Pytanie od mojej podopiecznej:
Jak to jest z jedzeniem przed snem? Można? Nie można?
Jeżeli tak, to kiedy? Na trzy godziny przed snem? Na dwie?
A może iść spać głodna?
I co zjeść na kolację? Białko, węglowodany, a może jeszcze coś innego?

Sama kiedyś miałam takie dylematy i głowa pękała mi od sprzecznych informacji, które wyczytywałam w książkach i na stronach w internetowych.
Ostatni posiłek w ciągu dnia i jego ulokowanie w czasie, przypominało spacer po polu minowym. Jeden fałszywy krok, a moje ciało wybuchnie w rozmiar XXXXL. I to za pewne przez noc. Koszmar.

No dobra, więc co ja sądzę o tym teraz, po latach od wyjścia z bulimii? Jakie są złote rady cioci Ani w tym temacie? Ano jak zawsze tak proste, że aż kontrowersyjne: Olać to i słuchać swojego ciała.

No tak, łatwo Ci mówić, bo jesteś szczupła i nie masz zaburzeń odżywiania. Ja to muszę się pilnować – usłyszę.
I zaraz odpowiem: Nie mam zaburzeń odżywiania i jestem szczupła WŁAŚNIE DLATEGO, że tak robię. I to nie tylko w temacie kolacji. Po prostu jem to, na co mam ochotę i kiedy chcę, do momentu, aż poczuję, że wystarczy (brzuchem nie głową). Wtedy potrafię wyrzucić niedojedzoną kanapkę czy schować coś na później i tyle.

Dobrze, ale wróćmy na chwilę do podstawowej logiki: Czym jest kolacja?
Kolacja to posiłek spożywany wieczorem. Ludzie nadali mu taką nazwę, żeby usprawnić komunikację. Łatwiej jest zapytać „Co zjemy na kolację?” niż „Co zjemy na wieczorny posiłek, który w sumie będzie naszym ostatnim posiłkiem tego dnia, ale to też nie wiadomo, bo może posiedzimy dłużej i jeszcze zgłodniejemy?”.

My zaś zrobiłyśmy z tego jakąś skostniałą konstrukcję, kolejny punkt w biegu z przeszkodami wzdłuż naszego „jedzeniowego” dnia. Jak idealnie przeskoczymy wszystkie posiłki, to wygramy szczupłą sylwetkę. Jak nam się noga powinie, to padniemy na twarz w otyłość.
Tylko, że nikt nie pomyślał, że ta poprzeczka jest po pierwsze; nierealnie wysoko, po drugie; jest zupełnie niepotrzebna.
Zamiast płynnego „to raczej ostatni posiłek, ale jak zgłodnieję, to zjem coś jeszcze” mamy murowane „zero jedzenia po tej godzinie”

kolacja

No dobra, a to czym jest posiłek, w takim razie? Posiłek to zasilenie słabnącego organizmu w potrzebą mu energię. (Przeczytaj ten artykuł)
A skąd wiemy, że organizm traci energię? Bo czujemy głód.
Głód jest sygnałem sugerującym tą jedną jedyną rzecz: „no more power”, nie zaś żartem, złośliwością lub sabotażem ciała, które postanowiło zrobić nam psikusa i pięknie się utuczyć.
Nie jest on też konsekwencją braku miłości w dzieciństwie, który teraz wychodzi w postaci kompulsji, ani objawem nieradzenia sobie z emocjami.
Nie nie nie. Głód to FIZJOLOGIA.

Ok, to co się robi z głodem? Ignoruje, zwalcza, boi się go i złości się, że jest. Jasne – to w zaburzeniach odżywiania.
A tak normalnie? ZASPOKAJA SIĘ GO. Tak samo jak zaspokaja się inne potrzeby fizjologiczne; potrzebę spania, picia i sikania.
I nie przyjdzie Ci do głowy z nimi dyskutować: O nie! Przecież sikałam godzinę temu, dlaczego znowu mi się chce?! – Po prostu idziesz i już.
Z głodem naprawdę nie jest inaczej.

*

Proszę Cię więc, jeżeli czujesz głód przed pójściem spać, to zjedz. W czym problem? Przecież jeżeli jest głód, to znaczy, że jest POTRZEBA tych kalorii i organizm sobie je zużyje. Nie domaga się ich, by sobie odłożyć w boki.

Nikt jednak nie powiedział też, że masz teraz jeść obiad z dwóch dań. Po prostu przekąś coś adekwatnego do rozmiaru swojego głodu.
Jeżeli zaś jesteś strasznie głodna i obiad spokojnie by tu wszedł, to znaczy, że zjadłaś za mało w ciągu dnia. Kiedy zjesz odpowiednio, nie będziesz aż tak głodna na noc.

I czy to ważne CO się zje? Oczywiście przeczytasz, że tak, że ciało ma się w ciągu nocy odbudować, więc tylko białko. Ktoś inny powie, że tylko tłuszcz, bo ketoza czy coś tam. Niedawno zaś dostałam artykuł od mojej innej podopiecznej, udowadniający że jednak tylko węgle.

Serio? To powiedz mi jak radzili sobie ludzi przez tysiące lat, bez tych informacji? Ba! Jak radziło sobie starsze pokolenie, a nawet my same, ZANIM zaczęłyśmy czytać te wszystkie „naukowo potwierdzone” bzdety? Yyym… chyba jednak lepiej niż teraz, co?
I też raczej mało prawdopodobne, że ktoś kiedyś umarł przedwcześnie z powodu niejedzenia produktu X na kolację, bo nie wiedział, że tak trzeba. No litości, no.

Kieruj się tym, co podpowiada Ci organizm, czyli tym na co masz ochotę. Ochota na coś to sposób ciała na zasygnalizowanie nam, czego ono potrzebuje. Upewnij się tylko, że to jedzenie w miarę nieprzetworzone i będzie dobrze.

I żeby nie być gołosłowną, podam przykład z życia wzięty. Wczoraj wieczorem zjadłam posiłek, który mogłabym nazwać „kolacją”. Co prawda w ogóle nie myślałam o tym, że „uwaga, uwaga właśnie jem kolację”. Po prostu byłam głodna i COŚ zjadłam. A że było późno, to chyba mogłabym nazwać go tak nazwać.

Jednak zaraz naszła mnie ochota, żeby się jeszcze poruszać, więc zdecydowałam, że pójdę na wieczorne zajęcia fitness. Tam dostałam mocny wycisk, a pot lał się strumieniami.
Wróciłam do domu, wzięłam prysznic i zupełnie naturalnie poszłam sobie odgrzać zupę, którą zjadłam z chlebem (O Jezu, węgle! Kiedyś nie do pomyślenia!) Dlaczego? Bo burczało mi w brzuchu. A dlaczego zupa z chlebem? Bo właśnie na nią miałam ochotę.
No i co z tego, że było już po 22.00 i po niecałych dwóch godzinach leżałam już w łóżku? Byłam głodna i tyle. Co, mam się niby męczyć? Z koniem kopać? Po co?

Jeżeli masz wątpliwości czy to jest zdrowe podejście, rozejrzyj się dookoła. Zobaczysz, że praktycznie każdy normalny człowiek tak robi. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby na przykład moja szczupła przyjaciółka, czy szczupły chłopak, odmawiali sobie jedzenia, bo jest „za późno”. A w życiu!

A więc tak, jak mówię; olej to i słuchaj ciała. A jeżeli ta rada to ciągle za mało, dodam jeszcze: zaufaj mu i bądź wolna.