• wilka

Wonder woman bez wilka

Po raz drugi goszczę tutaj Agę i jej historię. To jest świadectwo potwierdzające, że można wyjść z bulimii totalnie i raz na zawsze. Nie ma mowy o żadnych „nawrotach”. Bo jak można mieć „nawrót”, jeżeli zrobiło się odwrót od starego myślenia?
Pamiętam, jak właśnie tak powiedziała mi po programie pani psycholog z którą występowałam w PnŚ, że fajnie, że tak długo jestem w remisji.
No super, ja też się bardzo cieszę. Tylko czekać, aż pobiegnę wyrzygać swój obiad, bo coś za dużo tego dobrego, nie? Ehh

Wielka szkoda, że taki pogląd ciągle pokutuje w „mainstreamie”, wśród ludzi, którzy niby mają nam pomóc. Bo jaką motywację do zmiany ma osoba, która słyszy, że i tak i tak będzie „chora” do końca życia?Niewielką.
Ale cóż, pokazujmy swoim własnym życiem, że TAK NIE JEST, że można z tym skończyć definitywnie. Jest nas coraz więcej i więcej, po tej drugiej stronie.

A Ty kiedy postanowisz, że z tym kończysz?
Przeczytaj i zobacz co Cię czeka za pół roku, jeżeli uznasz, że już teraz. Bo co Cię w tym bagnie trzyma? Tylko i wyłącznie sposób myślenia. A sposób myślenia można zmienić.

*

Moja kochana Aniu!

Ogromnie się cieszę, że znów mam okazję do Ciebie napisać po tak długim czasie, od kiedy zakończyłyśmy mentoring. Chcę się trochę pochwalić i opowiedzieć Ci co się u mnie zmieniło.

Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że wszystko ma jakiś cel. Czuję to. Jaki cel miało moje 11 lat tkwienia w ED? Ciągle się nad tym zastanawiam. Teraz jednak, z perspektywy czasu, zamiast żałować 1/3 moich lat spędzonych na liczeniu kalorii i z głową w kiblu, doceniam każdy dzień, godzinę, minutę sekundę. Tamten czas traktuję jako część mojego życia, lekcję na przyszłość.

To już pół roku bez wilka, bez kompensacji, liczenia kalorii, spalania, rzygania. To już pół roku spokoju, wolności, radości, zdrowia. Trudno mi jeszcze w to uwierzyć, ale ja już nawet nie pamiętam (i przyznam szczerze, że pamiętać nie chcę) jak było kiedyś…

Od mentoringu wszystko się zmieniło. To było tak proste, że aż dziwne. Serio! Musiałam po prostu dorosnąć do zmiany. Do podjęcia decyzji, że to już koniec. Teraz wiem, że motorem do działania były dla mnie narodziny córki. Ja po prostu zrozumiałam, że na tym świecie jest jeszcze coś ponad to. Coś więcej niż tyłek XS, talia osy i extra wygląd. Tyle się dzieje, odkąd przestałam zwracać uwagę na moją wagę. Właśnie, Świat się dzieje!

No dobrze…a więc co się zmieniło? „Wszystko”, to trochę zgeneralizowane stwierdzenie, pozwól zatem, że zacznę wymieniać.

Mój stosunek do siebie.
Jednym słowem ‘wonder woman’ hahahahaa … a tak serio, to ja naprawdę siebie lubię. Jestem świadoma swoich niedoskonałości i chyba to one podobają mi się teraz najbardziej. Naprawdę. Lubię na siebie patrzeć w lustrze. Lubię się pomalować, fajnie ubrać. Ale mam też dni, gdy chodzę po chałupie rozczochrana w piżamie. Szanuję siebie. I właśnie dlatego o siebie dbam. O ciało i duszę.

Mój stosunek do innych (szczególnie kobiet).
Kiedyś zazdrościłam kobietom urody, sylwetki, sukcesu. Zawsze, ale to zawsze się porównywałam. Sądziłam, że gdy kobieta jest piękna i zgrabna, to na bank jest dla mnie w pewnym sensie zagrożeniem. Teraz każda jest dla mnie wyjątkowa. Każda ma swoje problemy, tajemnice, swoją historię. Każda z nas jest inna i chyba to właśnie lubię w nas najbardziej. Uwielbiam kobiety. Podziwiam je. Trochę mi tylko przykro, gdy widzę, że jedna drugiej wilkiem, że tyle jadu i hejtu same sobie wylewamy na głowę. Po co? Czy nie lepiej by było, gdybyśmy nawzajem się wspierały, były bardziej wyrozumiałe?
Wiesz… nie ma już we mnie tej zazdrości co kiedyś. To rewelacyjne uczucie. Zrozumiałam, że nikt mi nic nie odbiera, a szczęścia wystarczy dla wszystkich na całym globie.

Mój stosunek do jedzenia i gotowania.
Jezusie, ja gotuję!!!! I to całkiem nieźle. Haha, to znaczy, nikt jeszcze nie umarł. Jak sobie przypomnę, gdy miałam coś ugotować, to chyba bym wolała przejść Saharę trzy razy. Serio. Może czasami wkrada się do kuchni monotonia, ale przynajmniej obiad zawsze jest na ciepło.
W sumie to wiele się zmieniło pod względem absurdów jedzeniowych. Chcę, to jem pączka, orzechy czy rybę. Mam ochotę na banana wieczorem-jem i nie robię z tego afery. Po prostu wsłuchuję się w siebie. W to, na co mam ochotę. Pamiętam, jak pierwszy raz się przejadłam (już po mentoringu) … czytałam książkę i chrupałam paluszki. Całą pakę…i co? I nic, ani wody się nie rozstąpiły, ani plag egipskich nie było. Żyję, funkcjonuję, nie zwariowałam od tego. Zajęłam się po prostu obowiązkami domowymi. Nie powiem, dziwne uczucie. Ale o wymiotach nie pomyślałam ani razu. Dałam przecież sobie słowo honoru.

Masa wolnego czasu.
No i tu jest w sumie chyba największe „wow” z mojej strony. Odchudzanie i całe to życie w ED, bulimii i wszystkim co z tym związane, zajęło mi 11 lat. Stało się to pasją. Wręcz żyłam tym, poświęciłam na to całą siebie. Czuję się trochę dziwnie, że tego nie ma. Nie ma odchudzania, szukania diet, ćwiczenia ponad siły, wymiotowania i codziennych uczt. Zapełniało to prawie cały mój dzień. Muszę odszukać się teraz na nowo. Co z tym wolnym czasem zrobić?
Czytam książki, opiekuję się córka, lada chwila wracam do mojej ukochanej pracy, ale to wciąż nie to. Może, któraś z Twoich czytelniczek coś poradzi? Mam całe życie na szukanie swoich pasji!

Poprawa samopoczucia.
Teraz każdego dnia budzę się z ryjkiem od ucha do ucha uhahanym. Może ktoś pomyśli, że zwariowałam, ale czemu miałabym nie budzić się po prostu szczęśliwa? No choćby dlatego, że się obudziłam, że żyję, że moje ciało jest sprawne, że nie odmówiło mi posłuszeństwa pomimo tego, co mu zafundowałam.
Moi bliscy zauważyli również, że się często uśmiecham, dowcipkuje. Cieszy mnie wszystko. Nawet małe rzeczy. Ta wdzięczność naprawdę odmienia życie. A mam za co dziękować… za zdrowie, rodzinę, ukochaną pracę. Jak mogłam tego wcześniej nie dostrzegać???

Zmiana w wyglądzie.
Zdecydowanie kondycja mojej cery jest teraz o niebo lepsza. Włosy przestały wychodzić, odzyskałam ten błysk w oku. Paznokcie się nie łamią. Czuję, że moje ciało się regeneruje. Jest silniejsze i sprawniejsze.

Pełna lodówka.
Serio jest pełna…nic nie znika zjedzone w pośpiechu lub po kryjomu. Wcześniej musiałam robić zakupy niemalże codziennie. Zżerałam wszystko, a potem musiałam przed domownikami uzupełniać zapasy. Teraz wystarczy raz w tygodniu ją napełnić… i gites.

Zaoszczędzona kasa.
Założyłam sobie skarbonkę, do której wrzucam co jakiś czas kasiorkę. Będzie na wakacje jak znalazł. Jestem pewna, że wydałabym to migiem na jedzenie, a potem w kibel. Albo ciuchy XS lub XL w zależności jaki level bulimii osiągnęłam.

Tak jak widzisz, mój świat wrócił do normy. Po zaledwie paru tygodniach.
Tak naprawdę, to było chyba tylko parę dni, zanim nauczyłam się jak jeść i hop siup, mój organizm sam wpadł na dobre, stare tory sprzed lat. Teraz jesteśmy przyjaciółmi. Ja i moje ciało. Serio!
Dawniej moją przyjaciółką była bulimia. Kochałam ją. Naprawdę. Była to jednak chora relacja. Pamiętam, gdy pisałam do niej list jako jedno z ćwiczeń przez Ciebie zadanych. Mój Boże, ja czułam jakbym zrywała z facetem, którego się szalenie kocha. Ale toksyczne związki należy kończyć. I cóż. Stało się. Serce wcale nie krwawiło aż tak bardzo. Teraz jestem wolnym, szczęśliwym człowiekiem. Warto było!!!! Warto było zdecydować się na mentoring. Warto było wtedy zobaczyć Cię w PnŚ, gdy pierwszy raz występowałaś.

Jestem z siebie dumna. Pokonałam nałóg. Cały swój upór, siłę i charakter, które służyły mi w dążeniu do uzyskania sylwetki szkieletora, wykorzystałam w procesie zdrowienia. Wyzdrowiałam, bo przestało mnie obchodzić czy przytyję czy nie. Nie zależało mi już na BMI poniżej 18. Mogłam być większa, to już nie miało znaczenia. Wybrałam życie, zdrowie…

Na koniec kochana chcę Ci podziękować za to co robisz. Nie trać nigdy tej swojej smykałki do pisania bloga. Życzę Ci coraz więcej uwolnionych wilczyc ze szponów tego paskudnego nałogu. Nigdy się nie poddawaj. Dobro, które czynisz, na pewno do Ciebie wróci. Masz we mnie sojusznika. Dziękuję również w imieniu mojego męża. Moja Kinia, która jeszcze nie mówi, też na pewno chciałaby Ci podziękować. Odzyskała przecież mamę. Zdrową mamę!

Agata

Ps. tekst nie trzyma się kupy, ale jest pisany pod wpływem BARDZO POZYTYWNYCH EMOCJI.

2019-01-10T12:58:49+00:0011 Styczeń, 2019|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

23 komentarze

  1. Gumis Styczeń 11, 2019 w 11:14 am - Odpowiedz

    Gratuluję! Mam nadzieje,.ze i ja w końcu wygram. Nie wiem czego mi brakuje, jest.coś co jesżyczę nie pozwala mi się przełamać. Rzeczywiście czas..i kasa…..jak.sobie uświadomiam, że mogłabym ten czas spożytkować na np. nauce – osiągnęłabym więcej. .Gratuluję i życzę powodzenia dalej! 🙂

    http://anoreksjaoczamistudentki.blogspot.com

  2. Dobrochna Styczeń 11, 2019 w 2:29 pm - Odpowiedz

    „Cały swój upór, siłę i charakter, które służyły mi w dążeniu do uzyskania sylwetki szkieletora, wykorzystałam w procesie zdrowienia.”

    In deed! Tak trzeba! Brawo! <3 <3 <3

  3. igiełka28 Styczeń 11, 2019 w 4:34 pm - Odpowiedz

    Cieszę się, kochana, że ci się udało. To już PÓŁ ROKU, dla nas to bardzo wiele.

    • Justyna Styczeń 12, 2019 w 9:35 am - Odpowiedz

      sie udalo?
      ona to zrobila! ona postanowiła ogarnąc sie i cieszyc zyciem!
      teraz tez to robie! wydrukowalam prezent od Ani uzipelniam moj dziennik odzywiania…..na zasadzie intuicji…nie mam policzonych kalorii…slucham ciala, jem regularnie…nieprzetworzone produkty…jestem mega najedzona i mam duzo energii!
      to dzieje się naprawde, a do noedawna myslalam, ze to moja przypadlosc do konca zycia!
      wychodze z bulimi! to moj czas! czas dla mooch bliskich…
      w koncu uzmyslpwilam.sobie, ze kestem podmiotem a nie pomiotem!

      do dziela!

      Aniu…wilczo glodna! wiem, ze dzialam sama…ale z Twoim wsparciem! gdyby nie Ty….nie podnioslabym sie z kolan…
      dziekuję Ci, ze jestes i walczysz o kazda dziewczyne jak wilczyca

  4. Agata Styczeń 11, 2019 w 9:00 pm - Odpowiedz

    Dziękuję za dobre słowa…to wspaniale uczucie, moc czytać o sobie. Trzymam za Was wszystkie i wszystkich kciuki! Odwagi !

    • Anianowa Styczeń 12, 2019 w 11:02 am - Odpowiedz

      Cześć Agata 🙂
      ja również ogromnie się cieszę że to zrobiłaś i teraz żyjesz z taką wolnością w głowie, moje gratulacje 🙂
      A mogłabyś napisać coś więcej, jak wyglądało Twoje jedzenie kiedy byłaś w procesie zdrowienia? Jak dokładnie jadłaś?
      Totalnie zdałaś się na jedzenie intuicyjne, czy może trochę starałaś się trzymać jakiś ram posiłków?
      Sport wprowadziłaś od razu? Jak radziłaś sobie z większym ciałem? Luźniejsze ubrania? Czy totalnie to olałaś i przewartościowałaś system? 🙂
      Jak długo trwał głód ekstremalny? ile kcal wtedy jadłaś? koncentrowałaś się tylko na odżywczych produktach?
      Pytam, ponieważ ja już od dłuższego czasu jem w miarę normalnie. Ale raz na jakiś czas mnie tak przypili i nie ma bata, żeby nie zjadła z 3000 kcal. Wczoraj tak miałam, pierwszy dzień miesiączki do tego. Zjadłam obiad, jeszcze jakieś owoce z 3h po tym a wieczorem nadal byłam mega głodna i wskoczyły 4 racuchy owsiane, 4 ciastka kokosowe i jeszcze jakieś owoce. Wyszło razem 3000 kcal. A nie ćwiczę wcale, trochę spaceruje w drodze do pracy, tego dnia trochę sprzątałam w domu i to wszystko. Ogólnie ja prowadzę statystyki w Excelu tego ile kcal jem przez poszczególne dni i jem różnie, czasem 1500, czasem 1400, niestety zdarzają się też dni po 1200 i są też takie po 3000. Raczej tej liczby (3 tys kcal na dobę) nie przekraczam. Liczę sobie też średnią ilość kcal na dzień (biorę po wyliczenia wszystkie wartości jakie wystąpiły i wyciągam średnią) i od kilku miesięcy wychodzi mi w okolicach 1800 kcal. Spalam mało, bo średnio 250 – góra 300 kcal dziennie (300 to w lecie jak jest więcej okazji do ruchu).
      No i problem jest taki, że nie chudnę ani grama. Bo wszystko mi się bilansuje. Cały czas popełniam ten głupią błąd że przymuszam się do diety 1500 przez kilka dni, idzie fajnie, a potem jebs 3000 kcal i tak średnio ląduję na pułapie 1800. Tylko boje się, że jak zacznę na legalu zjadać 1800 na dzień to w chwilach słabości będę jadła jeszcze więcej i statystycznie będę przekraczać moje zapotrzebowanie i zacznie się to cholerne tycie. (Waże ok 59 kg przy 160 wzrostu, więc nie chcę tyć ani trochę więcej, tym bardziej że głód ekstremalny kilku-miesięczny już mam za sobą).
      Mam wrażenie, że mój organizm jest w tym momencie mega odżywiony. Nie czuję żebym miała jakieś niedobory czegokolwiek. Jem ogólnie bardzo odżywczo, na słodycze sobie pozwalam jak już serio czuję ogromną ochotę, czyli nie częściej niż raz na 1,5 tygodnia czy raz na 2 tyg.
      Napisz mi proszę Agatko, co Ty byś zrobiła w mojej sytuacji? organizm odżywiłam, ciała przybrałam, miesiączka od jakiś 2 lat regularnie, bez zarzutu, mam wrażenie się organizm się unormował, włosy mam ładne, gęste, lśniące, paznokcie twarde, czyli mam sygnały od ciała, że ma na full składników odżywczych. I teraz chciałabym jakoś lekko to ciało odchudzić, bo mam trochę zdecydowanie zbędnego tłuszczu. Akceptuję to i wiem że trochę tłuszczu kobieta musi mieć na swoim ciele, ale ja mam nieco za dużo. Jak się bezboleśnie tego pozbyć?
      Co mówi Twoje doświadczenie?
      Jak Ty byś to zrobiła?
      Będę wdzięczna każdej z Was za odpowiedz 🙂 Wszystko obiecuję, że wezmę pod uwagę. I dziękuję za przebrnięcie przez mój długi wpis 🙂

      • Agata Styczeń 12, 2019 w 3:06 pm - Odpowiedz

        Hey Anonimowa 🙂 od razu napiszę, że nie czuję w pełni kompetentna np.jak Ania, żeby tu coś doradzać itp. Ale już szybciutko mówią co i jak było i jest ze mną. To tak…na początku mentoringu trzymałam się ram czasowych. I to błąd. Ania uświadomiła mi, że nie ma czegoś takiego jak godzina, o której należy jeść posiłek. I miała rację. Jadłam więc tak jak mówiło mi ciało. Jestem głodna-jem, nie jestem- nie jem. Tak jak z siusiu. Chce Ci się-idę siusiu, nie chce mi się- nie idę. 🙂 Uważam, że pilnując godzin, nie odchudzając się i tak będziemy w pewnym sensie w szponach diety lub coś w tym stylu. Coś nas będzie jeszcze trzymało. A przecież tu chodzi o ten luz, prawda? No więc, jak już złapałam ten luz to już poszło z górki. Nie ćwiczyłam nic a nic. Bo po pierwsze, byłam sama z niemowlakiem 12 godzin..i miałam co robić. Pranie, sprzątanie, gotowanie, opieka , spacery itp. Padałam na ryjek już ok 20.00. Teraz od czasu do czasu, gdy Kinia śpi, robię sobie 20 minut tzw.podłogówki na macie. 🙂 Ale też nie zawsze. Nie zawsze mam siłę po całym dniu. Misia…piszesz mi, że ważysz 59 kg, przy 160 cm….Czy to jest dużo? Jezusie….jesteś laska!!! Ile kobiet chciało by wyglądać tak jak TY. I piszę to całkiem serio. Jesteś drobna. To nie jest nadwaga. Ja przed Ed ważyłam 60 kg przy 160 cm i czułam się z tym fantastycznie. Dopiero potem schudłam przez natłok obowiązków i coś mi strzeliło, żeby tak już wyglądać. Powtarzam…Jesteś mega atrakcyjna. To wszystko jest tylko w Twojej głowie. Te wahania jedzonych kcal to przez to, że raz jesz 1500, a potem nadrabiasz 3000. Ja jem teraz ok (tak mi się wydaje, bo nie liczę i nie mierzę) 2300, inaczej bym nie miała siły na nic. I nie przytyłam dużo. Wręcz Ci powiem, że musiałam przytyć, bo wyglądałam jak 7 nieszczęść. Teraz ważę 53 kg. Chyba, bo też z pół roku się nie ważyłam. Nie widzę w tym sensu, żeby się ważyć. Po prostu noszę S i tyle. Ale nawet, gdy to była M czy L. Nie mam bulimii i to jest ważne. Możesz do mnie napisać jeśli chcesz. agata_czajka@op.pl

        Dziewczyny, dziękuję za te miłe komentarze. Ja napisałam to świadectwo DLA WAS!!!! Chciałabym, żebyście były zdrowe. Żeby nikt nam nie dyktował jak mamy wyglądać, co i jak jeść. Bądźmy dla siebie wsparciem. Przecież kobiety razem mogą zdziałać cuda. Ja wierzę w naszą moc. Może i jestem naiwna, ale wierzę.

        • Wilczo Glodna Styczeń 15, 2019 w 11:43 pm - Odpowiedz

          Ja też wierzę. W kobiety jako takie i w każdą z was. Każda ma moc uzdrowienia siebie tu i teraz.

      • Ilia Styczeń 13, 2019 w 12:02 am - Odpowiedz

        kochana, nie wyjdziesz z tego prowadząc tabelki w excelu i zliczajac ile spalasz dziennie. Serio, czy ludzie bez zaburzen tak robią? A wiem co mówię, bo ja też na początku myliłam kontrolowanie napadów z wyzdrowieniem, co nie przeszkadzało mi oczywiście non stop stresować się wagą i rozmyśłać nad tym co zjadłam. Z czasem zajęłam się po prostu innymi rzeczami, miałam inne priorytety (jak choćby praca, relacje, rozwój) i po prostu zaakceptowałam fakt, że w jakimkolwiek rozmiarze moge być interesującym i wartościowym człowiekiem. Wybierałam oczywiście zdrowe i nieprzetworzone jedzenie, ale nie myślałam kiedy i ile go zjeść. To przyszło trochę z czasem, trochę mi terapia pomogła, ale przede wszystkim moja jakaś wewnetrzna decyzja, że chce po prostu być normalna i nie zajmować się jedzeniem i odchudzaniem całe życie. I co? Mam rozmiar S/M i spokojna głowę, świetne wyniki badań. Powodzenia!

  5. Joanna Styczeń 11, 2019 w 11:03 pm - Odpowiedz

    Cudownie list Agaty czyta się, bardzo motywuje do zdrowienia. Podziwiam za sily w procesie zdrowienia. Pozdrawiam ciepło

  6. Natalia Styczeń 12, 2019 w 6:19 am - Odpowiedz

    Cudownie napisane!!! Cudownie to czytać! Wiem co czujesz Kochana jestem na tym samym etapie, kiedy zaczyna się ŻYĆ i dostrzega się takie małe, normalne sprawy które dają niesamowitą radość!!! Z całego serca Ci gratuluję!!! Rozwijaj skrzydła i LEĆ!!! ❤❤❤

  7. Natalia Styczeń 12, 2019 w 6:21 am - Odpowiedz

    Ps. igiełka28 Nic sie samo nie udalo

  8. KOCIAQ Styczeń 12, 2019 w 3:59 pm - Odpowiedz

    Agata gratulacje! Super, że tak CI się ładnie w życiu układa dzięki zmianie, w którą włożyłaś dość sporo wysiłku Bardzo zainteresował mnie podpunkt ad stosunku do innych dziewczyn. Jak to fajnie,że „winnym” Twojej poprzedniej, niezbyt fajnej, postawy był wilk. Ciągle obserwujemy, jak dziewczyny byłyby gotowe potopić się wzajemnie w łyżeczce wody. Pal sześć, gdyby polem rywalizacji były sprawy w miarę istotne, typu rozwój, kariera itp. Niestety, to się kręci wobec wyglądu, często nawet cech, na które wpływu nie mamy, o które nie zabiegałyśmy (kolor oczu, włosów, karnacja, wzrost, wielkość biustu) Nawet osoby, które nie cierpią na ten nałóg popadają w takie głupie zachowanie. Już nawet rywalizacja na to, w jakim wieku kobieta jest najatrakcyjniejsza… Autentycznie – według wypowiedzi moich niektórych znajomych płci żeńskiej dopiero po 30. /35/40 roku życia (zależy, ile lat ma osoba mówiąca) kobiety mają stać się najatrakcyjniejsze, najbardziej pewne siebie najseksowniejsze itp. Mam jednak wrażenie, że w dużej mierze może chodzić o to,żeby dopiec tym młodszym. Rozumiem, że z wiekiem możemy stawać się lepszymi ludźmi dzięki doświadczeniom itp – sama jako nastolatka przejmowałam się tzw. pierdołami, będąc bliżej dwudziestki zauważyłam, że pewne sprawy są naprawdę mało istotne, a teraz, w wieku lat 26 mam wrażenie, że mój osąd rzeczywistości jest w pełni realistyczny, nie mam aż takiej skłonności do stresowania się i mogę powiedzieć z ręką na sercu, że jestem z siebie zadowolona. Ale widzę w tym dużą rolę wyjścia z ED i cieszę się,że nie mam do czynienia z żadną osiemdziesięciolatką głoszącą tezę wyżej wymienioną, ponieważ wiele z nas mogłoby tego etapu rozkwitu fizycznie nie dożyć :D. Anyway, gratuluję i trzymam kciuki za dalszy Twój rozwój!!!

  9. Just Styczeń 14, 2019 w 12:29 pm - Odpowiedz

    hej dziewczyny drogie…
    ja na tą naszą przypadlosc cierpialam ok13 lat..tzn bulimię..wczesniej bylam na roznych dietach redukcyjnych…
    moje zycie podporzadkowane bylo tylko bulimii…pomimo tego, ze mam dziecko, meza…domek, prace, studia itd….
    a zyciem rzadzila bulimia…
    bylam tak sponiewierana..tak nieszczesliwa tak upokorzona….zero kongroli..zero hamulcow..szwedzkie stoly..kible itd…to rzadzilo na okraglo..
    zaczekam wertowac net…znalazlam Anie..
    wiem, ze gdyby nie ona tkwilabym w tym juz chyba zawsze…dzieki jej wskazowkom…dzieki temu, ze jest tak autentyczna i szczera..
    zrobilam to! dokonalam czegos…co wydawalo sie awykonalne…totalna chudosc ciala w moim przypadku..wielka opuchnieta twarz..i ostatnio problem mega z potasem i nerkami…
    ona pozwolila mi urodzic sie na nowo…blog, filmiki na yt, wskazowki naszej mądrej Ani…to wszystko sprawilo, ze jestem! jestem szczesliwym, najedzonym i pieknym czlowiekiem!
    jem intuicyjnie, nie licze nie przeliczam jem megaaa smacznie i zdrowo…gdy mam ochote na deser…kakao, jogurt i stevia ida w ruch…zapisuje tylko i wylacznie jakoe posilko zjadlam i ile wody wypilam…aby przed te 21 dni prezentu, dziennika..wpoic sobie nawyki..regularnego jedzonka
    cudnie bynie ma tam mowy o kcal i ilosci tylko co to bylo…
    plus ruch…cwicze na silowni i orbitreku…mam sprzet w domu…wiec robie to regularnie..psychee odpoczywa niewiarygodnie..
    i jeszcze jedno..poki co przeszlam na wegetarianizm..jem tez duzo rzeczy weganskich to jest przepyszne! i sycące, nie pije alkoholu..choc pilam sporo..pol winka dziennie np..zaoszczedzilam duzooo pieniedzy…nawet nie wiem co zrobie z taka pulą na koncie hihihihido niedawna tez palilam…duzo imprezowalam…
    odkrylam ze mozna to zmienic…i teraz to jestem prawdziwa ja..Aniu dziekuję Ci! wierzę, ze kolejne dziewczynki..zrobią dokladnie to co ja a Ania..bedzie czuła, ona to wie…,ze ratuje czyjes istnienia

    • Wilczo Glodna Styczeń 15, 2019 w 11:46 pm - Odpowiedz

      Dziękuję. Wzruszyłam się do łez…

      • Just Styczeń 17, 2019 w 3:49 pm - Odpowiedz

        Aniu dzieki Tobie….
        nie raz plakalam….a raz totalnie..
        gdy obejrzalam na YT….mialam marzenie….

        zrozumialam…

        • Wilczo Glodna Styczeń 18, 2019 w 11:54 am - Odpowiedz

          Ściskam Cię mocno <3

  10. Peter Styczeń 15, 2019 w 9:47 am - Odpowiedz

    Anya, bardzo miło jest przeczytać twój tekst, cudownie napisane!!!
    Masz dużo cierpliwości!!!

    Nie cierpiałem na bulimię. Mam problem wyczerpania nerwowego iz tego powodu szybko tracę na wadze.
    Pracuję teraz z moją duszą, uczę się zatrzymać swoje myśli, aby przybrać na wadze i wyglądać zdrowo.

    • Wilczo Glodna Styczeń 15, 2019 w 11:46 pm - Odpowiedz

      Powodzenia!

  11. Magda Styczeń 17, 2019 w 11:10 pm - Odpowiedz

    Aniu, chyba Twoim przeznaczeniem jest być cały czas konsekwentną. Nie przejmuj się tym, że stary pogląd o wiecznych remisjach jeszcze jest na topie. Mów swoje, że można przestać być „bulimikiem”, a zacząć być człowiekiem. Zawsze ktoś kiedyś musiał być pierwszy z postępową myślą. Np. to, że Ziemia jednak krąży wokół Słońca, a nie na odwrót…, albo to, że trzeba myć ręce, bo tam są jakieś „zarazki”… i tak dalej. Teraz wszyscy to wiemy i uznajemy, ale KTOŚ musiał zacząć.

    • Wilczo Glodna Styczeń 18, 2019 w 11:53 am - Odpowiedz

      Dziękuję kochana. Ta myśl mi właśnie przyświeca 🙂

Zostaw komentarz