Nawrót

Idzie świetnie – wychodzisz z choroby. Jest dobrze od miesiąca, pół roku, roku. Zaczynasz czuć, że żyjesz.
Przeszłaś już najcięższe chwile odstawienia zapalników.
Przeszłaś momenty bezradności, kiedy przygniatają cię problemy, a ty nie znasz innych sposobów radzenia sobie z nimi; tylko poprzez jedzenie.
Przetrwałaś okres pokus, kiedy twój nowy styl życia nie był jeszcze ustabilizowany. Ciężko było dokonać mądrego wyboru, chociaż już potrafiłaś go rozpoznać.
Przestałaś się oszukiwać w kwestiach jedzenia.
Słowem; wszystko idzie dobrze i na swoją chorobę patrzysz jak na sprawę odchodzącą w przeszłość: uff nareszcie.

A tu nagle niespodzianka; nawrót.

Jest to jeden z najtragiczniejszych momentów w karierze każdego uzależnionego; czy to będzie jedzenie, alkohol czy cokolwiek innego.
Twoje poczucie własnej wartości szybuje w dół, masz wrażenie, że wszystko, na co tak bardzo ciężko pracowałaś zostało zmiecione z powierzchni ziemi w sekundę.
Domekt z kart zwalił ci się na twój wilczy łeb.

Niestety, przeżyłam to na własnej skórze. Odechciewa się wtedy wszystkiego, wiem.
Byłam już „czysta” przez prawie pół roku; najdłużej w moim życiu.
Czułam, że siedzę w wystrzałowym aucie i pędzę po prostej do zdrowia.
Wiem już wszystko; łatwo idzie mi podejmowanie jedzeniowych decyzji, z lekkością odmawiam babcinej szarlotki (nie gniewaj się, babciu), nie rusza mnie czekolada mojego chłopaka, zostawiona na stole. Phi.
No i chyba byłam zbyt pewna siebie, bo zaczęłam omijać własne zasady .
Oj tam, nic się nie stanie jak raz zjem zapalnik, jak nie pójdę na basen, jak wezmę dokładkę…
I nagle huk, łoskot, dym – moje nowiutkie auto leży w rowie, a ja leżę na podłodze i płaczę. Wszystko szlag trafił!
Pozbierać się po czymś takim jest ciężko.
Dlatego lepiej nie wypadać z drogi. O wiele łatwiej pozostać na niej, jadąc przepisowo, a nie jak wariatka! Ostrożnie Wilczyco!

Ale jeżeli przytrafi ci się coś takiego, reaguj natychmiast:

  1. Wstawaj; nie popadaj w samoużalanie. Nie jesteś ani pierwsza, ani ostatnia, która to przeżywa.
  2.  To, że coś się stało raz, nie znaczy, że ma dziać się teraz codziennie. Twoja ciężka praca nie poszła na marne, ale pójdzie, jeżeli machniesz na nią ręką i zaczniesz się objadać!
  3. Przeanalizuj swoje postępowanie; wypisz na kartce papieru, co doprowadziło do tej sytuacji.
    Byłaś zbyt pewna siebie? Nieuważna? Nieostrożna? Nic nie bierze się z powietrza, prawda?
  4. Jakie kroki podejmiesz natychmiast, żeby to się nie powtórzyło?
    Kroki muszą być szybkie, zdecydowane i bezkompromisowe.
    Np. Miałaś dzisiaj atak, a jutro masz zaplanowaną imprezę. Wiesz, że w tym stanie ducha nie dasz rady bez objedzenia się? Nie idź na nią. No sorry.
    Nic, powtarzam: NIC nie jest ważniejsze od Twojego zdrowia.
    Brzmi brutalnie? No cóż, jak byłaś dzieckiem i chciałaś się napić domestosa, a twoi rodzice ci nie pozwalali, to też wydawało ci się to brutalne, prawda?
  5.  Miej się na baczności; ostrożnie, bez kombinowania. Wróć do tego, co działa.
  6.  Nawrót to nie koniec świata. To tylko…nawrót, nie powrót.
  7. Kochaj siebie, nawet w  nawrocie.
    Pamiętasz; Będę cię kochać na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i ubóstwie.
    Powiedz te słowa sobie i nie opuszczaj siebie w tym ciężkim czasie.

Kochana, to się może przytrafić nawet tobie. To czasami część procesu zdrowienia.
I to też jest częścią naszego człowieczeństwa. W głębi duszy, wszyscy jesteśmy tacy sami; miewamy gorsze dni, poślizgi i upadki; w każdej dziedzinie życia.
Jeżeli to się kiedyś przydarzy (tfu, tfu) to nie znaczy,że jesteś wybrakowana i słaba. To znaczy, że jesteś tylko człowiekiem.
Nie panikuj, weź głęboki oddech i wracaj na autostradę.
Jedziesz dalej!

 

 

 

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-05-30T14:20:24+00:00 8 Lipiec, 2015|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , |

14 komentarzy

  1. Agata Lipiec 8, 2015 w 12:15 pm - Odpowiedz

    Dziękuję za tego posta! Chciałam aż iść do szpitala, bo myślałam, że teraz to już nie dam rady, ale teraz wiem, że po prostu są wakacje, a ja pozwoliłam sobie na więcej i oszukiwałam samą siebie…zostaję w domu i walczę, bo szpital nic nie da a ja dam radę! Mam jeszcze pytanie, w domu mam dostęp do wagi i to właśnie też była jedna z przyczyn napadów. Jak przestać? Z tyloma rzeczami związanymi z bulimią sobie poradziłam a waga jak jest tak stoi od kilku lat w łazience. Ważyć się coraz rzadziej np. co tydzień czy po prostu koniec, stop i wcale? Wgl kiedy będzie już Twoja książka wydana? 🙂 Dziękuję Aniu, że jesteś! :*

    • Wilczo Głodna Lipiec 8, 2015 w 7:40 pm - Odpowiedz

      Yyyy…proponuję oddać wagę do Caritasu, albo coś. Jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym wyrzucić przez okno, albo oddaj wrogowi, ale to nieładnie tak 😀
      Jeżeli Cię tak demotywuje to ustrojstwo, pozbądź się go!
      Powiem jeszcze raz; NIC nie jest ważniejsze od twojego zdrowia!
      Zresztą po co ci znać wynik na wadzę. Lustro wystarczy 🙂
      Cieszę się niezmiernie, że pomogłam. :*

  2. Martyna Lipiec 10, 2015 w 11:43 am - Odpowiedz

    A mnie się chce ryczeć , ciągle to samo. Na ten moment mam dość szamotania się z chorobą. Czuję się bezradna.

    • Wilczo Głodna Lipiec 10, 2015 w 5:05 pm - Odpowiedz

      Dopóki żyjesz, możesz coś zrobić. Nigdy nie jesteś bezradna, zawsze masz wybór.

  3. Młoda Lipiec 11, 2015 w 9:32 pm - Odpowiedz

    Dzięki pani w końcu mam nadzieję na wyjście z choroby. Walczę i wygram. Dziękuję. Moja mama jest moim największym wsparciem. Dziękuję pani bardzo. Wilczuś jest grzecznie prowadzony na krótkiej smyczy w kagańcu ????. Mam 16 lat od 7 miesięcy walczę z wilkiem.

  4. Wilczo Głodna Lipiec 13, 2015 w 1:14 am - Odpowiedz

    Powodzenia! A dla mojego stadka, jestem Ania :*

  5. Marta Lipiec 25, 2015 w 2:53 pm - Odpowiedz

    Jak zacząć?? pół życia tj. 17 lat to mam i codziennie próbuję, czasem wytrwam tydzień a potem „zapominam” wpadam w ciąg i potem znów kilka dni „detoksu” itd itd Tak jak by to wszystko nie było „na poważnie”, jakby nie było realne ani destrukcyjne.
    A jest bo poza pracą izoluję się od ludzi; dlaczego odmówiłam spotkania z koleżanką z liceum? bo wstydzę się swego wyglądu (70kg przy 166cm, +9kg w ciągu ostatnich 10m-cy). To samo bywało z nie chodzeniem na studia x lat temu; w rezultacie nigdy ich nie skończyłam. To samo z niezliczoną ilością społecznych sytuacji. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ani zrozumieć co znaczy kochać siebie. Tzn rozumiem słowa i wyjaśnienia ale doświadczyć tego w moim 30+ letnim życiu nie udało mi się nigdy.
    I chyba rzutuję to na zewnątrz, bo jedną z największych odruchowych pogard i niechęci ma do ludzi grubych – mimo, że tego nie chcę!!! psychologów też sporo już widziałam i niestety nic mi to nie pomogło. Jak wbić sobie w głowę, że to nie żarty? że to ważne? że można? skoro od nastu lat można znaczyło „kilka dni”, nie mam już siły :-((((((((((((( myślę sobie, że może ja nie zauważam jakiegoś błędu który popełniam i który nie pozwala mi wejść na drogę zmiany? nienawidzę się za to wszystko. Nie wiem jak coś zmienić, a dookoła zewsząd słyszę, że jak się chce to może, kwestia silnej woli itp itp Nie da się siebie nie-nienawidzieć 🙁

  6. Walczę i wygram Wrzesień 3, 2015 w 9:33 pm - Odpowiedz

    Przez chwilę chciałam napisać, jak bardzo żałuję tego, że nie wpadłam na Twoją stronę wcześniej… że, w sumie, zdążyłam opublikować na swoim blogu oficjalny post pt. „wygrałam” i że, właściwie, to w moim przypadku „pójdzie już z górki..”. Ale sama dobrze wiem, że chwile zwątpienia potrafią ściągnąć Cię za pięty w najmniej oczekiwanym momencie – kiedy niby jesteś w raju i bujasz sobie w obłokach. No więc nie napiszę „szkoda, że nie było mnie tu wcześniej”. Napiszę „DZIĘKI, ŻE JESTEŚ”. Super z Ciebie babka. BARDZO dobrze się Ciebie czyta. Być może dlatego, że Twoje teksty tak bardzo przypominają to, co siedzi mi w głowie… Szczerze i z całego serducha gratuluję Ci wygranej. I wiesz, co? Teoretycznie można by powiedzieć „co ja tam mogę wiedzieć”, ale, czytając Ciebie, mam przed oczami zdrową, szczęśliwą osobę, która szanuje siebie, swoje ciało i życie – a wszystko to po tym, jak stoczyła koszmarnie nierówną walkę z bulimią (och, pardon… wilczym głodem 🙂 ) Jesteś od teraz moją motywacją do tego, żeby wytrwać bez bulimii. Żeby utrwalić ten stan, w jakim znajduje się obecnie moja uzdrowiona dusza. Co prawda nad ciałem trzeba jeszcze popracować, bo roztyło się przez wilczogłodowanie… ale, ponieważ nawet to „roztyte” ciało mi nie przeszkadza w pokochaniu siebie, mogę śmiało powiedzieć – (jak na razie) naprawdę wygrałam 🙂 . Będę tu zaglądać częściej, pewnie jeszcze nie raz mi się to przyda. Pozdrawiam Cię serdecznie. Wybacz chaotyczną wiadomość. I jeszcze raz – dzięki, że jesteś! <3

    • Wilczo Głodna Wrzesień 5, 2015 w 11:38 am - Odpowiedz

      To ja dziękuję. Wzruszyłam się bardzo… Powodzenia kochana, zaglądaj do mnie :*
      Już zerkam na Twojego bloga.

      • Walczę i wygram Wrzesień 7, 2015 w 9:59 am - Odpowiedz

        No pewnie, że teraz zaglądam do Ciebie regularnie! I wiedz, że Twoja strona jest już u mnie w zakładce „linki, które leczą” a mój nowy post to efekt tego, ile wyciągnęłam z Twojej historii i Twoich słów.

        Jesteś boska

        xoxo

  7. Nora Styczeń 22, 2016 w 4:00 pm - Odpowiedz

    Ta choroba jest okropna:( Kompulsywnym żarłokiem jestsm od dwóch lat, w tym przez jakiś czas było okej, nie myślałam obsesyjnie o jedzeniu, nie przejadałam się, nie miałam wyrzutów sumienia. Myślałam, że wszystko jest już dobrze. Cztery miesiące temu pierwszy raz od dawna objadłam się ze stresu. Tak cudownie się wtedy czułam… ta wolność, to szczęście, to poczucie bezpieczeństwa! No i oczywiście się zaczęło. Zanim się obejrzałam, znowu jestem w sidłach nałogu. Nie potrafię teraz całkiem z tego wyjść:( czasem czuję, że najchętniej bym po prostu zamknęła się w pokoju i obżarła, i zapomniała o wszystkim. Ale wierzę, że w końcu wygram z tą chorobą. Dziękuję Ci za Twojego bloga:)

  8. Paula Kwiecień 26, 2017 w 5:11 pm - Odpowiedz

    Ech….nie jest to prosta sprawa….Moj nawrot trwa od miesiaca…Zachorowalam majac 13/14 lat…Ta meka trwala 13 lat…Bylam wycienczona psychicznie…Siadalam jadlam jednoczesnie placzac ze strachu ze to zawladnelo moim zyciem. Cale dnie albo glodowki bo balam sie ze pobudze apetyt jak cos zjem.Jak zjadam za duzo,albo tlustego,albo slodkiego to zaczynalo sie napychanie zeby tylko zwrocic.. Koszmar… Dlugo by pisac jak wygladaly te lata,ale to byla droga przez meke…W domu cala rodzina uwiklana,mama klebek nerw,probowala mnie powstrzymywac przed wymiotami a ja plakalam pod lazienka by pozwolila mi zwrocic to wszystko…Pozniej sie wyprowadzilam I udawalam przed mama I rodzina ze jest dobrze,a dalej to robilam mieszkajac z narzeczonym…Uratowala mnie ciaza I strach ze cos sie stanie dziecku I udalo sie,cztery lata zylam normalnie…poznalam uczucie sytosci,najedzenia,uczucie prawdxiwego glodu…bylam szczesliwa,dumna ze juz bede zyla normalnie…a tu nagle nawrot…po czterech latach nawrot…wlasnie siedze opycham sie czekolada,placze bo to wrocilo,trwa juz miesiac a ja z dnia na dzien to robie I wrecz sie to nasila…Obiecuje sobie ze dxis juz ostatni raz I pragne w to wierzyc…walczcie bo z tym nie da sie normalnie zyc,ja po tym miesiacu jestem klebkiem nerwow…Czuje sie taka bez wartosci:((Dam rade…musze…dla siebie…meza I naszego skarba

Zostaw komentarz