Jak pewnie wiesz, oprócz bloga mam także swoje podopieczne – dziewczyny które od podstaw uczę jeść.
Kontaktuję się z nimi przez cały dzień na massangerze, gdzie dostaję zdjęcia ich wszystkich posiłków. Na ich podstawie daje im moje zalecenia i zadania.
I zawsze na naszej pierwszej rozmowie, zanim zaczniemy pracę, mamy mniej więcej taki dialog:
Ania, ale na pewno będziesz przy mnie kiedy będę chciała się objeść? A co jak akurat wtedy nie zobaczysz mojej wiadomości, albo nie będziesz mogła odpisać?
Już czekam na to pytanie wręcz.
I co wtedy odpowiadam? Coś co niezmiennie je szokuje i spotyka się ze sceptycznym niedowierzaniem:
Kochana, takiej sytuacji po prostu nie będzie. Praktycznie już od pierwszego dnia ciągoty aby się objeść ustaną w 80 – 90%. A nawet i w 100%. I nie ważne od ilu lat jesteś w ED. Po prostu przejdzie Ci ochota, by się obżerać.
Yyyy, jak to?

A no tak, że jedzenie to tylko (i aż) potrzeba fizjologiczna – nie kara za grzechy, nie narzędzie terroru, nie przeszkoda na drodze do bycia szczupłą.
Z potrzebami fizjologicznymi jest tak, że jeżeli ich nie zaspokoisz „po dobroci”, organizm to na Tobie wymusi. Teoretycznie mamy na nie wpływ, ale niewielki i tylko tymczasowy.
Przykład? Proszę bardzo:

Wstrzymasz oddech – zemdlejesz i oddech wróci sam do normy (kilka minut)
Uprzesz się, że nie pójdziesz do toalety – posikasz się (kilkanaście godzin)
Odmówisz sobie snu – padniesz na twarz (kilka dni)
Odwodnisz się – opijesz się jak bąka (kilkadziesiąt godzin)
Odmówisz sobie jedzenia – wilczo głodna rzucisz się na nie (kilka – kilkanaście dni). Uwaga, tutaj nie mówię o anoreksji, bo to inny przypadek.

To jest najważniejsza rzecz, którą musisz zrozumieć: na podaż kaloryczną masz ograniczony wpływ i masz go tylko do pewnego stopnia. Kiedy ciało poczuje, że jego egzystencja jest zagrożona, zacznie walczyć o ŻYCIE. A wiesz, że walka o życie to nie jakieś popierdółki – to szarpanie, rwanie i chwilowe szaleństwo. Jeżeli nigdy jej nie widziałaś, włącz sobie National Geografic.
Albo… przypomnij sobie ostatni szturm na lodówkę.
Kiedy więc mija objadanie się? Kiedy ustają powody by o to życie walczyć.

Idąc dalej porównaniem do potrzeb fizjologicznych, wyobraź sobie, że coś Ci strzeliło do głowy, że będziesz spać po 4 godziny dziennie – tak jak Dżesi co nie śpi.
Trwało to powiedzmy kilka lat. Zrywałaś się z łóżka w środku nocy i próbowałaś funkcjonować jak gdyby nigdy nic. Czasami się to udawało, jednak przez większość czasu padałaś kilkanaście razy dziennie na łózko, przysypiałaś nad komputerem i w tramwaju. Po prostu organizm brał sobie bez pardonu, to czego mu brakowało.
Ale nagle poszłaś po rozum do głowy i zaczęłaś spać po 8 godzin.
No to powiedz ile czasu musi minąć ataki snu ustaną? Dzień? Dwa? Organizm się zregeneruje, wyśpi i zajmie się życiem zamiast kombinowaniem jak tu się kimnąć.

Tak samo jest z jedzeniem. Organizm się naje, zregeneruje i do widzenia.
Oczywiście jeżeli wychodzisz z dużego niedożywienia, doświadczysz ekstremalnego głodu. Jednak jeżeli ważysz prawidłowo, nic takiego się nie stanie. Niepohamowana ochota by żreć minie. Za to pojawi się ochota by jeść. Normalnie jeść.

A co jeżeli jem tyle ile potrzebuję, ale wciąż o „tym” myślę?

Tak, będziesz o tym myśleć i to jest normalne. Jeżeli jesteś w ED dłużej niż powiedzmy 3 miesiące, to stało się to Twoim nawykiem.
Możesz więc złapać się na tym, że po pracy Twoje nogi od razu kierują się do ulubionej piekarni, lub na tym że fantazjujesz o wielkiej czekoladzie, albo na tym, że nie wiesz co zrobić teraz z tym całym wolnym czasem. Jak sobie z tym radzić pisałam już nie raz odsyłam więc do starszych postów.

Jednak gdy nie towarzyszy temu fizyczny głód, te myśli przestają być POTWORAMI a zmieniają się w brzęczące nad uchem muchy. Muchę można zignorować, ewentualnie pacnąć, ewentualnie wyjść z pomieszczenia gdzie znajduję się natręt. Potwora, który miażdży Twoją wolną wolę (całkiem dosłownie), nie bardzo.

Też fakt, że czasami ta mucha wygra i jest tak zwana wpadka. Mi też się to zdarzało; objadałam się jeszcze kilka razy, już po wyjściu z bulimii. Nigdy jednak nie było to już ilości przemysłowe, nigdy nie poszłam po specjalnie do sklepu i nigdy już nie zwymiotowałam. Dlaczego? Bo tak zdecydowałam. Koniec i kropka.

Wracając więc do tematu; kiedy skończy się objadanie? Kiedy Ty skończysz głodzenie się.
Zastosuj się do moich rad, porzuć diety i restrykcje. Zrozum, jesteś normalnym człowiekiem, nic Ci nie dolega, nie jesteś zepsuta czy złamana. Możesz jeść 2000 – 2500 kcal (czy nawet więcej, jeżeli jesteś aktywna) i nie tyć! No cuda normalnie!

Która z was już tam jest? Napiszcie słówko ku pokrzepieniu innych Wilczyc!

*
Przypominam o premierze mojej książki „Super Laska” http://www.idz.do/super-laska-empik
Oraz o konkursie w którym możesz wygrać mój kurs online: http://www.idz.do/super-laska-strona

Tym czasem publikuję pierwszą recenzję, która pojawiła się jako komentarz pod moim ostatnim postem:

Z czystym sercem polecam tę książkę! Aneczko, stworzyłaś przewodnik po życiu, a nie książkę o odchudzaniu! Jeśli ktoś uczynił z jedzenia swojego boga, po przeczytaniu „Super laski” stanie się żywieniowym „ateistą”, tzn. stwierdzi, że ten problem już dla niego nie istnieje.
Książka Ani uzbroi każdą laskę w potrzebną wiedzę i oduczy chorych nawyków, by w końcu mogła skoncentrować się na życiu, nie na dietach. „Prawdziwa przyjemność w życiu to ta płynąca z osiągania swoich celów i stawania się lepszym człowiekiem, a nie ta z jedzenia!” – takie zdanie widnieje na jednej z końcowych stron publikacji. Jeśli którąś z Was one przekonują, niech nie waha się kupić „Super laskę”. Zaręczam, że warto.

Gosia