• objadanie

Kiedy kończy się to objadanie?

Jak pewnie wiesz, oprócz bloga mam także swoje podopieczne – dziewczyny które od podstaw uczę jeść.
Kontaktuję się z nimi przez cały dzień na massangerze, gdzie dostaję zdjęcia ich wszystkich posiłków. Na ich podstawie daje im moje zalecenia i zadania.
I zawsze na naszej pierwszej rozmowie, zanim zaczniemy pracę, mamy mniej więcej taki dialog:
Ania, ale na pewno będziesz przy mnie kiedy będę chciała się objeść? A co jak akurat wtedy nie zobaczysz mojej wiadomości, albo nie będziesz mogła odpisać?
Już czekam na to pytanie wręcz.
I co wtedy odpowiadam? Coś co niezmiennie je szokuje i spotyka się ze sceptycznym niedowierzaniem:
Kochana, takiej sytuacji po prostu nie będzie. Praktycznie już od pierwszego dnia ciągoty aby się objeść ustaną w 80 – 90%. A nawet i w 100%. I nie ważne od ilu lat jesteś w ED. Po prostu przejdzie Ci ochota, by się obżerać.
Yyyy, jak to?

A no tak, że jedzenie to tylko (i aż) potrzeba fizjologiczna – nie kara za grzechy, nie narzędzie terroru, nie przeszkoda na drodze do bycia szczupłą.
Z potrzebami fizjologicznymi jest tak, że jeżeli ich nie zaspokoisz „po dobroci”, organizm to na Tobie wymusi. Teoretycznie mamy na nie wpływ, ale niewielki i tylko tymczasowy.
Przykład? Proszę bardzo:

Wstrzymasz oddech – zemdlejesz i oddech wróci sam do normy (kilka minut)
Uprzesz się, że nie pójdziesz do toalety – posikasz się (kilkanaście godzin)
Odmówisz sobie snu – padniesz na twarz (kilka dni)
Odwodnisz się – opijesz się jak bąka (kilkadziesiąt godzin)
Odmówisz sobie jedzenia – wilczo głodna rzucisz się na nie (kilka – kilkanaście dni). Uwaga, tutaj nie mówię o anoreksji, bo to inny przypadek.

To jest najważniejsza rzecz, którą musisz zrozumieć: na podaż kaloryczną masz ograniczony wpływ i masz go tylko do pewnego stopnia. Kiedy ciało poczuje, że jego egzystencja jest zagrożona, zacznie walczyć o ŻYCIE. A wiesz, że walka o życie to nie jakieś popierdółki – to szarpanie, rwanie i chwilowe szaleństwo. Jeżeli nigdy jej nie widziałaś, włącz sobie National Geografic.
Albo… przypomnij sobie ostatni szturm na lodówkę.
Kiedy więc mija objadanie się? Kiedy ustają powody by o to życie walczyć.

Idąc dalej porównaniem do potrzeb fizjologicznych, wyobraź sobie, że coś Ci strzeliło do głowy, że będziesz spać po 4 godziny dziennie – tak jak Dżesi co nie śpi.
Trwało to powiedzmy kilka lat. Zrywałaś się z łóżka w środku nocy i próbowałaś funkcjonować jak gdyby nigdy nic. Czasami się to udawało, jednak przez większość czasu padałaś kilkanaście razy dziennie na łózko, przysypiałaś nad komputerem i w tramwaju. Po prostu organizm brał sobie bez pardonu, to czego mu brakowało.
Ale nagle poszłaś po rozum do głowy i zaczęłaś spać po 8 godzin.
No to powiedz ile czasu musi minąć ataki snu ustaną? Dzień? Dwa? Organizm się zregeneruje, wyśpi i zajmie się życiem zamiast kombinowaniem jak tu się kimnąć.

Tak samo jest z jedzeniem. Organizm się naje, zregeneruje i do widzenia.
Oczywiście jeżeli wychodzisz z dużego niedożywienia, doświadczysz ekstremalnego głodu. Jednak jeżeli ważysz prawidłowo, nic takiego się nie stanie. Niepohamowana ochota by żreć minie. Za to pojawi się ochota by jeść. Normalnie jeść.

A co jeżeli jem tyle ile potrzebuję, ale wciąż o „tym” myślę?

Tak, będziesz o tym myśleć i to jest normalne. Jeżeli jesteś w ED dłużej niż powiedzmy 3 miesiące, to stało się to Twoim nawykiem.
Możesz więc złapać się na tym, że po pracy Twoje nogi od razu kierują się do ulubionej piekarni, lub na tym że fantazjujesz o wielkiej czekoladzie, albo na tym, że nie wiesz co zrobić teraz z tym całym wolnym czasem. Jak sobie z tym radzić pisałam już nie raz odsyłam więc do starszych postów.

Jednak gdy nie towarzyszy temu fizyczny głód, te myśli przestają być POTWORAMI a zmieniają się w brzęczące nad uchem muchy. Muchę można zignorować, ewentualnie pacnąć, ewentualnie wyjść z pomieszczenia gdzie znajduję się natręt. Potwora, który miażdży Twoją wolną wolę (całkiem dosłownie), nie bardzo.

Też fakt, że czasami ta mucha wygra i jest tak zwana wpadka. Mi też się to zdarzało; objadałam się jeszcze kilka razy, już po wyjściu z bulimii. Nigdy jednak nie było to już ilości przemysłowe, nigdy nie poszłam po specjalnie do sklepu i nigdy już nie zwymiotowałam. Dlaczego? Bo tak zdecydowałam. Koniec i kropka.

Wracając więc do tematu; kiedy skończy się objadanie? Kiedy Ty skończysz głodzenie się.
Zastosuj się do moich rad, porzuć diety i restrykcje. Zrozum, jesteś normalnym człowiekiem, nic Ci nie dolega, nie jesteś zepsuta czy złamana. Możesz jeść 2000 – 2500 kcal (czy nawet więcej, jeżeli jesteś aktywna) i nie tyć! No cuda normalnie!

Która z was już tam jest? Napiszcie słówko ku pokrzepieniu innych Wilczyc!

*
Przypominam o premierze mojej książki „Super Laska” http://www.idz.do/super-laska-empik
Oraz o konkursie w którym możesz wygrać mój kurs online: http://www.idz.do/super-laska-strona

Tym czasem publikuję pierwszą recenzję, która pojawiła się jako komentarz pod moim ostatnim postem:

Z czystym sercem polecam tę książkę! Aneczko, stworzyłaś przewodnik po życiu, a nie książkę o odchudzaniu! Jeśli ktoś uczynił z jedzenia swojego boga, po przeczytaniu „Super laski” stanie się żywieniowym „ateistą”, tzn. stwierdzi, że ten problem już dla niego nie istnieje.
Książka Ani uzbroi każdą laskę w potrzebną wiedzę i oduczy chorych nawyków, by w końcu mogła skoncentrować się na życiu, nie na dietach. „Prawdziwa przyjemność w życiu to ta płynąca z osiągania swoich celów i stawania się lepszym człowiekiem, a nie ta z jedzenia!” – takie zdanie widnieje na jednej z końcowych stron publikacji. Jeśli którąś z Was one przekonują, niech nie waha się kupić „Super laskę”. Zaręczam, że warto.

Gosia

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-07-20T11:09:39+00:0020 Lipiec, 2018|Kategoria: Kontrolowanie napadów|Tagi: , |

42 komentarze

  1. Agata Lipiec 20, 2018 w 11:38 am - Odpowiedz

    Absolutna prawda !!!!! Dziewczyny, dziś mija tydzień odkąd jestem pod opieką Ani. I nie skłamię, jeśli powiem, że dla mnie to prawdziwy cud. Tak! Prawdę mówiąc, nie wierzyłam, że to kiedyś powiem, ale zdrowieję. Jem ( nie żrę) jak NORMALNY CZŁOWIEK. Zjadam porządne śniadanie, drugie śniadanie, lunch i kolację. Bez restrykcji, bez absurdów typu:zero węgli na kolację. Ba, nawet sięgam po owoce o 18.00. Myślę, że jem ponad 2000 kcal. I co? Przestałam się objadać, a co najważniejsze przestałam wymiotować. To jest piękne. Wydawało mi się, że jestem beznadziejnym przypadkiem. Pogodziłam się z tym, że mam bulimię. Dzięki Bogu szybko oprzytomniałam. Wy też możecie być zdrowe. Uwierzcie mi WARTO! Zobaczycie jak pięknie smakuje wolność !!!

  2. Owiec Lipiec 20, 2018 w 11:52 am - Odpowiedz

    Nie wiem jak ty to robisz. Miałam pisać maila z pytaniem o to do Ciebie a ty robisz post! Kupiłam twoją książkę i liczę na to że będzie odpowiedzią na mojego gada 🙂

  3. ewkadrzewka Lipiec 20, 2018 w 2:46 pm - Odpowiedz

    Zgadzam się – jeśli ważysz normalnie (w sensie nie jesteś wychudzona ani nie masz nadwagi) i miałaś napady, to wystarczy zacząć jeść NORMALNIE. Na początku pewnie przyda się liczenie kalorii (ale bez spiny, można na oko), potem warto przestać to robić, bo to błedne koło. Żaden przeciętny, szczupły, normalnie odżywiający się człowiek, który nie ma schiz na punkcie diet, ćwiczeń i odchudzania, NIE LICZY KALORII.
    Sama dość długo miałam ED, ale wystarczył powrót do normalnego jedzenia i porzucenie myśli o „schudnięciu tych 5 kg, żeby być w dolnej granicy bmi, i napady minęły. Może nie od razu, bo czasem czekolada kusiła (2 tabliczki naraz? spokojnie). Teraz mam w lodówce duuużą milkę oreo (moją ulubioną) i w ogóle mnie nie kusi. Wczoraj miałam zjeść do kolacji 3 kostki, ale była… zbyts łodka o.O zjadłam więc banana.
    Nie mogę powiedzieć, że jestem już wyleczona, ale na pewno nie ograniczam jedzenia. U mnie nie sprawdza się 5 małych posiłków, muszę mieć 3 solidne, wtedy nie mam skoków cukru, żyję sobie szczęśliwie i nie tyję.
    Co zauważyłam po latach ED – im mniej jem, tym mniej chudnę. Taki paradoks. 😉 na 1200 będe miała zastoje, natomiast na 1800 chudnę (na oko, bo mam wszystkie tabele w głowie), więc po co się głodzić?
    Owszem, pierwszy etap bywa trudny, bo czasem można trochę przytyć (póki się szystko wyreguluje), ale potem wszystko wraca do normy.
    Ania ma rację – organizm NIE CHCE być gruby, bo to sie po prostu nie opłaca. Jeśli jesteś zdrowa, to nawet jeśli zj.bałaś metabolizm latami złych diet czy ED, da się to naprawić. Oszem, włosy już nigdy nie będą tak piękne jak kiedyś, może masz rozstępy, obwisłe piersi czy sflaczałe uda, ale to nie znaczy, że jesteś gorsza. Nie jesteś brzydka. Dziewczyny (i chłopaki), pokochajcie siebie. Zaakceptujcie swoje ciało takim jakie jest, a dopiero potem próbujcie zrzucić sadło, jeśli macie coś do zrzucenia.
    Ja jestem pośrodku BMI (choć uważam, że ten system się nie sprawdza), wolalałbym ważyć mniej, żeby łatwiej mi bylo dobrać odpowiednie ubrania (brak wylewających się boczków czy trzęsących ud), ale robię to powoli, bez spiny. Zbyt długo cierpiałam, nienawidziłam siebie i karałam się jedzeniem (albo niejedzeniem).

    Nie zgadzam się tylko co do jednego: jedzenie to nie tylko zaspokajanie głodu, to dużo więcej. Jedzmy to, co nam smakuje, co lubimy, niekoniecznie muszą to być super mega zdrowe rzeczy (łatwo wpaść w ortoreksję), ktoś tu pisał o zasadzie 80/20 i ja też się tego trzymam. Nie ograniczam niczego, choć wybieram domowe, pożywne posiłki, jak najmniej przetworzone. Lody? Spoko, wpisują się w schemat 80/20, a ja lubię lody, zwłaszzca w upały.

    Kochane, Ania dobrze gada: nie głodzić się, waga się unormuje, apetyt ureguluje. Warto zadbać o nerwy, bo w stresie niestety często można wrócić do starych nawyków.

    Trzymam kciuki i czekam na kolejny post!

  4. Marta Lipiec 20, 2018 w 6:34 pm - Odpowiedz

    Nie muszę się głodzić, żeby kilka razy dziennie „marzyć” o rzuceniu się w dawne nawykowe działania. Serio. Gdy mam momenty, gdy nie zależy mi na sobie, gdy nie mam komu się wyżalić albo po prostu nie mam celu i nie chce mi się działać, jedzenie jest jedynym, co przychodzi do głowy. Chcę transu, chcę się odciąć, chcę nie czuć. Chcę.

    Wydaje mi się, że przez szukanie braków kalorii i zbyt małych porcji jedynie się roztyłam, a z emocjami nadal nie umiem sobie radzić.

    Powoli odkrywam w sobie te emocje i metody na spędzenie czasu, na celowe życie, szukam motywacji do dobrego życia… ale często plusy objadania górują nad minusami i często świadomie je podejmuję.

    Można szukać innych transów, nasz organizm to fabryka narkotyków (zapożyczone od Roberta Rutkowskiego), sam umie wyprodukować masę doznań – endorfin itp. (ruch, taniec, śmiech). Ale gubię się w tym wszystkim, trudno spamiętać i stosować wszelkie supermądrości w życiu codziennym, coraz gorzej mi to wychodzi.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że poza moim komentarzem będą same bardziej pozytywne ;))

    • Magda Lipiec 20, 2018 w 11:43 pm - Odpowiedz

      Hej, ale Twój komentarz jest pozytywny – świadczy o tym, że szukasz, myślisz, że się nie poddajesz. Ania pomogła mi „odstawić” słodycze, a organizm psychologicznie zareagował w ten sposób – „oj, jaka szkoda, przecież po południu tak fajnie jest usiąść ze słodyczami i czytać sobie…. ” Musiałam stopniowo tak jak Ty szukać rozwiązań praktycznych, nawet niektóre spisałam na kartce – spotkanie z koleżanką, rower, wyprawa do biblioteki, sprzątanie, zaplanowanie urlopu tzn. szukanie kwater w internecie czy nawet zaległe cerowanie skarpetek 😉 spostrzegłam ile fajnych rzeczy można robić……w międzyczasie słodycze same jakoś tak zrobiły się za słodkie, fuu, blee, itd. Bo prawdę mówiąc to jest pożywienie marnej jakości…….Marta, dasz radę 😀

      • Marta Lipiec 21, 2018 w 9:21 am - Odpowiedz

        Wiem, zdarzało mi się i tak. Gdy mam nadzieję i motywację, sama to dostrzegam 🙂 Spisywanie, wymyślanie, teoretyzowanie – za dużo tego było, tam jest chaos; a jedzenie jest takie odruchowe, łatwe, pod ręką.

        Masz rację i sama potrafię to dostrzec, no ale często brakuje już chęci i wiary, by zadziałać inaczej, lepiej.

        Dziękuję Ci za komentarz, za dobre słowo 🙂

    • Wilczo Glodna Lipiec 22, 2018 w 1:09 pm - Odpowiedz

      A może zamiast szukać transów, spróbować żyć świadomie. Złe samopoczucie to też część życia – zamiast próbować to zmienić i „naprawiać” jedzeniem na przykład, zaakceptuj to i przeżyj. To minie. Ściskam Cię mocno.

      • Marta Lipiec 22, 2018 w 8:06 pm - Odpowiedz

        Wiem. To bywa takie trudne, niekiedy czysta rozpacz.

        Dziś zrobiłam krok do przodu – po paru godzinach od względnego uspokojenia się nadal płaczę z bólu za każdym razem, gdy próbuję ucieszyć się z lata za oknem, ale uderzają we mnie jakieś dziecięce wspomnienia, jakieś straty, wyidealizowane tęsknoty, ale też i zwykły brak osoby, której można rano powiedzieć „dzień dobry” i zjeść z nią śniadanie.

        To tak potwornie boli, ale już jakby nieco mniej. Myślę, że ta fontanna łez uruchomiła się nie bez przyczyny i mam nadzieję, że nie jest to czyste użalanie się nad sobą.

        Dziękuję, Ania, ściskam też.

  5. Karolina Lipiec 20, 2018 w 7:42 pm - Odpowiedz

    Ja już jestem tak sfiksowana ze szok .. wyobraźcie sobie ze po 3 latach rzuciłam okropna prace fizyczna po której ledwo co żyłam i znalazłam lekka inorzyjemna a ja co ? Boje się ze nie bd mogła więcej jeść i bd za mało aktywna a co za tym się wiąże przytyje ..

    • Marta Lipiec 21, 2018 w 9:24 am - Odpowiedz

      Chyba niejedna z nas Cię rozumie 😉 Może uspokoi Cię odrobinkę taka myśl, że będziesz miała więcej przestrzeni na zorganizowanie sobie sycących posiłków w tych porach, w których jesteś głodna i że nie będziesz tak bardzo rzucała się na jedzenie po pracy? Bo pewnie tak było, gdy wracałaś wyczerpana.

      • Karolina Lipiec 21, 2018 w 5:40 pm - Odpowiedz

        Tak było i tym bardziej napady miałam w pracy również bo noe miałam kontrolowanych przerw a tutaj będzie na szczęście inaczej … są plusy , nawet więcej niż minusów ale strach jest straszny i to mnie przeraża jak bardzo mam zepsuta glowe .. nie spale wystarczająco dużo kalorii żeby moc więcej jest to jest przykre ze tak bardzo mam chora glowe

        • Marta Lipiec 22, 2018 w 9:35 am - Odpowiedz

          Karolina, nie jesteś sama, my chyba w ogóle boimy się każdej zmiany, bo nauczyłyśmy się perfekcjonistycznych regułek, które przecież i tak nie działają (może czasem i przez chwilę). A może będziesz miała siłę i chęć na jakiś sport poza pracą? Domyślam się, że ta nowa praca może wiązać się z siedzeniem lub staniem? Być może będziesz wręcz miała ochotę rozruszać kręgosłup na jakichś zajęciach (pamiętam to z pracy biurowej).

          Wiem, mogę tak sobie gadać, ale może parę słów z zewnątrz pomoże Ci choć trochę inaczej spojrzeć na sytuację 😉 Strach nie jest sprzymierzeńcem, spróbuj dać sobie trochę miłości, troski, trzymam za Ciebie kciuki!

  6. Edyta P Lipiec 21, 2018 w 2:04 pm - Odpowiedz

    Marta może jeszcze w życiu „za mało” zajadłaś?może jedzenie jeszcze nie dało Ci w kość tak jak innym?

    • Marta Lipiec 22, 2018 w 9:38 am - Odpowiedz

      Tego się czasem obawiam – że opamiętam się dopiero, gdy trafię do szpitala z jakimś poważnym problemem. Ale kto wie, może się wcale nie opamiętam? Czy każdy alkoholik lub narkoman się opamiętuje po takich sytuacjach?

  7. Edyta P Lipiec 21, 2018 w 2:05 pm - Odpowiedz

    i nie wiem czy wiesz,ale emocji nie da się zajeść nawet ogromną ilością jedzenia-trzeba je po prostu przeżyć.Pozwól sobie na to.

    • Marta Lipiec 22, 2018 w 9:44 am - Odpowiedz

      Oczywiście, ale jedzenie daje chwilę wytchnienia od bólu, stresu. To jest automat, główne znane mi „rozwiązanie”. Ile można wyć, rozpaczać? Oczywiście w chwili, kiedy mam jasny umysł i nadzieję, wiem, że wystarczy pogmerać przy nastawieniu i świadomie zmienić swój stan, nawet zacząć działać. Ale w tych momentach chcesz po prostu sobie ulżyć.

      Przeżyć emocje… niby wiem, niby chcę się tego nauczyć… ale jak? przepłakać? co z tym zrobić? To, wydawałoby się, banalne, ale chyba straciłam naturalną zdolność do radzenia sobie z tym.

      Dziękuję za odpowiedź 🙂

  8. amanda Lipiec 21, 2018 w 2:41 pm - Odpowiedz

    Ja się niestety nie mogę do końca zgodzić. Spróbowałam kiedyś przestać się odchudzać i przez kilka tygodni jadłam 2000 kcal w zdrowym jedzeniu przy minimalnej aktywności w ciągu dnia (tylko studia). Nie miałam napadów tylko dzięki silnej woli, ale nadal bardzo mnie ciągnęło do objadania się. Utrzymywałam wtedy swoją wagę, niby się nie objadałam ale chodziłam po ścianach tak chciało mi się jeść. Dodam, że nie jestem wychudzona, waga waha mi się między 60-70 kg. Teraz ważę 67 kg i niestety wróciłam do diety 1300 kcal bo tylko w ten sposób mogę schudnąć a czy jem 1300 czy 2000 to nadal muszę bardzo się powstrzymywać przed jedzeniem więc wolę już jeść mniej i przynajmniej schudnąć, żeby nie przekroczyć za chwilę 70 kg. Czasem uda mi się zmniejszyć apetyt dzięki lekom uspokajającym, ale mam wrażenie, że już przestały działać.
    Bardzo lubię Twojego bloga Aniu i bardzo mi pomaga co piszesz i mówisz; chciałam tylko powiedzieć że nie u wszystkich jest tak samo, że jak tylko zacznie jeść normalnie to jest inaczej…

    • Karolina Lipiec 21, 2018 w 5:41 pm - Odpowiedz

      Ha .. mam to samo , napady są czy jem dużo czy mało .. widzę ze im więcej zjem w ciągu dnia tym bardziej ciągnie mnie do objadania się na wieczór mało to logiczne ..

    • malenstwo nie tak małe Lipiec 22, 2018 w 12:52 pm - Odpowiedz

      Popełniasz podstawowy bład: liczysz kalorie. To bez różnocy, czy musisz dobić do 1400, czy do 2000 – to stres dla organizmu. No i widocznie myślałaś, że jedząc 2000 będzie łatwo? Nie będzie, bo to nadal kontrolowanie siebie.
      Moja rada (sprawdzona) – nie liczyć. Przestań w ogóle liczyć kalorie, ale jedz w miarę normalne posiłki (można, skoro już to robiłaś jedząc 2000), bez przesady w żadną stronę. Nie myśl o tym, że przytyjesz, bo to nieprawda. Każdy ma jakąś wagę „idealną” dla organizmu i często organizm sam do niej daży (nie zawsze jest to nasza wymarzona waga). Więc jeśli jedząc normalnie trochę przytyjesz, to nic takiego, zdrowy organizm nie chce być gruby (to tobie się wydaje, że jesteś). Ja np. mam 167 cm i mój organizm upodobał sobie wagę 62 kg, no dąży do niej zawsze, a gdy już ją osiągnie, to mogę jeść wszystko, bez liczenia, bez zamartwiania się, bez ortorektycznych schiz – po prostu organizm uważa, że to najlepsza dla mnie waga (wyglądam „normalnie”, nie szczupło) i jej się trzyma, a ja nie musze myśleć o kaloriach i planowaniu posiłków. UWAGA: zawsze jem do syta, więc pewnie więcej niż 2000 kcal, a NIE TYJĘ.
      Natomiast jeśli chciałabym schudnąć, to już musiałabym się pilnować. Znaczy, schudnąć tak kosmetycznie, max 5 kg.
      Dlatego: NIE LICZYĆ KALORII. N początku będzie trudno i będzie bolało psychicznie, ale tylko w ten sposób da się wyjść z obsesji ich liczenia i ciągłego pilnowania się.
      Wiem, że nie posłuchasz i dalej bedziesz na 1300 czy tam 1500, ale do czasu. Nie da się całe życie kontrolować tego, co mamy wrodzone i działa samo przez się (Gadziego). Po prostu jedz, pozwól sobie na to. Skoro jadłaś 2000, to dasz radę również nie liczyć. 🙂
      Trzymam kciuki.

      P.S. Żeby nie było, że się wymądrzam: miałam ED od ponad 16 lat, ale zawsze można wyjść na prostą 🙂

      • amanda Lipiec 22, 2018 w 10:56 pm - Odpowiedz

        ~ malenstwo nie tak male, dziękuję za odpowiedź. Tylko że jedząc na intuicję będę jeść na pewno ponad 2000 kcal jak nie więcej, a skoro jedząc 2000 kcal tylko utrzymywałam wagę to jak mam schudnąć jeśli źle się czuję z wagą 67kg? Nie jestem wychudzona. Aktywności fizycznej nie cierpię i nie chcę się do niej zmuszać, więc zostaje tylko dieta, tudzież leki hamujące apetyt po które niedługo pójdę do lekarza, bo już nie wyrabiam…

  9. Gabs Lipiec 21, 2018 w 10:23 pm - Odpowiedz

    Z czego może wynikać fakt, że jedząc 1300/1400 kcal dziennie + aktywność fizyczna nie mam napadów, a kiedy zjem więcej i zrezygnuję z aktywności, to zazwyczaj mam napad ???

    • wandas0 Lipiec 22, 2018 w 12:45 pm - Odpowiedz

      Z mózgu. Masz wpływ na to, co myślisz, więc możesz udawać, że na 1300 jesteś najedzona.

    • M Lipiec 28, 2018 w 10:27 am - Odpowiedz

      Gabs, to może być kwestia gospodarki hormonalnej Twojego organizmu. Akurat podałaś skrajny przykład z tymi 1300/1400kcal, co też nie jest dobre, ale generalnie może być tak, że aktywność fizyczna (z odpowiednią ilością jedzenia) pomaga utrzymać np. insulinę, grelinę czy leptynę na odpowiednim poziomie. Natomiast brak ruchu raczej nie wpływa pozytywnie na organizm ;p

  10. K Lipiec 22, 2018 w 12:37 am - Odpowiedz

    Ja też nie do końca mogę się zgodzić. Przez jakiś czas jak jadłam normalnie i nie było napadów na jedzenie to czułam się coraz lżejsza i szczęśliwsza. Jednak od ponad miesiąca mimo że jem normalnie w ciągu dnia to na wieczór pojawia się głód i/lub ochota na jedzenie. Ja znowu rosnę i znowu pogrążam się w rozpaczy. Myślałam że jest dobrze ale okazuje się że wilk nie śpi, to moja czujność jest uśpiona… powoli tracę nadzieję…

  11. Agnieszka Lipiec 22, 2018 w 2:20 pm - Odpowiedz

    Hej :). Potwierdzam słowa Ani. Wiele lat objadałam się, jadłam normalnie i było dobrze (tj. bez napadów obżarstwa) i znowu wpadałam na pomysł, żeby schudnąć albo zastosować jakiś super sposób odżywiania (paleo, niskowęglowodanowo, 1600 kcal …) i wracało objadanie. Nigdy jakoś tego nie powiązałam. Nie wiem jak mogłam nie widzieć tak logicznej rzeczy.
    Jak zaczęłam czytać Anię (na początku tego roku) wszystko stało się od razu jasne. Zaczęłam jeść tyle ile potrzebuję. Ważę prawie 52 kg (wzrost 160 cm). Wcześniej zawsze starałam się ważyć max 50 kg a najlepiej 48 kg. Z taką wagą czułam się najlepiej ale psychicznie, bo moje ciało miało inne zdanie. Skąd to wiem, ponieważ przy tej wadze miewałam napady obżarstwa, ciągoty do słodyczy. Teraz ich nie mam. I jak przychodzi mi myśl o schudnięciu, przypominam sobie, że to jest moja zdrowa waga i chcę żyć pełnią życia a nie tkwić w sidłach głodzenia i objadania. Coś mi się zdaje, że jak zaczynałam się odchudzać w wieku 15 lat, to właśnie tyle ważyłam – 52 kg. Teraz mam 42 lata i tę samą wagę. Jak tu nie ufać naturze :). Słodycze mogą dla mnie nie istnieć, co wcześniej było niewyobrażalne.

    Ania ma rację. Nauczcie się i jedzcie normalnie dziewczyny/kobiety, bo to działa :).

  12. Joanna Lipiec 22, 2018 w 4:02 pm - Odpowiedz

    A ja będę chyba żreć szkło, bo jakoś natura mnie obeszła i nie chce, żebym schudła.

  13. Edyta P Lipiec 22, 2018 w 4:12 pm - Odpowiedz

    Marta przeżywać emocje czyli ich nie zajadać.Sama czasem to robię,ale już coraz częściej przeżywam:czasem płaczę,czasem snuje się po domu,czasem przeklinam co drugie słowo(pod nosem;) I za każdym razem dojrzewam jeśli nie zajem,bo to oczywiście jest drogą na skróty.I bywa szalenie trudno ale bywają też dni łatwe.Ja zawsze jako dziecko nawet jak się zaczerwieniłam to słyszałam od najbliższych ,że to wstyd,jakbym zrobiła coś złego( a byłam tylko wrażliwa). Teraz jak się zaczerwienie to obracam to w śmiech a nie robię wszystko,żeby ktoś tego nie widział.Niech widzi kto chce;)

    • Marta Lipiec 22, 2018 w 8:15 pm - Odpowiedz

      Edyta, powyżej w komentarzu napisałam o swoim dzisiejszym „zwycięstwie” – dopuszczeniu do siebie silnego bólu. Masz rację, że czasami bywają dni łatwe, nawet zaskakująco, tyle że trzeba mieć tę motywację – dlaczego właściwie nie chcę się objadać? To nie zawsze jest takie oczywiste 🙂 Gdybyśmy naprawdę chciały, mniej nas by tu było.

      Wiesz, ja w dzieciństwie dużo płakałam i podejrzewam, że w późniejszym czasie zastąpiłam to jedzeniem. Nadal jestem bardzo wrażliwa i chyba wreszcie czas to zaakceptować. Chyba boję się bycia wiecznie zapłakaną pesymistką, od której udało mi się odwieść 😉

  14. Gie Lipiec 22, 2018 w 9:49 pm - Odpowiedz

    Czy po takim napadzie lepiej zrezygnować z aktywności fizycznej? Dzisiaj niestety mnie dopadło… dobiłam pewnie do 3000tys kcal, a później zrobiłam 50km rowerem

  15. Monika Lipiec 22, 2018 w 10:45 pm - Odpowiedz

    A jak jest w przypadku anoreksji? Jeśli to inny przypadek…

  16. Kamka Lipiec 23, 2018 w 10:55 am - Odpowiedz

    Dziewczyny, czy taki „atak objadania się” jest mocno niekontrolowany? To znaczy, czy zjada się nie myśląc o tym, że to ma tyle kalorii, że jest pyszne i tak dalej, tylko po prostu się je aż do końca? Czy to jest w ogóle planowane?

    Próbuję odróżnić takie ataki od zwyczajnego łakomstwa / zwykłej ochoty na słodkości… Czytałam na blogu posty, ale jakoś nadal mam problem z odróżnieniem tych dwóch rzeczy.

    • Agnieszka Lipiec 23, 2018 w 12:15 pm - Odpowiedz

      Ja podczas napadu jadłam głównie słodkie i tłuste. Na początku napadu jadłam coś wybranego, mi smakującego, później leciało cokolwiek. Absolutnie nie myślałam ile co ma kalorii. Może myślałam, że od jutra nie będę jadła. Ale nie jestem pewna . Atak może być zaplanowany i nie zaplanowany.
      Zwykłą ochotę na słodkości odczuwam delikatnie. Pojawia się, ale nie muszę jej natychmiast zaspokoić. Mogę poczekać, wybrać to na co mam faktycznie ochotę, nie zjeść sztucznego jedzenia, które jest tylko słodkie (np. nie lubię teraz takiej mlecznej plastikowej czekolady), może mi przejść. Jak już zjem nie mam potrzeby nażreć się do bólu. Ochota zostaje zaspokojona i mija.
      Nie wiem czy pomogłam. Mam nadzieję, że tak .

      • Kamka Lipiec 23, 2018 w 1:40 pm - Odpowiedz

        Agnieszko, bardzo dziękuję, jest trochę jaśniej. Właśnie chodzi o to, że ja nie odczuwam tej ochoty „nażreć się do bólu”. Pewnie czasem przesadzam ze słodyczami, chyba trochę za dużo o nich myślę, ale zawsze robię to świadomie: nakładam na talerzyk dwa ciastka, 10 groszków, 2 łyżeczki lodów. Zjadam powoli, myślę „było pyszne, zjadłabym z tonę”, ale zamykam szafki i idę dalej. Potem mam jakieś wyrzuty sumienia i stąd te podejrzenia, że może to jakiś zaczyn napadów…
        Nie mam bulimii, raczej ortoreksję, z której próbuję wyjść, bo dorobiłam się niedowagi i braku miesiączki.

        • Agnieszka Lipiec 24, 2018 w 12:18 pm - Odpowiedz

          Właśnie, Kamka, czy Ty nie za mało jesz. Jak jesz za mało zaczynasz marzyć o słodyczach.

        • Agnieszka Lipiec 24, 2018 w 12:23 pm - Odpowiedz

          Staraj się jeść pełnowartościowe posiłki. Nie bój się ich. Tak dobrze być w pełni swoich sił i zdrowia. Znasz stronę Qchenne Inspiracje? Tam jest sporo napisane o tym jak jeść aby przywrócić miesiączkę.

          Cieszę się, że się starasz :-).

  17. Joanna Lipiec 23, 2018 w 11:33 pm - Odpowiedz

    Kamka, czy Ty się przypadkiem mie głodzisz? Ile przeciętnie jesz?

  18. Joanna Lipiec 23, 2018 w 11:36 pm - Odpowiedz

    Gdy miałam bulimiczny napad potrafiłam wpierdolić masło i suchy nieugotowany makaron. I wiele innych dziwnych rzeczy.

  19. Marat Lipiec 24, 2018 w 8:40 pm - Odpowiedz

    Wiecie co jest cudowne? Jakie jest najlepsze uczucie na świecie i największa nagroda po 9 latach w bulimii, braku jakiejkolwiek nadziei na bycie „normalnym”? Przeczytać w poście Ani pytanie „Która z was już tam jest?” i odpowiedzieć sobie na nie: Ja! Dlaczego? Bo tak postanowiłam. Wszystko, absolutnie wszystko jest w naszych głowach. I najtrudniej jest wejść na tę „czystą” drogę, na ktorej w końcu będziesz wolna. Jeden krok do życia, ten najtrudniejszy. Później jest już łatwo, łatwiej z każdym dniem. I dużo zależy też od naszej motywacji, dostreżenia czegoś więcej niż czubka własnego nosa. Uwierzenia, że świat poza kiblem istnieje. Kobitki, on tam jest, naprawdę!

  20. Ola Lipiec 26, 2018 w 4:21 pm - Odpowiedz

    Ja od 18 dni jem normalnie. Nie ograniczam rzadnych składników, jem zdrowo. Unikam wysoko przetworzonej żywności, ale po za tym staram się jeść jak inni. Przestałam nałogowo ćwiczyć, teraz robię to 5 razy w tygodniu – zwykły trening, tak jak inni.
    Mam lekką nadwagę – ważę 71kg przy 167. Owszem, przestałam mieć natrętne myśli o jedzeniu 24h/dobę. To jest na plus. Ale jest jedna rzecz które mnie po prostu dobija i głos, który mi mówi: skoro tak, to znaczy, że musisz się jednak odchudzać: Od 18 dni waga nie drgnęła ani grama w dół.

    Myślałam, że zgodnie z teorią Ani, waga zacznie powoli spadać (bo organizm nie chce być gruby). Nie oczekiwałam wiele. Chociaż 1 kg. Okazuje się jednak, że MÓJ organizm chce byc gruby i pozostanę tłusta do końca świata.

    • Marta Lipiec 28, 2018 w 8:23 pm - Odpowiedz

      Ola, poczytaj posty Ani, niestety takie zmiany mogą potrwać do kilku tygodni. Ale jest nadzieja 😉

  21. Monika28Lat Lipiec 29, 2018 w 10:27 pm - Odpowiedz

    Czy jest tu jakaś dziewczyna/kobieta 😉 z Warszawy która chciałaby spotkać się z 28 letnią objadającą się okresowo Warszawianką i razem wspierać się w dążeniu do całkowitego wyzdrowienia? Ja często objadam się bo mi się nudzi, nie mam z kim pogadać, brak mi celu…. Proszę o kontakt osoby, które chcą pomóc mi i sobie 😀 Mój email: Monia_2416@wp.pl

  22. Kasia Sierpień 6, 2018 w 9:15 am - Odpowiedz

    Nie do końca tak jest. Nadal sie zdarzają wpadki. Ja od kilku lat sie nie odchudzam, ok. 3. Dopiero od oj. 8 miesięcy czuje, ze z tego wyszlam. Przez pół roku nie wymiotowalam, przez ostatnie dwa miesiące zdarzyło się kilka razy. Na pewno nie brakuje mi codziennie kcal. Jem w większości zdrowo, ale nic nie zapisuje, nie kontroluje nadmiernie (glownie zasługa psychotropow). A napady sie zdarzają. Nigdy nie mialam anoreksjis ani niedowagi. Maksymalnie schudłam po kilka kg. Nie glodzilam sie nigdy. Nie miałam tez nigdy klasycznej długotrwałej bulimii. Jest teraz duzo łatwiej i duzo lepiej, ale nie odeszło.

Zostaw komentarz