Dzisiaj pytanie bardzo praktyczne: Od czego zacząć wychodzenie z bulimii i objadania się? Co zrobić najpierw, jak przygotować się do zmiany, gdzie postawić pierwszy krok?

Powiedzmy, że niedawno trafiłaś na mojego bloga, przeczytałaś już kilkanaście artykułów, zgadzasz się, rozumiesz i kiwasz głową. Jednak w dalszym ciągu nie wiesz jak się do tego zabrać.
Treści tutaj jest już naprawdę sporo (ponad 300 wpisów), więc trochę czasu zajmuje złożenie tego w całość i opracowanie sensownego planu działania. W co ręce włożyć?

Teraz więc, pomogę Ci zacząć Twój pierwszy – z tysiąca kolejnych – dzień bez wilka. Po kolei:

1. Dowiedz się, co tak naprawdę stało się z Tobą, twoim mózgiem i ciałem, kiedy wpadłaś w ED. Poznaj mechanizmy działania kompulsywnych zaburzeń odżywiania. Kiedy to zrobisz, zrozumiesz że możesz odzyskać nad tym kontrolę. W przeciwnym razie zawsze będzie Ci się wydawało, że to, co się z Tobą dzieje jest niezależne od Twojej woli i działań. To absolutnie nie tak!
Tutaj wyjaśniam jak to się wszystko stało, że wpadłaś w problemy:
Gadzi i profesor
Jak przemówić sobie do rozumu
Jak wychować gadziego bachora
Wilki Pawłowa
Jak powstaje bulimia krok po kroku.
Dlaczego przy ED mam depresję.

2. W drugiej kolejności, dowiedz się co to znaczy jeść normalnie i dlaczego dieta odchudzająca to zabójstwo.
Idealna waga,
Pseudojedzenie,
Odchudzanie,
Ile jedzą normalni ludzie,
Jeżeli nie zaczniesz odżywiać się, tak jak chce tego Twoje ciało, nic tu nie pomoże – ani leki, ani terapia, ani nie wiem co jeszcze. Jedzenie to absolutna podstawa.
Ale spokojnie, to jest bardzo proste. Przed zaburzeniami odżywiania postępowałaś tak prawdopodobnie przez całe życie, zupełnie o tym nie myśląc. Do tego stanu można szybko wrócić.

To tyle teorii, teraz praktyka.

3. Stwórz sensowny plan jedzenia dla siebie.
Usiądź z kartką i długopisem i zastanów się, korzystając z wiedzy z powyższych artykułów, co możesz zjeść kolejnego dnia (nie twórz jadłospisów na kilka dni, czy na tydzień, bo to nie wypali, zaufaj mi)

Zacznij od czegoś prostego. Na śniadanie owsianka, na drugie śniadanie kanapki (nie jabłko! –przeczytaj to), na obiad warzywa na patelnię z kaszą i jakimś białkiem. Ja właśnie tak zaczynałam, z takimi dokładnie „potrawami”. Nie potrafiłam wtedy w ogóle gotować, więc zmierzyłam siły na zamiary i poszłam w prostotę.
Jeżeli totalnie nie wiesz co mogłabyś zjeść, posłuż się moim jadłospisem, ale dodaj do niego tyle kalorii ile potrzebujesz (przeczytaj tu jak to zrobić)
Także upewnij się, że jadłospis jest na Twoją kieszeń. Nie cuduj ze szparagami i kawiorem. Bazuj na tym co masz w szafce (jeżeli masz), co możesz szybko kupić i przygotować.
Jedz jedzenie wartościowe, ale nie świruj. W zupełności wystarczy jeżeli w 80% będzie to jedzenie nieprzetworzone.

4. Zrób zakupy.
Tak, niby oczywisty punkt, ale tyle razy widziałam jak dziewczyny na mentoringu się na tym wykładają, że muszę o tym wspomnieć.
Ustalamy z moją podopieczną menu na kolejny dzień -super, wszystko pięknie, aż ja pytam czy ma potrzebne składniki w domu. No nie ma, a jest 22.00.
Może z boku wydaje się to śmieszne, ale często zdążyłyśmy już zapomnieć, że aby coś ugotować, trzeba kupić składniki z wyprzedzeniem, trzeba poświęcić na to trochę czasu. Po latach żywienia się gotowymi produktami, słodyczami i innym syfem, zapomniałyśmy, że wartościowe jedzenie samo się nie pojawi w lodówce.
Uwierz mi, jeżeli zostawisz zakupy na „po pracy”, kiedy będziesz już głodna i zmęczona, to po prostu tego nie zrobisz i jak zwykle sięgniesz po szybkie byle co. Zrób to odpowiednio wcześniej.

5. Zacznij od małych kroków.
Nie rób rewolucji w swoim życiu, że od teraz to tylko zdrowe jedzenie, fitness 5 razy w tygodniu i w ogóle jeszcze kurs języka, bo jak szaleć to szaleć. Nie!
Takie podejście, tak strasznie nadwyręży Twoją silną wolę i tak mocno wybije Cię z równowagi, że prędzej czy później upadniesz. To po prostu za duży ciężar.
Skup się na razie na jedzeniu. To i tak wystarczająco duże wyzwanie. Tak jak pisałam powyżej, postaw na prostotę – wycudowana kolacja z bloga kulinarnego jest może lepsza niż zwykłe kanapki, ale co z tego skoro zrobisz ją dwa razy, a za trzecim razem nie będzie Ci się chciało.
To samo z ćwiczeniami. Jeżeli długo, lub nigdy nie ćwiczyłaś, zacznij od 10 minut dziennie. Na serio. Tu chodzi o wyrabianie w sobie dobrych nawyków, a nie robienie ABSów jak Chodakowska

6. Jedz przynajmniej co 3 godziny, sześć posiłków dziennie.
Od tego zacznij – jeżeli tak jak ja – wychodzisz z ciężkiej bulimii, gdzie praktycznie cały czas coś jadłaś. W tym momencie sama idea jakiekolwiek ustalonej przerwy pomiędzy posiłkami jest przerażająca. Ułatw więc to sobie jak możesz.
Oczywiście nie chodzi o to byś czekała na jedzenie z zegarkiem w ręku, bo to absurd (przeczytaj tu) Jeżeli jesteś głodna po 2.5 h (może się tak zdarzyć pomiędzy śniadaniem a II śniadaniem) wtedy zjedz. Jeżeli to są 3.5 to też ok. Staraj się, żeby nie było to więcej.

Kolejnym powodem by tak jeść, jest fakt, że Twoje ciało jest prawie na pewno niedożywione i potrzebuje częstych dawek witamin. Nawet jeżeli (a raczej szczególnie jeżeli) masz nadwagę. Utuczyłaś się na słodyczach i przetworzonym jedzeniu, pochłanianym w przerwach pomiędzy dietami. Jednak ono wcale nie uzupełniło braków poczynionych w mikro i marko elementach. Teraz jest czas, by się dożywić.
W praktyce możesz jeść trzy posiłki i trzy przekąski, ale ja polecam taki model:
Im wcześniej w ciągu dnia, tym większy posiłek. Śniadanie ma być największe, kolacja może być najmniejsza.
Przetestuj to i znajdź swoją drogę.

7. Przygotuj się na wyzwania.
Dwa najpowszechniejsze problemy to ekstremalny głód i puchnięcie (wzdęcia, gazy, zgaga).
Ekstremalny głód to wynik niedożywienia. Jest on zupełnie normalny i nie trzeba się go bać. Przeczytaj o tym tu.
Puchnięcie i gazy to także, niestety, normalka. Przeczytaj o tym tu.
Jeżeli widzisz, że przytyłaś, to pamiętaj: To tylko woda. Fizyczną niemożliwością jest przytycie kilku kilo z tłuszczu, w kilka dni. Aby przybrać kilogram tej tkanki, trzeba zjeść 7000 DODATKOWYCH kalorii, ponad swoje zapotrzebowanie. Czyli żeby przytyć 1 kg musiałabyś jeść przez tydzień ponad 3000 kcal dziennie. Aby przytyć 2 kg – ponad 4000, 3 kg – 5000 kcal. Jadłaś tyle? Nie? To w takim razie to woda.

8. Nie waż się.
To wynika z punktu powyższego. Tak, pewnie będzie więcej na wadze. Zaakceptuj to jako cenę, którą płacisz za wyjście z bulimii. Jest to cena wysoka, ale to co za nią „kupujesz” jest jej warte. Pomyśl sobie, że jeszcze całe życie przed Tobą, które przeżyjesz w idealnej dla siebie wadze (bo tak będzie). Dzisiaj zdrowiej z tego szaleństwa, a nie na kilogramach.

9. Oczyść swoją kuchnię ze śmieciowego jedzenia i tzw. zapalników.
Zapalniki to jedzenie, które wywołuje lawinę objadania się; na przykład słodycze.
Kiedyś, zaraz po wyjściu z bulimii, twierdziłam, że zapalników nie można jeść do końca życia. Teraz wiem, że na szczęście to nie prawda. Po jakimś czasie widok czekolady nie powoduje w Tobie żadnych emocji; zjesz kawałek (albo i nie, jeżeli nie masz ochoty) i cześć.
Na początku jednak na pewno tak nie będzie. Twój mózg jest w dalszym ciągu uzależniony fizycznie od cukru i psychicznie od samej czynności jedzenia. Wstrzymaj się na razie i skup się na wartościowym jedzeniu. Ochota na słodycze będzie malała każdego dnia.
Jeżeli idziesz na imprezę, gdzie będą słodycze, skorzystaj z mojej metody 40stu minut.

10. Uzbrój się w cierpliwość.
Tak, będziesz płakać, będziesz obgryzać pazury, będziesz czuła że nic nie ma sensu i najlepiej palnąć sobie w łeb. Będą też wpadki i potknięcia. Ale nie dopuszczaj do porażki.
Bo wiesz co to jest porażka? To uznanie danego niepowodzenia, za ostateczne. Sama decydujesz czy sytuacja X była wpadką, z której należy wyciągnąć wnioski, czy ostateczną klęską.
Niemniej jednak, wszystko czego doświadczysz przez najbliższe 2 miesiące (potem już będzie z górki) jest NICZYM w porównaniu do bólu życia w bulimii, do patrzenia jak czas bezpowrotnie ucieka, podczas gdy ty jesteś na diecie, w szale jedzenia lub w kiblu.

Powodzenia i daj mi znać jak idzie.

Aha, kiedy zacząć? Dzisiaj, teraz.
Zawsze jest tylko „teraz”, w którym możesz żyć i działać.