O czym tu by dzisiaj napisać – pomyślałam rano, odpalając komputer i biorąc pierwszy łyk kawy.
Zanim jednak zabrałam się za tworzenie artykułu, wyruszyłam na tradycyjny „obchód” Wilczej; ile maili przyszło przez noc, co słychać u moich podopiecznych, co dzieje się na Wilczym Stadzie?

Nagle moją uwagę przykuła grafika, którą jedna z Wilczyc wrzuciła na grupę; na zdjęciu kobieta trzymająca się za brzuch, a po jej dwóch stronach wypunktowanie różnice pomiędzy głodem fizycznym, a psychicznym. A to, że ten narasta stopniowo, a tamten pojawia się nagle, a to że ten jest w żołądku, a tamten w gardle.
No tak, sama przecież o tym pisałam, już nie mówiąc, że przerabiałam sto tysięcy razy na własnej skórze.

Jednak jeden szczegół od razu rzucił mi się w oczy i pozapalał wszelkie czerwone lampki moich procesów myślowych:

„Głód fizyczny można zignorować na chwilę, odłożyć”
„Głód emocjonalny jest obezwładniający, nie da się go zignorować”

Ping! Moja głowa zakończyła analizę danych i wygenerowała małe oświecenie. Natychmiast zrozumiałam na czym polega problem wielu z nas. Na tym, że wierzymy właśnie w prawdziwość tych dwóch twierdzeń, podczas gdy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.

Ale po kolei. Zastanówmy się najpierw czym jest głód fizyczny?
Jest to fizjologiczny sygnał ciała, informujący o tym, że brakuje mu „paliwa”. Realność i zasadność tej sytuacji nie podlega dyskusji. Tak jak zawsze powtarzam; głód to nie żart czy złośliwość ze strony organizmu. To bardzo ważny feedback, którego NIE WOLNO ignorować i TRZEBA coś zjeść.

Oczywiście jako ludzie dorośli, nauczyliśmy się kontrolować go na tyle, by na przykład dojść do domu, restauracji czy sklepu, aby go zaspokoić. Jesteśmy przecież ucywilizowani i nie rzucamy się jak dzicy na pierwsze jedzenie jakie zobaczymy, wyrywając je z rąk koleżanki z pracy.

Pomyśl jednak o niemowlakach lub małych dzieciach. Oni nie mają jeszcze tego mechanizmu i w momencie, kiedy poczują głód, zaczynają drzeć się wniebogłosy. I nie ma tu mowy o głodzie „emocjonalnym”. Jest tylko realna potrzeba. (To odnosi się także do zwierząt, prawda?)

Dopiero potem, w procesie socjalizacji, uczymy się chwilowo ignorować to odczucie.
Niestety, jeżeli przechodzimy na dietę, ignorujemy je o wiele za długo. Jeśli zaś w konsekwencji diet, wpadamy w zaburzenia odżywiania, ignorowanie głodu zaczynamy traktować jak oczywistość, a sam głód jak wroga.

głodu

A głód – tak zwany – emocjonalny?

Ten głód jest KONSEKWENCJĄ właśnie tego, co przed chwilą opisałam. Z różnych przyczyn nie jemy wtedy, kiedy nasze ciało się domaga (dieta, brak czasu, brak odpowiedniego jedzenia, strach, absurdy dietetyczne itd.)
Narzucamy sobie tysiące ograniczeń w świecie sprzecznych komunikatów: „zjedz, zasługujesz na to – nie jedz, do lata jeszcze X dni”.

Przez te ograniczenia, przez ignorowanie fizycznego głodu, zaczynamy odczuwać głód psychiczny – taki typowo ludzki twór, substytut czegoś, co zostało zaprojektowane przez Matkę Naturę jako strategia przetrwania. Jak to się dzieje dokładnie, opisywałam tu, nie będę więc się powtarzać.

Dojdę od razu do sedna tego, co chcę powiedzieć: Głód emocjonalny to tylko myśl. No bo czym jest emocja, jeżeli nie cieniem myśli, którą właśnie myślimy? Jeżeli nie rozumiesz o co mi chodzi, zrób mały eksperyment: spróbuj być smutna myśląc szczęśliwą myśl i szczęśliwa, myśląc myśl smutną. Nie da się. Emocja i myśl są jak dwie strony jednej monety.

A więc głód emocjonalny powstaje z myśli, która idzie mniej więcej tak: „Muszę coś zjeść, teraz natychmiast, bo…. (tu wstawiamy każde możliwe wyjaśnienie, od tragedii rodzinnej po nudę w pracy)”. To generuje napięcie w ciele i stres, co tworzy ILUZJĘ, że ta myśl jest taka ważna.
No i wtedy już z górki. Przez naszą głowę przelatuje „jak nie zjem to zwariuję”, a za tym idzie emocja tak silna, że naprawdę czujesz, że zwariujesz, że nie masz wyboru, że umrzesz, jeżeli nie zjesz.

A przecież wszystko zaczęło się od skłębionej energii umysłu, od takiego wielkiego nic. No bo umówmy się, jeżeli postanowisz sobie, że czegoś nie zrobisz, to żadna myśl (ani idąca za nią emocja), nie zmusi Cię do tego.
No chyba… że mylisz wytwory swojej głowy z rzeczywistością, to wtedy faktycznie – nie masz wyboru.
Jeżeli zaś widzisz to, czym są one naprawdę – pierdnięciem mózgu (pardon) – to masz wybór. Możesz je olać w cholerę.

Bo ile razy było tak, że już prawie biegłaś do sklepu by się obkupić i nażreć, ale w tym momencie zadzwoniła przyjaciółka z plotami, nadawała pół godziny, a kiedy w końcu się rozłączyła, zastanawiałaś się dlaczego stoisz w butach w przedpokoju. Pamiętasz taką sytuację?
Ktoś wytrącił Cię z Twojej schizy „muszę! umrę!” i cały pomysł rozpłynął się jak we mgle.

Moja konkluzja jest więc taka: Mamy problem, ponieważ mylimy te dwa pojęcia.
Ignorujemy ważny dla zdrowia i życia sygnał ciała (głód fizyczny), a bierzemy na poważnie imaginacje naszego mózgu (głód emocjonalny, czy jak go tam nazwać).
Wy – MYŚLAMY sobie więzienie a potem siedzimy w nim przez lata. Jesteśmy jak człowiek zamknięty w otwartym pokoju, który z całej siły napiera na drzwi otwierane do wewnątrz.