Jak pewnie wiesz, oprócz bloga, You Tube i książek, prowadzę także swoje podopieczne na mentoringu. Polega to między innymi na tym, że wysyłasz mi zdjęcia wszystkich swoich posiłków, a ja mówię Ci czy dobrze i co ewentualnie poprawić. Taki anioł stróż online.

Ostatnio pracowałam z niezwykle zdeterminowaną Moniką. Widziałam jak bardzo stara się jeść odpowiednio. Miałam jednak wrażenie, że cały czas je trochę mniej niż potrzebuje. Dopytywałam więc podejrzliwie „Ale na pewno nie jesteś głodna po tym śniadaniu (obiedzie, podwieczorku)? Nie zjadłaś wcale dużo, a mijają już 3 godziny”
Nie nie i nie. Ona jest pełna, najedzona, wszystko ok.

Coś mi jednak mówiło, że tę odpowiedź dyktuje strach. Nie raz wyłapywałam jego sygnały w tekstach „boję się przesadzić z jedzeniem”, „to pewnie mój Wilk chce jeść, poczekam trochę dłużej na głód” itp.
No więc zaczęłam drążyć: Jesteś pełna czy syta? Skąd wiesz, że jesteś głodna? Jakie są tego objawy?

No i okazało się, że moja droga Wilczyca czeka ze zjedzeniem kolejnego posiłku do ssania w żołądku! W ten sposób chciała się upewnić, że to nie „głowa”, ale ciało domaga się kalorii.
Sposób bardzo niebezpieczny, (o czym zaraz wam opowiem), ale niestety powszechny.
Nie wiecie kiedy zacząć jeść i jak objawia się głód.


Ostatnimi czasy mam tak, że w ciągu dnia pojawia się taka straszna ochota żeby jeść, taka przeogromna. Po prostu czuję wtedy że strasznie chcę coś zjeść, że już nie wytrzymam tylko chcę jeść a nie burczy mi w brzuchu.
Czasem pojawia się razem z tym takie uczucie, że to właśnie jedzenie przyniesie mi ulgę, że to jest to czego chcę i mam ochotę zjeść coś zdrowego a nie słodycze. Bacznie obserwuje swoje myśli i właśnie ta myśl że „jedzenie przyniesie mi ulgę” mnie zaniepokoiła ale z drugiej strony kiedy jestem głodna czyli kiedy burczy mi w brzuchu i jak wtedy coś zjem to czuję właśnie taką ulgę, że tego właśnie było mi trzeba i taki wewnętrzny spokój, że już mi nic więcej nie potrzeba. W sumie taka sama sytuacja ma miejsce kiedy strasznie chce mi się pić że jak się napiję to też czuję ulgę.
Zauważyłam też, że to uczucie (straszna ochota na jedzenie) pojawia się codziennie już od jakiegoś czasu i z dnia na dzień czuje coraz bardziej że już nie wytrzymam bo oprócz tego w głowie mam 24h na dobę: JEŚĆ.

Dlatego Aniu proszę o radę czy to głód? Czy jeść wtedy?

K.

TAK!!! To jest głód! Jeść!
Nie czekać dłużej!

Chcę raz na zawsze rozprawić się z mitem, że jeść należy tylko wtedy, kiedy jest ssanie czy burczenie w żołądku.

Absolutnie nie! Zanim do tego dojdzie pojawiają się inne, bardziej subtelne sygnały głodu, a ssanie to już jego bardzo zaawansowana faza.
To moment, kiedy organizm wytacza najcięższe działa, powoli zwalnia metabolizm i, jako że ogromną traumę związaną z głodem, wpada w panikę.

A więc zanim to się stanie, nasze ciało sugeruje nam „po dobroci” że już czas coś zjeść. Jak?
Czujemy pustkę i w żołądku i… w głowie. Jest to związane ze spadkiem glukozy, na której poziom nasz mózg jest niezwykle wrażliwy. To jego paliwo.
Jeżeli ono się kończy, nasz organizm zaczyna „rozglądać się” za jedzeniem.
Nagle pojawiają się „hmm, coś bym zjadła” potem, „ojej, naprawdę coś bym zjadła”, a w jeszcze potem „jeść jeść jeść JEEEEEEŚĆ”.
Innymi słowy; wspomniana przez moją czytelniczkę ochota, większa ochota i STRASZNA OCHOTA.

Co jeszcze?

– Drażliwość, irytacja – Potrafimy powiedzieć komuś coś niemiłego, wszystko nas denerwuje,
– Brak skupienia – Najprostsze czynności zajmują nam dwa razy więcej czasu niż normalnie. Ja wiem, że jestem głodna, kiedy nagle przestaję rozumieć to co czytam, a jako że czytam coś praktycznie non stop – łącznie z korespondencją od was, jest to dla mnie dobitny sygnał, że czas najwyższy maszerować do kuchni.
– Słabość – Nie mamy siły ani ćwiczyć, ani nawet myśleć.
– Czujemy, że żołądek jest pusty.

W kolejnych fazach są to:
– Ból głowy,
– Burczenie w dolnej części brzucha i ssanie w górnej,
– Zawroty głowy,
– Mdłości

I teraz uwaga, gdy to czujemy – jemy. Im szybciej, tym lepiej.

Nie czekamy na trzęsące się ręce, burczenie w żołądku czy zdenerwowanie na granicy paniki. NIE!
Głód to potrzeba fizjologiczna, która manifestuje się narastającym dyskomfortem. Jeżeli go czujesz – to jest to.

Analogicznie; gdy chce Ci się siku, nie czekasz, aż będzie rozrywać Ci pęcherz, aby mieć pewność że to nie Twoja fanaberia. Odczuwasz parcie – idziesz.
Także pijesz, kiedy po prostu zachce Ci się pić. Nie sprawdzasz czy Twoje usta wyschły na wiór, co jest oznaką odwodnienia, aby mieć pewność… że się odwodniłaś.

A co się stanie jak się napijesz, a jeszcze nie byłaś totalnie spragniona? Yyyy… organizm nie będzie domagał się wody przez odpowiednio dłuższy czas.
Przecież nie jest tak, że niechcący doprowadzisz się do zaburzenia elektrolitów z przepicia, bo napiłaś się kiedy jeszcze Cię aż tak nie suszyło!
Jedzenie działa tak samo – nie przeżresz się, zjesz 5000 kcal w ciągu dnia, bo jeszcze nie ssało Cię w żołądku jak zaczynałaś posiłek. Raczej odwrotnie. Przejesz się jeżeli będziesz tak długo czekać. Wtedy rzucisz się na jedzenie.

Wielokrotnie czytałam także, że właśnie czekanie do bardzo silnego głodu zwalnia metabolizm i skutecznie uniemożliwia schudnięcie.
A u osób borykających się z ED, to już w ogóle. Nasz wymęczony wieloletnimi głodówkami organizm traktuje nawet taki „mały” głód jak zagrożenie.
Aha, ona znowu się głodzi? Trzymać więc cały tłuszcz na czarną godzinę! Nie dopuścić do spalenia go!

W ten sposób dostarczamy naszemu ciału niezbitego dowodu na to, że każda kaloria jaka teraz wpadnie powinna być elegancko zmagazynowana i oszczędzona na później w postaci boczków wylewających się ze spodni. Tak na wszelki wypadek.
Do tego wytwarzany jest kortyzol, hormon stresu, który sprzyja otyłości brzusznej. I summer look gotowy.

*

No dobrze, a co z głodem emocjonalnym? A może ja sobie tylko wmawiam, że jestem głodna, żeby mieć wymówkę by jeść? Jak to rozróżnić?
Pisałam o tym tu: Głód prawdziwy, głód fałszywy.

*

I oczywiście nie chodzi teraz o to by jeść teraz co 2 godziny, bo właśnie pomyślałaś o jedzeniu. Nie przesadzajmy w żadną ze stron.
Robiąc research do tego artykułu natknęłam się na fajną metodę dla osób zagubionych w tym temacie; czyli dla nas.
Naucz się umiejscawiać swój głód na dziesięciostopniowej skali, gdzie 1 to prawie omdlenie, a 10 – przeżarcie.
Zawsze balansuj między 3, a 7. Czyli nigdy nie słaniaj się z głodu, ani nie przejadaj. Bądź pośrodku.

*

Przypominam o istnieniu grupy naszej Facebookowej grupy „Wilcze Stado”

Apeluję także o pomoc w odpowiadaniu na komentarze, jako że ja nie jestem już w stanie tego fizycznie zrobić, a nie chcę, żeby wasze pytania pozostały bez odpowiedzi.
Podziel się swoją wiedzą i doświadczeniem.