Czy strzelałaś kiedyś z łuku? Ja nigdy.
No chyba że w dzieciństwie, z takiego zrobionego z patyka i sznurka. Coś podobnego faktycznie mogło mieć miejsce, ale głowy nie dam.
Niemniej jednak, nawet jeżeli nigdy nie bawiłam się w łuki, wiem jaka logika stoi za tym prostym narzędziem.
Im mocniej naciągniesz cięciwę (lub sznurek, jeżeli zrobiłaś go sobie sama), tym większa będzie siła wyrzutu strzały, kiedy ją w końcu puścisz.

To logiczne, prawda?

A czy zauważyłaś już, że na tej samej zasadzie działają nasze ataki obżerania się? Jeżeli czytasz tego bloga od jakiegoś czasu, to zdajesz sobie z tego sprawę. Jeżeli jednak jesteś tu nowa, to może być dla Ciebie wielkim odkryciem. Raz po raz widzę, że ta prosta prawda bywa dla niektórych zupełnie niezrozumiała.

No więc jak działa taki „strzał” głową w lodówkę?
Zasada jest równie banalna jak przy działaniu łuku – im bardziej się przegłodzisz, im większy deficyt kaloryczny sobie zrobisz, tym bardziej rzucisz się na lodówkę.

Mały strzał – pominęłaś śniadanie, na II śniadanie zjadłaś sałatkę, a potem dwa wafle ryżowe z hummusem, wszystko po to by „zaoszczędzić kalorie” na wieczorną imprezę.
Przychodzisz na nią głodna jak wilk i… jesz jak ten zwierz wpuszczony do lasu. W efekcie zjadasz dwa razy więcej kalorii niż zjadłabyś, gdybyś poszła tam normalnie najedzona.

Albo nawet nie było imprezy, po prostu chciałaś mało zjeść, by SCHUDNĄĆ. No i wieczorem znowu masz standardową powtórkę z rozrywki. Dzień jak co dzień.

strzał w lodówkę

Średni strzał – byłaś na diecie od poniedziałku do piątku. Wiadomo, jak to jest na diecie; ZERO słodyczy, zero czegoś tam (zależy jaka to dieta), mniej kalorii i więcej ruchu.
Już w okolicach środy entuzjazm „świeżego startu” wyraźnie maleje. We czwartek nie masz siły na ćwiczenia, a praca idzie dwa razy wolniej. W piątek zaś rzucasz się na jedzenie, jakby świat miał zaraz przestać istnieć.

O dziwno plądrowanie lodówki trwa całą sobotę i powoduje znaczące zmiany w Twoim kalendarzu (odwołane spotkanie z kumpelą, nieodbyta sesja na basenie). W niedzielę już się zaczyna uspokajać, chociaż i tak zjadasz sporo za dużo, no bo… od jutra dieta, to trzeba się pożegnać ze swobodą.
Całość deficytu kalorii, który zrobił się przez miniony tydzień, zostaje szybko uzupełniona. I to ze sporą nadwyżką.

Kilka miesięcy takiej praktyki, a wielkość tej nadwyżki widać wyraźnie po naszych powiększonych gabarytach.
My zaś nie widzimy, że te kilka kilo, których od lat nie możemy zrzucić, to nie wina naszej słabej woli czy kara boska, ale logiczna konsekwencja naszego działania.

Wielki strzał – przez dłuższy czas głodziłaś się. Mogły to być tygodnie, miesiące, a nawet lata. Całkiem możliwe, że zapadłaś na anoreksję, albo byłaś bardzo blisko tego stanu. W efekcie tak małej podaży kalorii bardzo schudłaś. Zatrzymał Ci się okres, wypadły włosy, skóra zrobiła się sucha jak u jaszczurki.
Ty jednak swoją silną wolą hamowałaś wszelkie odruchy do tego, by jeść.

Nagle jednak coś w Tobie pęka (lub świadomie postanawiasz, że dosyć tego cyrku) i zaczyna się wielkie żarcie, które trwa całymi tygodniami. Ale nawet jak wypchasz swój żołądek pod korek, głód nie ustaje. Męczy on rano, wieczór, we dnie, w nocy. Jest Ci zawsze ku pomocy. I to dosłownie, bo w ten sposób ciało nadrabia powstałe braki i zapewnia Ci powrót do zdrowia i do życia.

Było tak? No było. Skoro tu jesteś, na pewno doświadczyłaś jednego lub wszystkich powyższych „strzałów”.

Dostrzeż więc tutaj działanie niezaprzeczalnych praw natury. To jest czysta fizyka, ujęta przez Newtona w zgrabne definicje, już 300 lat temu: „Względem każdego działania istnieje przeciwdziałanie zwrócone przeciwnie i równe, to jest wzajemne działania dwóch ciał są zawsze równe i zwrócone przeciwnie.”

Lub – jak kto woli – zasada strzału z łuku. Im bardziej ją naprężysz, tym bardziej polecisz.
W cug.