Niedawno wróciłam z włóczęgi po Ameryce Południowej. Uwielbiam podróżować i marzyłam o tym całe życie, aż w końcu, po wyjściu z bulimii, mam na to i czas i pieniądze. (Wcześniej wszystko szło kanał, nie oszukujmy się.)
Lubię jednak także powroty; po tylu tygodniach w hostelach, na walizkach, bez pralki i kuchni, miło jest poczuć komfort domowych pieleszy.

No właśnie; bez kuchni. To chyba niedogodność, która najbardziej dała mi się we znaki. Nie to, że jestem fanką gotowania, wręcz przeciwnie – raczej traktuję to jako obowiązek, a nie przyjemność, ale już po dwóch- trzech tygodniach żywienia się „na mieście” dostrzegam znaczną różnicę w samopoczuciu.
Mimo, że zawsze wybieram dobre knajpy (ach ten Tripadvisor) i wartościowe jedzenie, to nie jest to nigdy to samo co kuchnia domowa.

Najciężej było w Meksyku, gdzie wszystko ocieka tłuszczem i serem. Jeśli jesteś weganką, to tylko tłuszczem (jak dasz radę uprosić bez sera). Świeże warzywka? Nie ma. Mogą być smażone?
Kiedyś w ogóle bym nie zwróciła uwagi na to, że robię się co raz bardziej zmęczona i ociężała. Teraz, kiedy wsłuchuję się w swoje ciało, wyłapałam to bardzo szybko.
Mało tego, wyłapał to także u siebie mój chłopak, który normalnie nie zwraca zbytniej uwagi na jedzenie. Coś więc jest na rzeczy, bez dwóch zdań.

Kiedy pakowałam się do powrotu, pomyślałam, że czas na kolejną odtrutkę i energetyczny boost. Zupełnie tak, jak w zeszłym roku po zimie, zdecydowałam się wykonać wegański jadłospis. Tym razem dla osoby aktywnej, którą przecież jestem. Poprosiłam więc naszą dietetyczkę, Agnieszkę Pietrzyk z biegiemdolodowki.pl o ułożenie dla nas kolejnego turbo planu. Po kilkunastu dniach konsultacji, miałam w ręku to cudo:

Jadłospis wegański ACTIVE

Zaczynam go 15.03 i naprawdę nie mogę się doczekać. Pamiętam jak się czułam na poprzednich jego wersjach i wiem, że potrzebuję tej energii jak powietrza.
No i oczywiście chcę żebyś do mnie dołączyła. Ostatnie dwie edycje (wiosenna i jesienna) były dużym sukcesem. Wiele z was towarzyszyło mi do końca i wyrobiło w sobie nowy nawyk regularnego, wartościowego jedzenia. Przecież wystarczy tylko 21 dni, aby go zakorzenić, a najłatwiej jest zrobić to razem. Słowem: przed nami kolejne wyzwanie!

Nowy jadłospis jest rozpisany na 2300 kalorii, pięć posiłków i 28 dni.
Jeżeli potrzebujesz mniej, lub więcej energii możesz go w prosty sposób zmodyfikować. Ja także będą to robić, ponieważ moje zapotrzebowanie jest trochę niższe niż 2300 kcal.
O tym i innych ewentualnych wątpliwościach opowiem dokładnie w filmikach, które tym razem będę publikować na Instagram Stories (IG: wilczoglodna). Jest to o wiele szybsze, bezpośrednie medium, będę więc mogła dzielić się na bieżąco moimi przemyśleniami.
Tak jak zawsze przygotuję też i sfotografuję wszystkie posiłki. Chcę Ci pokazać, że odpowiednie jedzenie nie jest ani nudne, ani monotonne, ani „tyle co kot napłakał”.
Można (ba! trzeba) jeść WYSTARCZAJĄCO dużo, aby być szczupłą i sprawną! A chyba o to chodzi, prawda?

Jeżeli nie jesteś weganką, nic nie szkodzi. Możesz zmodyfikować go na swoje potrzeby, skorzystać z innego mojego jadłospisu, albo… zrobić mały eksperyment i zobaczyć o co w tym weganizmie chodzi. Jeżeli okaże się, że to nie Twoja bajka, zawsze możesz wrócić do starego sposobu odżywiania. Who cares?

Wyzwanie zaczynamy od czwartku, (15.03.) nie od poniedziałku. Zróbmy w końcu coś innego niż zawsze. Przecież poniedziałek sam w sobie jest na tyle stresujący, że nie warto dokładać sobie do niego kolejnych obowiązków.

Jadłospis kosztuje 79 zł, ale lepiej zainwestować w niego tę kwotę i wyciągnąć się z wilczego problemu, niż znowu polegać na własnych obietnicach, że „zacznę od jutra” i skończyć z kolejną paczką ciastek za 7,9 zł.

To jeszcze nie koniec: do 15.03 mam dla Ciebie zniżkę -20% na hasło: aktywna-wiosna, tak więc proszę; skorzystaj.

Będzie mi niezmiernie miło jeżeli dołączysz do nas. Czekam na Ciebie na Instagramie już na kilka dni przed rozpoczęciem jadłospisu (zakupy, przygotowania).
W jedności siła!