiedz

      Ps. nawet biorąc leki dwa razy wylądowałam z głową nad sedesem… ale 2 razy na ponad 2 miesiące potrafię sobie wybaczyć i walczę dalej

      • Wilczo Głodna Listopad 9, 2015 w 3:57 pm - Odpowiedz

        Leki lekami, ale wszystko jest w głowie. A ja uczę tutaj, jak jej używać na swoją korzyść 🙂

  9. mala Listopad 20, 2015 w 7:57 am - Odpowiedz

    Ja wygrałam, serio. Chorowałam 8 lat.
    Wyprowadziłam się do innego miasta i musiałam sobie sama radzić. Wiedziałam, że albo się wyciągnę albo się zarzygam.
    W szpitalu psych. do anoreksji dołączyła bulimia. Byłam na dnie i na samo wspomnienie mam łzy w oczach. Wymiotowałam wszędzie i doskonale to pamiętam.
    Po tym jak psychiatra nfz wyrzuciła mnie z gabinetu (stwierdziła, że mam wrócić jak zechcę się leczyć, chciała mi znowu dać olanzapinę po której czułam się okropnie, miałam myśli samobójcze i byłam jeszcze bardziej głodne i gruba), udałam się do psychiatry prywatnie. Ryczałam i prosiłam o fluoksetynę. Dostałam receptę. Wierzyłam, że przestanę wymiotować. I po 2 miesiącach nastąpiła poprawa. CUD!
    Ośrodki nfz i lekarze pogarszali mój stan, po każdej terapii żyło mi się gorzej i byłam bardziej chora. W najgorszym momencie ważyłam 29 kg i co… szpital i terapia zmierzająca donikąd.
    Teraz wiem, że wtedy nie chciałam się leczyć i być zdrowa. Bałam się życia bez choroby. Ale w szpitalu przy wypisie mówili ‚do zobaczenia’
    Wiedzieli, że wrócę. Dokąd to zmierza?!

    • Wilczo Głodna Listopad 22, 2015 w 10:55 am - Odpowiedz

      Kochana, napiszesz mi w mailu opis twoich przeżyć w szpitalu? Chcę zebrać kilkadziesiąt takich historii i wysłać na święta w paczce do Ministra Zdrowia.

Zostaw komentarz