• jedzenie na noc

Jedzenie na noc

Pamiętasz jeszcze o słynnym micie dietetycznym, głoszącym że nie można jeść po 18stej? A może ciągle w niego wierzysz, nawet jeżeli chodzisz spać o pierwszej w nocy? Jeżeli tak, przestań teraz.
Albo akurat już z tego absurdu wyrosłaś i starasz się zjeść ostatni posiłek na 2-3 godziny przed pójściem spać? No, to już lepiej. Generalnie jest to zasada wynikająca z prostego faktu, że jeżeli jadłaś odpowiednio przez cały dzień, to przed spaniem nie powinnaś już odczuwać głodu.

A co jeżeli odczuwasz? Jeść, nie jeść? Przemęczyć się? Przecież od zawsze kładziono nam do głowy, że jedzenie na noc tuczy, ale z drugiej strony jak tutaj zasnąć kiedy ssie w żołądku?

Ja postanowiłam pogrzebać trochę w badaniach, sprawdzając czy faktycznie jedzenie na noc jest takie straszne i wyszło, że sprawa nie jest wcale taka czarno -biała. Czyli jak zwykle.
Jedzenie na noc tuczy, ale nie dlatego, że się złośliwie nie trawi i odkłada w bokach, ale dlatego że:

1. Jest to często śmieciowe jedzenie chrupane przed telewizorem. Nie ma ono nic wspólnego z głodem i zaspokajaniem go. To po prostu bezmyślne podjadanie, zły nawyk.

2. Wieczorna uczta wynika zazwyczaj z tego, że „nie miało się czasu” zjeść przez cały dzień, albo było się na restrykcyjnej diecie, a na noc się wzięło, pękło i obżarło. Najlepiej szybko przyswajalnymi kaloriami, które w tym momencie wydają nam się tak atrakcyjne – słowem; syfem.
To wszystko wpadło na spowolniony całodzienną głodówką metabolizm, który – upraszczając – dał sygnał do zachomikowania każdej kalorii i wykorzystana na później w postaci tłuszczu.

3. Po takim występku postanawiasz, po raz kolejny, że od jutra dieta. Poza tym nie masz ochoty na śniadanie, bo wciąż czujesz się pełna. Dzień upływa na wyrzutach sumienia, a kiedy zapada wieczór… sytuacja się powtarza; klasyczne błędne koło.

I takich sytuacji faktycznie powinnaś unikać.
Remedium: Jedz przez cały dzień tyle ile potrzebujesz i pozbądź się nawyku głupiego podgryzania przed telewizorem.

Ja niestety zrobiłam sobie takowy ze dwa lata temu. Podjadałam codziennie do filmu „niskokaloryczny” koktajl truskawkowy. Problem był tylko taki, że w ogóle nie byłam wtedy głodna. No i w ciągu kilku miesięcy przestałam dopinać się w spodnie. To była bardzo mocna lekcja szczerości ze sobą (polecam artykuł: Szczerość)

Podsumowując, w tych przypadkach jedzenie na noc, na pewno wpłynie negatywnie na Twoją sylwetkę, ale… jak zwykle jest to „ale”.

Jeżeli wychodzisz z zaburzeń odżywiania może zdarzyć się tak, że nie utrafisz z odpowiednią kalorycznością w ciągu dnia. Po prostu jeszcze nie wyłapujesz sprawnie sygnałów swojego ciała, które na początku mogą być nieczytelne. I może zdarzyć się tak, że poczujesz głód późnym wieczorem.
Wtedy proszę Cię, wbrew wszystkiemu w co do tej pory wierzyłaś, zjedz coś.

Dlaczego? Po to aby dać swojemu ciału jasny komunikat: Już nigdy nie będziesz musiało walczyć o jedzenie. Będę Cię karmić i o Ciebie dbać.
Inaczej straumatyzowany latami diety organizm „pomyśli” coś w stylu „Aha, znowu jest głodówka, znowu dieta. Ja się domagam kalorii, ale ich nie dostaję. Muszę więc wziąć je samemu. Nie mogę jej zaufać”.

Wiem, że to może być przerażające po tylu latach prania mózgu, że na noc się nie je, choćby się waliło i paliło , ale w tym przypadku jest to konieczne. Głód to REALNA potrzeba. Jeżeli organizm mówi że jest głodny, to znaczy że… jest głodny, że potrzebuje tych składników odżywczych. A jeżeli ich potrzebuje, to nie po to, żeby natychmiast zrobić z niego zapasy w postaci tłuszczu. Zapasy robi się z nadmiaru, a głód sygnalizuje brak. Posłuchaj swojego ciała i zjedz coś wartościowego, tak aby ten głód zaspokoić.

Jeżeli tego nie zrobisz, nie tylko pogłębisz deficyt kaloryczny (który, jak pamiętamy, się kumuluje), ale także spowodujesz wyrzut kortyzolu oraz adrenaliny do krwi i nie będziesz mogła zasnąć lub obudzisz się o jakiejś dzikiej godzinie.
Stanie się tak, ponieważ dla organizmu jest to sygnał, że jego egzystencja jest zagrożona. Nie czas na spanie! Trzeba szukać pożywienia.

To z kolei spowoduje, że się nie wyśpisz, a to będzie skutkowało większym apetytem na słodycze. Jak wynika z badań, niewyspani ludzie jedzą średnio o 330 kcal więcej w ciągu dnia, niż ludzie którzy wyspali się dobrze. Mało tego wybierają oni częściej śmieciowe jedzenie. (źródło: Matthew Walker „How we sleep”)
I kółko się zamyka.

Ja osobiście nie mam oporów by zjeść coś na noc. Czasami jest to (o mój Boże!) owoc. I jakoś, o dziwo, od tego nie tyję. Dlaczego? Bo jem tylko wtedy kiedy czuję głód, do momentu kiedy ten głód zaspokoję.
To jest złota zasada, którą powinnyśmy się kierować. Tak samo jak śpimy wtedy, kiedy czujemy senność i pijemy kiedy czujmy pragnienie; bez zastanawiania się czy organizm aby na pewno wie co robi.

2018-09-25T20:29:33+00:0025 Wrzesień, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

13 komentarzy

  1. Yuki Wrzesień 25, 2018 w 9:24 pm - Odpowiedz

    A ja nie wiem czemu, ale od kilku dni, dziś nie dałam rady i zwróciłam, no bo jem śniadanie, obiad i jak zjem przekąskę, a potem nie mogę kolacji zjeść i się zmuszam, bo tak to by mi wyszło 1300 z tego co jem lub 1500, no i dziś zjadłam kolacje i nie mogłam wytrzymać, bo zrobił mi się znowu wzdety brzuch i zawsze mam tak na kolacje, nie wiem czy to wina tego że dużo pije herbaty, czy to ze jestm uczulona na nabiał, przynajmniej tak mi się wydaje, jeśli jestem to trochę ciężko mi z niego zrezygnować, bo go lubię, ale z drugiej brzuch mnie boli itp.

  2. Joanna Wrzesień 25, 2018 w 11:14 pm - Odpowiedz

    Nie zdarzyło mi się wierzyć w tę bzdurę, bo na swoim organizmie wielokrotnie doświadczyłam bezsenności i bólu brzucha, gdy zjadłam kolację więcej niż 2h przed snem. Nie lubiłam i nie lubię chodzić głodna spać, bo najzwyczajniej w świecie nie mogę spać z pustym żołądkiem.

  3. Joanna Wrzesień 25, 2018 w 11:19 pm - Odpowiedz

    Yuki, nie przeżywaj wzdętego brzucha. Jedz normalnie. I zrób sobie testy na nietoleranxję pokarmową. A wzdęty masz brzuch, bo nie dość, że jesz za mało kcal, to jeszcze głodzisz swój układ trawienny, rzygasz nadwyrężając go i nie dajesz mu normalnie pracować. Nie dziw się, że jesteś wzdęta. To naturalna reakcja organizmu. Twoje ciało traktuje Cię w taki sam sposób jak Ty traktujesz je. Pięknym za nadobne.

  4. Daria Wrzesień 26, 2018 w 11:26 am - Odpowiedz

    Yuki bardzo mozliwe ze przez pierwszych kilka miesięcy nie wymiotowania i jedzenia normalnie, będziesz miała wzdety brzuch i mocno spowolnienie trawienie. Jedyny sposób na wyjście z tego to kontynuowanie nie wymiarowania i jedzenie normalnie. U mnie tak było. Czułam się pełna po kilku kesach jedzenia i ciężko było na początku, że musisz jeść i absolutnie nie wymiotować, aby organizm miał czas przypomnieć sobie jak należy trawic jedzenie. Wszystko wróci do normy.

  5. Ola Wrzesień 26, 2018 w 4:18 pm - Odpowiedz

    A co jeśli cały dzień jadło się odpowiednio, nieprzetworzone jedzenie i smaczne, do niczego się nie zmuszało i zaspokajało swoje zapotrzebowanie a wieczorem i tak pojawia się napad na lodówkę tuż po odniesieniu talerzyka po kolacji? Ja już nie rozumiem skąd te wyżeranie zawartości lodówki mimo ze od dłuższego czasu jem odpowienio. Czy to może być taki „nawyk”, ze mój organizm jest przyzwyczajony do napchanego do bólu żołądka przed pójściem spać?

  6. Dobrochna Wrzesień 26, 2018 w 4:23 pm - Odpowiedz

    Aniu, jest dokładnie tak, jak piszesz. To wszystko kwestia szczerości. Kiedyś myślałam, że dyscypliny… ale nie. Skoro w pewnym momencie myślę/czuję, że muszę się DYSCYPLINOWAĆ, to znaczy, że moje ciało robi to na siłę. Musi się naginać, żeby nie zjeść mimo, że czuję faktyczny, prawdziwy, fizyczny głód. Więc uważam, że cały sukces w drodze wyjścia z ED to szczerość i troska. Z jednej strony trzeba dbać, żeby jeść, zdrowo, odżywczo, ale nie fiksować też, gdy się zje coś słodkiego, niezdrowego, czy coś; a z drugiej to szczerość: no przecież jedząc codziennie ponad nasz bilans nie ma opcji, żeby to się gdzieś nie odłożyło.
    Ja na przykład przytyłam przez usprawiedliwianie się: no przecież tyle lat nie jadłaś, nie spałaś, nie miałaś życia, teraz możesz sobie trochę pofolgować. I co? Ocknęłam się w swoim odczuciu za duża. Źle się czułam. Wystarczy naprawdę wprowadzić szczerość w relacji ze sobą, z jedzeniem, nie mówiąc już o wszystkich innych aspektach życia.
    🙂

  7. Lena Wrzesień 26, 2018 w 6:05 pm - Odpowiedz

    U mnie „zasada” niejedzenia po 18 na szczęście nie przetrwała. Budzenie się w nocy z głodu nie jest tego warte. Aczkolwiek nie ma to dla mnie znaczenia, bo w ciągu dnia i tak zwracam tyle, że nie da się być z siebie zadowoloną, kiedy nadchodzi wieczór. Czy jadłabym po 18 czy nie. Latem miałam miesiąc bez wymiotowania, a teraz znów dzień w dzień. Ostatnio nachodzą mnie myśli, że powodem mojej śmierci (oby później niż wcześniej) będą skutki bulimii. Jestem tego niemal pewna, bo po prawie dziesięciu latach z zaburzeniami odżywiania przestaję widzieć jakąkolwiek nadzieję. Chwilowe motywacje zawsze gasną 🙁

    • Agata Wrzesień 26, 2018 w 8:31 pm - Odpowiedz

      Lenki, ja w Ed byłam 11 lat, a niedawno Ania opublikowała moje świadectwo. Naprawdę myślałam, że jestem beznadziejnym przypadkiem…a teraz jestem ZDROWA!!!

    • Magda Wrzesień 27, 2018 w 8:02 am - Odpowiedz

      Hej. Mam 41 lat Pewnie „babcia” dla ciebie 😉 Rzygam od 15 roku życia czyli jakieś 26 lat więc śmierć nie nadchodzi tak szybko 🙂 prędzej zęby stracisz… Rzygam codziennie. Tzn z przerwą 80 dni po przestrzeganiu zasad Ani Gruszczyńskiej a teraz, po 1,5 roku podniosła się i zaczynam 15 dzień… NIE PODDAWAJ SIĘ. Ja wierzę że dam radę TY TAKŻE. Utrwalone w moim mózgu absurdy robiły że mnie NIEWOLNICE żarcia.

  8. Klaudyna Wrzesień 27, 2018 w 10:48 am - Odpowiedz

    Musze sie podzielić z Wami swoją historią. Spojrzałam teraz do skrzynki mailowej, żeby sprawdzić kiedy miałam pierwszy raz kontakt z Wilczogłodną. Mijają równo 3 lata. I chyba moge powiedzieć, że moja relacja z jedzeniem jest uzdrowiona. To była bardzo długa droga. Nie mogłąm długo uwierzyć, że moge jeść normalnie. I tak naprawdę postawiłąm wszystko na jedna kartę jakoś w lutym zeszłego roku. No może w marcu, bo jeszcze mnie szarpało. A historia z odchudzaniem zaczęła się gdy miałam 13 lat. Teraz mam 31. Na ostatniej diecie byłam rok temu – 1600 kcal (jestem wielką babą, mam 180 cm wzrostu:D). Byłam nieszczęśliwa, słaba, wypadła mi prawie połowa włosów – miałam łysienie plackowate, od kilku lat (!) brak miesiączki (lekarze mówili, że przedwszesna menopauza). Nadwaga 🙂 co jest naprawdę kuriozalne, bo przez połowę życia byłam na diecie ( a druga połowę oczywiście żarłam, choć więcej było tego czasu na pewno, gdy jadłąm za mało).
    Od kilku miesięcy jem. Normalnie. Bardzo zdrowo generalnie, ale bez obsesji. Nie liczę kalorii, ale na pewno ponad dwa tysiące. Nie ważę się, bo się boję, że zobaczę coś, co mi się nie spodoba i mi znowu odbije. Ale ciuchy ciąglete same, dobrze leżą. Nic się nie zmienia:) choć od poczatku tego okresu na pewno troche schudłam. I, uwaga! Miesiączka wróciła, choć lekarze mówili, że już nic z tego nie bedzie. Włosy odrosły i są teraz piękne! zaczęłam chodzić na siłownie i na rowerze jeździć bardzo dużo, bo WRESZCIE MAM NA TO SIŁĘ. Jestem szczęśliwa, mam dobry nastrój, wcześniej byłam w nieustającej depresji. Schudłam trochę, ale nadal jestem pulchną babką. Myslę, że po tylu latach rozwalania metabolizmu trzeba sie z tym po prostu pogodzić. Idzie mi to coraz lepiej. Bo to jest na prawdę mały pikuś, niewielka cena, kiedy sie odzyskuje swoje zycie. Z resztą dostaję sporo sygnałów od mężczyzn, że jestem mega seksowna, serio serio:) wczesniej wyglądałam strasznie, choć moja figura jakoś znacząco się nie zmieniła. Dodam, że dopiero po paru miesiącach normalnego jedzenia przestałam miec ciągłe wzdęcia i bóle brzucha, zaczęłam się normalnie wypróżniać – na to trzeba poczekać. Ostatnio byłam w knajpie wegetariańskiej na obiedzie, zdrowym i dobrym. I PIERWSZY RAZ przez te wszystkie lata pczyłam normalna sytość przed skończeniem posiłku. Zostawiłąm trochę ryzu i kawałek kotleta na talerzu. Bez lęku, że muszę przecież się najeść na zapas, bo to dzisiaj ostatni posiłek i nic juz potem nie wolno mi zjećś. Jak wspaniale być normalnym! Dziewczyny, zacznijcie jeść! Gdybym od razu zastosowała się do rad Ani, zaoszczędziłąbym 2 lata conajmniej:)

    • panna-bez-kapelusza Październik 6, 2018 w 10:08 pm - Odpowiedz

      No bo babka 30 lat a nastolatka to ma inny rozum i poglądy na życie. Też mi „przeszła” bulimia, wyrosłam z niej.
      jak się jest kobietą nie dziewczynką, to ma się inne potrzeby, cele i zmartwienia. teraz mam z siebie bekę, że waga, wygląd i kalorie były dla mnie wtedy całym światem. i nie, nie znalazłam nagle miłości życia, która mi pomogła z tego wyjść, nie mam pracy marzeń ani nie jestem jakoś wybitnie uzdolniona, po prostu… jestem ze sobą szczera. kocham siebie, kocham swoje niedoskonałe ciało (dużo przeszło i wygląda źle, ale jest moje), jestem „ponad” bulimię.

  9. jaaa Wrzesień 27, 2018 w 7:24 pm - Odpowiedz

    A czy jeśli się nie ma facebooka, to też można korzystać z kursu online?

  10. Kaja Wrzesień 28, 2018 w 10:45 am - Odpowiedz

    niejedzenie po 19 to dla mnie zmora… męczyłam siebie i organizm w ten sposób przez kilkanaście lat. Od roku bez kolacji budziłam się w nocy, bolał mnie brzuch i głowa, myślałam, że zejdę. ale ten głód oznaczał dla mnie jedno: chudniesz. bzdura…. przytyłam, rano chodziłam zmęczona, rzucałam się na wielkie śniadanie. od kilkunastu dni staram się to zmienić- z różnym skutkiem, ale się staram…jedno jest pewne- śpi mi się rewelacyjnie 🙂

Zostaw komentarz