W dzisiejszym odcinku programu „Kulinarny rozpierdziel” nauczymy się robić idealny atak obżarstwa.
Dostałam od was bardzo dużo inspiracji i pomysłów na wykonanie takowego, a sama też – nie chwaląc się – zrobiłam ich w życiu kilka tysięcy.
Korzystając z tego doświadczenia podam wam dzisiaj niezawodny przepis na niekontrolowane zeżarcie kilku tysięcy kalorii na raz – do bólu brzucha i do łez. Gotowa?

Składniki:

– Dojrzała dieta.
Najlepsza jest kilkutygodniowa, aczkolwiek kilkudniowa też się nada. Wszystko zależy od jej restrykcyjności; im cięższa i bardziej wykluczająca WSZYSTKO, tym lepsza i krócej można ją stosować.
Najlepiej działa dieta zaczęta od poniedziałku (nowego roku/miesiąca itd), podjęta w przypływie desperacji po ostatnim ataku obżarstwa.
Jeżeli jednak na ten moment dysponujesz głodówką lub postem (oczywiście prowadzonym w celu oczyszczenia się, jakże by inaczej) to tym lepiej!
Po prostu im bardziej się przycisnęłaś, tym piękniejszy nasz produkt końcowy – skok na główkę w lodówkę.

– Zero- jedynkowe myślenie.
Upewnij się, że w ten właśnie sposób podchodzisz do sprawy. Albo jem idealnie od linijki: zero słodyczy, zero białego chleba, zero odstępstw od reżimu, albo lecę w koryto i jem wszystko co popadnie – najlepiej słodki, przetworzony syf.
Nie gódź się absolutnie na żadne kompromisy i ustępstwa czyli tak zwane „odcienie szarości” Jest albo WSZYSTKO, albo NIC!
Jasne?

– Bańka pełna absurdów jedzeniowych.
Nawkręcaj sobie jak najwięcej niedorzecznych zasad dietetycznych. W tym celu koniecznie czytaj kolorową prasę i Internet.
Przekonaj samą siebie, że jak jeść to tylko do godziny 18.00, nawet jeżeli do pierwszej w nocy wkuwasz do matury, albo pracujesz na nocną zmianę.
Uwierz w to, że węglowodany tuczą. I tłuszcze też. (No przecież to tłuszcz, to jak ma nie tuczyć?). Włącz aplikację, która wyliczy Ci że masz jeść 1237 kcal i wierz w nią ślepo. Wyłącz mózg.

Bądź kreatywna. Im więcej głupot zaadoptujesz w swoim codziennym życiu, tym lepiej dla naszego potencjalnego ataku.

Pamiętaj! Jeżeli Twoje ciało krzyczy o jedzenie, mdleje, gubi włosy i miesiączkę, zignoruj to jako przejaw jego bezsensownej złośliwości z jego strony i braku kooperacji.

– Niezadowolenie z własnego ciała
Koniecznie zalajkuj wszelkie fitnesski na Instagramie i gap się w nie jak sroka w kość każdego dnia przez minimum dwie godziny.
Daj się przekonać, że właśnie tak wygląda realna, przeciętna kobieta chodząca po ulicy Warszawy czy Pścimia Dolnego.
Odrzuć wszelkie bajki o wykorzystaniu Photoshopa i filtrów przy obróbkach zdjęć. To wymówka dla słabych. To, że tak nie wyglądasz to jest tylko i wyłącznie Twoją wina. Jesteś leniem i żarłokiem. Noł pejn, noł gejn, sorry.

Za każdym razem gdy spojrzysz w lustro wyszukaj i przywal się do trzech brzydkich rzeczy, które masz. Jeżeli masz wątpliwości co to może być, ponownie spójrz w Instagram.
Patrz na nie intensywnie aż do momentu, gdy wyjdą one na pierwszy plan Twojego zainteresowania i życia.

– Dwa litry potu dziennie
Natychmiast zamieszkaj na siłowni. Trenuj ciężko i ponad wszelką miarę (oczywiście zachowując dietę). Jeżeli Twoje ciało będzie się słaniać z wycieńczenia i domagać odpoczynku, zwiększ intensywność wysiłku.
Nie przestawaj nawet w obliczu kontuzji, zaburzeń snu i braku czasu na cokolwiek innego. Trening musi być.

Przepis na wykonanie:

Atak objadania najlepiej robi się w czwartek, albo piątek, kiedy poniedziałkowa dieta zdążyła wyczerpać już siły fizyczne i mentalne, aczkolwiek każdy inny dzień też jest dobry.

Zacznij od pominięcia śniadania. Jeżeli się jednak na nie zdecydujesz, zjedz je w mikroskopijnej ilości i takie jakiego nie lubisz (bo tak każe dieta).
Odczekaj aż będziesz skręcać się z głodu i na drugie śniadanie zjedz zdrowe, piękne, soczyste jabłko. Samo. Może być też jabłko z jogurtem (naturalnym i light ,oczywiście).
Jeżeli czujesz zimno, pogratuluj sobie – o to chodzi!
Zapij głód kawą albo wodą.

Nie bierz do pracy czy szkoły żadnego innego prowiantu. W ogóle nawet o tym nie myśl. Licz na to, że jakoś to będzie i obiad spadnie z nieba.
Kiedy już będą latały Ci mroczki przed oczami, zjedz coś dietetycznego i koniecznie mniej niż osoba z którą wybrałaś się na lunch. Podziub i zostaw.

Po pracy czy szkole idź na siłownię. Daj z siebie wszystko. Ignoruj zawroty głowy.
Nie rób zakupów wcześniej, miej pustą lodówkę. Zakupy zrób dopiero w drodze z siłowni. Licz na to, że „coś się wymyśli”. Ewentualnie zaplanuj trudne, wymyślne danie, które będzie robić się przez dwie godziny.
W tym momencie przejdź się alejką ze słodyczami i poczekaj aż wygłodzony Gadzi mózg odetnie Ci świadomość. Prawdopodobnie kupisz siatę słodyczy, z którą pogalopujesz do domu i tam wykonasz nasz popisowy numer: atak obżarstwa.
Smacznego!

Na koniec, kiedy już odzyskasz kontrolę, okraś wszystko kolosalnym poczuciem winy, nienawiścią do siebie, wyrzutami sumienia i łzami.
Absolutnie nie próbuj zrozumieć, że to co się stało to naturalny skutek niedożywienia i eksploatacji ciała do granic możliwości.
Nawet nie myśl o wybaczeniu sobie! Niezwłocznie nazwij się grubą świnią, słabą kretynką itd.

Jedz do końca weekendu, potem ogarnij się, otrzyj łzy i obiecaj sobie że od jutra na serio bierzesz się za siebie. Powiedz sobie na głos: Tak, zrobię znowu dokładnie to samo, magicznie oczekując tym razem innych rezultatów.
Przejdź na dietę od poniedziałku.
Powtarzaj w nieskończoność.