Niedawno, za sprawą mojej podopiecznej przypomniałam sobie o mojej dokuczliwej obsesji, która męczyła mnie w początkach pożegnania z wilkiem. Jej teść wyglądała mniej więcej tak:
Każdy posiłek jaki jem, musi być idealnie smaczny. Nie godzę się na nic innego jak tylko smakowy odlot.
Też tak masz?

To było bardzo szkodliwe, groźne i po prostu irytujące. Oto dlaczego:

Szkodliwe bo jadłam tylko rzeczy które znałam i lubiłam. No przecież nie zaryzykuję zrobienia nowej potrawy, bo a nuż nie będzie mi smakować. Nie zjem też normalnego obiadu, bo w skali zadowolenia da mi on tylko 7, a na przykład omlet na słodko da mi całe 10! W efekcie były dni kiedy potrafiłam zjeść trzy razy owsiankę z bananem i koktajl truskawkowy na kolacje.
No a jeżeli je się ciągle to samo to organizm nie dostanie wszystkich potrzebnych składników odżywczych.
Oczywiście z rozsądku jadłam i obiad, ale z miną cierpiętnicy i przekonaniem, że coś tracę.

To było groźne.
Powiedzmy, że jednak zjadłam niechcący coś co mi nie smakowało. Na przykład zamówiłam w restauracji danie nie w moim guście. OMG! Dramat!
Przecież czekałam na ten posiłek jak na zbawienie całe trzy długie godziny, a on był niedobry! NIEDOBRY, ROZUMIESZ??? (Tutaj nadmienię, że przejście z jedzenia non stop – przez moje ostatni 5 lat bulimii jadłam i wymiotowałam przez cały dzień – do jedzenia posiłków oddalonych od siebie w czasie, było dość ciężkie.) Czułam się oszukana, zawiedziona, w rozpaczy wręcz!
A skoro to było taaaakie niedobre i nie dało mi „satysfakcji psychicznej”, to dlaczego by tego nie wyrzygać i nie zjeść od nowa czegoś fajnego?
Oczywiście już wtedy tego nie robiłam, ale z takimi myślami musiałam się bić.

To było zwyczajnie irytujące
Wkurzałam tym siebie i otoczenie. Ciężkie były wszelkie wyjazdy, wyjścia, zmiany planów czy opóźnienia (zwłaszcza w podróży), kiedy to trzeba było zadowolić się suchą bułą i bananem.
Urządzałam wtedy sceny, gotowałam się z wściekłości, obrażałam na wszystko i wszystkich. No normalnie świat mi się walił na głowę!

Aż w końcu mój mądry, racjonalny chłopak, położył dłonie na moich ramionach, spojrzał mi w oczy i powiedział tak: Ale co Ty się tak stresujesz, kobieto? Czy to Twój ostatni posiłek w życiu? Będzie ich jeszcze w tysiąc pińcet. Nie bój się. Kolejny zjesz sobie smaczniejszy i już. To jest przecież TYLKO jedzenie.

Ta prosta logika wbiła mnie w ziemię. No właśnie! Świat nie kończy się na tym rozgotowanym makaronie, przypalonym toście czy przesolonej zupie. Można to, do cholery, przeżyć! Przecież w końcu głównym zadaniem posiłku jest posilić, a nie za każdym razem zapewnić gastryczny orgazm. No błagam!

Zgadzasz się ze mną?

*

Oczywiście istnieje wyjaśnienie takiego zachowania. Znalazłam je w książce „The Biology of Desire” Marca Lewisa.
Mianowicie, osoba uzależniona ma problem z postrzeganiem czasu w szerszej perspektywie. Widzimy tylko ten, obecny wycinek teraźniejszości, niejako wyrwany z kontekstu – tak jakby przyszłość nigdy nie miała nadejść. Teraz cierpię, teraz mi źle = tak będzie na zawsze.

Nie dociera do naszej świadomości, że chęć na słodycze zaraz minie, czy że kolejny posiłek już za (o Boże drogi!) trzy godziny. W tym momencie jakakolwiek ilość czasu to abstrakcja, wieczność. Nałogowiec uwięziony jest w swoim cierpieniu, w nieustającym teraz.
Do czasu! Jako że nie jesteśmy ofiarami naszych nałogów, ani uzależnionych mózgów, możemy wziąć za siebie odpowiedzialność, zrobić krok w tył i przyjrzeć się sytuacji z boku.

Co wtedy zobaczymy? Prawdę.
Zobaczymy, że trzy godziny to nie jest wieczność, a chęć na słodycze, czy brak satysfakcji to tylko chwilowe uczucie. Zamiast się w nie wkręcać i robić z igły widły, lepiej zająć się czymś konstruktywnym – nawet tak trywialnym jak sprzątanie. Zakrzątniesz się, odciągniesz myśli i zanim się obejrzysz, wszystko minie. No bo czym jest kilka godzin w porównaniu do reszty życia?

Pamiętaj więc; jeżeli pojawiają Ci się takie myśli rozpoznaj je jako nałogowe, wyśmiej je, zignoruj, stań z boku.
Powiedz sobie coś, co ja usłyszałam od mojego T. : Laska, posiłków będzie jeszcze sto tysięcy. Ten nie był ostatni w Twoim życiu. Wyluzuj więc, ok?

*

Jeżeli nie wiesz co jak komponować posiłki, brak Ci inspiracji i pomysłów, polecam kopalnię wiedzy: wegański jadłospis dla osób aktywnych.
Jestem właśnie w trakcie wykonywania go. Pyszny!
Zobacz jak mi idzie na Instagramie (wilczoglodna)