Pisałam już o silnej woli dwukrotnie. W 2015 roku jako o zasobie ograniczonym i w 2017 w kontekście używania jej do walki z Naturą, czyli przeciwko sobie.
Dzisiaj czas na kolejny tekst, przedstawiający ten problem z jeszcze innej perspektywy.

Może zacznijmy od początku. Jak przez stulecia pokonywało się nałogi? Silną wolą właśnie, no bo czymże innym? Jeżeli nie chcesz czegoś robić, to musisz po prostu przestać i już. Będzie ciężko, ale jak przetrwasz pierwsze tygodnie, to potem będzie z górki.

Tak rzucał alkohol nasz pradziad alkohol, a ciocia palenie. Tak walczyli heroiniści na przestrzeni lat i od tej walki wzięło się określenie „to kick the habit” (po odstawieniu narkotyku ma się odruch wierzgania nogami).
My same próbowałyśmy skończyć z naszym problemem jedzeniowym tą właśnie metodą: zaciskając pięści i zęby.
Oczywiście można też zawierzyć Sile Wyższej – jak we wspólnotach dwunastokrokowych, ale to de facto też sprowadzają się do tego samego; masz odpierać pokusy, tylko że przy wsparciu grupy i samego Boga.

Czy to znaczy, że silna wola nie działa? Nie, no teoretycznie działa, ale problem z nią jest taki, że absolutnie nie można na niej polegać. Dlaczego?
Bo to, jak pisałam wcześniej, to zasób ograniczony. Powiedzmy, że każdego dnia mamy dziesięć jednostek silnej woli. Trzy wykorzystamy w pracy, by nie wygarnąć szefowi, dwie w korku wracając do domu, by nie nawrzucać innemu kierowcy, jedną, by nie fuknąć, na męża, który jednak nie posprzątał skarpetek, a cztery by nie poczęstować się tą czekoladą, co tak leży i patrzy.
I po silnej woli.
A potem, przy wieczornym filmie, gdy mąż wystawi orzeszki na stół, okaże się, że nasza ręka wędruje po nie siłą bezwładu i nie ma już nic, co mogłoby ją zatrzymać.

Jednak to wcale nie jest największy problem. Największym problemem z silną wolą jest to, że jej użycie wzmacnia nawyk, zamiast go osłabiać.
No ale JAK TO??? Już tłumaczę.

Tak jak pisałam wielokrotnie; nałogi to nie guzy na mózgu, nie „nieprawidłowo wykształcone osobowości” i nie mutacje genetyczne. By się ich pozbyć nie musisz rozliczać się z przeszłością czy zachodzić w głowę jaką emocję zajadasz, zamiast ją wyrazić.

Nałogi to myśli. Tak, dobrze czytasz; myśli. Myśli, które nauczyłyśmy nasz mózg produkować i reagować na nie. Stało się to przez wielokrotne powtarzanie – jak przy tresurze. Teraz, kiedy one przychodzą, dajemy im naszą niepodzielną, skoncentrowaną uwagę. Boimy się ich i traktujemy bardzo, ale to bardzo serio. Kiedy one się pojawią nie mamy praktycznie żadnego wyboru. Możemy albo cierpieć, odczuwając ich „uporczywość”, albo poddać się im i zrobić to co one „każą”, po to by w końcu poczuć ulgę. Pisałam o tym w poście „Z miłości do siebie”. Jeżeli jeszcze go nie czytałaś, zrób to koniecznie teraz. Zburzy on wszystko w co do tej pory wierzyłaś o sobie.

I teraz uwaga: Poddanie się im wynika z naszego niezrozumienia, że ich siła nie jest wpisana w tę myśl. Myśl sama w sobie nie ma żadnej mocy! Jest przemijającym, ulotnym fenomenem. Ta siła, którą czujemy, jest w rzeczywistości siłą naszej koncentracji na tej myśli. Jeżeli nie damy jej tyle uwagi, ona PRZEJDZIE SAMA i to BEZ wykonania naszego „rytuału”, któremu przypisujemy poczucie ulgi (zjedzenie, zapalenie, napicie się alkoholu).

I niech Cię nie zwiedzie prostota moich słów. To jest coś absolutnie rewolucyjnego. Problem sprowadza się do jednej rzeczy, a nie do miliona: masz błędną percepcję swoich myśli. Zacznij postrzegać je we właściwym świetle, a zobaczysz, że pomysł „bycia zmuszonym do czegoś przez myśli” wyda Ci się kuriozalny.

No ale, dobrze; wróćmy do tematu.

Pamiętasz, jak pisałam o małych dzieciach? One także myślą, tak jak my, ale – w przeciwieństwie do nas – nie oceniają swojego myślenia. Dziecko nie ma oczekiwań wobec siebie, by zachowywać się – na przykład – racjonalnie, więc kiedy zachowuje się irracjonalnie (rzuca się na podłogę i histeryzuje), nie jest to dla niego problemem (chociaż dla dorosłych wokół jest). Dziecko po prostu nie ma MYŚLENIA O MYŚLENIU i strumień myśli przepływa przez nie naturalnie i bez przeszkód.

My zaś swoje myślenie oceniamy, traktujemy serio, wyciągamy z niego wnioski o sobie (jestem niestabilna emocjonalnie), boimy się go itd. To nie jest już wartki strumień zmieniających się emocji (zawsze czujemy tylko i wyłącznie to co myślimy w danej chwili), ale uregulowana rzeka z wieloma tamami i zastojami.

Taką tamą jest też nawyk. Myśl o czekoladzie, zamiast popłynąć sobie dalej, jest zatrzymywana, spiętrzana i w efekcie rozlewa się po całej naszej głowie, aż nie możemy myśleć o niczym innym.
Zamiast – tak jak dzieci – zauważyć ją (lub nie) i odpuścić, robimy z niej wielkie halo i mamy z tego powodu problem.

No dobrze, ale co ma to wspólnego z silną wolą? Wiele. Bo silna wola jest także przejawem myślenia o myśleniu.
Właśnie zamiast puścić i zignorować przepływającą myśl o czekoladzie, jako jeden z wytworów naszej głowy, my próbujemy z nią walczyć siłą. Czyli do naszego już i tak pełnego strachu myślenia dodajemy kolejną  jego warstwę.

Wyjaśnię to na przykładzie. Na pewno wpadło Ci nie raz do głowy, by uderzyć swojego szefa (męża, dziecko), bo byłaś już na skraju wytrzymałości nerwowej. I co? Zrobiłaś to? No nie!
To była tylko myśl – może trochę straszna, ale w sumie zupełnie nie szkodliwa. Nie musiałaś wykorzystywać silnej woli, by nie pójść za nią. Po prostu ją zignorowałaś jako nieprawdopodobną i absurdalną i ona odeszła sama z siebie.

Ignorowanie tym podobnych myśli jest proste, ponieważ w nie po prostu nie wierzysz. To nie jest dla Ciebie wezwaniem do działania, ani znakiem, że jesteś przemocowym partnerem czy rodzicem. W ogóle nawet się nad tym nie zastanawiasz. To mija i już.

A nad myślą o czekoladzie się zastanawiasz. Przypisujesz jej ogromny ciężar znaczenia: „No tak, znowu to samo! Jestem wstrętnym żarłokiem! Kiedy się to wszystko skończy!”
I wyciągasz z rękawa kolejną myśl, żeby zwalczyć tę pierwszą myśl – czyli silną wolę właśnie. I te dwie myśli naparzają się w Twojej głowie, jak w jakimś tanim filmie akcji:
-Wcale nie jesteś żarłokiem! Lewy sierpowy od silnej woli.
– Jesteś! Kop z półobrotu wilczej myśli.
-Nie! Możesz to zrobić! Uderzenie otwartą dłonią w nos.
– Tym razem nie wygrasz! Kop w krocze.
Bum bum bum!

I nawet jeżeli tym razem „wygrasz”, to będziesz tak wykończona, tą walką, że jeżeli wilk napuści na Ciebie kolejny atak, to już nie dasz rady go odeprzeć.
Paranoja. I to w dość dosłownym sensie, co?

*

Widzisz już co chcę Ci powiedzieć? Rozwiązaniem nie jest WIĘCEJ walki, ale MNIEJ uwagi. Zobaczenie tego, co Ci się roi w głowie, we właściwym świetle. Kiedy to się stanie, nie będzie tutaj z czym walczyć. Tamy na rzece zostaną zniesione i tak jak kiedyś, Twoje doświadczenie życia wewnętrznego, będzie płynęło spokojnym strumieniem.

Wiem, że jest to tak nowatorskie, że może nie mieścić Ci się to w głowie, ale to właśnie jest przyszłość niwelacji (no bo nie walki) nawyków! Wiem też, że to dużo informacji na raz, więc jeżeli potrzebujesz pomocy w zrozumieniu tego na głębszym poziomie, a nie tylko intelektualnie – jak to się pewnie stało po przeczytaniu tego artykułu, zapraszam Cię do siebie na mentoring. Mogę Cię też zapewnić, że kiedy to pojmiesz, będziesz wolna.

Tym czasem powiedz mi, czy ten tekst otworzył Ci oczy i zmienił Twoją perspektywę tego czym jest nawyk i jak on działa?