Ostatnio dostałam bardzo ciekawe pytanie od Oli.

Od czego zacząć nowy dzień i nowy etap? Jest jakaś rada, którą powinnam się kierować?

To pytanie dostawałam już milion razy. Każdy chce wiedzieć, „jak zacząć”, „co robić dzień po ataku” i jak upewnić się, że ten „nowy start” będzie tym ostatecznym, zwieńczonym na mecie wolności od zaburzeń odżywiania.

I zawsze odpowiadałam na te pytania mniej więcej tak:
Przede wszystkim jedz normalnie. Zaczynamy od porządnego śniadania, potem jemy drugie śniadanie, obiad itd. Nie kompensujemy, nie obcinamy kalorii. Po prostu kontynuujemy naszą podróż, a wczorajszy epizod traktujemy jako wpadkę, a nie porażkę.

Bardzo rozsądnie, prawda?

Tym razem jednak, usłyszałam to pytanie trochę inaczej – w sposób, który wywołał we mnie zupełnie inne refleksje.
Do tej pory dawałam przepis na to „jak zacząć nowy dzień i nowy etap”, teraz zaś zatrzymałam się i zapytałam: Jaki nowy etap? Co to w ogóle znaczy?

Czy to nie jest tak, że to MY tworzymy sobie jakąś definicję „nowego dnia” i traktujemy ją jak coś realnego? Jakby faktycznie ten zwykły wtorek różnił się czymś szczególnym od tysięcy innych zwykłych wtorków. I jakby naprawdę było coś takiego we wszechświecie jak „nowe etapy”.
Z dostojnym zgrzytem zamyka się za nami brama piekieł, a my (trzymajmy kciuki, żeby na zawsze!) wstępujemy do żywieniowego nieba.

Pamiętasz mój tekst o triggerach? O tym, że bierzemy jakieś zdarzenie, zdjęcie, produkt spożywczy, osobę, budynek czy ideę i przyklejamy temu łatkę „zapalnik”. Od tego momentu to już nie jest rzecz, człowiek czy idea, ale „wezwanie do ataku na lodówkę”.
A przecież to zupełna fikcja. To dalej jest zwykła rzecz czy osoba, tylko że my nadaliśmy jej magiczne znaczenie i teraz próbujemy wokół tego nawigować.
Przypomina to trochę starania, by nie obudzić strasznego potwora, którego… same sobie narysowałyśmy na kartce.

Tak też jest ze wszystkimi „nowymi dniami” i „nowymi etapami”. Nie ma czegoś takiego!
Jest po prostu kolejny dzień powszedni i tyle. To my przypisałyśmy mu specjalną wartość i w związku z tym staramy się teraz jakoś specjalnie zachowywać.
To my uznałyśmy, że wczorajszy atak, który jest nieodwołalną przeszłością (taką samą jak dinozaury), ma moc teleportowania się w przyszłość. Że jak się zdarzył wczoraj, to zdarzy się pewnie i dzisiaj, no chyba że uniemożliwimy mu to, zaczynając nowy etap, który rozpoczniemy w z góry ustalony sposób rozpoczynania nowych etapów.
Absurd.

No więc czeka nas to wyjątkowe wydarzenie „rozpoczęcia życia bez ED”. A skoro jest ono takie wyjątkowe, to czujemy także wyjątkową, własno-myślnie wykreowaną presję.
Bo to wszystko, włożone w takie poważne ramy, jest o wiele bardziej stresujące niż podjęcie małej, innej niż wczoraj decyzji i doświadczenie małych, innych niż wczoraj konsekwencji, prawda?

Taki przykład: wczoraj chciałam oszczędzić kalorie i w związku z tym obżarłam się na noc, no to dzisiaj będę jeść zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem, słuchając ciała.
Albo: wczoraj poszłam wymiotować, bo miałam wyrzuty sumienia z powodu zjedzenia obiadu – dzisiaj nie idę wymiotować, mimo że dalej mam wyrzuty, ale wiem, że to absurdalne i nie zwracam na nie uwagi.

I tyle.
Nie ma przy tym jakiś fajerwerków i oklasków sypiących się z niebios, że „Tak, brawo! Zrobiłaś ten dzień właściwie! 100 punktów za wykonanie! Teraz to już nic nie może pójść nie tak”.
Co za niepotrzebna, stresogenna bzdura!

Czy już rozumiesz, co chcę Ci powiedzieć?
To, że sprawa – jak zawsze – jest o wiele prostsza. Jeżeli zdarzyło Ci się podjąć złą decyzję (tak zwana wpadka), po prostu kontynuuj swoje życie, podejmując kolejnym razem dobrą decyzję.
Ta dobra decyzja nie była taka dobra i znowu doświadczyłaś niefajnych konsekwencji? Trudno, to tym razem już naprawdę wiesz co robić? Jeszcze nie? No cóż, czytamy kolejny artykuł na Wilczej i jedziemy dalej.
Aż do skutku.

Nie ma w tym nic wyjątkowego i magicznego
Nigdy nie będzie tak, że z totalnego zagubienia przejdziesz w totalne olśnienie, gdzie już tylko kwiatki i aniołki, bo wszystko zrobiłaś właściwie na starcie. Musisz popełnić trochę błędów i nauczyć się na nich.
Nie dokładaj więc sobie niepotrzebnego stresu jakąś dziwną, wymyśloną ideą.

Po prostu kontynuuj, jedz i żyj.

*

Uwaga! Jutro (21.09.2019) o godzinie 8.00 w radio Vox pojawi się wywiad ze mną. Zapraszam!