Dzisiaj chciałabym się odnieść, do jednej z wielu wątpliwości, jaką często mi zgłaszacie. Wygląda ona mniej więcej tak, jak opisała Ewa:

„Od tygodnia stosuję się do Twoich zaleceń, czyli jem „bez limitów” i jestem w szoku. Myślałam, że będę non stop głodna a tutaj zdziwienie…. jem niewiele więcej niż jadłam (ok 2300-2500 kcal) a nie mam ochoty się objadać! (…)

Boję się tylko jednego. Teraz idzie mi zdumiewająco dobrze. Nie mam ochoty się objadać, czuję się świetnie i dlatego nie wiem czy się nie załamię, kiedy atak się pojawi. Wydaje mi się, że tego nie będzie, ale bądźmy szczerzy… raczej mało prawdopodobne jest to, że już nigdy się nie objem.
Panikuję, że jednym atakiem zrujnuję wszystko. Ale może nie ma co wybiegać w przyszłość i lepiej cieszyć się tym, że jest lepiej. „

Moja odpowiedź na to:

Kochana, ale dlaczego się tego boisz? Dlaczego atak ma się „pojawić”? Jak to? Sam? Spadnie z nieba? Przypomnijmy sobie czym jest tak zwany „atak”.

Jest to sposób naszego organizmu na wyrównanie bilansu kalorii, których zabrakło w ciągu dnia/kilku ostatnich dni.
Nasz mózg pierwotny (gadzi), który ma za zadanie regulować czynności życiowe organizmu, takie jak oddychanie, sen czy właśnie pożywianie się, „decyduje”, że sytuacja zagraża życiu. Następnie chwilowo przejmuje kontrolę i zmusza nas do uzupełnienia braku.
Wtedy naprawdę możemy mówić o ataku; nie działamy do końca świadomie, jesteśmy jak w amoku. Dokładne funkcjonowanie tego mechanizmu opisywałam tu: Posty o gadzim.

atak

Może stać się też tak, że rzucasz się na lodówkę z powodu przyzwyczajenia – to stało się naszym nawykiem i nałogiem (jak? Przeczytaj tu). Tego jednak nie nazwałabym atakiem. To Twoja DECYZJA i dzieje się ona świadomie.
No ale przecież nie jesteśmy tresowanymi małpami, prawda? Nie musimy także robić wszystkiego, co strzeli nam do głowy. Zawsze możemy podjąć inną decyzję.
Jeżeli zaś jemy odpowiednio, jest to o wiele łatwiejsze niż wtedy, kiedy jesteśmy głodne.

Dlaczego więc sądzisz, że to nie realne, by się nigdy więcej nie objeść? Jak długo w takim razie planujesz to robić?
Przecież dla każdego uzależnionego, który wyszedł z nałogu, nastał moment wypicia ostatniej flaszki czy zapalenia ostatniego papierosa.
Ja sama przecież też miałam kiedyś ten ostatni „atak”.

Dlaczego by więc po prostu już tego nie robić?
Co stoi na przeszkodzie?