Co pojawiło się pierwsze? Dławiące uczucie w gardle czy może myśl, żeby wyskoczyć do piekarni? Czy wszystko podziało się samo i nie miałam na to wpływu? Jak do tego mogło znowu dojść?
No jak???

Pokażę ci cały ten proces w zwolnionym tempie. Jak na filmie.

Siedzisz w domu. Jesteś sama w pokoju.
Nie wiesz trochę co ze sobą począć. Nie chce ci się nic robić, chociaż czujesz że powinnaś. Chociażby poczytać książkę, która nieruszona od miesiąca pokrywa się kurzem. Pustka i marazm.
Wtedy pojawia się myśl numer jeden: Jestem leniwa, niezorganizowana. Jestem sobą rozczarowana.
A za nią idzie uczucie: Smutek, poczucie winy.

Od razu pojawia się myśl numer dwa: Skoro i tak nic nie robię, to równie dobrze mogę się najeść. Przynajmniej coś będzie się działo. Zresztą i tak nie mam nic do roboty. A tak w ogóle to…
Myśli wyskakują jedna po drugiej.
Między nimi pojawia się ta najgorsza, którą nazywam Wilcza Suka. To myśl, która przeważa szalę.
Oj co mi zależy, zawsze mogę zacząć od jutra.
Coś w tym stylu, prawda?
Pojawia się kolejne uczucie: Ogromne napięcie, które już na dobre popycha cię do działania.

Do ataku doprowadza więc schemat: myśl-uczucie-myśl-uczucie-działanie.
Czasami wszystko dzieje się w ułamku sekundy i ciężko wyłapać ten proces.
Kiedy pojawiają się sucze myśli ciężko jest zauważyć, że ciągle masz dwa wyjścia. Jedno, znajome i wyświechtane – pogrążysz się w atak. I drugie – zatrzymasz się.
Jeszcze wszystko w twoich rękach.
Jednak w tym momencie ta druga opcja wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Przecież jak coś sobie pomyślałam, to sprawa jest już załatwiona.
Proste: myśl X wywołuje działanie Y. Zawsze i na zawsze, amen.

Ale dlaczego tak jest?
Dlatego, że utożsamiamy się z tymi myślami. Co to znaczy?
Na pewno nie raz obserwowałaś, jak tworzy się kolory na palecie. Najpierw żółty i niebieski, tańczą wokół siebie, by stworzyć zielony.
To samo dzieje się w tobie. Mieszasz się z tym co myślisz. Nie traktujesz siebie i wytworów swojej głowy jako osobnych bytów. Zlewasz się z nimi.
No ale jak to? Mam odseparować się od tego o czym myślę? Przecież to właśnie sprawia, że jestem tym kim jestem.
Niby tak, ale nie do końca. Czy nie przemknęło ci nigdy przez głowę, żeby kogoś zabić? No właśnie.
Gdybyś była w jedności z takimi pomysłami, czytałabyś teraz te słowa zza krat.
Dlaczego więc robisz inaczej, jeżeli chodzi o jedzenie?
Z nawyku.

To ty wybierasz za którymi bodźcami podążysz. Nawykowo odrzucasz myśli o morderstwie, bo wydają ci się absurdalne, ale te o wyjedzeniu całej lodówki już nie. Nauczyłaś się, że one są całkiem racjonalne i należy traktować je serio.
Chcesz zmienić ten nawyk? Pierwszym krokiem będzie zadanie sobie pytania, kto tu rządzi? Ty czy twoje myśli.
Aby jeszcze lepiej zobrazować tę różnicę posłużę się równaniem:

JA ≠ MOJE MYŚLI

No dobrze, ale co gdy one przychodzą i zgniatają mnie. To jest tak uporczywe, że nie mogę udawać, że ich nie ma.
To nie udawaj. One są faktem, takim samym jak jadący na ciebie pociąg. Nie udajesz przecież, że go nie ma, prawda? Co więc robisz? Uznajesz, że owszem jest, że zaraz cię przejedzie i… schodzisz mu z drogi.
Nie musisz za nim biec, ani się pod niego rzucać. Możesz go obserwować z boku. Bez poczucia winy, bez oceniania, bez odlotów.
Bądź świadoma i przytomna. „Teraz myślę, żeby iść do kuchni i wyjeść całą lodówkę. To bardzo intensywna, nieprzyjemna myśl. Czuję duże napięcie i niepokój. Nie biorę jednak tego odczucia za fakt.”
Za chwilę to przeleci po znajomych torach, po czym zniknie ci z oczu.

Kochana, jest OK myśleć różne głupoty. Każdy to robi.
Jeżeli chcesz, możesz je sobie nawet zapisywać, jak rozkład jazdy.
Po śniadaniu, przejechał przez moją głowę ciężki towarowy, ciągnął się i ciągnął, było to bardzo męczące. Zaś w trakcie zakupów, mignął mi ekspres, niosący pomysł nakupienia słodyczy. Poczekałam aż uleci jego podmuch i pomaszerowałam do kasy.