Tylko proszę sie nie śmiać; od jedzenia też można się uzależnić, tak jak można się uzależnić od alko i fajek. Szama  to jeden z najpopularniejszych nałogów w sytym, „zachodnim” świecie.

Uzależnimy się na słodko…

Ten smak jest preferowany przez wszystkich ludzi na świecie, niezależnie od rasy, wieku i płci. To sprawka prastarego mechanizmu, który dawał naszym przodkom możliwość przeżycia, a dzisiaj przyczynia się z leksza do naszej zguby.
Bo kiedyś, słodycz jedzenia oznaczała, że jest ono świeże i właściwe dla człowieka.
Aby wzmocnić motywację do poszukiwania takiego właśnie pożywienia natura obdarzyła nas prezentem; kiedy jemy cukry, w naszym mózgu wybuchają fajerwerki endorfin a nas zalewa fala szczęścia.

Jednak dawno temu. człowiek nie miał ciągłego dostępu do słodkich pokarmów, a już na pewno nie do słodyczy.
Biały cukier rafinowany nie występuje w przyrodzie. Potem człowiek się wycwanił i nauczył się go wytwarzać.

Powstał turbocukier, który pada nam na mózg.

A jak  już mu padło to zaczął go dodawać do wszystkiego;  sos pomidorowy, chleb, płatki kukurydziane, jogurty, soki, musli. No wszędzie gdzie się da. Białe szaleństwo!

Efekt jest taki; nasz rówieśnik sprzed stu lat, taki Józiu, jadł 5 kg cukru rocznie, a my jemy już 42 kg!
Halooo! Jest tam kto?
Już nie wspominam o tym, że Józiu  miał do szkoły z buta 10 kilometrów, a po szkole szedł grać w kulki czy coś.
Nie zasiadał na tyłku przed komputerem, bo takowego nie posiadał.

Jedząc tyle cukru jesteśmy ciągle na haju i zwyczajnie się uzależniamy.

Miałam kolegę w liceum, który pił 10 puszek coli podczas lekcji (serio).
Gdy raz zabrakło jej w automacie z napojami, popłakał się.
Myślę, że nasz Józiu nie zczaiłby wogóle o co chodzi!

Uzależniamy się na dobre.

Jest jeszcze drugi aspekt tego nałogu, jak to w nałogach bywa; uzależnienie psychiczne.
Tu już nie chodzi o słodki smak, ale o sam fakt jedzenia.
Nie wyobrażamy sobie niektórych sytuacji bez niego – oglądanie filmu bez chipsów, randka bez obowiązkowej pizzy, chandra bez czekolady. Sięgamy po jedzenie z automatu i bez związku z głodem.
Staramy się wynagrodzić sobie jedzeniem niektóre braki, niepowodzenia. Zajadamy stres i radość też.
Jedzenie tylko gdy jest się głodnym, jest dla nas konceptem z kosmosu!

Najgorsza jest wersja, kiedy połączy się te dwa uzależnienia: fizyczne i psychiczne. O tym pisałam tutaj:
Czy kompulsywny żarłok to ja?
Efektem takiego miksu, jest twór zwany kompulsywnym żarłokiem.

Jeżeli dołączymy do tego potrzebę kontroli mamy gotowego bulimika. Proszę:
Bulimia wilczosa, choroba progresywna.

A jeszcze możemy uzyskać sportorektyka, o którym pisałam tu:
Kolejna wilcza szajba-sportoreksja.

Ja przerobiłam wszystkie trzy. A ty na którą szajbę cierpisz?
Hmmm, a może czas już być sobą?