Ten post to trochę jak poświąteczna musztarda po obiedzie, jednak nic się nie martw. Przed nami majówka, komunie, wakacyjne grille, kolejne święta, sylwester… do tego urodziny i imprezy, czyli jednym słowem życie. Artykuł będzie więc niejeden raz jak najbardziej na czasie.

Przed samymi świętami rozmawiałam z moją podopieczną, która na dwa dni przed zakończeniem naszego mentoringu miała porządną wpadkę. Napisała mi późnym wieczorem, że to wszystko bez sensu, ona rezygnuje, poddaje się i w ogóle bye! Ja na to, żeby przestała pier**lić i że pogadamy jutro przez telefon.

Zdzwoniłyśmy się i co się okazało? Sytuacja wyglądała tak:
Marta poszła do koleżanki, która poczęstowała ją obiadem. No ale jak tu zjeść obiad, skoro nie było go w planach! Tak spontanicznie? To niemożliwe!
I mimo, że wizyta trwała na tyle długo, że faktycznie zjedzenie czegoś, byłoby wskazane – irracjonalny strach wygrał.
No i stało się to, co zawsze się dzieje w takich sytuacjach; powrót do domu na mocnym głodzie, zjedzenie ZAPLANOWANEJ kolacji, która oczywiście nie wystarczyła i rzut na lodówkę.

Rozmawiałyśmy długo i doszłyśmy do wniosku, że aby uniknąć całej tej tragedii, trzeba było zrobić jedną jedyną rzecz: Trzeba było się poczęstować. I tyle.

Brzmi znajomo? Pomyśl teraz o sobie. Ile razy przejechałaś się dokładnie na tym samym myśleniu? Ile razy poszłaś na imprezę i siedziałaś tam nic nie jedząc, bo przecież paluszki i chipsy to samo zło. I ile razy objadałaś się potem po powrocie do domu? 10/10? Zakładam, że tak.
I ok, rozumiem Twoje argumenty – chipsy, czy obiad cioci Krysi, to może strawa bez wartości, jednak zjedzenie tego jest sto razy lepsze niż siedzenie głodnym, a potem obżarcie się w domu.

Dlaczego prawie zawsze tak się dzieje? Z kilku przyczyn.
Po pierwsze, postępując w ten sposób, wykorzystujesz całą swoją silną wolę. Potem nie wystarcza już jej na odparcie tak zwanego ataku. Sam „atak” zaś, masz dlatego że jesteś po prostu głodna, ale i dlatego, że właśnie zdołałaś przekonać siebie, że nie jesteś normalna. Nie możesz tak po prostu, jak inni ludzie, zjeść cholernego chipsa i zapomnieć o sprawie. A skoro już jesteś taka nienormalna, to równie dobrze możesz się obeżreć.

Do tego utrwalasz swoje chore nawyki i jeszcze bardziej zagłębiasz się w problemie. No bo…. kto, na Boga, tak robi? Kto je tylko to co zaplanował, o określonych godzinach, tylko czyste, doskonałe jedzenie? Czy normalni ludzie tak robią? Szczupli ludzie? Nie! Nikt tak nie robi! To działanie typowe wyłącznie dla osób z ED.
Jeżeli nie wierzysz, następnym razem przyjrzyj się innym gościom na imprezie. Te szczupłe osoby częstują się na luzie, a mimo to (a raczej WŁASNIE DLATEGO) są szczupłe.

A więc proszę Cię, jeżeli będziesz w takiej sytuacji co Marta; zjedz i tyle. Zjedz i zapomnij. Twoje ciało naprawdę da radę, nawet jeżeli zjesz i paczkę chipsów. Nie będzie tak, że następnego dnia nie zmieścisz się w swoje spodnie!
Już niedługo zauważysz też zaskakującą, wprost szokującą prawidłowość; jeżeli jesz normalnie, to na co masz ochotę i wtedy, gdy jesteś głodna, pochłonięcie paczki chipsów nie wydaje się aż tak atrakcyjnym pomysłem. Schrupiesz kilka i podziękujesz.

W innym wypadku odgrywasz znowu ten sam dramat w trzech aktach. Pierwszy – nic nie jem! Drugi – obżeram się. Trzeci – rzygam. I tak sezon po sezonie.

Niech więc „Z chęcią się poczęstuję” będzie Twoim „ustawieniem domyślnym” ZAWSZE kiedy idziesz w gości. (Wiem, że kiedyś mówiłam co innego, ale już daaaawno zmieniłam zdanie.) Wtedy zobaczysz, że wcale nie zawsze faktycznie się na coś skusisz. Czasami po prostu nie będziesz miała ochoty. A jeżeli już, to na jeden kawałek, a nie na dziesięć.

A Tobie jak poszły święta? Jakie wnioski wyciągasz ze swojego zachowania?

*

Co do konkursu z poprzedniego artykułu; bardzo dziękuję za wszystkie wasze odpowiedzi. W przyszły piątek ogłoszę zwycięską historię.