Wilczuś zadał niedawno, za pośrednictwem poseł Jagny Marczułajtis,
pytanie do Ministerstwa Zdrowia:

„Jak Państwo Polskie pomaga ludziom dotkniętym Kompulsywnymi Zaburzeniami Odżywiania? „

Taka forma zapytania nazywa się interpelacja.

Niedawno przyszła odpowiedz, którą chcę wam przedstawić:

pod tym linkiem.

Wynika z niej, że:

„…dostępność poradni psychologicznych jest dość dobra – czas oczekiwania dla danego regionu można sprawdzić korzystając ze strony www.kolejki.nfz.gov.pl.”

Kliknijcie, proszę w ten kolejkowy link, żeby sprawdzić co się stanie. Ja się uśmiałam.

Rzeczywistość wygląda jednak mniej kolorowo. Na przykład tak jak na blogu Ani
(Z bulimii do fitness bikini) która obecnie przebywa w szpitalu w Kowarach:

„…nastawiłam się że będzie problem z jedzeniem, będą kazali mi jeść szpitalne jedzenie (każdy chyba wie jakie zdrowe pyszności są serwowane przez NFZ w polskich placówkach), zabronią ćwiczyć, wychodzić, no i jeszcze odetną od świata, a gdy zobaczyłam innych uczestników naszego „turnusu” to już całkiem się załamałam. Reszta to nawet nie starsze rodzeństwo, wiekiem są dla mnie jak ciotki i wujki a nawet babcie, i o czym tu gadać? O polityce czy od razu przyłączyć się może do różańca? W środku się gotowałam przez cały dzień.

Jedzenia do luftu (a zaznaczę że pierwszego dnia w ogóle mi nie dali!), zajęcia: robienie maski z gipsu i spacer do osiołka żeby dać mu chlebka… hellooł, to ma mi pomóc w czym ja się pytam?”

Ja też się pytam. W próżnię.

A wy jakie macie doświadczenia z NFZ? Napiszmy wspólnie prawdziwy raport do Ministerstwa.
Nie gódźmy się na taką rzeczywistość!