Dzisiaj coś zupełnie podstawowego, ale jednak ciągle problematycznego; jedzenie nieprzetworzone.
Co to? Na co to? I z czym to się je?

Ostatnio moja czytelniczka zadała mi takie pytanie:

Hej Ania,

Słuchaj, mam małą rozkminkę i chciałabym cię zapytać… Otóż od kilku dni bardzo dobrze mi idzie. Codziennie dużo pracuje nad sobą i m.in. oglądam twoje filmiki.
Widzę, że używasz często określenia „jedzenie nieprzetworzone”. Powiem ci , że mam problem aby to odpowiednio zinterpretować. Czy to oznacza że jedzenie SUROWE ? Czy to takie do którego nie została dodana toną chemii?
Czy na przykład kasze mogę uznać za nieprzetworzone? Albo twaróg , jogurt grecki ? Albo gotowane warzywa ? Powiem ci że idzie ku lepszemu, ale tak jak ty podczas zdrowienia, tak ja nie mam pojęcia co to znaczy jeść normalnie i co to znaczy normalne jedzenie. Nawet twojego stwierdzenia o nieprzetworzonym jedzeniu nie potrafię zinterpretować poprawnie .

Ola

No dobrze, to od początku:
Nieprzetworzone, najczystsze jedzenie jakie można sobie tylko wyobrazić, to faktycznie jedzenie surowe – z ziemi, z krzaka, z drzewa.
To powiedzmy jabłko z babcinego sadu – nigdy nie pryskane, nie traktowane pestycydami, nie modyfikowane genetycznie.
To jagódka z krzaczka, marchewka z własnego ogródka, pomidor z przydomowej szklarni.
To jedzenie praktycznie nie istniejące w dzisiejszym świecie, bo jak wiemy, wszystko jest teraz pryskane, modyfikowane i cholera wie co jeszcze.

A nawet jeżeli nie pryskane, to i tak wyrosło w mniej lub bardziej toksycznej ziemi. Po prostu w dzisiejszych czasach, kontakt z chemią jest praktycznie nie do uniknięcia.
Nooo chyba, że masz masę czasu, pieniędzy i włożysz mnóstwo energii w zdobywanie jedzenia ultra BIO od certyfikowanego rolnika i takie tam cuda wianki.
To pewnie jednak i tak nie to samo co dawniej, w erze przedindustrialnej.

Ale powiedzmy, że nie masz na to ani czasu i pieniędzy. Co teraz?
Zjedźmy na ziemię i przyjrzyjmy się diecie zwykłego śmiertelnika – osoby pracującej, uczącej się, z mnóstwem obowiązków i o przeciętnych dochodach. Co oznacza dla nas nieprzetworzone jedzenie?
To dobrej jakości warzywa, owoce, orzechy, nabiał czy mięso.

Co to znaczy „dobrej jakości”? No właśnie…
Porównaj na przykład najtańsze pomidory w supermarkecie, z tymi u babci w warzywniaku – niebo a ziemia. Pomidor ze sklepu będzie blady i napompowany, ten z warzywniaka żywy i pełen smaku.
Oczywiście generalizuję tutaj ile wlezie, ale rozumiesz co chcę powiedzieć.

Pamiętam jak kiedyś, jeszcze na studiach, moja współlokatorka kupiła pomidora z marketu (ja wówczas żywiłam się zupkami chińskimi i słodyczami, więc mnie kupowanie pomidorów nie dotyczyło).
Chciała sparzyć na nim skórkę, więc włożyła go do garnka i polała wrzątkiem. Ku jej przerażeniu, zeszła z niego nie tylko skórka, ale i kolor! Woda w której zaś siedział, zrobiła się różowa…

Kolejny przykład; moja siostra niedawno pokazywała mi dorodną pomarańczę ze sklepu noszącą ślady nakłuć. Po prostu napompowano ją jakimś świństwem. Smak był okropny, wodnisty, ale owoc wyglądał tak, że mógłby występować w reklamie.

Z kolei moja mała kuzynka, kiedy miała trzy lata, zaczęła dojrzewać płciowo. Serio – owłosienie łonowe, piersi. Okazało się, że to od hormonów wzrostu zawartych w mięsie kurczaków. Pamiętam jak cała rodzina była zaangażowana w szukanie prawdziwego drobiu po okolicznych wioskach.
Ale to było w latach 90tych i mam nadzieję, że teraz jest lepiej.

No dobrze, ale do czego dążę?
Do tego, że jedzenie nieprzetworzone, to takie, przy którym nikt (za bardzo) nie kombinował – jajko, banan, orzech, świeży filet rybny.
Podstawowe produkty, z których można zrobić smaczny, pożywny posiłek.

Ale żeby to się stało, trzeba to to poddać obróbce termicznej. I teraz zaczyna się pieczenie, smażenie, gotowanie. To przecież także przetwarzanie.
O nie! I co teraz? Wcinamy surowe?
Spokojnie, nic podobnego.

Czytałam niedawno bardzo interesującą książkę „Sapiens”. Jej autor, Yuval Noah Harari, przypisuje sukces rodzaju ludzkiego między innymi umiejętności gotowania.
Zamiast spędzać cały dzień na żuciu pokarmu, nauczyliśmy się go zmiękczać i przygotowywać tak, aby spora dawka kalorii dostarczana była do naszego ciała szybko i sprawnie. Zyskaliśmy w ten sposób bardzo wiele czasu, który poświęciliśmy na budowę cywilizacji i obmyślaniu lotów w kosmos.
To tak w skrócie.

A więc czy obróbka termiczna pokarmów jest zła?
Osobiście uważam, że nie. Robimy tak od setek tysięcy lat i jakoś żyjemy. I to nawet całkiem dobrze.
Oczywiście są ludzie, którzy jedzą tylko surowe produkty – raw, witarianie, ale to już osobny temat.
Powiem tylko jedno: osobiście nie polecam tego sposobu odżywiania, jeżeli jeszcze nie stanęłaś w pełni na nogi po Wilku.
Potem sobie pokombinujesz, na razie jedz „normalnie”.

*

Czym więc jest to całe przetwarzanie?
W swojej istocie, to tak naprawdę TRAWIENIE, poza układem trawiennym; w garnku lub fabryce. To rozkładanie pokarmu, na czynniki pierwsze, na mniejsze, szybciej przyswajalne przez nasze ciało cząstki.
Jeżeli proces ten zachodzi (w większości) w naszej kuchni – ok, nie ma się czym martwić.

Ale co jeżeli dzieje się to praktycznie od A do Z w fabryce?
Ano zależy to jak bardzo ten proces jest posunięty. Wyobraźmy go sobie na przykładnie takiej truskawki.
Pierwsza faza to owoc sam w sobie – czerwony, gotowy do zjedzenia, mniam.
Drugi – mrożone truskawki zapakowane w worek – jest to już przetwórstwo, ale w niewielkim stopniu.
Trzeci – marmolada truskawkowa od babci. Jest tam żelatyna i cukier oraz obróbka termiczna. Ale to właściwie tyle. Najzdrowsze to to nie jest, ale na deser, raz na czas, może być.
Czwarty – dżem truskawkowy z fabryki – ty pojawiają się już konserwanty i „cholera wie co”.

Jemy takie fabryczne pyszności a potem czytamy szokujące newsy, że od lat pięćdziesiątych krematoria zwłok musiały czterokrotnie zwiększyć swoją moc, bo ludzkie, naładowane konserwantami ciała, nie chcą się po prostu palić.
Przepraszam najmocniej za zepsucie smaku truskawkowej fantazji, ale daje to do myślenia.

Kolejny przykład: Zupa
Opcja pierwsza: gotujemy warzywa, domowy bulion – danie na medal.
Opcja druga: gotujemy warzywa, bulion z kostki – ok, nie jest źle.
Opcja trzecia: Idziemy na zupę do knajpy – całkiem możliwe, że dostaniemy coś fajnego, ale szansa jest też duża, że nasze danie doprawione będzie chemią, tak by nam po prostu smakowało.

Pracowałam kiedyś w gastronomii i wiem czego dodaje się do potraw, tak aby klient na pewno zamieścił pozytywną recenzję na necie i sam wrócił po więcej.
Kolejnym stadium przetworzenia jest zupa ze sklepu – może i skład nie jest taki zły, ale ten produkt musi wytrzymać na półce kilkanaście dni – będą więc w niej konserwanty.
I po ostatnie – zupa z proszku czyli woda z chemią oszukująca nasz mózg, że to zupa.

W mojej drugiej książce, „To nie jest dieta”, pisałam żeby zawsze zastanowić się jaką drogę przebył dany produkt od postaci naturalnej, do obecnej formy– jeżeli dłuuuugą, nie kupuj go.
Zastanów się też, czy Twoja prababcia sprzed stu lat, magicznie przeniesiona w czasie, rozpoznałaby to jedzenie jako jedzenie. Czy wiedziałaby, że fluorescencyjna żelka to coś co się niby zjada?
Jeżeli nie – odpuść.

*

Dlaczego jedzenie przetworzone jest be?
Z dwóch powodów; po pierwsze to bardzo często puste kalorie (więcej tu: pseudojedzenie) Po drugie dlatego, że nasze ciała od niego wariują.
Już nie chodzi nawet o to, że kumulujemy w sobie cała tablicę Mendelejewa, ale to że w kilku kęsach dostarczamy sobie tyle cukru, co nasz przodek przez tydzień. Nasze ciało nie jest w stanie poradzić sobie z taką jego ilością i zaczyna chorować. Stąd otyłość, cukrzyca, insulinooporność i także zaburzenia odżywiania.
Taka jest cena jaką płacimy za wygodę gotowego posiłku z mikrofali.

*

No to czy trzeba jeść jedzenie tylko nieprzetworzone? Nie. Bez przesady.
Zawsze powtarzam, że wystarczy jeść je w 80%. Te dwadzieścia procent to margines „błędu”, a tak naprawdę margines na normalne życie w XXI wieku.
Tam mieści się i jedzenie przetworzone (chipsy na imprezie) i nie AŻ TAK przetworzone, ale po prostu niezdrowe (pizza w sobotni wieczór z przyjaciółmi).
Wszystko z głową i na spokojnie.

Na koniec zacytuję odpowiedź naszej nieocenionej Alicji z Wilczego Stada:

Pomyśl sobie o kakao.
– ugotowane w domu na mleku, ciemne kakao z Ghany bez cukru
– napój mleczny o smaku czekoladowym z E225, E480, mnóstwem cukru i słodzików, aromatami i emulgatorami.

Które jest przetworzone, a które nie?

*

A jak Ty to widzisz? Jak Ty definiujesz jedzenie nieprzetworzone? Podziel się z nami swoimi sposobami na ten dylemat.