Jak ja to często słyszę:

Ania, to wszystko co mówisz, ma sens, ale w moim przypadku to nierealne. Ja nie mam czasu na to, by sobie gotować. Mam dwójkę dzieci. Im trzeba zrobić obiad, mężowi osobno i sobie też osobno, (bo przecież dietetycznie). Do tego zakupy po pracy, pranie, sprzątanie itd. Na koniec wychodzi tak, że nic sobie nie zrobię, bo już jest 20sta, a ja z głodu ledwo stoję na nogach. I nie ma tego dietetycznego obiadu. Nigdy, go tak naprawdę nie było. To obiad, który istnieje tylko jako idea. W rzeczywistości biorę coś na szybko, a potem mam wyrzuty sumienia. A jak już mam wyrzuty sumienia, to wiem co będzie dalej.

No i widzisz, lata lecą, a lista zadań do wykonania wcale się nie skraca. I ja wiem, że powinnam jeść wartościowo, ale nie mam na to czasu. Ciągle łapię coś w biegu, bo bieg jest moim naturalnym stanem. Latam z pracy do domu i z domu do pracy. Tyle ludzi na mnie liczy. Cały świat noszę na swoich barkach i ani chwili, aby go zdjąć i rozprostować zmęczone kości.

Z obowiązków trzeba się przecież wywiązać. Szef kolejny raz obarcza mnie odpowiedzialnym zadaniem. A to znaczy, że chyba mi ufa. Co z tego, że po godzinach i za „dziękuję”? Czasy są ciężkie i trzeba się czasem poświęcić, by zapracować sobie na pozycję w firmie. Podwyżka? Mamy o tym pogadać pod końcu roku. Już kolejny raz.

W domu też dużo roboty, no ale co mam zrobić? Podłogę zostawić taką brudną? Kurzy nie wytrzeć? Co sobie teściowa o mnie pomyśli, Ania?
Mam to rzucić i zasiąść do śniadania jak jakaś królowa? To nierealne, muszę ogarnąć też dzieci.
Mąż może zrobić im kanapki? On nie umie.

Mówisz, że nie jestem dla siebie priorytetem i pewnie coś w tym jest. Jednak bycie priorytetem to luksus, na który ja nie mogę sobie pozwolić. To ja, Matka Polka muszę złożyć swoje życie w ofierze – za pościerane kurze, za obiad, za lśniącą podłogę.
O sobie będę myślała potem; wieczorem, kiedy dzieci zasną, a mąż utonie w fotelu przed telewizorem. To czas wyłącznie dla mnie; gdzie tylko ja i moja kuchnia. Zero „musisz” i „powinnaś”. Wtedy mogę się odstresować. Wtedy, przez chwilę, jestem na pierwszym miejscu.

No tak, może i masz rację; miałabym więcej czasu i energii, gdybym wyszła z zaburzeń odżywiania. Ale ja nie mam… na to czasu, rozumiesz? Taki paradoks.

Najpierw muszę nadążyć za tym życiem, które minie mi przed nosem, jak jakiś niespełniony sen.

*

To o Tobie?