To pytanie, które przewija się często i w mailach od was i na Wilczym Stadzie.
Wiele z was jest totalnie zagubiona bez ciągłego kalkulowania. Albo jecie za mało, albo za dużo, albo w ogóle wszystko wymyka się z rąk i wali w gruzy.

Nie liczę kalorii, jem to, na co mam ochotę i kiedy chcę. Jak mam ochotę na mięso, to jem mięso. Jak słodkie – to słodkie.
Ale mam wrażenie, że z dnia na dzień jem więcej. To źle?
Powinnam zacząć liczyć jednak kalorie? Jakoś się ograniczyć?
Maya

Jesteś tym bardzo zmęczona, ale nie wiesz jak skończyć z wieloletnią praktyką, która wryła się w życie żelaznym nawykiem i stała namiastką bezpieczeństwa.
Czujesz od dawna, że nie możesz ufać swojemu ciału, więc zdajesz się na rozum, na system wymyślony przez ludzi.
I co, tak nagle przestać? Wsłuchać się w sygnały organizmu, których… nie ma?
Jak wyjść z tej matni?

Doskonale rozumiem. Mam więc dla Ciebie taki jeden pomysł, który przećwiczyłam z moimi podopiecznymi na mentoringu.


Krok 1.

Weź jakąś sensowną rozpiskę, taka która ma w sobie wszystko. Może to być jadłospis ode mnie, od dietetyka, z jakiegoś bloga czy książki.
Musi on spełniać kilka warunków:

– Zaspokajać Twoje zapotrzebowanie kaloryczne. Nie w osiemdziesięciu czy dziewięćdziesięciu procentach, ale w stu! (Jak to wyliczyć, przeczytaj tutaj.)
– Nie może być eliminacyjny, czyli wykluczający jakiś makroskładnik, albo grupę produktów. Jesteś człowiekiem, a nie kosmitą i potrzebujesz do życia wszystkich składników odżywczych.
– Ma być też realistyczny. Jeżeli nie masz pasji do gotowania, nie będziesz stać przy garach godzinami i robić pieczeni nadziewanych pomysłami z kosmosu. Rzucisz to w diabły i tyle z tego będzie.
– Ma Ci smakować. To ma być coś co lubisz! Możesz zostać przy swoich ulubionych owsiankach, czy kanapkach. Jeżeli będziesz się zmuszała, do jedzenia czegoś czego nie lubisz, będzie to bez sensu. To nie konkurs na cierpiętnika roku.

Możesz też sama stworzyć taką rozpiskę bazując na jakimś jadłospisie, albo jeżeli jesteś już zaawansowana w odpowiednim jedzeniu, spróbować sama.

Krok 2.
Przez kilka dni jedz według planu i rób zdjęcia wszystkich swoich posiłków.

 

kalorii

Zestawienie z dwóch dni posiłków mojej podopiecznej.

 

Krok 3
Wydrukuj zdjęcia i przyklej w odpowiedniej kolejności na lodówce (albo innym widocznym miejscu), jako przykład „idealnego” dnia.
I porównuj. Czy moje śniadanie wygląda jak to na zdjęciu, czy jest może o połowę mniejsze?
Czy mój obiad ma tyle warzyw co ten sprzed tygodnia?
Czy kolacja była do przyjęcia, czy było jej tyle, co kot napłakał?

Proste, ale efektywne.

Wyjdziesz tym samym ze swojej głowy i powrócisz do ciała.
Co mam na myśli? Zamiast ufać stworzonym przez ludzi tabelkom, zaczniesz ufać swoim oczom, a po jakimś czasie i żołądkowi i intuicji.

Możesz też używać aplikacji See How You Eat i trzymać wszystko w telefonie.

kalorii

A może Ty masz jakąś sprawdzoną metodę na NIE liczenie kalorii? Podziel się nią w komentarzach!

Przypominam, że dzisiaj zaczyna się nasze wyzwanie z wegańskim jadłospisem. Wszystkie zdjęcia posiłków opublikuję na moim Instagramie, będę się udzielać na evencie w Wilczym Stadzie oraz robić vloga na moim kanale na YouTube. Dołącz w dowolnym momencie. Warto.
Rozpiska tutaj: Nowy Jadłospis Wegański
Fotka tytułowa to zdjęcie pierwszego śniadania. Owsianka z makiem, migdałami, syropem klonowym, cynamonem i wiśniami. Co za kombinacja!

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0