Rozmawiałam ostatnio z młodą mamą, która czyta mojego bloga. Bardzo smutna historia.
Wszystko było z nią ok, dopóki nie wzięła sobie do serca docinek teściowej i szwagierki, że za dużo je (sic!) Dziewczyna po porodzie, karmiąca piersią, aktywna przy dziecku… no to jak ma nie jeść?!
Tym bardziej że jak sama twierdzi, czuła się ze sobą dobrze i wyglądała dobrze.

No ale jak słyszała ciągle te komentarze, to w końcu stwierdziła że coś musi być na rzeczy. Zaczęła uważać na to co ląduje na jej talerzu, liczyć kalorie, ograniczać.
I co było dalej, drogie wilczyce? No jak to co? W przeciągu roku wpadła w bulimię.
I niech mi tu jakaś mądrala powie, że odezwała jej się trauma z dzieciństwa, lub nie poradziła sobie z macierzyństwem, to uduszę. Stało się to, co dzieje się praktycznie zawsze: dieta -> napady na jedzenie -> strach i kompensacja -> dalsze napady -> dalsza kompensacja -> napady napady itd.
Słowem; błędne koło.

No i ta młoda mama pisze do mnie zrozpaczona, że co ona ma zrobić. No to jej mówię, że ma się przestać wygłupiać i jeść tyle ile nakazuje jej ciało.
Przecież przy karmieniu piersią zapotrzebowanie energetyczne wzrasta o około 500 kcal! Do tego dziewczyna jeszcze ćwiczy, pracuje i w ogóle jak to przy dziecku – ma zapierdziel.
No dobra, chyba dotarło.

Po dwóch tygodniach dostaje kolejny list. Moja dzielna Wilczyca je 2400 kcal i jest lepiej, ale… tylko przez kilka dni. Już w okolicach środy „coś za nią chodzi”. Walczy ze sobą do soboty, po czym objada się przez cały weekend. I od nowa. I że co z nią jest nie tak???

No to jej odpowiadam, że wszystko jest z nią „tak”, ale że ciągle w takim razie je za mało. Atak jest zazwyczaj potrzebą organizmu, a zwłaszcza, jak coś „za nami chodzi”, to na pewno nie jest to objadanie się z nudów (świadomy atak, o którym pisałam tu) Na co słyszę przerażone: To ile mam jeść 2600? 2800???
I teraz dochodzę do sedna tego co chcę Ci dzisiaj przekazać.

Po pierwsze: TAK, jeżeli Twój organizm tego wymaga, to masz jeść i 4000 kcal. Whatever. Są ludzie którzy jedzą i więcej, a wcale nie są grubi.
Po drugie: To pytanie w ogóle nigdy, przenigdy nie powinno mieć miejsca. Dlaczego?
Ponieważ ludzkość nigdy go sobie nie zadawała! Po prostu nie wyobrażano sobie nawet takie konceptu jak kalorie, a filozofowie wszystkich epok i czasów nigdy nie włączali go do kanonu pytań egzystencjalnych.

 


Taki żart.

Aż do roku 1824 kiedy to Nicolas Clement, francuski fizyk i uczony wpadł na pomysł, że zawartość energetyczną pożywienia można mierzyć przez spalanie pokarmu w specjalnym urządzeniu. I voilá! Mamy kalorie.

A jak sobie radzono do tego roku, czyli przez setki tysięcy lat? Ludzie po prostu jedli tyle ile nakazywał im żołądek i do widzenia. Nawet jeżeli było to 2800 kcal to i tak byli szczęśliwi, bo nie mieli świadomości, że jedzą „za dużo”. Tak samo jak do tej pory nie wiedzą tego zwierzęta i jakoś nie tyją.
Ja naprawdę nie wiem skąd ta nasza obsesja na punkcie cyferek!

Hahaha, kolejny żarci! Oczywiście że wiem!
Wszyscy mamy dokumentnie wyprane mózgi przez media i przez siebie nawzajem. Odkąd tylko zaczynamy coś kumać, czyli od wczesnego niemowlęctwa, słyszymy wokół że kalorie to to, kalorie to tamto, nie jedz tego, bo ma dużo kalorii, a zjedz tamto, bo tamto ich nie ma!

Niskokaloryczne jest synonimem „dobrego”, co jest oczywiście absurdalne, bo niby skąd mamy potem te kalorie wziąć? W innych dziedzinach życia nie postępujemy według tej logiki. Nie wybieramy benzyny której trzeba tankować dwa razy więcej, bo ma mało oktanów (czy czego tam), ani pracy w której trzeba harować dwa razy dłużej, bo mało płacą. Jeżeli zaś chodzi o kalorie to tak właśnie robimy.
Czy Ty to widzisz? Widzisz to co ja?

A więc do czego zmierzam? Daj spokój z martwieniem się, że to TYLE kalorii. Jeżeli jesteś właśnie taką młodą mamą, albo aktywną nastolatką, studentką, tancerką, trenerką czy innym człowiekiem-czołgiem to właśnie TYLE potrzebujesz.
A co się stanie jeżeli nie dasz tego swojemu ciału po dobroci? Będziesz czytać Wilczą do usranej śmierci, a napady będą i tak, bo organizm będzie sobie „brał” tego co mu brakuje.
No i jaki ma to sens?