Człowiek to taka szczwana bestia, nie sądzisz? Urodziliśmy się z tej Ziemi jako równi wszystkim innym organizmom żywym, ale wyrośliśmy na jej panów i władców. Zawojowaliśmy każdy zakątek i uczyniliśmy ją sobie poddaną – zupełnie tak, jak Pan Bóg przykazał w Starym Testamencie. Aczkolwiek myślę, że teraz pluje on sobie w swoją długą brodę za te słowa. Wszak chciwością i brakiem poszanowania dla Natury, doprowadziliśmy planetę do ruiny. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że tak jest, oprócz – jak na ironię – liderów światowych.

No a to samo, co zrobiliśmy na skalę globalną, zrobiliśmy też na skale lokalną, a raczej prywatną. Doprowadziliśmy do ruiny nasze własne ciała. Potraktowaliśmy je, tak jak resztę Natury – przedmiotowo. Mają one wyglądać w określony sposób i służyć nam do karmienia naszego ego na Instagramie. I to bez względu na to, czy im się to podoba czy nie.
A że raczej im się to nie podoba, a my nie zamierzamy zrezygnować z „celu”, przykręcamy śrubę jeszcze bardziej; aż do kalectwa, aż do śmierci.

I tak naprawdę, nasz największy problem, nie jest w tym, chcemy ładne wyglądać. To jest normalne i bardzo ludzkie. On jest w tym, że my „wiemy lepiej” od Natury właśnie. Jesteśmy tak zadufani w sobie, tak ślepi, albo po prostu głupi (sama nie wiem, chyba wszystko na raz), że uważamy, że to my jesteśmy najmądrzejsi. I zupełnie nie widzimy, że…yyy… to nie tak.

Bo pomyśl tylko, czym jest na przykład próba wydzielania organizmowi policzonych, wymierzonych kalorii? Czym jest wyliczanie mu makro czy napychanie go ponad miarę suplementami? Czym są te wszystkie dietetyczne, absurdalne zasady, że tylko białko lub tylko tłuszcz, albo tylko węgle? Kto to wymyślił i dlaczego my w to wierzymy?

To są właśnie te próby „wiedzenia lepiej”. Tak jakby nasz organizm był jakiś głupi i sam sobie nie mógł poradzić z czymś tak prostym jak jedzenie. Z sikaniem sobie radzi, z oddychaniem i spaniem, ale z jedzeniem to już nie.
Jakby tylko poprzez kontrolę i pilnowanie mógł on funkcjonować w miarę ok. Bo jak go spuścimy ze smyczy, to on obrośnie tłuszczem, tak? Bo jest aż tak durny?

W swojej arogancji i głupocie zakładamy, że ciało przyszło na świat niedoskonałe, wybrakowane i że nie poradzi sobie samo. Nasza fizyczność jest dla nas jak półprodukt, który trzeba dopiero dopracować, dokończyć. No i niestety często wykończyć, bo właśnie tak się dzieje.

I właśnie tak robimy sobie te wszystkie anoreksje, bulimie, ortoreksje, sportoreksje i co tam jeszcze. Słowem; zaburzenia odżywiania – tragedie o których czytam codziennie od pięciu lat, tragedię, którą sama przeżyłam dokładnie z tego samego powodu.

A przecież prawda jest prosta i dotyczy każdego:

Nie wiem lepiej
Nie wiesz lepiej
Nie wie lepiej

Nie wiemy lepiej
Nie wiecie lepiej
I oni też lepiej nie wiedzą, chociaż udają, że tak.

Nie wierzysz? Rozejrzy się dookoła i zobacz, jak wygląda ten świat; delikatna równowaga właśnie zostaje zachwiana. Dotarliśmy do punktu, gdzie nie da się udawać, że nie jest tak źle, bo niebawem wszystko zawali się nam na głowę.

A teraz spójrz na swoje ciało. Tu dzieje się to samo. Nie wiem na jakim etapie jesteś, ale nawet jeżeli nie tkwisz w tym długo, obserwujesz na własne oczy, jak wszystko po kolei zaczyna wysiadać, a Ty wyglądasz i funkcjonujesz coraz gorzej. Niby to się jeszcze jakoś trzyma kupy, ale tylko na słowo honoru.

Taki jest niestety efekt wkładania paluchów w coś, w co nigdy w życiu nie powinnyśmy się mieszać. To są procesy, które trzeba zostawić samym sobie, a nie na siłę poprawiać coś, co jest było i będzie doskonałe. Co za totalny brak pokory…

Korzystaj z dobrodziejstw Natury i ze swojego ciała, w końcu też jesteś jej częścią. Jednak tam, gdzie zaczyna się ingerencja w nią, tam warto się zastanowić czy to aby na pewno dobry kierunek.
A jak sama widzisz – on ani trochę nie jest on dobry.