Przedstawiam wam post gościnny, Justyny – dietetyczki specjalizującej się w „wilczych” sprawach.
Justyna od dłuższego czasu układa dla was diety regulujące łaknienie i hamujące występowanie napadów. Jak nikt rozumie wasze lęki i obawy i potrafi stworzyć taki jadłospis, że nawet najbardziej przerażona jedzeniem Wilczyca, zobaczy że można z tego wyjść, bez zmieniania się w Słonicę.

Poprosiłam Justynę, aby opowiedziała nam, jak wygląda sprawa wymiotów z medycznego punktu widzenia.
Jest tak, jak podejrzewałam – nieciekawie.
Posłuchajcie słów mądrości:

Obliczy bulimii mamy wiele. Jedne wymiotują, inne się przeczyszczają, jeszcze inne ćwiczą do upadłego. Bulimia bulimii nie równa, choć każda niebezpieczna. Dziś chciałabym Wam króciutko przybliżyć co dzieje się z naszym organizmem podczas, według mnie, najbardziej zagrażającej naszemu życiu formy bulimii, czyli WYMIOTÓW.

Nie chcę was tutaj zastraszyć, ale przedstawić suche fizjologiczne fakty, które być może ocucą i zmotywują którąś z Was do walki o życie. Z doświadczenia wiem, że często taka surowa analiza i, nie bez przesady, spojrzenie śmierci w twarz potrafi postawić niejednego na nogi.

Gotowe? Do dzieła!
Zacznijmy od początku.

1. Kiedy objadasz się ,Twój żołądek się rozszerza do ponadnormalnych rozmiarów. Żołądek jest jak worek – ile wrzucisz do niego, taki urośnie. Problem w tym, że kiedy ten worek opróżnisz to rozciągnięty pozostaje (nie na zawsze , ale na pewien okres czasu), a im bardziej rozciągnięty żołądek, tym trudniej pohamować Ci głód.
Dlaczego? Kiedy odczuwasz głód (ten fizjologiczny = burczenie w brzuchu) ściany żołądka się kurczą, powodując ucisk. Żeby zaspokoić głód – jesz. Kiedy ściany żołądka poczują jedzenie dają sygnał do mózgu – „o! jest pokarm! Już dość, jestem pojedzony!” i przestajesz jeść (mówię oczywiście o sytuacji bez napadu).
Nie trudno wywnioskować z tego, że im bardziej rozciągnięty żołądek tym więcej tego pokarmu musisz dostarczyć, aby jego ściany poczuły jakiekolwiek jedzenie i wysłały ów sygnał do mózgu. Dlatego te dni po napadzie są takie trudne. Często czujemy permanentny i niedający się nasycić PRAWDZIWY GŁÓD. Dlatego też znowu rzucamy się na jedzenie…

2. Cieszysz się, że już nie musisz używać palców żeby zwymiotować? No, marna to radość.
Jest to tylko i wyłącznie oznaka Twojego już rozciągniętego przełyku, a przede wszystkim poluzowanego zwieracza dolnego przełyku (czyli takiego zamknięcia pomiędzy przełykiem a żołądkiem, które u zdrowego człowieka uniemożliwia cofanie się treści z żołądka do przełyku). Następstwem tego często jest permanentna zgaga i refluks. Czujesz ten kwaśny posmak w ustach? Piecze się w nadbrzuszu? Boli? Tak, to właśnie to.

3. Powyższy problem łączy się i z kolejnym. W naszym żołądku występuje bardzo niebezpieczny i żrący kwas. O ile ściany zdrowego żołądka są na niego odporne to przełyku, gardła, czy ust już nie. Co się dzieje kiedy ten super żrący kwas z żołądka leci do góry (czy to podczas wymiotów czy na skutek refluksu)?
No właśnie – kwas zżera od środka przełyk … i właściwie całą górną część układu pokarmowego. Tworzą się nadżerki, owrzodzenia, boli, piecze… Choć w sumie to jeszcze nie aż tak tragiczne – trochę dyskomfort, trochę nieładnie wygląda. I to wszystko? Nie.
Jeżeli kwas będzie Cię systematycznie, parę razy dziennie żreć i żreć, nadżerki będą się powiększać, aż zaczną tworzyć dziury w Twoim przełyku. Zdarzyło Ci się już wymiotować jasnoczerwoną krwią? To właśnie dlatego – Twój przełyk jest podziurawiony kwasem z żołądka. Konsekwencje oprócz bólu są daleko idące – anemia, osłabienie, senność, problemy z okresem.

4. Na Koniec zostawiam najgorszą z najgorszych rzeczy. Kiedy zwracasz, wszystko w Twoim organizmie ulega zaburzeniu – istny chaos, burza.
A najbardziej chodzi mi o równowagę elektrolitową – szczególnie sód i potas.
Sód jest w odleglejszej konsekwencji sprawcą nadciśnienia tętniczego, natomiast na tu i teraz powoduje zatrzymywanie wody w organizmie. Stąd to ogólne rozbicie po wymiotach, opchnięte policzki i w ogóle całe napęcznienie wszystkiego. Ach, no i cellulit – to także nieładna konsekwencja zaburzeń sodowych. No i w przeciwieństwie do podziurawionego przełyku – widoczna „na zewnątrz”.
Szczerze powiedziawszy – sód to jeszcze pal licho! Ale potas! Zaburzenia rytmu serca, kołatanie serca, uderzenia gorąca? To właśnie szaleje potas.
Najgorsze jest to, ze nawet minimalne jego wahania we krwi mają okropne konsekwencje. Wymiotując totalnie zaburzasz jego równowagę w organizmie i, teraz nie z przesadą, może się zdarzyć tak, że po prostu… umrzesz nad kiblem. Tak, potas zaszaleje za bardzo, serducho nie wytrzyma i piiiii…. zatrzyma się. Nieciekawa śmierć…

Okrutny obraz, prawda?
Przepraszam za, być może, zbyt dosłowne i unaoczniające obrazy, ale może przez zwykły rozsądek, kalkulację, STRACH, zmotywujesz się bardziej do walki.

Walcz z Wilkiem. Warto. Póki walczysz jesteś zwycięzcą!