Masz może w domu psiaka? Jeśli tak, to na pewno wychodzisz z nim na przechadzki. Jeżeli nie, to może obserwowałaś kiedyś psa sąsiadów czy przyjaciółki na spacerze?
Co się dzieje, kiedy pójdzie się z nim w bezpieczne miejsce i spuścimy go ze smyczy?
Nie wiem jak Twój zwierzak, ale mój od razu dostawał małpiego (a raczej psiego) rozumu i pędził jak wystrzelony z procy przed siebie. Po prostu czuł w końcu wolność.
Stąd właśnie to określenie; urwać się ze smyczy – zdjąć wszelkie ograniczenia i pobiec tam, gdzie serce nas prowadzi.

Obserwujemy to także w życiu innych i swoim własnym. Jak się zachowywałaś, kiedy jechałaś szkolną wycieczkę? Na pewno inaczej niż w domu; w końcu można było siedzieć do późna i jeść słodycze zamiast obiadu!
Albo kiedy po raz pierwszy wyjechałaś na studia? Balangi do rana i to bez pytania o zgodę i tłumaczenia, kiedy wrócisz. Mogłaś nie wrócić nawet wcale i nikt się nie czepiał.

A jak zachowujemy się, kiedy w końcu pękniemy po diecie? Jemy bez opamiętania, aż do następnej diety (smyczy) i tak w kółko.
Hmmm, a jeśli nie pękniemy, tylko naczytamy się Wilczej i same stwierdzimy, że diety nie mają sensu i czas z nich zrezygnować? Czy wtedy będzie inaczej? No i tutaj mam dla Ciebie wieść: prawdopodobnie stanie się to samo.
Ale czy to jest powód do zmartwienia? Nie i już wyjaśniam dlaczego.

Ten fenomen obserwuję to u prawie wszystkich moich podopiecznych. Kiedy zrozumieją, że wszelkie restrykcje są po prostu głupie i dobrowolnie z nich zrezygnują, to przez pierwsze dni, rzucają się trochę na jedzenie.

Może „rzucają się” to złe słowo; po prostu próbują wszystkiego co do tej pory było zakazane. „Wow, można jeść nie tylko, co te cholerne, trzy godziny, ale wtedy kiedy się jest głodnym! O rany, nie muszę się trzymać za wszelką cenę czystej michy i mogę zjeść sobie czasami coś słodkiego!”
To podejście jest tak nowe i ekscytujące, że często dziewczyny przez pierwsze dni jedzą odrobinę za dużo i na pewno nie tak, jak będą jadły docelowo – do końca życia.

Skąd to wynika? Mam wrażenie, że ciało i psychika „urywają się ze smyczy” – w końcu można! Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale generalnie człowiek źle funkcjonuje pod presją i w systemie kar i nagród.
Do tego mam też wrażenie, że nasze ciało po prostu nas testuje: Czy ona mi w końcu da jak ją poproszę o to? A o tamto? A jak poproszę jeszcze raz?
Oczywiście ciało nie jest istotą, która tak sobie „myśli”, ale ma ono także swoją ogromną, wrodzoną inteligencję i robi z niej użytek.

Miałam kiedyś podopieczną na głodzie ekstremalnym, która non stop potrzebowała orzechów i nosiła ze sobą do pracy cały ich worek. Nie było to w ogóle dziwne, bo od lat nie jadła tłuszczu i jej organizm był ich spragniony. I jak tylko nie miała ze sobą jakiegoś jednego rodzaju (np. nerkowców), jej ciało domagało się właśnie ich. I wręcz czekało, czy ona poleci po nie do sklepu do sklepu, czy może nie. To naprawdę było niesamowite.

Takich historii mogę mnożyć, ale puenta z tego wywodu jest jedna: większość z nas przechodzi krótki etap zerwania się ze smyczy lub wręcz epizod głodu ekstremalnego. Możliwe, że Ty także go zaliczysz.
Daj więc sobie w tym czasie sporo zrozumienia i przestrzeni na takie zachowanie. Pozwól się sobie „wyszaleć” i zapewnij organizm, że tak, już naprawdę KONIEC z ograniczeniami.
Jak to zrobisz, wszystko wróci do normy w przeciągu kilku lub kilkunastu dni. I nie martw się, że to będzie „przyzwoleniem do objadania się”. Jeżeli obiecasz sobie nigdy więcej nie pójść na dietę, to skończy się niebawem. I nie bój się o wagę. Wszystko unormuje się z czasem, jak zaczniesz jeść normalnie.

Zresztą – umówmy się – sama poczujesz, kiedy to miałoby się zmienić w obżarstwo. Zawsze to czujemy, zawsze mamy ten głos rozsądku z tyłu głowy, który mówi nam, kiedy przesadzamy, a kiedy jest ok. Wystarczy tylko go szczerze słuchać.

I przypomnij sobie: jak wyjechałaś na wycieczkę, to po czasie już nie mogłaś się doczekać normalnego obiadu w domu. Jako studentka, zmęczyłaś się ostatecznie imprezami i przestałaś wychodzić tak często.
Nic nie trwa wiecznie, żadna ekscytacja nowo nabytą wolnością. A już szczególnie kiedy wiesz, że ta wolność będzie na zawsze.

A co do smyczy… ostatecznie każdy pies, wraca w końcu do swojej pani.