Dlaczego się obżeram?
Pytałaś siebie o to nie raz, prawda?
Co jest powodem, że raz za razem to robię, do cholery, chociaż WIEM, że to złe i tego nie chcę!
I co Ci wychodziło? Setki różnych przyczyn, mniej lub bardzie prawdziwych. Może to stres, smutek, nuda, a może zrąbane dzieciństwo, niepewna przyszłość, mąż, dzieci… W sumie to objadam się, bo… się objadam. Niezależnie od sytuacji. Hmmm, a może po prostu jestem nienormalna?
Kochana, nic z tych rzeczy!
No, może troszeczkę.
A tak na serio, to pozwól że zasugeruję Ci bardzo prostą odpowiedź na to odwieczne pytanie: Objadasz się, bo sprawia Ci to niewysłowioną, orgiastyczną wręcz przyjemność! Tyle.
Wszystkie inne powody są wtórne.

Zastanówmy się nad tym przez chwilę:
Co chcesz osiągnąć gdy objadasz się na stres? Rozluźnienie, prawda? Ergo: przyjemność.
A na smutek? Pocieszenie, a więc….przyjemność.
Na kłopoty w domu? Zapomnienie, w więc też przyjemność.
A gdy objadasz się, bo jesteś w euforii? Więcej przyjemności!
A tak naprawdę to chcesz tę Jedyną Prawdziwą Przyjemność, bo każda inna blednie w porównaniu z nią – pójście na spacer, poczytanie, obejrzenie filmu – no błagam, nic nie jest w stanie zająć miejsca jedzenia! W głębi duszy się z tym zgadzasz, prawda?
Ale spokojnie, to da się naprawić.

Na bardzo podstawowym poziomie, każdy żywy organizm jest skonstruowany jest właśnie tak- chce zmaksymalizować miłe doznania, a zminimalizować cierpienie. I w dużym uproszczeniu – to właśnie te dwie siły definiują nasze życie.
Na szczęście (lub nie) człowiek to nie ameba i ma możliwość wyboru swojej przyjemności -w formie doznań cielesnych, psychicznych, emocjonalnych, duchowych i jakich tam jeszcze.

Każdy z nas dostaje na starcie worek potencjalnych rozkoszy. Co się w nim znajduje, definiuje i nasza biologia i nasza kultura. Jest tam wszystko: sport, muzyka, dobre jedzenie, śmieciowe jedzenie, nauka, pomaganie innym, majsterkowanie, władza… Wsadzamy do niego rękę i ciągniemy. O, gitara – ale czad, mmm piwko, jeszcze lepiej.
Możemy przebierać w nim, dopóki nie znajdziemy tej Naszej Rzeczy.
Tylko że większości nie chce się zadać tego trudu i sięgnąć głębiej. Bierzemy to co leży na wierzchu – papierosy, alkohol, słodycze. Nie dość, że fajnie, to jeszcze łatwo i szybko.

Jaki z tego wniosek: To my, w dużej mierze, definiujemy czym jest dla nas przyjemność.
Każdy z nas ma swój zestawik na poprawienie humoru. Ale jeżeli jedna rzecz zaczyna mocno dominować – mamy albo pasję (gitara), albo nałóg (piwko).
I Ty też w  ten właśnie sposób dorobiłaś się nałogu jedzenia. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Ok, powodów by zacząć było może wiele, ale ten jeden jest zawsze najważniejszy. Bo, jak napisał wcześniej wspomniany Grzegorz Rutkowski, człowiek nie uzależnia się od fajek, alko czy słodyczy. Człowiek uzależnia się od przyjemności właśnie.

No i co teraz?
Rozwiązanie jest proste. Ów worek z fajnymi rzeczami, ciągle tam jest.
Będzie z Tobą do końca życia, chociaż z każdym rokiem wybór staje się mniejszy – spada wydolność organizmu, łatwość uczenia (teoretycznie, bo w praktyce można zostać sportowcem, czy pianistą nawet po osiemdziesiątce.)
Nie trać więc czasu, zanurz w nim głęboko rękę i poszukaj czegoś dla siebie.
Zdefiniuj na nowo co sprawia Ci tę jedyną frajdę.
Zamień słodycze na…