• jedzenie nieprzetworzone

Jedzenie nieprzetworzone

Dzisiaj coś zupełnie podstawowego, ale jednak ciągle problematycznego; jedzenie nieprzetworzone.
Co to? Na co to? I z czym to się je?

Ostatnio moja czytelniczka zadała mi takie pytanie:

Hej Ania,

Słuchaj, mam małą rozkminkę i chciałabym cię zapytać… Otóż od kilku dni bardzo dobrze mi idzie. Codziennie dużo pracuje nad sobą i m.in. oglądam twoje filmiki.
Widzę, że używasz często określenia „jedzenie nieprzetworzone”. Powiem ci , że mam problem aby to odpowiednio zinterpretować. Czy to oznacza że jedzenie SUROWE ? Czy to takie do którego nie została dodana toną chemii?
Czy na przykład kasze mogę uznać za nieprzetworzone? Albo twaróg , jogurt grecki ? Albo gotowane warzywa ? Powiem ci że idzie ku lepszemu, ale tak jak ty podczas zdrowienia, tak ja nie mam pojęcia co to znaczy jeść normalnie i co to znaczy normalne jedzenie. Nawet twojego stwierdzenia o nieprzetworzonym jedzeniu nie potrafię zinterpretować poprawnie .

Ola

No dobrze, to od początku:
Nieprzetworzone, najczystsze jedzenie jakie można sobie tylko wyobrazić, to faktycznie jedzenie surowe – z ziemi, z krzaka, z drzewa.
To powiedzmy jabłko z babcinego sadu – nigdy nie pryskane, nie traktowane pestycydami, nie modyfikowane genetycznie.
To jagódka z krzaczka, marchewka z własnego ogródka, pomidor z przydomowej szklarni.
To jedzenie praktycznie nie istniejące w dzisiejszym świecie, bo jak wiemy, wszystko jest teraz pryskane, modyfikowane i cholera wie co jeszcze.

A nawet jeżeli nie pryskane, to i tak wyrosło w mniej lub bardziej toksycznej ziemi. Po prostu w dzisiejszych czasach, kontakt z chemią jest praktycznie nie do uniknięcia.
Nooo chyba, że masz masę czasu, pieniędzy i włożysz mnóstwo energii w zdobywanie jedzenia ultra BIO od certyfikowanego rolnika i takie tam cuda wianki.
To pewnie jednak i tak nie to samo co dawniej, w erze przedindustrialnej.

Ale powiedzmy, że nie masz na to ani czasu i pieniędzy. Co teraz?
Zjedźmy na ziemię i przyjrzyjmy się diecie zwykłego śmiertelnika – osoby pracującej, uczącej się, z mnóstwem obowiązków i o przeciętnych dochodach. Co oznacza dla nas nieprzetworzone jedzenie?
To dobrej jakości warzywa, owoce, orzechy, nabiał czy mięso.

Co to znaczy „dobrej jakości”? No właśnie…
Porównaj na przykład najtańsze pomidory w supermarkecie, z tymi u babci w warzywniaku – niebo a ziemia. Pomidor ze sklepu będzie blady i napompowany, ten z warzywniaka żywy i pełen smaku.
Oczywiście generalizuję tutaj ile wlezie, ale rozumiesz co chcę powiedzieć.

Pamiętam jak kiedyś, jeszcze na studiach, moja współlokatorka kupiła pomidora z marketu (ja wówczas żywiłam się zupkami chińskimi i słodyczami, więc mnie kupowanie pomidorów nie dotyczyło).
Chciała sparzyć na nim skórkę, więc włożyła go do garnka i polała wrzątkiem. Ku jej przerażeniu, zeszła z niego nie tylko skórka, ale i kolor! Woda w której zaś siedział, zrobiła się różowa…

Kolejny przykład; moja siostra niedawno pokazywała mi dorodną pomarańczę ze sklepu noszącą ślady nakłuć. Po prostu napompowano ją jakimś świństwem. Smak był okropny, wodnisty, ale owoc wyglądał tak, że mógłby występować w reklamie.

Z kolei moja mała kuzynka, kiedy miała trzy lata, zaczęła dojrzewać płciowo. Serio – owłosienie łonowe, piersi. Okazało się, że to od hormonów wzrostu zawartych w mięsie kurczaków. Pamiętam jak cała rodzina była zaangażowana w szukanie prawdziwego drobiu po okolicznych wioskach.
Ale to było w latach 90tych i mam nadzieję, że teraz jest lepiej.

No dobrze, ale do czego dążę?
Do tego, że jedzenie nieprzetworzone, to takie, przy którym nikt (za bardzo) nie kombinował – jajko, banan, orzech, świeży filet rybny.
Podstawowe produkty, z których można zrobić smaczny, pożywny posiłek.

Ale żeby to się stało, trzeba to to poddać obróbce termicznej. I teraz zaczyna się pieczenie, smażenie, gotowanie. To przecież także przetwarzanie.
O nie! I co teraz? Wcinamy surowe?
Spokojnie, nic podobnego.

Czytałam niedawno bardzo interesującą książkę „Sapiens”. Jej autor, Yuval Noah Harari, przypisuje sukces rodzaju ludzkiego między innymi umiejętności gotowania.
Zamiast spędzać cały dzień na żuciu pokarmu, nauczyliśmy się go zmiękczać i przygotowywać tak, aby spora dawka kalorii dostarczana była do naszego ciała szybko i sprawnie. Zyskaliśmy w ten sposób bardzo wiele czasu, który poświęciliśmy na budowę cywilizacji i obmyślaniu lotów w kosmos.
To tak w skrócie.

A więc czy obróbka termiczna pokarmów jest zła?
Osobiście uważam, że nie. Robimy tak od setek tysięcy lat i jakoś żyjemy. I to nawet całkiem dobrze.
Oczywiście są ludzie, którzy jedzą tylko surowe produkty – raw, witarianie, ale to już osobny temat.
Powiem tylko jedno: osobiście nie polecam tego sposobu odżywiania, jeżeli jeszcze nie stanęłaś w pełni na nogi po Wilku.
Potem sobie pokombinujesz, na razie jedz „normalnie”.

*

Czym więc jest to całe przetwarzanie?
W swojej istocie, to tak naprawdę TRAWIENIE, poza układem trawiennym; w garnku lub fabryce. To rozkładanie pokarmu, na czynniki pierwsze, na mniejsze, szybciej przyswajalne przez nasze ciało cząstki.
Jeżeli proces ten zachodzi (w większości) w naszej kuchni – ok, nie ma się czym martwić.

Ale co jeżeli dzieje się to praktycznie od A do Z w fabryce?
Ano zależy to jak bardzo ten proces jest posunięty. Wyobraźmy go sobie na przykładnie takiej truskawki.
Pierwsza faza to owoc sam w sobie – czerwony, gotowy do zjedzenia, mniam.
Drugi – mrożone truskawki zapakowane w worek – jest to już przetwórstwo, ale w niewielkim stopniu.
Trzeci – marmolada truskawkowa od babci. Jest tam żelatyna i cukier oraz obróbka termiczna. Ale to właściwie tyle. Najzdrowsze to to nie jest, ale na deser, raz na czas, może być.
Czwarty – dżem truskawkowy z fabryki – ty pojawiają się już konserwanty i „cholera wie co”.

Jemy takie fabryczne pyszności a potem czytamy szokujące newsy, że od lat pięćdziesiątych krematoria zwłok musiały czterokrotnie zwiększyć swoją moc, bo ludzkie, naładowane konserwantami ciała, nie chcą się po prostu palić.
Przepraszam najmocniej za zepsucie smaku truskawkowej fantazji, ale daje to do myślenia.

Kolejny przykład: Zupa
Opcja pierwsza: gotujemy warzywa, domowy bulion – danie na medal.
Opcja druga: gotujemy warzywa, bulion z kostki – ok, nie jest źle.
Opcja trzecia: Idziemy na zupę do knajpy – całkiem możliwe, że dostaniemy coś fajnego, ale szansa jest też duża, że nasze danie doprawione będzie chemią, tak by nam po prostu smakowało.

Pracowałam kiedyś w gastronomii i wiem czego dodaje się do potraw, tak aby klient na pewno zamieścił pozytywną recenzję na necie i sam wrócił po więcej.
Kolejnym stadium przetworzenia jest zupa ze sklepu – może i skład nie jest taki zły, ale ten produkt musi wytrzymać na półce kilkanaście dni – będą więc w niej konserwanty.
I po ostatnie – zupa z proszku czyli woda z chemią oszukująca nasz mózg, że to zupa.

W mojej drugiej książce, „To nie jest dieta”, pisałam żeby zawsze zastanowić się jaką drogę przebył dany produkt od postaci naturalnej, do obecnej formy– jeżeli dłuuuugą, nie kupuj go.
Zastanów się też, czy Twoja prababcia sprzed stu lat, magicznie przeniesiona w czasie, rozpoznałaby to jedzenie jako jedzenie. Czy wiedziałaby, że fluorescencyjna żelka to coś co się niby zjada?
Jeżeli nie – odpuść.

*

Dlaczego jedzenie przetworzone jest be?
Z dwóch powodów; po pierwsze to bardzo często puste kalorie (więcej tu: pseudojedzenie) Po drugie dlatego, że nasze ciała od niego wariują.
Już nie chodzi nawet o to, że kumulujemy w sobie cała tablicę Mendelejewa, ale to że w kilku kęsach dostarczamy sobie tyle cukru, co nasz przodek przez tydzień. Nasze ciało nie jest w stanie poradzić sobie z taką jego ilością i zaczyna chorować. Stąd otyłość, cukrzyca, insulinooporność i także zaburzenia odżywiania.
Taka jest cena jaką płacimy za wygodę gotowego posiłku z mikrofali.

*

No to czy trzeba jeść jedzenie tylko nieprzetworzone? Nie. Bez przesady.
Zawsze powtarzam, że wystarczy jeść je w 80%. Te dwadzieścia procent to margines „błędu”, a tak naprawdę margines na normalne życie w XXI wieku.
Tam mieści się i jedzenie przetworzone (chipsy na imprezie) i nie AŻ TAK przetworzone, ale po prostu niezdrowe (pizza w sobotni wieczór z przyjaciółmi).
Wszystko z głową i na spokojnie.

Na koniec zacytuję odpowiedź naszej nieocenionej Alicji z Wilczego Stada:

Pomyśl sobie o kakao.
– ugotowane w domu na mleku, ciemne kakao z Ghany bez cukru
– napój mleczny o smaku czekoladowym z E225, E480, mnóstwem cukru i słodzików, aromatami i emulgatorami.

Które jest przetworzone, a które nie?

*

A jak Ty to widzisz? Jak Ty definiujesz jedzenie nieprzetworzone? Podziel się z nami swoimi sposobami na ten dylemat.

2018-06-12T10:23:32+00:0012 Czerwiec, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

19 komentarzy

  1. Michalina Czerwiec 12, 2018 w 1:36 pm - Odpowiedz

    Może nie do końca na temat, ale uważam, że warto o tym wspomnieć. Często powtarza Pani w swoich postach, że jedząc jedzenie nieprzetworzone nie można/trudno stać się osobą otyłą. Otóż można. Moja rodzina jest tego doskonałym przykładem, niestety. Może nie jedzą produktów przetworzonych ( nie przepadają za słodyczami, fast foodami itp ) ale jedzą dużo, często bardzo tlusto, mam wrazenie że wręcz lubią się przejadac, zwłaszcza wieczorem. Podjadanie, zajadanie nudy, jedzenie ,,bo dobre”, albo ,,szkoda wyrzucić” to u mnie w domu norma 🙁 Przez to np. mój tato jest otyły ( i nie chodzi mi tu o wygląd, tylko bardziej o to że jest nie to po prostu niezdrowe ).
    Piszę to, ponieważ czasu do czasu przyłapuje się na tym, ze zajadam nudę lub stres dodatkową porcją kaszy, zupy, lub makaronu, przejadam się, a w takiej sytuacji o nawrot nie trudno. Także moim zdaniem nie należy przesadzać w żadną stronę, a objadanie się niestety zawsze bedzie objadaniem…

    • Karolina Czerwiec 12, 2018 w 5:02 pm - Odpowiedz

      To prawda Tak naprawdę tyjemy tylko od nadwyżki kalorycznej a nie tego co jemy 🙂 a zdrowie swoją droga Oczywoscie 🙂

      • Elodea Czerwiec 14, 2018 w 11:43 am - Odpowiedz

        Tak, to jest przenajświętsza prawda. Mój tata żywi się WYŁĄCZNIE owocami, warzywami, chlebem pełnoziarnistym, rybami, oliwą z oliwek i tak dalej… a jest OTYŁY. Bo co z tego, że nieprzetworzone, i co z tego, że od 10 lat nie było się w McDonaldzie (i opowiada się o tym z dumą każdemu, kto chce słuchać) jeśli OPRÓCZ pełnowartościowego śniadania, obiadu i kolacji zje się jeszcze „między wierszami” kilogram czereśni, pół kilo śliwek i kilka dużych jabłek, a do sałatki wleje się tyle oliwy, że zaczyna przypominać zupę, z przekonaniem, że „to zdrowe, więc mogę”…

        Moja mama je może trochę mniej zdrowo, bo nie lubi gotować (a nie mieszkają z tatą razem), i zdarzy jej się kupić gotowe płatki śniadaniowe pseudofitness albo słodzony jogurt, ale też zdecydowanie nie ma tragedii. A też jest otyła.

        W tej rodzinie krąży po prostu nawyk nieustannego poruszania szczęką. A owoce „też” mają fantastyczne walory smakowe, więc jak najbardziej nadają się do tego, żeby ich nadużywać. Czasem podejrzewam, że gdyby moi rodzice byli zmuszeni żywić się wyłącznie w McDonald’s, byliby szczupli, bo odpadłoby przekonanie/wymówka „To hiperzdrowe, więc trzeba koniecznie dopchać po czubek”…

  2. teżania Czerwiec 12, 2018 w 5:12 pm - Odpowiedz

    Michalino, nie jestem autorką, ale Ci odpowiem. Za każdym razem Ania pisze o sytuacji, w której jemy do sytości, w której nasz organizm mówi „ok, wystarczy”, nie o wpychaniu w siebie schabowego, żeby się nie zmarnował. Nie ma siły, żeby jedząc w nadmiarze (czegokolwiek) nie przytyć, chodzi o to, że jedząc śmieci przytyjemy szybciej, będąc przy tym niedożywionymi.A zajadanie stresu to jeszcze inna sprawa 🙂

  3. Agata Czerwiec 12, 2018 w 7:24 pm - Odpowiedz

    Kochane… czy są tutaj mamy ? Jak radzicie sobie z ED wychowując maleństwa?

    • MamaMarta Czerwiec 13, 2018 w 10:27 am - Odpowiedz

      Hej, zgłaszam się jako mama. Co masz na myśli konkretnie, jakie sytuację?

      • Agata Czerwiec 13, 2018 w 12:23 pm - Odpowiedz

        Chodzi mi o ataki…o głodówki, przejadanie się, akceptację siebie.

        • MamaMarta Czerwiec 17, 2018 w 9:28 pm - Odpowiedz

          Nie wiem, czy radzę sobie inaczej niż osoby bez dzieci… Staram się gotować zdrowo, ale ataki są. Czuję się z nimi podłe, staram się to ukrywać przed dziećmi…

  4. Michalina Czerwiec 13, 2018 w 12:21 pm - Odpowiedz

    Teżania, wiem o co chodzi z jedzeniem do syta. Piszę to, bo my wilczyce lubimy przesadzać raz w jedną raz w drugą stronę 😉 Przez objadanie się zdrowym jedzeniem prawie znowu wpadłam w to szambo, więc ten komentarz umieszczam trochę w ramach przestrogi…

  5. Firanka Czerwiec 13, 2018 w 2:24 pm - Odpowiedz

    A ja bym powiedziala to troche inaczej – nalezy jesc wysoko odzywcze produkty (niekoniecznie nie przetworzone, to slowo wprowadza w błąd). Bo chleb czy twaróg to produkty przetworzone, ale jedno dostarczy nam super weglowodanow a drugie bialek. Mam liste z wypisanymi produktami i sie jej trzymam tak, by dziennie 80% mojego jedzenia skladalo sie z tych rzeczy i jest wszysyko ok

  6. Kasia Czerwiec 13, 2018 w 8:02 pm - Odpowiedz

    Firana, a możesz podzielić się tą listą? Chętnie bym skorzystała.. Ja np nagminnie unikam pieczywa, bo uznałam to za produkt wysoko przetworzony i szpikowany ile wlezie ulepszaczami. Kasz nie mogę jeść przez chore jelita, więc w praktyce, moja dieta prawie nie zawiera zbóż.. Że to średnio rozsądne, przekonuję się co dzień usiłując skorzystać z toalety:(.. z marnym efektem. Czy chleb można uznać za zdrowe jedzenie?

    • Firanka Czerwiec 14, 2018 w 9:26 am - Odpowiedz

      Pewnie, że mogę 🙂
      Będę pisała najprościej jak się da 🙂 Jak pewnie wszystkie już wiemy, jedzenie skłąda się z węglowodanów, białek i tłuszczy. Moim zdaniem należy jeść produkty, które dostarczą nam ich najlepszej jakości i niekoniecznie będą to produkty nieprzetworzone.
      Znam dwa sposoby „dietowania” – albo obcinasz tłuszcze albo obcinasz węgle. Żadnej nie polecam 😀 Żeby odpowiednio nasz organizm funkcjonował, należy jeść wszystkie składniki w odpowiednich ilościach, ale szczególnie tłuszcze – minimum 1 g na 1 kg masy ciała (ważę 63 kg dlatego powinnam jesć 63 g z tłuszczu).
      Konstuuję posiłki trzymając się zasady białko + węgle + tłuszcze + warzywa/owoc. Jem tak 4 posiłki + 1 przekąska – głównie owoc + orzechy. Przy czym przekąskę jem jako 3 lub 4 posiłek, nigdy jako drugie śniadanie.

      WĘGLOWODANY mam podzielone na te z niskim indeksem glikemicznym (przydatne dla osób z insulinoopornością):
      – ryż brązowy, basmanti, paraboliczny,
      – kasza gryczana niepalona, pęczak, bulgur
      – makaron brązowy
      – komosa ryżowa
      – płatki owsiane, żytnie, orkiszowe
      – wasa
      – pieczywo żytnie pełnoziarniste
      – otręby owsiane
      – tortilla pełnoziarnista (robię sama, idealnie pasuje też jako fit sód do pizzy)
      – mąka pełnoziarnista
      – bataty
      -fasola czerwona, biała
      – soczewica
      Z WYŻSZYM INDEKSEM (jem je max 1 -2 x dziennie)
      – ryż biały, jaśminowy
      – kasza jaglana, kuskus, orkiszowa
      – ziemniaki
      – wafle ryżowe
      – płatki jaglane
      – makaron ryżowy
      – banany
      – gotowana marchewka

      TŁUSZCZE (po tych, które należy jeść częściej stawiam krzyżyk)
      – olej kokosowy, lniany X, rzepakowy…
      – oliwa z oliwek X
      – żółtka jaj
      – orzechy – włoskie, archaidowe, laskowe, migdały, pistacje, nerkowce…X
      – wiórki kokosowe
      – masło orzechowe
      – awokado X
      – margaryna
      – pestki dyni, słonecznika X
      – mleko kokosowe X

      BIAŁKA (Produkty oznaczone *** gwiazdkami zawierają już w sobie tłuszcz, więc korzystając z tych, które mają jedną * dodaje mniejszą ilość tłuszy, te które mają *** nie dodaję w ogóle)

      – kurczak – filet, udka, skrzydełko
      – indyk
      – chuda wędlina
      – mięso wołowe*/wieprzowe*
      – tuńczyk w sosie własnym
      – baranina***
      – ryby – typu halibut, sandacz, dorsz, mintaj
      – łosoś***, makrela wędzona ***
      – białka jaj
      – krewetki
      – twaróg chudy, półtłusty*, tłusty***
      – serek wiejski*
      – skyr
      – mozarella***

      Obecnie jem jakieś 2100 kcal. Mam 163 cm wzrostu i 61,5 kg, korzystając z tego samo spadło mi jakies 3 kg.

      Ktoś coś jeszce by dorzucił? Albo z czymś się nie zgadza?

    • Firana Czerwiec 14, 2018 w 11:03 am - Odpowiedz

      A i tak jem w minimum 80%. Pozostałe rzeczy to np ketchup, koncentrat, musztarda, łyżka majonezu z jogurtem, plaster żółtego sera, kakao, erytrytol, szklanka kefiru, kawa z mlekiem… Kawe pije codziennie a pozostałe rzeczy to rzadziej, czasami codziennie jakaś jedna rzecz, a czasami przez tydzień nic.

  7. Ola Czerwiec 13, 2018 w 8:33 pm - Odpowiedz

    Też miałam problem z chlebem i nie wiedziałam czy jest „dobry” czy „zly”. Obecnie wybieram chleb z piekarni na prawdziwym zakwasie np żytni a nie bułki pszenne z sieciowki albo sama piekę. Chleb jest dobry. Nie jest dobry by jeść go na każdy posiłek ale jeśli przygotujesz go z czymś fajnym, jajkiem, awokado, twarogiem, wędlina i warzywami to posiłek robi się wartosciowy. Umiar we wszystkim. To takie trudne. Dla mnie najtrudniejsze. A kluczowe

  8. Kasia Czerwiec 14, 2018 w 5:58 pm - Odpowiedz

    Firanka dziękuję za Twoją listę
    Tyle pysznych rzeczy a u mnie w tyle głowy uparcie tkwi „dieta grup krwi”. Przecież większość
    z tych rarytasów musiałabym odrzucić! Za Chiny ludowe nie mogę zapomnieć, że jestem zerówką i nabiał i pszenica mnie zabije a… przynajmniej utuczy jak prosię:( do tego to przekonanie o szkodliwości wszelkiego chleba..
    Uwierzcie, jak już skubnę kromeczkę, ciśnienie mam chyba 200 a żołądek ściągnięty ze strachu:( Dziewczyny pomóżcie, jak sobie z tym poradzić??

    • Firana Czerwiec 14, 2018 w 6:20 pm - Odpowiedz

      Na razie odpuść sobie chleb – ja tak mam z czekoladą. Jedz np wase i inne węglowodany a z chlebem poczekaj. Nikt Ci nie każe go jeść i nie zabrania. Mi smakuje ostatnio bardzo takie pieczywo chrupkie z biedronki firmy Pano. Robię sobie z nim z 6-7 kanapek i jest super 😉 jadłaś?

    • Elodea Czerwiec 15, 2018 w 10:41 am - Odpowiedz

      Węglowodany są potrzebne, ale nikt nie powiedział, że trzeba bezwarunkowo przyjmować je pod postacią chleba, skoro Ci nie wchodzi… Są różne kasze, bardzo zdrowe (gryczana, jaglana i tak dalej, i tym podobne), albo młode ziemniaki w mundurkach (jest sezon teraz, więc ej)…

  9. beadoctor Czerwiec 14, 2018 w 10:13 pm - Odpowiedz

    Ja z taką żywnością mało mam styczności…i mam świadomość, że u mnie to raczej jest dość niedobry objaw. Po prostu nie lubię zjadać czegoś „niepoliczalnego” – nie liczę kalorii co do grama, ale nie lubię gotowych dań, bo nie nigdy nie wiem co kto tam ukrył… nie jem w knajpach, nie lubię zamawiać jedzenia, bo po prostu boję się…

    A mam takie pytanie, jak to jest z kawą? Czy kawa rozpuszczalna to napój bardziej „nieprzetworzony”? Osobiście, wole pić sypaną, ale nie znam się dokładnie, wiec pytam:) Kiedyś na studiach byłam na fakultecie na temat antyoksydantów, wiem tyle, że po przebadaniu nie ma w niej, aż tak dużo substancji rakotwórczych, trzeba było by wypijać kilkanaście filiżanek dziennie by był taki efekt, ale na temat innych związków w tej kawie to niestety wiedzy nie mam:(

  10. Joanna Czerwiec 15, 2018 w 6:23 pm - Odpowiedz

    Juź naprawdę nie popadajmy w paranoję. Jedzmy po prostu normalnie. A tak w związku z żarciem bio. Kiedyś przepisy były ostrzejsze. Dziś, aby uprawy można było uznać za eko/bio czy jeszcze jakoś wymyślniej, aby drożej je sprzedać, wystarczy, że będą uprawiane na ziemi, która była 5letnim nieużytkiem i oczywiście niepryskane chemią znajdującą się na liście chemikaliów zakazanych w uprawach. Oczywiście niektóre chemikalia są dozwolone nawet w uprawach bio. Osobiście nie wierzę w nieprzetworzoną żywność, bo blisko autostrad i innyc ruchliwych ulic sadzi się salaty, kapusty, ziemniaki, itp. Mamy więc żarcie napakowane spalinami, smogiem i tym, co człowiek do niej wrzuci. Żywność jest mimo wszystko zmieniona czy tego chcemy czy nie. Natomiast rozwaliły mnie ziemniaki GMO. 2 lata temu kupiłam w Careffourze worek ziemniaków (nie zauważyłam prawie nieczytelnej małej naklejki GMO). Wydawały mi się podejrzane, bo wszystkie okrąglutkie i podobnych rozmiarów, ale i tak je wzięłam, bo się śpieszyłam z głodu. Po obraniu część upiekłam, resztę wstawiłam do lodówki. Następnego dnia były czarne:D na zewnątrz i w środku.

Zostaw komentarz