• kalorie

Tysiąc pięćset sto dziewięćset

Rozmawiałam ostatnio z młodą mamą, która czyta mojego bloga. Bardzo smutna historia.
Wszystko było z nią ok, dopóki nie wzięła sobie do serca docinek teściowej i szwagierki, że za dużo je (sic!) Dziewczyna po porodzie, karmiąca piersią, aktywna przy dziecku… no to jak ma nie jeść?!
Tym bardziej że jak sama twierdzi, czuła się ze sobą dobrze i wyglądała dobrze.

No ale jak słyszała ciągle te komentarze, to w końcu stwierdziła że coś musi być na rzeczy. Zaczęła uważać na to co ląduje na jej talerzu, liczyć kalorie, ograniczać.
I co było dalej, drogie wilczyce? No jak to co? W przeciągu roku wpadła w bulimię.
I niech mi tu jakaś mądrala powie, że odezwała jej się trauma z dzieciństwa, lub nie poradziła sobie z macierzyństwem, to uduszę. Stało się to, co dzieje się praktycznie zawsze: dieta -> napady na jedzenie -> strach i kompensacja -> dalsze napady -> dalsza kompensacja -> napady napady itd.
Słowem; błędne koło.

No i ta młoda mama pisze do mnie zrozpaczona, że co ona ma zrobić. No to jej mówię, że ma się przestać wygłupiać i jeść tyle ile nakazuje jej ciało.
Przecież przy karmieniu piersią zapotrzebowanie energetyczne wzrasta o około 500 kcal! Do tego dziewczyna jeszcze ćwiczy, pracuje i w ogóle jak to przy dziecku – ma zapierdziel.
No dobra, chyba dotarło.

Po dwóch tygodniach dostaje kolejny list. Moja dzielna Wilczyca je 2400 kcal i jest lepiej, ale… tylko przez kilka dni. Już w okolicach środy „coś za nią chodzi”. Walczy ze sobą do soboty, po czym objada się przez cały weekend. I od nowa. I że co z nią jest nie tak???

No to jej odpowiadam, że wszystko jest z nią „tak”, ale że ciągle w takim razie je za mało. Atak jest zazwyczaj potrzebą organizmu, a zwłaszcza, jak coś „za nami chodzi”, to na pewno nie jest to objadanie się z nudów (świadomy atak, o którym pisałam tu) Na co słyszę przerażone: To ile mam jeść 2600? 2800???
I teraz dochodzę do sedna tego co chcę Ci dzisiaj przekazać.

Po pierwsze: TAK, jeżeli Twój organizm tego wymaga, to masz jeść i 4000 kcal. Whatever. Są ludzie którzy jedzą i więcej, a wcale nie są grubi.
Po drugie: To pytanie w ogóle nigdy, przenigdy nie powinno mieć miejsca. Dlaczego?
Ponieważ ludzkość nigdy go sobie nie zadawała! Po prostu nie wyobrażano sobie nawet takie konceptu jak kalorie, a filozofowie wszystkich epok i czasów nigdy nie włączali go do kanonu pytań egzystencjalnych.

 


Taki żart.

Aż do roku 1824 kiedy to Nicolas Clement, francuski fizyk i uczony wpadł na pomysł, że zawartość energetyczną pożywienia można mierzyć przez spalanie pokarmu w specjalnym urządzeniu. I voilá! Mamy kalorie.

A jak sobie radzono do tego roku, czyli przez setki tysięcy lat? Ludzie po prostu jedli tyle ile nakazywał im żołądek i do widzenia. Nawet jeżeli było to 2800 kcal to i tak byli szczęśliwi, bo nie mieli świadomości, że jedzą „za dużo”. Tak samo jak do tej pory nie wiedzą tego zwierzęta i jakoś nie tyją.
Ja naprawdę nie wiem skąd ta nasza obsesja na punkcie cyferek!

Hahaha, kolejny żarci! Oczywiście że wiem!
Wszyscy mamy dokumentnie wyprane mózgi przez media i przez siebie nawzajem. Odkąd tylko zaczynamy coś kumać, czyli od wczesnego niemowlęctwa, słyszymy wokół że kalorie to to, kalorie to tamto, nie jedz tego, bo ma dużo kalorii, a zjedz tamto, bo tamto ich nie ma!

Niskokaloryczne jest synonimem „dobrego”, co jest oczywiście absurdalne, bo niby skąd mamy potem te kalorie wziąć? W innych dziedzinach życia nie postępujemy według tej logiki. Nie wybieramy benzyny której trzeba tankować dwa razy więcej, bo ma mało oktanów (czy czego tam), ani pracy w której trzeba harować dwa razy dłużej, bo mało płacą. Jeżeli zaś chodzi o kalorie to tak właśnie robimy.
Czy Ty to widzisz? Widzisz to co ja?

A więc do czego zmierzam? Daj spokój z martwieniem się, że to TYLE kalorii. Jeżeli jesteś właśnie taką młodą mamą, albo aktywną nastolatką, studentką, tancerką, trenerką czy innym człowiekiem-czołgiem to właśnie TYLE potrzebujesz.
A co się stanie jeżeli nie dasz tego swojemu ciału po dobroci? Będziesz czytać Wilczą do usranej śmierci, a napady będą i tak, bo organizm będzie sobie „brał” tego co mu brakuje.
No i jaki ma to sens?

2018-10-12T12:37:04+00:0012 Październik, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , |

68 komentarzy

  1. Sylwia Październik 12, 2018 w 1:46 pm - Odpowiedz

    Fajnie byłoby nie liczyć. Ale do tego trzeba umieć rozróżnić głód od zachciewajki czy zwykłego łakomstwa

  2. patrycja Październik 12, 2018 w 1:58 pm - Odpowiedz

    Zgodze się z założeniem tego wpisu odnośnie jedzenia tyle ile potrzebuje organizm ale jak często sięgamy po jedzenie bo: chcemy uciec od pustki którą czujemy,chcemy poprawić sobie humor, chcemy się uspokoić wtedy możemy błednie interpretować to jako potrzeby naszego organizmu a w rzeczywistości cierpi nasza dusza.W tym temacie jedzenia nie ma jednej matematycznej reguły w której wystąpienie A zawsze prowadzi do B.Psychika ludzka jest bardzo skomplikowana, niewymierna i do tej pory niedokońca poznana. Nie ma prostych recept, nieomylnych wskazówek,błyskawicznych rozwiązań,natychmiastowych rezultatów oczywiście chcemy wierzyć że są bo dzieki temu rzecztwistość staje się bardziej znośna ale paradoksalnie zdanie sobie z tego sprawy daje ogromne uczucie ulgi i siły do mierzenia się z przeciwnościami.

  3. Justyna Październik 12, 2018 w 3:22 pm - Odpowiedz

    Hmmmm. Mysle że na poczatku warto liczyc kalorie, po to aby wiedziec ile mamy jesc. Czesto odczuwamy glod psychiczny. Mi pomoglo obliczenie normy wg twojego kalkulatora. Przy 2100 kcal dziennie schudlam i nie bylam glodna. Po pewnym czasie juz nie musialam liczyc bo organizm sam sie wyregulowal . A teraz….ostatnie pol roku zarlam non stop i przytylam. Od dzis zaczelam liczyc. Minie sporo czasu zanim wszystko sie wyreguluje ale w moim przypadku jezt to niezbedne te 2100 i 3 posilki o stałych porach.

    • Karolina Październik 12, 2018 w 4:27 pm - Odpowiedz

      Trzeba liczyć ? Nie nie trzeba !! Nigdy nie liczyłam byłam normalna i szczęśliwa . Zaczęłam liczyć wpadłam w anoreksję później w bulimię a moje życie niszczy choroba . Nie tylko nie trzeba a nie wolno . Każdy kto zaczyna przygodę z odchudzaniem powinien przemyśleć wiele rzeczy . Uwierzcie wolałabym być gruba niż chora tyle czasu

  4. Dobrochna Październik 12, 2018 w 3:44 pm - Odpowiedz

    Jak zobaczyłam zdjęcie przy tym artykule, pomyślałam: obiad wielkości guzika/główki od szpilki.
    Pamiętam, jak kiedyś, przed odkryciem Twojego bloga, Aniu, byłam wiecznie zdziwiona, że po dwóch waflach ryżowych z niewidzialną warstwą humusu plus kilku liści jakiegoś zielska na śniadanie, o 17 wyję z głodu, a o 20 jem trzecią paczkę wafli z masłem orzechowym, poprawiam czekoladą, ciastem i milionem innych syfów.
    A teraz? wydaje mi się, że jem 2500/2600 kcal na dzień. A mimo, że nie miałam nadwagi (ok 65kg przy 1,70 cm) w momencie, gdy z anoreksji weszłam w jedzenieeeeee, to teraz jedząc właśnie tyle -schudłam i to tak, że ciuchy które były za ciasne, są dobre. Po miesiącu? Serio.
    Najpierw bardzo się bałam, baaaaaaaaaaaaardzo. Że przytyję, zbrzydnę, etc, etc. Ale yym! Trzeba jeść. Po prostu jeść.

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:36 pm - Odpowiedz

      Super! Tak trzymaj kochana!

      • Ewa Październik 17, 2018 w 10:08 pm - Odpowiedz

        Aniu ja ważę 98 kilo przy wzroście 164 cm. Jem… z nudów ze smutku ze szczęścia. Każda okazja jest dobra. Mi tez napiszesz „tak trzymaj kochana”? PLEASE…

        • Wilczo Glodna Październik 18, 2018 w 9:49 am - Odpowiedz

          Nie, tak Ci nie napiszę. Wyślę Cię na badania, to raz, dwa powiem Ci żeby pracować nad swoimi nawykami. To tak na wstępie, bo praca jest tu dłuższa.

  5. Karolina Październik 12, 2018 w 5:48 pm - Odpowiedz

    mi się wydaje, że to liczenie ma związek z taką pewną… potrzebą kontroli, poczuciem panowania nad sytuacją? nie zakładam, że tak jest u wszystkich – ale tak było u mnie. nie ufałam sobie, nie ufałam swojemu ciału, ale liczbom wierzyłam – to one określały, ile mam jeść i tak samo one określały, jak wyglądam (dlatego jedne cyferki na wadze czy centymetrze mi się podobały, a widząc inne wpadałam w panikę). jakbym sama nie potrafiła tego ocenić – bo, jak mówię, absolutnie nie potrafiłam sobie zaufać. ani w tej kwestii, ani zresztą w żadnej innej.
    a co do przypadku tej młodej matki o której piszesz, Aniu – to niekoniecznie osławiona „trauma z dzieciństwa”, ale myślę, że jakieś czynniki psychiczne stworzyły podatny grunt na powstanie zaburzeń odżywiania (stres, może związany z wielką zmianą w życiu jaką jest pojawienie się dziecka).

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:35 pm - Odpowiedz

      Tak, ale gdyby nie przeszła na dietę to żadna presja by jej nie ruszyła. Po prostu (prawie) nikt nie rzuca się na jedzenie bez uprzednich ku temu powodów, czyli głodu.
      A Tobie już lepiej?

      • Karolina Październik 15, 2018 w 8:59 pm - Odpowiedz

        racja, gdyby nie przeszła na dietę, to nie nabawiłaby się zaburzeń odżywiania – bo to jest, dokładnie tak jak piszesz, błędne koło głód-objadanie się (i ja się z tym w zupełności zgadzam). ja bardziej miałam na myśli to, że ta kobieta z jakichś powodów jednak zdecydowała się na tę dietę przejść – zasugerowała się opiniami rodziny, uwierzyła że potrzebuje diety i zaczęła w tym kierunku coś działać. to jej działanie, ta jej decyzja musiała być czymś spowodowana – w końcu nie wszyscy którzy słyszą negatywne opinie o swoim wyglądzie decydują się odchudzać; tak samo jak nie wszyscy, którzy rozpoczynają diety kończą z zaburzeniami odżywiania. o ten czynnik psychologiczny mi chodziło – i właśnie w tym kontekście pisałam o presji. wrażliwe podłoże + stres + sugestie rodziny = decyzja o diecie. decyzja o diecie + nieracjonalność

        dziękuję, u mnie już znacznie lepiej 🙂 dużo i długo nad sobą pracowałam, najpierw faktycznie zaczęłam się normalnie odżywiać – ale ciężko było mi się tego trzymać, dopóki nie poradziłam sobie z pewnymi psychologicznymi kwestiami, które gdzieś mi przeszkadzały na drodze do zdrowia. dlatego to, co napisałam wyżej, piszę też z własnego doświadczenia – pomyślałam, że komuś może się przydać 🙂 wyjście z błędnego koła głodu i napadów objadania się to pierwsze co jest ważne; za to drugie to przyjrzeć się bliżej sobie, swojej psychice i spróbować znaleźć czynniki, które mogły sprzyjać utrzymywaniu się ED.

      • Krysia Październik 16, 2018 w 8:23 pm - Odpowiedz

        Co za brednie

      • Krysia Październik 16, 2018 w 8:25 pm - Odpowiedz

        Co za brednie, że gdyby nie zaczęła kombinować z jedzeniem to żadna presja by jej nie ruszyła. Gdzie uczą takich głupot?

  6. Ania Październik 12, 2018 w 8:09 pm - Odpowiedz

    Aniu ale czy Ty też nie liczysz kalorii? No bo przeprowadzasz różne jadłospisy, wyliczyłaś swoje zapotrzebowanie i jesz wg tego….to chyba nie do końca tak, że można nie liczyć?

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:33 pm - Odpowiedz

      Nie słońce, nie liczę. Mam jadłospis, który testuję po prostu i robię aby zmotywować dziewczyny do przyłączenia się do mnie, ale nie odmierzam nie ważę itd. On jest na 2000 kcal ale myślę że jem więcej. A czasami i mniej pewnie – nie wiem, nie mam pojęcia.
      Zresztą nie to chciałam przekazać w tym poście, a raczej to że nie ważne ile kcal na „liczniku” masz, ważne czy Twój organizm jest głodny czy nie.

  7. zbulgotana Październik 13, 2018 w 1:40 pm - Odpowiedz

    NO WIADOMO, bulimia była skutkiem organiczania kalorii. haha. Dziewczyna po prostu nie wytrzymała parcia ze strony teściowej, psychika jej siadła, zaczęła jeść mało, bała się porażki i musiała „wyrzygać” kalorie. Ale to nie to samo co DIETA BYŁA PRZYCZYNĄ BULIMII. Anka, proszę cię, blagam, skończ pisać takie rzeczy i nie wyśmiewaj traum.

    • Patrycja Październik 13, 2018 w 4:12 pm - Odpowiedz

      Śmiem się z tym nie zgodzić… Jest dokładnie tak jak Ania pisze. Zaczęło się kombinowanie z jedzeniem, ograniczanie kalorii i bum… Organizm się zaczął upominać o swoje i zaczęły się napady na żarcie. Proste? Proste? Presja może i swoje dołożyła, ale nie spowodowała napadów

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:31 pm - Odpowiedz

      Kochana, nie wyśmiewam traum absolutnie. Ale będę pisała takie rzeczy do póki starczy mi sił. Podejście do bulimii MUSI się zmienić.
      Co do powstania bulimii przez traumy, to nie mam tak „zakutego łba” (przepraszam, ale ten związek frazeologiczny brzmi lepiej niż „zamknięta głowa”) aby tego nie dostrzec. Pisłam o tym tu: http://wilczoglodna.pl/objawy/
      Tu zaś o badaniach, które potwierdzają to co ja mówię: http://wilczoglodna.pl/dlaczego-przy-zaburzeniach-odzywiania-mam-depresje/

      • Edyta Październik 15, 2018 w 4:16 pm - Odpowiedz

        Patrycja dziewczyny z normalnym podejściem do życia mają gdzieś krytykę teściowej! Gdyby ta młoda mama nie miała problemów emocjonalnych to by nie zachorowała na bulimię! To źe zacznie „normalnie” jeść to niczego nie zmieni bo teściowa doczepi się czegoś innego! Na miłość boską jak można tak spłycać problem! To niepoważne! Ania leczy raka za pomocą plastra! Czy to że bohaterka bloga zacznie „normalnie” jeść, zmieni cokolwiek w jej relacjach z teściową??? A gdyby ważyla 140 kilo to Ania też by kazała jej jeść „tyle ile domaga się organizm”? Włos się na głowie jeży jak się to czyta…JEZU…

        • Patrycja Październik 15, 2018 w 5:33 pm - Odpowiedz

          Dlaczego uważasz, że Ania spłyca problem, skoro zna go od początku do końca. Wcale nie miałam problemów emocjonalnych, zaniżonej samooceny itd… Po prostu głupio się przejęłam, głupimi docinkami. Przecież skoro ktoś wiecznie zwraca na coś uwagę to w którymś momencie człowiek zacznie się zastanawiać czy jednak czegoś w tym nie ma, prawda?? Wcześniej jedząc ok. 3000 kalorii (tak serio to nie wiem czy tyle na pewno bo wtedy jeszcze nie liczyłam), postanowiłam sobie, że będę jeść 1800 bo to będzie odpowiednio… I co się stało?? Kilka tygodni tak pociągnęłam, i potem co?? Zaczęły się napady na żarcie, które później kompensowałam sportem i ucinaniem kalorii. Także z całym szacunkiem, ale gdzie ty tu widzisz problemy psychiczne, emocjonalne czy tym podobne?? Jestem czystym przykładem tego jak organizm szybko upomina się o żarcie, kiedy mu się je odbiera czyli jestem dowodem na to, o czym ciągle Ania pisze.

          • Wilczo Glodna Październik 15, 2018 w 11:29 pm

            Alleluja! Wypowiedziała się sama zainteresowana i ucięła problem. „Po prostu głupio się przejęłam, głupimi docinkami. Przecież skoro ktoś wiecznie zwraca na coś uwagę to w którymś momencie człowiek zacznie się zastanawiać czy jednak czegoś w tym nie ma, prawda?” – I tu jest sedno!

          • Edyta Październik 16, 2018 w 8:33 pm

            Patrycja z tego co pisze Ania wynika że ja nie mam bulimii. Bo ja się nie odchudzałam. Ale jakoś zaczęłam wymiotować… dokładnie! Tak! Dokładnie po to żeby wyrzygać emocje! I tylko dlatego! Zaczęłam pochłaniać ogromne ilości słodyczy. NIE MYŚLAŁAM O WADZE! NIE OBCHODZIŁA MNIE ONA!!!! Zaczęłam żreć, aż poczułam że zaraz zwymiotuję z przejedzenia. I wtedy poszłam do toalety i wszystko wyrzygałam. Dało mi to poczucie spokoju i oczyszczenia. Ale nie miłość boską, nie rzygam dlatego że się głodzę i chcę obsesyjnie schudnąć! To dla mnie tylko prosty sposób na pozbycie się pełności w żołądku! I co ja nie mam bulimii??? To jeśli to nie jest bulimia to co to jest?????? Na miłość boską Anka przestań pisać takie brednie że nie zachorowałabym jakbym nie zaczęła kombinować z jedzeniem i się odchudzać!!!! JA SIĘ NIE ODCHUDZAM KOBIETO!!!!!!!! Masz takie przypadki????

    • Agaggga Październik 14, 2018 w 12:43 am - Odpowiedz

      Nie no zgadzam się z tym że użalanie się nad sobą jest żałosne i my bulimiczką mamy z Ty problem, ale niestety ma coś to wspólnego z czymś więcej niż tylko uzależnienie. Wgl np po stresie pourazowym kobiety najczęściej wpadają w zab. odżywiania słyszałam to na zajęciach od Pani psycholog uwaga zajęcia były bo katastrofach np pogodowych, wojnie żadne o jedzeniu. Ja pierwszy raz prowokowała mi jak ktoś użył wobec mnie siły fizycznej, bez żadnego wcześniejszego jedzenia. Leki przeciwdepresyjne dzialaja na receptory serotoninowe, przez nie zmniejszają łaknienie i to skutek uboczny nikt tego nie chcę, ale znalazło zastosowanie w zab. odżywiania. To nie znaczy że można to leczyć lekami nie, to się leczy psychoterapią.

  8. krysia Październik 13, 2018 w 5:08 pm - Odpowiedz

    A CO Z GRUBASAMI KTÓRZY JUŻ SĄ OTYLI A MIMO TO CIĄGLE CHODZĄ GŁODNI? TEŻ MAJĄ JEŚĆ TYLE IM „ORGANIZM KAŻE”???? WIADRO KIEŁBASY I TRZY BOCHENKI CHLEBA, BO „TYLE DOMAGA SIĘ ORGANIZM”? cO TO ZA BREDNIE JAKIEŚ. SZKODA SŁÓW

    • Patrycja Październik 13, 2018 w 7:04 pm - Odpowiedz

      A to nie jest czasem tak, że otyli ludzie jedzą praktycznie samo przetworzone jedzenie?? Kalorie, owszem są i to cała masa, ale gdzie są te wartości odżywcze, których organizm potrzebuje?? To nie są brednie… Po za tym, im ktoś bardziej otyły tym jest mniej wrażliwy na hormony regulujące głód i sytość. Dlaczego zatem to brednie?

      • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:39 pm - Odpowiedz

        Dokłanie – hormony. Ja na razie nic nie piszę o tym, bo robię spory reaserch, ale na pewno jak zrobię to skrobnę. Polecam zbadać leptynę i insulinę. To na początek.

  9. Marta Październik 13, 2018 w 9:46 pm - Odpowiedz

    Mój synek ma prawie 4 m-ce, karmię piersia i właśnie przez jedzenie takich ilości, jak woła ciało, od porodu moja waga ani drgnie…przed ciązą było 49 kg, w ciąży przytyłam 30 kg: jedz! Dziecko potrzebuje! Szybko zgubisz przy karmieniu! – totalna bujda…tydzień po porodzie spadło 15 kg i od tamtej pory ciągle 66-67kg, nie jem, a wręcz żrę, ok.2500-3000 kcal dziennie, praktycznie wciąż jestem głodna….to woła organizm ? Tylko jeść i jeść ? W ciąży odstawiłam przeczyszczacze, mniej wymiotowałam, ale teraz znowu wszystko wraca, bo nie potrafię na siebie patrzeć bez obrzydzenia…

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:39 pm - Odpowiedz

      Kochana, ale jedząc tak dużo wtedy też nie słuchałaś swojego ciała, prawda?
      Zerknij na post „termostat” i obejrzyj filmik tam załączony.

    • Kate Październik 14, 2018 w 11:34 pm - Odpowiedz

      Marta! rozumiem co czujesz, ja też karmię już bardzo długo i moja waga była mniejsza przed ciążą. Produkcja mleka potrzebuje 500-600 kcal więc to wszystko dla Twojego synusia! Mój problem to słodycze bez których nie mogę żyć i jest to nałóg. Dziecko już trochę starsze więc mniej się jakby przejmuję nad tym co jem. Ale też wiem że nie mogę przejść na dietę czy jakiś detoks bo właśnie karmię. Wilk był ze mną równo do 1, 5 roku karmienia, później pożegnałam się z nim. I niestety waga urosła. Mogę powiedzieć jestem czysta – ale według mnie za gruba i nie mogę nic z tym zrobić…bo karmię. I to jest teraz najważniejsze.

      • Marta Październik 15, 2018 w 10:53 pm - Odpowiedz

        Kate, z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej to własnie 500 kcal dodatkowo, a nie 1000-1500, jak obecnie jest…poza tym, przez kolki malucha pediatra zalecił mi dietę bez większosci warzyw i owoców, co przy odrzuceniu mięsa (wegetarianizm) zostawia pole jedynie węglowodanom, które pochłaniam w ilościach hurtowych…..a od swojego lekarza dziś usłyszałam, że powinnam trochę zrzucić….Ania, jak radziłaś, wróciłam do ,,termostatu” i mój mózg już zakodował ,,minimalna wg wzoru to 10 kg mniej, weź się za siebie, nie musisz wcale jeść aź tyle!”…wytrzymywałam większość ciąży i te 4 m-ce karmienia dla synka, ale zryty mózg coraz głośniej woła, iż wzorem celebrytek itp.pora wrócić do wagi sprzed ciąży, już, zaraz…

        • Kate Październik 16, 2018 w 12:32 am - Odpowiedz

          Jaki lekarz takich bzdur ci naopowiadał! Kolki nie biorą się z tego co Ty zjesz! Absolutnie. Normalnie możesz wszystkie warzywa i owoce. Znam się trochę na tym 🙂

          • Marta Październik 16, 2018 w 11:49 pm

            Teoretycznie tak, niby nie ma ,,diety karmiącej” ale każdy jeden lekarz, u którego jestem z małym pyta o moją dietę i zaleca eliminację różnych produktów – ,,to alergen”, ,,to wzdymające”, ,, to ciężkostrawne” itp.a ja, by ulżyć małemu, mogę na głowie stanąć 😉

  10. Waniliowa Październik 13, 2018 w 11:24 pm - Odpowiedz

    Wedlug mnie Bulimia jest związana z nieradzeniem sobie z emocjami, brakiem akceptacji siebie, chęcią zadowolenia innych, bycia lepsza i pokazania jaka się jest bez zarzutu. To może związane z komentarzami od rodziców, brakiem akceptacji w szkole czy też dużym stresem w dzieciństwie jak i wieloma innymi czynnikami. Tu u podłoża przyczyn było niezadowolenie teściowej. Stąd kombinacja z jedzeniem i diety aż w końcu wygłodzenie organizmu i bulimia.

    • Wilczo Glodna Październik 14, 2018 w 9:18 pm - Odpowiedz

      Mogło być i tak. ALE gdyby nie zaczęła kombinować z jedzeniem to nie wpadłaby w bulimię.

      • Waniliowa Październik 14, 2018 w 11:49 pm - Odpowiedz

        Jasne 🙂 Bo jedni lepiej a inni gorzej sobie z nimi radzą:)

      • Edyta Październik 15, 2018 w 4:30 pm - Odpowiedz

        Ania a jak ktoś waży 140 kilo bo zjada chorą sytuację w domu to też nie ma kombinować z jedzeniem? Według Ciebie „niekombinowanie z jedzeniem” rozwiąże czyjekolwiek problemy tak? I wystarczy „nie kombinować z jedzeniem” a wszystko się pięknie ułoży? To gratulacje. A nie przyszło Ci do głowy że nawet jak taka osoba po traumie, ze skrzywioną psychiką, uwierzy Tobie i nie będzie „kombinować z jedzeniem” to zacznie kombinować z czymkolwiek innym, z alkoholem, z narkotykami….? Nie pomyślałaś o tym? Że bulimia zaczyna się w głowie i od emocji a nie od diety? Naprawdę uważasz że rany na psychice wyleczy się „normalnym jedzeniem”? I to pisze była bulimiczka z iluś letnim stażem? Aniu Twoja ignorancja mnie nie śmieszy, ona mnie przeraża!

        • Patrycja Październik 15, 2018 w 5:06 pm - Odpowiedz

          Wydaje mi się, że rany na psychice, jak piszesz powinno się leczyć u psychologa lub psychiatry. Bulimia sama w sobie jest jednak choroba spowodowaną przez zła relacje z jedzeniem, więc chcąc z niej wyjść moim zdaniem powinno się od jedzenia zacząć… I nie chodzi mi tu o to, że trzeba wrzucać w siebie syf bo organizm się rzekomo tego domaga… Trzeba go odżywić. Wydaje mi sie też, że kiedy zaspokoi się już podstawowe potrzeby organizmu (głód), wówczas łatwiej rozwiązać problemy z psychiką. Ale tak jak pisałam wcześniej, potrzebna tu jest kompetentna osoba, ktora cię w tym poprowadzi. Wracając do zarzutu, że Ania wiecznie ignoruje problemy natury psychicznej itp. Proszę pokazać mi chociaż jeden post, gdzie Ania pisze wyraźnie, że bulimia jest choroba powstająca tylko i wyłącznie przez jedzenie, diety itp… Wydaje mi się, że takich postów jest niestety zero

        • Karolina Październik 16, 2018 w 5:30 pm - Odpowiedz

          ja się wypowiem jako psycholog po przejściach z anoreksją, więc znam temat niejako z obu stron 🙂
          mogę powiedzieć, że zarówno Ania ma rację, jak i rację mają osoby, które wskazują na udział różnych psychologicznych motywów w powstawaniu – i utrzymywaniu się – zaburzeń odżywiania (pozwoliłam sobie wrzucić do jednego worka różne odmiany ED, żeby nie komplikować sprawy). ciało i psychika działają wspólnie; nie są od siebie oddzielone (sama Ania o tym zresztą pisała w jednym z postów). problemy psychiczne często powodują objawy fizyczne. ja ED widzę w ten sposób, że osoba z jakiegoś powodu decyduje się na podjęcie działania, czyli w tym przypadku restrykcyjnej diety – a potem wpada w tzw. „błędne koło” (głód powodujący objadanie się, po którym następują wyrzuty sumienia i zwiększenie restrykcji, które z kolei znów prowadzą do deficytu kalorycznego, który powoduje objadanie się… i tak w kółko). to „błędne koło” jest mechanizmem ściśle fizjologicznym; Ania bardzo dokładnie objaśniała jego działanie. i faktycznie, nikt nie dałby rady przerwać tego mechanizmu pracując jedynie nad psychiką, a ignorując ciało (i dalej się, na przykład, głodząc).
          to gdzie w takim razie czynniki psychologiczne? ano, właśnie – po pierwsze w tym miejscu, gdzie zaczynają się zaburzenia. Ania pisze, że wiele dziewczyn „po prostu” zaczyna się przejmować opiniami otoczenia, czy też sugestiami odnośnie tego, że powinny schudnąć. w porządku! ale z jakiegoś powodu akurat takie słowa do tych dziewczyn trafiają; z jakiegoś powodu akurat to je dotyka na tyle, że postanawiają coś z tym zrobić. tym powodem może być stres (wpływa on negatywnie zarówno na poczucie własnej skuteczności, jak i na zdolności samokontroli i radzenia sobie z problemami), może to być niska samoocena, poczucie bycia niedocenionym, no cokolwiek. taka dziewczyna, podejmując decyzję o schudnięciu, na pewno widzi to schudnięcie jako szansę na poprawę czegoś – czy to swojego wizerunku w oczach innych, czy też swojej pewności siebie.
          co mamy dalej? dieta. bardzo prawdopodobne, że głodówkowa, o znacznym deficycie kalorycznym. i o ile taka osoba z początku może tego nie widzieć, tak na pewno z czasem jej organizm zacznie odczuwać fatalne skutki dużego deficytu. i co wówczas? część osób rzuci tę dietę w cholerę (znam osobiście sporo takich przypadków)… a część będzie brnąć dalej. tutaj właśnie jest kolejne miejsce dla czynników psychologicznych. z jakichś powodów dana osoba nie porzuca diety, choć widzi negatywne jej skutki; ale ma tendencję do podtrzymywania takiego zachowania, ktore jej szkodzi (dieta). nie bez powodu niektórzy psychologowie postrzegają zaburzenia odżywiania w kontekście zachowań autoagresywnych (ja to potwierdzam, choć to oczywiście nie jest reguła i nie dotyczy wszystkich).
          i na sam koniec dodam jeszcze – trwanie w zaburzeniach. to kolejne „pole do popisu” dla psychiki. czasem zdarzy się tak, że ktoś próbuje zacząć jeść normalnie… ale to nie wychodzi. albo boi się zbyt dużych posiłków, albo boi się przytycia, albo zaczyna robić różne inne dziwne rzeczy, byleby tylko nie wrócić do tej normalności. przyczyna tego musi leżeć w psychice – coś tam w środku się musi dziać.
          dlatego wychodzenie z ED, moim zdaniem, musi się odbywać na dwóch wymiarach – cielesnym i psychicznym. oczywiście, że może zdarzyć się tak, że u kogoś wystarczy tylko zmienić sposób odżywiania się – zacząć jeść mądrze i według potrzeb organizmu, a wszystko się unormuje. ale jednak u dużej – jeśli nie większej – części osob, zmiana odżywiania się nie wystarczy. trzeba też zająć się swoją psychiką.

          przydlugi mi ten komentarz wyszedł, ale chciałam wyjaśnić dokładnie, co mam na myśli. moje zdanie w temacie opieram na wiedzy, ale i na obserwacjach innych osób z ED i – wreszcie – na własnym doświadczeniu. wyszłam z zaburzeń, jestem zdrowa – właśnie dzięki takiemu dwuwymiarowemu podejściu. gdy próbowałam zajmować się jedynie ciałem i jedzeniem, albo jedynie psychiką – to tylko kręciłam się w kółko.

          • Karolina Październik 18, 2018 w 10:54 am

            Dokładnie. Zgadzam się z tym co napisałaś.

          • Karolina Październik 18, 2018 w 10:56 am

            Pozdrawiam ☺

  11. Joanna Październik 15, 2018 w 8:49 am - Odpowiedz

    Są na tym świecie takie kobitki, które są po prostu wredne i zawistne. Trzeba mieć na uwadze to, że komentarz typu ‚jesteś gruba’ czy ‚o Boże, ile ty jesz’ nie są kierowane z dobroci serca i troski tylko właśnie po to, żeby zakłuło w sercu i przy okazji może w środku coś pękło. Trzeba odróżniać ziarno od plew.W dzisiejszym świecie ludzie są po prostu okrutni.
    Poza tym wydaje mi się, że dla nas liczby mają świętą moc, bo dają kontrolę. Jednak nie bierzemy pod uwagę mocy genów – kobieta z figurą jabłka nie stanie się mityczną boginią z figurą gruszki. Kobieta z tendencją do cellulitu nie stanie się po diecie i ćwiczeniach kobietą bez grudek na udach. Sami sobie wzajemnie robimy pranie mózgu, udając, że skoro w tak szybkim tempie zmieniamy świat, to zmienimy też nasze ciała i organizmy ignorując naturę. Jesteśmy ssakami, zwierzętami, tylko nazwaliśmy sami siebie ludźmi. Nie stoimy wyżej od natury. Ona zawsze będzie nami górować. Jednak Jak chcesz mieć talię osy przez głodówkę, to lepiej idź na operację usunąć kilka żeber (oczywiście to sarkazm).

  12. Anianowa Październik 15, 2018 w 5:32 pm - Odpowiedz

    Jem od dłuższego czasu w granicach 1900-2000 kcal z bardzo odżywczego jedzenia. I dziś po pracy znowu atak – owoce, a potem 260g ciastek :/
    Dopiero wtedy poczułam się najedzona, a właściwie przejedzona. Skąd to się bierze? co jest nie tak?
    już na prawdę nie wiem 🙁

    • Patrycja Październik 15, 2018 w 5:39 pm - Odpowiedz

      Prawdopodobnie jesz za mało. Może masz większą aktywność niż ci się wydaje?? Wiesz, też mi się wydawało, że 2400 kcal będzie w sam raz i co? Ciągle miałam napady na żarcie i już myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Zaczęłam jeść trochę więcej i narazie jest spokój. Jestem najedzona, ale nie przejedzona, odzyskałam energię i wcale nie myślę o tym, żeby się objeść. Czasami warto zaufać organizmowi, no bo on jednak sam wie najlepiej, czego potrzebuje. Z drugiej strony może jesz za mało węglowodanów lub tłuszczy? Wnioskuję po tych ciastkach, że tak może byc. To nie jest tak, że jest w tobą coś nie tak. To organizm woła o jedzenie. Ze mną też tak było i dzięki Ani, póki co, mam spokój.

  13. Anianowa Październik 15, 2018 w 5:56 pm - Odpowiedz

    Cześć Patrycja, dzieki za odp.
    Nie wiem czy mam większą aktywność niż myślę – praca przy kompie 8 h dziennie, w weekend spacer szybki 1,5 h zakupy i lekkie sprzątanie domu. a w tygodniu w zasadzie brak aktywności, staram się jedynie godzinkę dziennie spacerować w zieleni.
    Mam 1,59 wzrostu, 59 kg wagi, czyli wychodzi mi zapotrzebowanie w okolicach 1800 kcal, jem 1900 ok i kurczę nadal rzucam się na ciastka:/
    Wiem, ja też wierzę Ani, że to po prostu organizm się domaga. Ale jak długo to jeszcze potrwa??
    Węgle w normie, tłuszcz ok 100g na dobę (czyli sporo, ale zdrowy).
    A jak dokladnie było z Tobą? Opowiedz proszę, ile jesz, jak to się zmianiało itd. Będę ogromnie wdzęczna.

    • Patrycja Październik 15, 2018 w 6:05 pm - Odpowiedz

      Kochana, ze mną było różnie. Od tego zacznijmy, że to o co Ania opisała w tym poście to mój przypadek. To ja jestem ta młoda mamą. Ale do rzeczy. Zaczęło się to u mnie kiedy postanowiłam sobie, ze zaczne jeść po 1800 kcal (co ledwo pokrywało ppm i karmienie, a do tego robiłam treningi po 1000 kcal, prawie dziennie). Potem wiadomo napady-kompensacja w postaci ostrego treningu i cięcia kalorii itd, itd.. i co dwa dni wtedy od nowa to samo… Potem trafiłam na tego bloga i zaczęłam jeść więcej bo po postach Ani wywnioskowałam, że to jest przyczyną. Obliczylam na nowo cpm, tak jak proponuje Ania i jadłam już potem po 2400 kcal bo tak mi wyszło. Ale dalej było źle bo potrafiłam tak wytrzymać z tydzień a potem znowu obżeranie się po 6000 kcal na dzień. Też się zastanawialam co jest ze mną nie tak, skoro jem już normalnie, a tu nadal to samo… I znowu napisałam do Ani, a ona mi na to, że jem za mało… I faktycznie.. teraz jem koło 2700-2800 kcal i póki co mam spokój. Liczę kalorie i kontroluje makro póki co bo wtedy mam kontrolę nad tym by jeść (mam tendencje do jedzenie mniej niż mi się wydaje albo przeginania w drugą stronę )

      • Agata Październik 16, 2018 w 5:19 am - Odpowiedz

        Hey kochana. Ja również jestem mamą…i również po ED..i bardzo dobrze Cię rozumiem. Tyle pracy, wysiłku fizycznego i psychicznego należy włożyć w wychowanie malucha…a gdzie tam jeszcze mowa o ćwiczeniach, prowadzeniu domu itp. Padłybyśmy przy 1800-2000 kcal. Trzymaj się ciepło! 🙂 Bardzo dobrze, że jesteś już na dobrej drodze. Trzymam kciuki!

  14. Anianowa Październik 15, 2018 w 6:35 pm - Odpowiedz

    Dziękuję że sie tym podzieliłaś 🙂 a jaki masz wzrost i wagę? rzeczywiście dla mamy karmiacej i trenującej 1800 kcal to bardzo mało. A przy obecnej podaży kcal nie tyjesz? waga się utrzymuje? czujesz się psychicznie OK (znaczy najedzona, nasycona i możesz sie skupić na życiu a nie tylko na jedzeniu)?
    Wcześniej nigdy się nie odchudzałaś?
    Cieszę się że już Ci lepiej 🙂

    • Patrycja Październik 15, 2018 w 6:57 pm - Odpowiedz

      Wiesz, wcześniej miałam mały epizod z odchudzaniem, gdzie zeszłam do bardzo niskiej wagi i wiadomo, potem był efekt jo-jo. Potem zaszłam w ciążę. Nie przytyłam w sumie dużo, ale i tak miałam lekką nadwagę już wcześniej. Po ciąży kilogramy szybko poleciały, wiadomo, karmienie piersią, do tego obowiązki w domu i przy dziecku, po pół roku od porodu zaczęłam ćwiczyć dodatkowo… to o czym pisze tutaj Ania, to historia już rok po porodzie, gdzie schudłam do 58 kg przy 170 cm wzrostu. I to nie schudłam przez głodówki itp bo jadłam wtedy naprawdę wszystko (za wyjątkiem tego, co potencjalnie mogło szkodzić dziecku) i dużo. Potem dopiero coś mi strzeliło do głowy (przez te docinki, które defakto były z zazdrości) i zaczęłam jeść po 1800 kcal przy takim trybie życia, jak ci pisałam. Potem już napady, kompensacja i tak w kółko. Zanim trafiłam na bloga Ani i postanowiłam skorzystać z jej pomocy to też trochę minęło. W każdym bądź razie jedząc tyle ile jem teraz chyba nie tyję, Mówię chyba bo nie ważę się już od jakiegoś czasu (przy napadach to źle wpływa u mnie na psychikę). Mam 170 cm wzrostu, pewnie koło 67 kg wagi obecnie. Przy takiej ilości kalorii jestem najedzona, nie myślę ciągle o żarciu, odzyskałam też energię do życia bo wcześniej byłam taka „zamulona” wiecznie.

  15. Joanna Październik 15, 2018 w 8:44 pm - Odpowiedz

    Możesz też mieć za mało cukrów w diecie. Przecież mózg głównie odżywia się glukozą. Zaczęłam też się zastanawiać nad tym, co napisała chyba Waniliowa. Nie neguję, że myślenie na temat zaburzeń odżywiania powinno się zmienić, bo jestem tego samego zdania i działam w tym zakresie, jednak odnoszę wrażenie, że kompletnie Aniu zaczęłaś negować znaczenie emocji w powstawaniu zaburzeń odżywiania. W swoich ostatnich postach sprowadzasz zaburzenia odżywiania do stosowania diet wyłączając z tego wszystkiego emocje. Może źle to odbieram, ale tak to widzę. Bo w końcu jak to się stało, że normalna kobieta bez teoretycznie negatywnego obrazu siebie nagle bierze pod uwagę obcesowe komentarze? Kobieta bez negatywnego obrazu siebie nie zaczęłaby rzygać, żeby schudnąć. Teoretycznie taka kobieta uśmiechnęłaby się i rzuciła ciętą ripostę lub puściła te komentarze w eter. Przecież stosowanie środków przeczyszczających, rzyganie, wyczerpujące treningi to czysta autodestrukcja. Poza tym te zachowania przynoszą ulgę. To nie tylko wyrzucanie z siebie kalorii. To także rzyganie emocjami. Pozbywanie się lęków, strachów, smutku, beznadziei. Wszystko to można zajeść i wyrzygać zamiast się z tymi uczuciami zmierzyć. Jedzenie jest zaliczane do uzależnień i nikt tego nie neguje, jednak uważam, że trochę to za bardzo łopatologicznie przedstawiasz:)

    • Wilczo Glodna Październik 15, 2018 w 11:23 pm - Odpowiedz

      Po raz tysięczny powtarzam: TAK, na ostrą dietę zakończoną zaburzeniami odżywiania przechodzą a) perfekcjonistki, b) osoby z niskim poczuciem własnej wartości, c) perfekcjonistki z obniżonym poczuciem własnej wartości. ALE gdyby nie dieta, nie zaczęłyby się obżerać, a w efekcie wymiotować.
      Co do wymiotowania emocjami, to co druga moja podopieczna to słyszy od psychologa, podczas gdy agentka nie zjadła śniadania.
      Ale by nie było że o tym aspekcie też nie napisałam: http://wilczoglodna.pl/6853-2/

  16. Joanna Październik 16, 2018 w 11:23 am - Odpowiedz

    Wiem, że niestety tak jest. Jednak myślę, że wynikają te błędy z tego, że nie kształci się terapeutów w zakresie żywienia i że nie są na to wyczuleni. W Polsce powstała moda na psychodietetykę, miałam nadzieję, że to będzie coś rewolucyjnego i przełomowego, jednak na nieszczęście ma to niewiele wspólnego z odżywianiem.

  17. Karolina Październik 16, 2018 w 12:17 pm - Odpowiedz

    Ja niestety mam bulimię od 2 lat. I właśnie zaczęło się od tego, że wszyscy wokół się odchudzali i ogólnie są szczuplejsi ode mnie. Ale nie wyrobiłam na dietach od dietetyczki, nie dałam rady z silną wolą, psychiką, z niczym. Co więcej, nie jestem tancerką, nie ćwiczę, mam pracę całkowicie siedzącą a dla mnie dziennie i 3000 kcal to za mało bo nadal mam ataki głodu,więc co mam robić? Czasem pojeżdżę na rowerze albo zrobię brzuszki w przerwie pracy i to wszystko 🙁 Ale im więcej jem tym głód większy, to jest rzeczywiście błędne koło. Miałam badania, cukier w normie, hormony w normie, ale psychika nie w normie bo nie mam zbyt udanego życia. Wydaje mi się, że zajadam nieudane życie…ale sama nie umiem z tego wyjść ani sobie tego poukładać 🙁

  18. Magda Październik 16, 2018 w 1:23 pm - Odpowiedz

    Jestem młodą mamą, otyłą mamą – 100kg przy wzroście 173. Objadam się już od bardzo dawna. Zawsze byłam „większym dzieckiem” więc już w podstawówce miałam myśli „chcę schudnąć” i tak do teraz – co uda mi się zrzucić to zaraz wraca i tak w kółko. Nie mam bulimi, nigdy nie wymiotowałam ani nie ćwiczyłam intensywnie, bo za dużo zjadłam. Aniu od czego zacząć przy kompulsywnym objadaniu się. U mnie obżarstwo wywołuje stres, nieprzespana noc, nudy, przyzwyczajenie, po prostu jedzenie to mój nawyk . Nie wiem co robić.

  19. […] Poprzedni […]

  20. Krysia Październik 16, 2018 w 7:50 pm - Odpowiedz

    Magda Ania nie zna odpowiedzi na to pytanie. Nie masz czego tu szukać na tym blogu. Ja też jestem przypadkiem przeczącym tezie że „gdyby nie zaczęła kombinować z jedzeniem to by nie zachorowała”. Ja też nie kombinowałam z jedzeniem a mimo to wpadłam w to g… Wyrzyguję emocje. Stres, niepokój, lęk, smutek, frustracje. Robię dokładnie to z czego Ania się nabija. Owszem pisała o tym. KIEDYŚ. RAZ. DAAAAWNO TEMU. Ona nas nie wyleczy. Daruj sobie

  21. Krysia Październik 16, 2018 w 7:57 pm - Odpowiedz

    Zauważ że pod takimi komentarzami jak Twój i moje, nie ma w ogóle jej odpowiedzi. Na takie nie odpisuje. Potrafi jedynie przyklaskiwać dziewczynom które opisują swoją walkę z anoreksją. Zaobserwuj to

    • Ag. Październik 16, 2018 w 9:09 pm - Odpowiedz

      Może nie odpowiada bo nie warto po raz n-ty tłumaczyć osobom które i tak wiedzą swoje. Nie rozumiem,skoro nikt nie potrafi ci tu pomóc ,nie zgadzasz się z niczym to czemu nie poszukasz innego bloga?zapewne znajdziesz coś dla siebie.albo załóż swojego i wykładaj swoje „teorie”.wiele dziewczyn otrzymuje tu prawdziwą pomoc i czasem jedyne wsparcie jakie ma.z jakichś przyczyn niektorzy udzielają się tu tylko po to aby zaistnieć i porobić trochę fermentu..

      • Krysia Październik 17, 2018 w 10:17 pm - Odpowiedz

        Zajrzałam bo Ania obiecała że skończę z bulimia w 4 tygodnie. Z BULIMIA. Nie z bulimiczną formą anoreksji kiedy dziewczyna po tygodniu jedzenia wątków w końcu pęka. Czarno na białym przedstawiam jej swój przyklad jako zaprzeczenie tezy że „gdyby nie kombinowała z jedzeniem to by nie zachorowała” . Nigdy się do tego nie odniosła. To ona wykłada swoje teorie a nie ja. I niech nie wprowadza w błąd hasłami na blogu.

        • Krysia Październik 17, 2018 w 10:19 pm - Odpowiedz

          Miało być wacików a nie wątków

      • Krysia Październik 17, 2018 w 10:51 pm - Odpowiedz

        Ag to dla kogo w takim razie jest ten blog? Bo sądząc po nazwie i hasłach, myślałam że dla bulimiczek. Myślałam że skoro objadam się i wymiotuję kilka razy w tygodniu i nie umiem nad tym zapanować to jestem jedną z nich i Ania mi pomoże, wszak to obiecuje. Ale rozumiem że nie spełniam kryteriów bulimii poneważ się nie głodzę. Nie wiedziałam że glodzenie jest warunkiem koniecznym aby liczyć na pomoc Ani i ze ktoś kto się nie głodzi dla niej nie istnieje. Tylko niech to wprost napisze żeby nie zmylić takich jak ja. Niech napisze wprost że zajmuje się głodówkami to będziemy jej bloga omijać szerokim łukiem

  22. Denisa Październik 16, 2018 w 10:02 pm - Odpowiedz

    Nie jestem w ciąży i nie karmię. Ale cierpię na zaburzenia odżywiania. Wpadam z jednej skrajności w drugą. Interesuje mnie wielkość zjadanej porcji.
    Dzisiaj na śniadanie zjadłam dwie suche bułki pełnoziarniste. Na obiad paczkę mrożonego bobu. Pozwoliłam sobie też na drugie śniadanie i podwieczorek. Drugie śniadanie to szklanka mleka 0,5%. Podwieczorek to jabłko. Na kolację zjadłam plasterek żółtego sera. Mam pytanie. Czy nie zjadłam za dużo na obiad i na pierwsze śniadanie?

    • Karolina Październik 17, 2018 w 8:39 pm - Odpowiedz

      To pytanie tak serio czy ironia ? Bo ja to wszystko co napisałas zjadłabym na max dwa posiłki …

  23. Joanna Październik 17, 2018 w 7:50 pm - Odpowiedz

    Denisa, sama sobie odpowiedz.

  24. Denisa Październik 18, 2018 w 9:38 pm - Odpowiedz

    Serio. Mam problem. I o tym wiem. Wpadam z jednej skrajności w drugą. W dodatku jestem uzależniona od środków przeczyszczających. Wymiotować nie lubię. Nie robię tego nawet,gdy mam fazę pochłaniania jedzenia. Za to serwuję wtedy bardzo dużą ilość tabletek na przeczyszczenie,popijając herbatą z senesu.

  25. Joanna Październik 22, 2018 w 11:27 am - Odpowiedz

    Denisa, to idź się leczyć.

    • shisha Październik 25, 2018 w 8:19 pm - Odpowiedz

      wszystkie powinnyśmy się leczyć… 🙂

  26. Marianna Październik 24, 2018 w 11:15 am - Odpowiedz

    Zgadzam się w zupełności z Anią – autorką posta, że żarcie i rzyganie to nie efekt przybitej zabawki do podłogi z dzieciństwa a raczej właśnie takich durnych komentarzy „bliskich i przyjaciół”, programowania przez media społecznościowe, gazety, reklamy etc… Mamy wyprane mózgi i zatracamy umiejętność logicznego myślenia nie mówiąc już o poczuciu własnej wartości. Sama przez wiele w życiu przeszłam, w dzieciństwie właśnie, ale jak pogrzebałam w głowie, to doszłam do wniosku że nie te przeżycia rozhuśtały u mnie bulimię na długie lata, a komentarze mojego ojca „że jestem gruba, że dziewczynka nie powinna tak wyglądać”. No i szajba koleżanek w szkole na punkcie wystających obojczyków…
    Teraz wychodzę z tego bagna, z wielką pomocą Ani, i zaczynam SAMA myśleć.

  27. shisha Październik 25, 2018 w 8:34 pm - Odpowiedz

    dziewczyny myślę że nasze zaburzenia mają tyle przyczyn ile nas jest. Uważam że nie można wrzucać wszystkich do jednego worka z przyczyną „waga”, tak samo jak nie można wrzucać ich wszystkich do innego worka z przyczyną „pod górkę do szkoły”. Ja osobiście jestem akurat z tego drugiego worka. W życiu nie miałam w ręku babskiej gazety, a o tym że w tych gazetach propaguje się diety 1000 kcal to się dowiedziałam… z tego bloga, co przeczyłoby tezie Ani że wszystkie przypadki bulimii biorą się z kombinowania z dietą. Ale ja jestem wiekowa, wychowywałam się w czasach gdy nie było instagramu ani takiego parcia na szczupłą sylwetkę, natomiast nie mówiło się tyle o emocjach dzieci. Natomiast dzisiaj, rzeczywiście, ten szał na fotki, na sylwetkę… istotnie nazdrowszy emocjonalnie człowiek mógłby się poddać. Z całą pewnością zgodzę się z Anią, że musimy zacząć „normalnie” jeść. Bez tego nie ruszymy z miejsca. Ale żeby jechać dalej, uważam że musimy popracować nad tymi głęboko położonymi przyczynami w naszej psychice, które sprawiły, że tej obsesji się poddałyśmy i że jeśli praprzyczyny istotnie leżą gdzieś głębiej, to samym li tylko jedzeniem zaburzeń naszych nie usuniemy. Bo jak ktoś tu gdzieś ładnie napisał, tak samo jak organizm upomni się o kalorie, tak samo upomni się o ujście dla emocji. I albo nasze bulimie czy inne anoreksje będą uparcie wracać, albo emocje znajdą ujście poprzez inne nasze działania czy nałogi, kto wie czy nie gorsze. Słyszałam o przypadkach gdzie dziewczyny wychodziły z anoreksji wprost w ramiona narkotyków… Zimno się robi, brrr…

Zostaw komentarz