Gdybym miała wskazać największą przyczynę, dla której ciągle tkwimy w zaburzeniach odżywiania, to wiesz co by to było? Dieta? Brak świadomości? Złe relacje z otoczeniem?
Nie. To byłby lęk.

Lęk w różnej formie; przed przytyciem, przed zmianą, przed normalnym życiem, przed porzuceniem swoich bezpiecznych schematów, przed tym, że zostanie nam coś „wartościowego” odebrane (tu pojawia mi się obraz Golluma z Władcy Pierścieni, który syczy „My preciousss”).

Objawia się on także jako – na przykład – wyrzuty sumienia. To też forma lęku. Ile razy słyszałam, że czujesz się strasznie, jak zjesz coś normalnego, by nie czuć głodu(!) Po latach katorgi, jesteś wręcz zaprogramowana tak, że sytość kojarzy Ci się z czymś złym.
Albo to, że zjadłaś coś co Ci smakowało, coś wysokokalorycznego, a to przecież wręcz zdrada diety! Dieta musi być niesmaczna i jałowa, a ja muszę na niej trwać. Bo jak nie będę na diecie, to KIM JA BĘDĘ?

Spotykam się z tym nagminnie. Wiesz już wszystko, zdajesz sobie sprawę ze swoich błędów, doskonale wiesz, jak funkcjonuje mechanizm zaburzeń odżywiania i właściwie mogłabyś już sobie z nimi dać spokój, ale się BOISZ. I dlatego nie robisz nic, albo się wymyślnie sabotujesz.

Co wtedy? Jak pokonać ten impas? Jak zrobić, krok do przodu, skoro czujesz tak silną emocję i nie możesz jej po prostu wyłączyć? Cokolwiek sobie mówisz i jakkolwiek sobie to logicznie wytłumaczysz, ona ciągle tam jest. Czy to znaczy, że jesteś skazana na swoją mękę do końca życia? Strach stoi na straży do Twojego szczęścia i nigdy Cię tam nie wpuści?

Teraz nadchodzi punkt tego artykułu, w którym powinnam dać Ci receptę na pokonanie lęku, prawda?
Niestety nie mam takowej. Zamiast tego, to ja zadam Ci kilka pytań. Na początek, powiedz mi więc, czyże jest ten lęk? To proste; lęk to emocja.
A teraz będzie nieco trudniej: Skąd biorą się emocje?

Pewnie szukasz odpowiedzi gdzieś na zewnątrz; z jedzenia, które je wywołuje, z zachowania innych, którzy mi je „dają”, z okoliczności, w których się znajduję?
Tak to może wyglądać na pierwszy rzut oka i tak jesteśmy przyzwyczajone to postrzegać. Jednak prawda jest zupełnie inna. Emocje powstają tylko i wyłącznie z myśli.
Nie będę się o tym tutaj rozwodzić, bo pisałam już kiedyś artykuł na ten temat. Zaproponuję Ci za to mały eksperyment.

Zobacz, kiedy Twój żołądek zaciska się w supeł? Kiedy wspominasz najpiękniejszą randkę swojego życia, czy kiedy myślisz o wrednym szefie i krótkim deadline? Raczej to drugie, prawda? I nie ważne, że szefa nie ma teraz nigdzie w pobliżu, a Ty właśnie jesteś na równie pięknej rance. Jeżeli przywołasz jego postać, poczujesz to samo napięcie.

I to zawsze działa w ten sam sposób. Kiedy myślimy negatywne myśli, czujemy negatywne emocje, kiedy zaś myśli są pozytywne, emocje także za nimi podążają. Myśli i emocja są jak dwie strony tej samej monety. Nie można myśleć o czymś złym i czuć się fantastycznie i na odwrót. Sprawdź to empirycznie, jeżeli nie wierzysz. Za każdym razem jak czujesz się dobrze, zobacz jaki jest w tym momencie kontent Twoich myśli. Tak samo, gdy czujesz się źle.

No dobrze, powie mi ktoś przenikliwy. Szefa tak naprawdę nie ma na tej randce i tylko sobie go wyobrażamy. Ale co z emocjami, kiedy na przykład zaatakuje nas tygrys (powiedzmy, że umówiliście się w ZOO)? Czy strach o życie też wynika z analizowania i myślenia?
Nie. To jest inny przypadek, bo strach o życie to instynkt przetrwania, a to jest funkcja adaptacyjna naszego organizmu. Dlatego też nazywamy go strachem, a nie lękiem. Lęk jest ZAWSZE funkcją myślenia, wyobrażania sobie jakiejś strasznej przyszłości, WIERZENIA w nią i zachowywania się tak, by się przed tą wyimaginowaną przeszłością ochronić. Co zazwyczaj działa podobnie jak próba obronienia się przed smokami i ogrami. I tego i tego NIE MA.

No dobrze, ale co niby wynika z tego wykładu dla mnie? Dalej czuję się zakleszczona. Może to są tylko moje myśli, a nie jakaś obiektywna rzeczywistość, która mi się przydarza, ale co ja niby mam zrobić z tą informacją? Jak się bałam, tak się boję.

Ok, to uwaga. Bo możesz coś z tym zrobić. Wcale nie musisz czekać aż strach przejdzie, po to by zacząć żyć. Bo wiesz co? On NIE PRZEJDZIE. Nawet na to nie licz. Będziesz tak czekać do skończenia świata i jeszcze dłużej. Czy to zła wiadomość? Nie. Bo – i teraz najważniejsze – możesz działać POMIMO niego.
A jeżeli zaczniesz działać mimo faktu, że go czujesz, on stanie się nieadekwatny. A jeżeli stanie się nieadekwatny, to przestanie tak straszyć. Coś co jest nieadekwatne i wcale nie straszy, można olać i zapomnieć o tym, prawda?

Podam Ci przykład, żebyś zrozumiała lepiej o co mi chodzi.
Pamiętasz, jak podchodziłaś do matury czy innego ważnego egzaminu i czułaś przeraźliwy lęk? I co? Uciekłaś? Nie poszłaś? Zaszyłaś się w domu płacząc przeraźliwie? No nie! Napisałaś egzamin MIMO lęku.
To, że go miałaś ani na jotę nie powstrzymało Cię przed zdobyciem średniego wykształcenia.

Albo inaczej; możesz masz dzieci i całkiem możliwe, że bałaś się porodu jak jasny gwint. No i? Zrobiłaś to tak czy inaczej. Tak bardzo chciałaś zostać mamą, że lęk nie powstrzymał Cię przed tym.

Takich przykładów można mnożyć. Bałaś się pójść pierwszy raz do pracy, bałaś się pójść na imprezę gdzie nikogo nie znałaś, bałaś się zagadać do tego przystojniaka, a potem bałaś się, że zaczniesz się jąkać przed ołtarzem, kiedy brałaś z nim ślub.
NO- I – CO – Z – TEGO?
I tak to zrobiłaś.

I teraz jest tak samo. Lęk jest, bo jest i z jego obecnością nie da się wiele zrobić. Ale czy on coś znaczy? Czy coś Ci ważnego komunikuje? Czy powinien siedzieć za kierownicą Twojego życia i wybierać za Ciebie drogę? No błagam!
Niech on sobie będzie, jak musi, ale – na Boga – na tylnym siedzeniu. Mało tego, możesz mu nawet podziękować, za to, że jest, bo lęk często pojawia się w WAŻNYCH momentach (matura, poród, ślub) i jest znakiem do tego, że trzeba się przygotować i skupić. Ale to tyle. Nic więcej.

Czuj więc go, trzęś majtami, jeśli musisz, ALE RÓB SWOJE. Mimo wszystko.
Możemy się tak umówić? W końcu jesteś przecież Wilczycą, odważną duszą. A to zobowiązuje.

*

Mam do was prośbę. Wiele z was kupiło moją najnowszą książkę „Zeszyt Ćwiczeń” , za co bardzo dziękuję! Czy możecie mi napisać jej krótką recenzję lub po prostu dać znać co o niej sądzicie i czy zmieniła ona wasze myślenie? Będę wdzięczna za wszelki feedback.