Życie jest takie proste, a my tak bardzo je komplikujemy. To zdanie pojawiło mi się w głowie, kiedy nagle, podczas pisania, poczułam głód i postanowiłam sobie zrobić kanapkę z serkiem i ogórkiem za to bez:

– Analizy wszystkich produktów i ich składu,
– Zastanawiania się czy to już „moja pora”, czy jednak trzeba poczekać, bo o 12.37 NIE MAM PRAWA być głodna,
– Myślenia czy mogę zjeść chleb czy raczej już na dzisiaj wystarczy,
– Myślenia czy nie złamię tym jakiejś magicznej abstynencji,
– Obliczania, ile mi jeszcze zostało do przekroczenia „limitu kalorycznego”,
– Ważenia i mierzenia produktów,
– Wyliczania makro,
– Zaglądania do rozpiski,
– Przeżuwania świadomie każdego kęsa w skupieniu po sto razy, oddychając przy tym świadomie,
– Poczucia, że zjadłam za mało lub za dużo i nie to co bym naprawdę chciała,
– Umieszczania sowich odczuć nasycenia na skali głodu i sytości,
– Analizy czy na pewno dobrze zrobiłam,
– Zostawiania ostatniego kęsa,
– Martwienia się, że przytyję,
– Wyrzutów sumienia i żalu,
– Chęci żarcia dalej,
– Wymiotów i kompensacji,
– Strachu, depresji, poczucia beznadziei,
– Innych rytuałów, modlitw, wygibasów i nie wiadomo czego jeszcze.

Co to za ulga wrócić do korzeni, gdzie wszystko JEST naprawdę proste i nie wymaga wysiłku. I wiedzieć, że na szczęście nie musimy kminić na temat żadnego z powyższych punktów.
Przecież w końcu zostaliśmy wyposażeni przez Matkę Naturę w NIEZAWODNY, cudowny mechanizm nawigujący nasze ciało i naszą psychikę.
Mamy mechanizm bólu fizycznego, który informuje nas o tym, że nasze ciało jest w jakichś tarapatach. Zaboli nas uderzony łokieć, ręka wsadzona do zbyt gorącej wody i złamana kość. Jest to dla nas jasny znak, że trzeba się z tej sytuacji jak najszybciej ewakuować, lub poddać się procesowi leczenia.
Mamy mechanizm bólu psychicznego, który tak samo jak ból fizyczny, informuje nas, że to co w danym momencie myślimy, nam nie służy. Pisałam o tym niedawno w poście „Feedback”.

Nie boli nas to O CZYM myślimy, ale sposób w jaki o tym myślimy. Zawsze możemy czuć tylko i wyłącznie swoje myślenie o sytuacji, ludziach czy pogodzie, a nie sytuację samą w sobie, ludzi czy pogodę.
To idzie ze środka na zewnątrz, a nie odwrotnie. Dzięki temu zrozumieniu jak to działa, przestajemy być biernymi ofiarami tak zwanych „okoliczności”. Zawsze możemy obudzić, się do faktu, że to nasze myślenie o okolicznościach nas boli, a umysł nam o tym dobitnie informuje, dając znać „Nie idź w tę stronę. Tam boli”.

Mamy mechanizm głodu i sytości, który dokładnie określa, kiedy, co i ile czego trzeba zjeść.
Dzięki niemu cała ożywiona natura jakoś daje radę i nie zdycha z głodu czy przejedzenia. Tylko my, ludzie, wpadliśmy na genialny pomysł poprawienia tego cuda i w efekcie totalnie wszystko spieprzyliśmy (jak zawsze zresztą, kiedy człowiek zabiera się za poprawianie natury).

Bo pomyśl tylko; chociażby taki smak – jak coś co nam nie smakuje, to czy może być dla nas dobre? Pamiętasz, jak zmuszałaś się na diecie do jedzenia samego białka? Wszystko było ok, przez pierwszy dzień, ale już drugiego miałaś odruch wymiotny na widok twarogu. Jak więc to mogło być dobre, skoro ciało mówiło „nie”?
Albo zmuszanie się do jedzenia tego, na co akurat nie masz ochoty, bo rozpiska tak każe? Ciało mówi „daj mi rybę”, a Ty mu walisz dietetyczną mieszanką warzywną, która podchodzi Ci do gardła.
Tych mechanizmów jest o wiele więcej. Na przykład takie oddychanie – jeszcze nam nie przyszło do głowy, by przy tym majstrować, ale kto wie.
Albo mechanizm spania. No tutaj już potrafimy zakombinować, co też nam na dobre nie wychodzi.

Albo taka intuicja. Wiemy, że coś nam nie służy (praca, związek, podjęte zobowiązanie), ale dalej w to brniemy, bo … (tu podstaw wymyśloną przez siebie i traktowaną zupełnie serio przyczynę).
Lub odwrotnie; mamy jakąś potrzebę serca i całe nasze jestestwo wyrywa się by to robić, a nasz mały rozumek albo się boi, albo uznaje, że to głupie. I my idziemy za tym rozumkiem i czujemy się jak gówno.
Tak wiele razy miałam na mentoringu dziewczyny, które marzyły o czymś wspaniałym, ale poprzestawały na czymś miernym, bo po prostu się bały, lub zdołały się przekonać, że to głupie.
A za sercem TRZEBA iść. Oj tak.

Tak jak trzeba iść za głodem, za sennością, za bólem, za intuicją.
Oczywiście wszystko w granicach rozsądku i norm społecznych, ale to jest oczywiste i o tym też zostaniesz poinformowana przez swój wewnętrzny system nawigacji, jeżeli zaczniesz z czymś przeginać.
Nasze ciało i umysł dążą w sposób zrównoważony do rozkwitu, a nie do marnej wegetacji. I jego wszelkie mechanizmy są na to nastawione.

To co? Może czas im zaufać?