W poprzednich dwóch postach przedstawiłam dowody na to, że bulimia to nałóg.
Tak się niefortunnie składa, że nałogi mieszkają w rejonach mózgu, odpowiedzialnych za nasze biologiczne przetrwanie i ciężko je stamtąd wyłuskać. Ale uzbrojona w kilka podstawowych faktów, jesteś w stanie to zrobić.
Ostatnio pisałam o tym, jak do siebie mówić, tak aby nasz Gadzi mózg zrozumiał proste przesłanie – żadnego więcej rzygania!
No dobrze, to znaczy że mam do końca życia gadać do siebie? Nic z tych rzeczy!
W tym poście wyjaśnię dlaczego.

Rzeka Bulimia.

Pamiętasz jak powstaje nawyk? Poprzez konsekwentne powtarzanie.
A jak nawyk znika? Poprzez konsekwentne niepowtarzanie!
Zastanów się, czy miałaś kiedyś umiejętność (umiejętności to też nawyki), którą później zatraciłaś?
Ja mówiłam płynnie po włosku. Ciągłym powtarzaniem słówek, wyrzeźbiłam w swoim mózgu nową ścieżkę, której wcześniej tam nie było. Pewnie wtedy mogłabym ją zobaczyć na skanerze MRI (rezonans magnetyczny).
Za każdą lekcją stawała się ona szersza i mocniejsza, aż zamieniła w autostradę.
Kiedy w końcu wyjechałam na studia do Perugii, otwierałam usta i fru, automatycznie wylatywały włoskie słowa.
A teraz? Wstyd się przyznać, ale nie sklecę jednego zdania.
Dlaczego? Bo przestałam używać tej neuronalnej drogi. Jej połączenia rozluźniały się, słabły, aż w końcu została tylko „blizna” po niej –  puste koryto rzeki.
Czasami, raz na rok, muszę użyć tego języka – zagubiony turysta itd. Wysilam się bardzo i czuję fizyczne wręcz swędzenie pod czaszką. Mój mózg znowu notuje aktywność w tym rejonie – słowa płyną z trudem i małym strumyczkiem. Pod skanerem będzie to widziane jako nikłe rozbłyski, ale im dłużej rozmawiam, tym więcej ich i więcej.
Jeżeli postanowię wrócić teraz do Włoch, za kilka tygodni znowu będę gadać, jakbym nigdy stamtąd nie wyjechała.
Dlaczego o tym wspominam? Bo tak samo jest z nawykiem objadania się: nieużywany – wysycha.
Słabnie skojarzenie jedzenie – atak. Za każdym dniem niereagowania na głos Gadziego, strużka staje się co raz cieńsza, słabsza i mniejsza. Fakt, koryto rzeki Bulimia na zawsze tam pozostanie, ale czy popłyną nim impulsy, będzie tylko i wyłącznie twoim wyborem! Nigdy przymusem.
Ja wyszłam z bulimii kilka lat temu, ale jeżeli się uprę, mogę zrekonstruować ten nawyk w kilka tygodni – przestanę ćwiczyć, zacznę się głodzić, pomijać posiłki, w efekcie rzucę się na słodycze i zacznę zwracać. Łatwizna! Niebawem mózg zacznie się tego domagać z automatu: Halo, już południe, gdzie moja wyprawa do toalety???
Tylko po co miałabym to robić?
Moim wolnym, świadomym i niezależnym wyborem, jest niepowracanie do takich zachowań.

gadzi

Gadzi bachor.

Widziałaś kiedykolwiek histeryzującego dzieciaka w sklepie? Takiego co się drze, że chce loda.
Jeżeli nie, to spróbuj sobie wyobrazić tę scenę. Mały rzuca się na podłogę i tak długo wyje, aż zażenowani rodzice dadzą mu to, czego chce.
Krzywisz się z niesmakiem, ale zrozum, że to nie jest wina dziecka.
Tak go niestety nauczono przez konsekwentne powtarzanie tej samej sytuacji. Za każdym razem gdy rodzice ulegali, w głowie malucha wzmacniała się ta właśnie neuronalna ścieżka: darcie się = wymierna korzyść.
Aż do momentu, gdy nad dzieckiem w ogóle nie dało się zapanować i trzeba było dzwonić po super nianię.
Tak samo stało się z twoim Gadzim. On chce swoją porcję czekolady i odstawia histerie – zsyła na ciebie dzikie pragnienia i żądze. Wie dobrze, że jeżeli wystarczająco długo będzie krzyczał i tupał nogami, ty mu w końcu tego loda dasz. To ty go tak uwarunkowałaś – dzień po dniu, rok po roku. Masz teraz rozwydrzonego bachora w głowie, który tobą rządzi jak chce, a więc w desperacji zwróciłaś się do wilczej super niani.
A Wilczo Głodna mówi: Popatrz, jesteś dorosła, a to tylko dziecko, ono nie wie, co jest dobre a co złe.   To ty jako rodzic musisz przejąć kontrolę, wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację i zmienić ją. To ty tak rozpuściłaś swojego dzieciaka i teraz to ty musisz go oduczyć tych zachowań.
Zastanówmy się jak : dając klapsa, przekrzykując, walcząc? Nie, sprawi to tylko, że mały będzie darł się jeszcze głośniej? Więc co zrobić?
Najlepiej powiedzieć stanowcze, spokojne i ostateczne NIE, a potem zignorować jego naganne zachowanie. Tak wiem, presja jest ogromna i pragnienie by jej ulec silne, ale w momencie gdy tego nie zrobisz, zaczniesz odwracać cały proces.
Jutro mały będzie protestował mniej intensywnie, za miesiąc będzie tylko chlipał, a za dwa w ogóle zapomni o rzucaniu się na podłogę.
Przestań reagować na podszepty Gadziego już DZISIAJ, po czym daj sobie trochę czasu, na to, by jego gadanina ustała. Cierpliwie znoś jego ekscesy – pragnienia, emocje, nagły płacz z niewiadomych powodów- ale nie reaguj.
To minie bez śladu, i to szybciej niż myślisz.

Naucz Gadziego jak ma się zachowywać i przestań wzmacniać go w przekonaniu, że akcja – darcie japy, przynosi zawsze tą samą reakcję – tona jedzenia.
Bo przecież dobry rodzic to nie taki, który spełnia wszystkie zachcianki dziecka, ale taki, który potrafi je mądrze wychować.

Odpowiadając więc na pytanie:
Czy będziesz musiała do końca życia rozmawiać ze swoim uzależnionym mózgiem?
Nie, ponieważ już niedługo oduczysz go niepożądanych zachowań. Pozwolisz aby rzeka Bulimia wyschła. Wychowasz Gadziego na miłego dzieciaka, który grzecznie zajmuje się regulacją hormonów i oddychaniem, nie wtrącając się w nasze codzienne wybory.