Nic nie bierze się z powietrza. Nasza choroba też nie.
Zachowania kompulsywne przechodzą z pokolenia na pokolenia, genetycznie i emocjonalnie.
A jak to było z tobą?

1. Geny

Zastanów się, czy w twojej najbliższej rodzinie nie było osoby uzależnionej. Niekoniecznie od jedzenia. Bo uzależniamy się tylko od jednego – od przyjemności.
Nałóg to rak układu przystosowującego nas życia.
Zasadne jest dla naszego przetrwania powtarzanie czynności, które odczuwamy jako wspaniałe. Inaczej wyginelibyśmy setki tysięcy lat temu z głodu czy braku potomstwa.
Mózg uczył się: jedzenie – nagroda, seks – nagroda, a wraz z rozwojem ludzkości pojawiały się kolejne zależności: ryzyko polowania – jedzenie – nagroda i na przykład altruizm – wzajemność – nagroda.
Nasze mózgi to doskonale skalibrowane biologiczne maszyny.

Ale ten układ ma też kilka wad.
Bo co jeżeli mózg nauczył się, że uczucie euforii po alkoholu to najlepsza nagroda? Co jeżeli nauczył się zbyt dobrze, że jedzenie przynosi ulgę i uczucie zrelaksowania?
Wtedy, moi drodzy, jest problem.
Na szczęście mamy jeszcze do dyspozycji resztę naszej mózgowej materii i możemy zrobić z niej użytek przejmując kontrolę nad swoimi nawykami. Nie jesteśmy skazane, tak jak zwierzęta, na życie sterowane instynktami.

Gdy ja przyglądam się pod tym względem swojej rodzinie, na pierwszy plan wysuwa się postać dziadka, który swoją wagę 120 kg przypłacił śmiertelnym zawałem serca w wieku 62 lat. Widocznie odziedziczyłam w pełni jego skłonności do kompulsywnego objadania się.

2. Emocje

Jak traktowało się emocje w naszym domu? Czy były one pretekstem do rozmowy: Dlaczego jesteś tak smutna? Czy może do krzyku: Co się znowu tak krzywisz!? A może był to temat zamiatany pod dywan: Oj nie smuć się, nic się przecież nie stało. A może zupełnie ignorowany? …
Wiesz jak było u mnie? Wszystkie emocje się zajadało.
Piątka w szkole – pół słoika Nutelli, pała w szkole – drugie pół.
Strach – lody orzechowe.
Wstyd – truskawkowe, pod kolor policzków.
Nuda – monotonne jedzenie przed telewizorem.
Gniew – gryźć, rozrywać zębami.
Gorycz porażki – słodycz cukierka.
Odnajdujesz obraz własnego dzieciństwa w tym opisie?
Nie przypominam sobie rozmowy o tym jak się czuję. Ja nie wiedziałam, ze o tym w ogóle trzeba rozmawiać. No jak to, jak się czuję? Czuję się na czekoladę.

Najśmieszniejsze jest to, że zdałam sobie sprawę, że moja rodzina tak działa, dopiero gdy sama wyniosłam moją bulimię w częściach na śmietnik.
Kiedyś wydawało mi się zupełnie normalne, że matki się odchudzają, ojcowie z tego szydzą, a na dzieci się wydziera, kiedy domagają się czegoś więcej niż cukierka.
Nie chcę tutaj jechać po swojej rodzinie. Wiem, ze oni sami zostali tak nauczeni przez swoich rodziców, a ci rodzice przez swoich.
Odziedziczyłam taką strategię przetrwania, ale na szczęście już nie muszę według niej żyć.

Zawsze śmieję się, że wygrałam z tymi zaburzeniami w totka: i predyspozycje genetyczne i rodzinne.
Wilk był, zdaje się, nieunikniony.
No trudno, godzę się z tym co mi się przytrafiło i akceptuję to. Co innego mogę zrobić?

A ty jeżeli ciągle obwiniasz się, że swoją słabą wolę, czy głupotę, zastanów się, czy nie masz podobnej historii uzależnień w swoim domu.
Nie chodzi o to, żeby znaleźć winnego, ale żeby zrozumieć, że winnego nie ma.