• wakacje

Wilk i wakacje

Miałam na dzisiaj przygotowany inny post, ale robiąc poranny przegląd Instagrama w drodze na lotnisko w Atenach, zobaczyłam że wszyscy, (de facto łącznie ze mną), są na wakacjach.
Zdjęcia z plaży dominują, ale pojawiają się także lasy, jeziora, góry, egzotyczne destynacje.
Moje podopieczne również pakują manatki i wyruszają w trasę. Słowem; totalny chaos i panika.
No dobrze – myślę sobie – czas poruszyć ten temat raz jeszcze, bo Wilk na wyjeździe to żadna frajda.

Jak się zachowujesz, gdy wybywasz na upragniony urlop?
Wnioskując z mojego doświadczenia z Wami i ze sobą samą, podejrzewam, że plasujesz się w jednej z poniższych kategorii.

Ascetka.

Jedziesz na wakacje z mocnym postanowieniem „zdrowego odżywiania się”, codziennego ćwiczenia trzymania się w RYZACH i picia wody. Twoja dieta trwa, no metter what, a plan schudnięcia tylu a tylu kilogramów do dnia tego i tego, dalej obowiązuje. Nie ma zmiłuj!
Siedzisz więc pod tym namiotem, czy na plaży z zasznurowaną na amen buzią. Jak ten kołek.
Cała rodzina idzie na lody – Ty nie, chłopak proponuje gofry – grzecznie, acz stanowczo odmawiasz, wieczorna pizza -zapomnij, sałatka!

Czujesz wtedy mieszankę zadowolenia z siebie i – nie bójmy się tego przyznać – totalnego smutku. Z każdym dniem masz coraz większe poczucie, że wszystko co dobre omija Cię szerokim łukiem, a Ty jesteś jedyną osobą na Ziemi, która po zjedzeniu loda, przytyje 10 kg. To takie niesprawiedliwe!

Pamiętam jak sama tak myślałam. Widziałam szczupłe dziewczyny jedzące co chcą i zastanawiałam się dlaczego ja tak nie mogę.
Dlatego, że mamy w rodzinie spowolniony metabolizm i tendencje do tycia – słyszałam w głowie głos mamy i cioci. No tak.
Teraz wiem, że to bzdura. Wszystkie miałyśmy spowolniony metabolizm od tych ciągłych, cholernych diet, a tendencje do tycia to nic innego, niż złe nawyki żywieniowe. Wtedy jednak święcie wierzyłam w to wytłumaczenie. Byłam przekonana, że muszę sobie odmówić wszystkiego, aby ładnie wyglądać. I nic nie jadłam.
Oczywiście trwałam w tym postanowieniu do czasu, kiedy wszystko pękało, a ja rzucałam się na całe żarcie, którego tak długo sobie broniłam.
Wiesz o czym mówię, droga ascetko? Wiem, że wiesz.

Żarłok.

Drugą urlopową opcją jest zachowanie pod tytułem „Hulaj dusza, piekła nie ma!”
Wpier***my wtedy ile wlezie, bo przecież są wakaaaaacje, a na wakacjach żadne zasady nie obowiązują.
Lody, gofry, pizza, piwo – byle szybciej i więcej, bo ucieknie.
To pewnie też znasz.

Ja właśnie skonfrontowałam się z „dawną sobą” na ślubie w Libanie z którego obecnie wracam.
Jedna ze znajomych mojego chłopaka zwierzyła mi się, że sama zmaga się z bulimią od trzynastego roku życia. Poprosiła mnie o rady i wsparcie. Spędziłam godzinę na tłumaczeniu jej jak to wszystko wygląda i jak można się dziada pozbyć. Przytaknęła i obiecała że się tym zajmie jak… wróci do domu. Teraz jest „okazja”, pyszne jedzenie i nie będzie się ograniczać.

Już nic się nie odezwałam, bo każdy do zmian musi dojrzeć sam, ale nasunęło mi się pytanie, które zadam teraz wam: A co, po wakacjach już nie będziesz miała więcej jedzenia? Ucieknie?
Przecież nawet w środku listopada możesz sobie pójść i po loda, piwo czy pizzę. I po gofra pewnie też.
Zresztą co to za przyjemność łazić non stop przejedzonym i stać u koryta, podczas gdy wszyscy się bawią.

Przepraszam za mocne słowa, ale ja ten scenariusz też tyle razy przerobiłam i wiem jak to się kończy. Nie dość, że omijał mnie cały fun, to jeszcze po powrocie do domu, okazywało się że jednak prawa fizyki zadziałały mimo wakacji (no szok!) i jestem o kilka kilo cięższa. Teraz czas na płacz, nienawiść do siebie i kolejną dietę. Brawo ja.

No dobra, to co robić?

Nie poradzę tu nic nowego. Powiem to co zawsze; zachowywać się nor-mal-nie.
Jeść do syta, bez ograniczania, bez cięcia makroskładników, ale także bez przeżerania się. Dni kiedy jesteś w podróży są w swojej esencji tylko… dniami. To nie jest jakiś wyjątkowy czas wyjęty spod normalnych praw wszechświata.

Naprawdę zrób sobie tę przysługę i zjedz porządne śniadanie, potem lunch, obiad, kolację. Nawet jeżeli ma być to ryba z frytkami.
Nie przytyjesz, jeżeli będziesz słuchać swojego ciała.

Co do słodyczy i lodów, skuś się na nie jeżeli masz ochotę, a odmów kiedy jej nie masz.
Jeżeli zaś masz wrażenie, że ochotę masz cały czas, wybierz z grupy koleżankę, która ma zdrowy stosunek do jedzenia (najpierw poobserwuj ją i upewnij się że tak jest) i staraj się ją naśladować. Jak ona dwie gałki, to ty też, jak ona trzy kawałki pizzy – to i ty. To może nie jest rozwiązanie idealne, ale przynajmniej da Ci poczucie, że to co robisz jest normalne.
Zobaczysz też, że to nie jest tak, że będziecie jadły te lody przy każdej możliwej okazji.

I pamiętaj, jedzenie naprawdę nie ucieknie. Wyluzuj więc i ciesz się słońcem.

*

O moim doświadczeniu z jedzeniem na ślubie, gdzie był szwedzki stół uginającym się pod wymyślnymi smakołykami (czyli wilczy level hard) opowiadam tutaj:

A jak wyglądają Twoje doświadczenia w tym temacie? Podziel się nim z dziewczynami, zadaj pytanie, odpowiedz na czyjeś obawy.
I w ogóle; powiedz nam gdzie spędzasz wakacje i jak sobie radzisz?

2018-07-06T15:24:52+00:006 Lipiec, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , |

39 komentarzy

  1. S. Lipiec 6, 2018 w 3:59 pm - Odpowiedz

    Ja jadę na taki obóz pod namiotem jako wychowawca kolonijny i wiadomo jak na takich obozach: śniadanie i kolacja to biały chleb A do tego jakiś pasztet, szynka lub ser, lub czekolada i dżem. A na obiady jakieś takie mało zdrowe opcje z sosami z paczek , mięso w panierce i ziemniaki w tłuszczu. Obawiam się tego tygodnia bo jak zaczynam się ograniczać w tych posiłkach to organizm potem się domaga: i wyjeżdżają ciastka, paluszki i chipsy. Zastanawiam się żeby zabrać jakieś swoje takie zdrowsze przekąski czy jakieś zamknięte jedzenie tylko problem w tym że do lodówki nie mam dostępu A w namiotach to ciężko trzymać jedzenie bo się popsuje. Ktoś coś poradzi?

    • Agata Lipiec 6, 2018 w 4:15 pm - Odpowiedz

      S….. ja również jestem wychowawcą kolonijnym. Wiem doskonale co czujesz. I każdego roku… urok każdych wakacji wyglądał tak: dwa pierwsze dni na super extra zdrowym żarciu…a potem łoooooo….jak to napisała Ania ‚Hulaj dusza, piekła nie ma.’

  2. Kasia Lipiec 6, 2018 w 6:31 pm - Odpowiedz

    To u mnie to jakimś dziwnym trafem zadziałało odwrotnie – to na wakacjach miałam pierwsze przebłyski świadomości, że jestem niedożywiona i to, że jem ile uda mi się upchać w żołądku jest nie bez znaczenia. Z tym że to co miałam było raczej miksem anoreksji z bulimią (jadłam jak bulimiczka, czyli albo mało albo dużo, kompensowałam to wielogodzinnymi ćwiczeniami, dlatego byłam chuda, mimo sporych ilości jedzenia, które dziennie pochłaniałam). Po raz pierwszy dałam sobie wolną rękę, a na złowieszcze podszepty mózgu: „I co? Teraz to już na 1000% przytyjesz” odpowiedziałam: „No i co z tego??” Przez jakiś czas nadal żarłam jak opętana, ale zrozumiałam, że nie przestanę, póki nie osiągnę normalnej (zdrowej) wagi. O tym wszystkim Ania już pisała na blogu. No i stopniowo przybierałam na wadze, stopniowo ograniczałam ćwiczenia, stopniowo zaczynałam rozumieć mechanizmy choroby, dzięki czemu łatwiej było siebie ogarnąć. Dzięki wakacjom spojrzałam na swoje codzienne działania z perspektywy, bo nie miałam jako takiej możliwości utrzymać reżimu wielogodzinnych ćwiczeń, więc siłą rzeczy przerwałam na jakiś czas ten przeklęty schemat, który w domu powtarzałam dzień w dzień ze skrupulatnością maniaka. Teraz lubię wakacje – to cudowny czas, żeby jeść intuicyjnie, bo nie ograniczają mnie żadne godziny, plany itp., jest mnóstwo świeżych warzyw, z których można komponować rewelacyjne dania. Wyjeżdżając odwiedzam wegańskie knajpki, bary, restauracje, codziennie jem coś ciekawego, chłonę nowe miejsca, poznaję ludzi. Kiedy dostrzeże się to wszystko, naprawdę szkoda człowiekowi energii na coś tak bezsensownego jak Wilka.

  3. Magda Lipiec 6, 2018 w 11:05 pm - Odpowiedz

    Bardzo życiowe… jak Ty nas rozumiesz…

  4. Marta Lipiec 7, 2018 w 10:46 am - Odpowiedz

    A mi się wydaje Aniu że zapomniałaś że też w tym byłaś i czasami wybrzmiewa w tobie coś co mówią do nas inni zdrowi ludzie „po prostu nie jedz albo jedz itp” sama mówiłaś że chłopak do ciebie tak powiedział i że on tego nie rozumie. Teraz czuję mówisz trochę z wyższością…

    • Wilczo Glodna Lipiec 7, 2018 w 11:00 am - Odpowiedz

      Absolutnie nie. I tak, mój chłopak miał rację. Kiedy zastosowałam się do tego co mówił, wyszłam z tego.
      Inni ludzie mówią nam co robić, a ja mówię JAK to zrobić. Gdzie tu wyższość?

  5. Ola Lipiec 8, 2018 w 12:27 am - Odpowiedz

    A ja siedzę i myślę o żarciu Rzygam, sram i ćwiczę. I czytam „jedz nor-mal-nie”. Nie wiem co to znaczy.
    Mam jeść tyle co np mój chłopak, z tą różnicą, że on kończy jeść i zajmuje się czymś innym, a ja kończę jeść i myślę o żarciu. On myśli o zwiedzaniu, ja o żarciu. On idzie biegać, ogląda krajobrazy, ja idę biegać i widzę ludzi z lodami i pizzą. On ogląda zachód słońca, ja myślę o tym ciastku które leży w szufladzie.

    Mówisz „jedz normalnie i nie myśl o żarciu”. Ja pytam JAK mam jeść normalnie i nie myśleć o żarciu? Dla mnie ta rada brzmi tak samo jak rady moich znajmych „to zajmij się czymś innym”, „to nie myśl o jedzeniu”, „to zjedz jednego pączka i przestaniesz myśleć” <—nie przestanę nawet jak zjem 15 pączków.

    • Wilczo Glodna Lipiec 8, 2018 w 11:26 am - Odpowiedz

      Kochana, o tym jak to zrobić, jest cały blog. Czytaj go.
      Zresztą tak, ok, będziesz myślała o żarciu jeszcze dłuuuugo. Mi to zajęło 1,5 roku, aby o nim nie myśleć. Ale jeżeli faktycznie przestaniesz żreć, myśli te osłabną, a potem znikną totalnie. Przysięgam.

      • Ola Lipiec 9, 2018 w 2:18 pm - Odpowiedz

        Czytam i oglądam i staram się. Powiedz czy to naprawdę tak wygląda, że nie myślisz ciągle o żarciu, czy tylko nie masz napadów?
        Naprawdę możesz zjeść śniadanie nie myśląc „o nie, zaraz się skończy, kiedy następny posiłek?”. Skąd wiesz, że gdy cieszysz się na wizytę w restauracji, cieszysz się w zdrowy sposób?

        1.5 roku z nawet zdrową, wystarczajacą dietą dla osoby która non stop myśli o jedzeniu to katorga. Bo przecież nie mogę się najeść, bo choroba wróci.

        Pomijam już święta, wizyty u rodziny na święta (bardzo rzadko, ale jednak są). Zwłaszcza ciężko to zrobić, gdy wszyscy bliscy uważają, że 
        – dobrze wyglądasz, już się nie odchudzaj <— Ja: nie odchudzam się tylko jem zdrowo…
        – wymyśliłaś sobie, ja też lubię zjęść, to genetyczne
        – kawałek tortu Ci nie zaszkodzi <— Ja: jak zjem kawałek, to zjem całą resztę tortu
        – dobrze, że ćwiczysz < — Ja: ale ja ćwiczę 7 dni w tygodniu, a czasem 2 razy dziennie
        – zjedz to bo wpadniesz w anoreksję <— Ja: za bardzo lubię jeść, żeby mieć anoreksję

        Ja nie jem normalnie prawie całe moje życie. Dopiero ostatnio się zorientowałam, że to nie jest normalne. Nie pamiętam jak to było wcześniej i nie rozumiem tego 🙁

        • Wanessa Lipiec 10, 2018 w 12:55 am - Odpowiedz

          Kochana, widzę, że Ania Ci nie odpowiedziała, to może ja spróbuję.
          Mam 23 lata. Prawie połowę tego przeznaczyłam na „walkę z wagą”, która zawsze była normalna..
          Gdy miałam 14lat- wyjazd na obóz- zakładałam się do toalety i rzygałam.
          15lat- wyjazd do wujka do Anglii (wujka łakomczuszka) i objadanie się z nim słodyczami, potem wymioty i kilkugodzinne spacery, żeby spalić
          17- wyjazd do znajomych do Niemiec- objadanie się słodyczami, których nie ma w Polsce, potem wymioty
          I tak w każde wakacje bym Ci mogła cos wypunktować.
          Ale od prawie roku pracuje nad tym, żeby po prostu jesc normalnie. Tak jak inni.
          Rozumiem Twoje „nie mogę się najeść.”
          Czy „kończę jedno i czekam na następny posiłek”
          Bo tez tak miałam.
          I mi przeszło. Jeszcze nie w 100%, bo jak cos się kończy, szczególnie słodkie posiłki, to nadal mam w głowie „smutno, chce więcej”. Ale to trwa chwile. Potem zwyczajnie zajmuje się czymś innym.
          Próbowałaś Ani jadłospisów? Mi osobiście dużo łatwiej było, kiedy z gory wiedziałam co będę jesc. Wtedy jeden posiłek się kończył i było to poczucie bezpieczeństwa, ze na następny tez się najem (ale będę musiała tylko troche poczekac).
          Spróbuj. Obiecuję, że obsesja minie.

          Jestem akurat świeżo po kilkudniowym festiwalu z chłopakiem. I oboje jesteśmy smakoszami- uwielbiamy próbować nowych smaków. Codziennie jedliśmy jeden posiłek tam na miejscu. Cos rozsądnego, ale tez bez przesady. I on zdecydowanie szybciej tracił zainteresowanie jedzeniem. Najadł się i po jedzeniu.
          A we mnie zawsze przez moment była ta myśl „a może być tak wziąć drugi obiad i cos słodkiego do tego..” ale to tylko taka bardzo krótka myśl. Żadna katorga. Tylko jakiś głosik, który bez problemu, bez męczarni udawało mi się przyciszyć słowami „to by nie było normalne. A Ty jesteś normalna już”, a potem wstawałam od ławki i w droge. Jak mnie nachodziła ochota na słodkie (bo moim zdaniem to normalna cześć ludzkiej natury, to dla pewności, ze to nie wilk, również starałam się ignorować to, ale zwykle mój chłopak tez się odzywał w tym czasie, ze by cos słodkiego zjadł. I wtedy co? Jesteśmy na festiwalu, na który cały rok czekaliśmy. Mamy się dobrze bawić!
          I wtedy szliśmy po cos dobrego i braliśmy sobie porcję (zwykle w najmniejszej opcji) na pół.
          Smak przetestowany, zdrowy rozsądek zachowany i wszystko super.
          Także jeszcze raz- tak, obsesja znika. Ale i tak pozostaniesz człowiekiem. Ja się staram obserwować ludzi, żeby na nowo nauczyć się jesc. Szczególnie, ze na codzień jestem weganką, która je baaardzo duzo warzywek i moje porcje są duże, bo są zwykle niskokaloryczne. Więc potem, w święta, czy u teściów jest ten problem ile jesc, bo jem zupelnie inne rzeczy.
          Ale wtedy po prostu dubluję porcje innych kobiet. Choć wtedy najczęściej najchętniej bym jadła dużo więcej niż one.. No ale jakoś zwykle daje rade, a po kilkunastu minutach już się uspokajam i tracę zainteresowanie dalszym jedzeniem.
          I coraz lepiej mi idzie. Jestem teraz na takim etapie, ze na codzień jestem względnie zdrowa. Pułapki czychają natomiast właśnie w momentach typu „święta, imprezy, kotwica- o której Ania ostatnio pisała”. Ale i w takich sytuacjach sobie coraz lepiej radze. Ty tez możesz.
          Naprawdę przemyśl zakup jadłospisu.

          Dodam jeszcze, że zauważyłam, iż normalność to nie kompletne wylanie na figurę, ani jedzenie. My wilczyce prawdopodobnie całe życie będziemy dbać o swój wygląd. Ale to nie zaburzenie, tylko taka nasza cecha. W końcu z jakiegoś powodu u każdej z nas to się kiedyś zaczęło..
          W dodatku osobiście uwielbiam gotować i uwielbiam jeść. Ale teraz po ugotowaniu czegos dobrego, zjadam swoją porcję i nie czuje już tego parcia, żeby zjeść cały świat. Co nie zmienia faktu, ze dalej potrafię przed snem myśleć co by tu rano zjeść na śniadanie. Ale nie czuje ochoty, żeby pójść i odrazu sobie je zrobic i jesc, tylko zwyczajnie wiem, ze na śniadanko czas jest rano i spoko. Będzie rano. A po prostu lubię wymyślać nowe rzeczy. Dlatego sobie myślę o śniadaniu.
          Jakbym np kochała malować, to pewnie bym rozmyślałam co namalować następnego dnia.
          Normalność. Wydaje mi się, że często mamy zbyt ekstremalne podejście do tego wyrazu.
          Mam nadzieję, ze troche wyjaśniłam Ci sytuację.

          • Ola Lipiec 11, 2018 w 2:04 pm

            Dziękuję Ci za odpowiedź. Jestem 3 dzień na „normalnym jedzeniu” i przyszło olśnienie. Zorientowałam się, że niesamowicie trudno jest normalnie jeść. Dlaczego? Bo nigdy tak nie jadłam i nie wiem nawet ILE to jest!
            Jedyne co umiem to jeść albo super mało, albo super dużo!

            Jak zjem więcej niż dieta 1000 kcal przewiduje, to już mi się włącza w głowie: „no to równie dobrze możesz zeżreć paczkę chipsów. I tak już przytyjesz”. Mój mózg uważa normalne jedzenie za obżarstwo!

            Ale jestem „trzeźwa” trzeci dzień i jestem pełna nadzieji. Za radą Ani włączyłam chleb, ryż i ziemniaki do diety.

            Twoja historia Wanessa bardzo mnie podbudowała i mam nadzieję, że jak na początku sierpnia będę jechać na wakacje to będę się cieszyć nimi a nie perspektywą żarcia.

    • Aga Lipiec 8, 2018 w 6:07 pm - Odpowiedz

      To prawda jest mnostwo postów o tym jak z obsesyjnego myślenia o jedzeniu przejść do normalnego, zwyczajnego stosunku do jedzenia. Ja te posty czytalam i poczatkowo cały czas jednak probowalam dzialać po swojemu i przez kilka lat probując byc na diecie 1600 przytylam a nie schudlam bo miałam napady. Dopiero kiedy nie mialam juz nic do stracenia i zaczęlam jesc normalnie wedlug zapotrzebowania moja waga sie unormowała a moj stosunek do jedzenia stał się bardzo intuicyjny, nie paniczny.

    • Karolina Lipiec 8, 2018 w 7:47 pm - Odpowiedz

      Komentarz przykry smutny ale niestety prawidziwy .. wszytsko wiemy staramy się słuchamy rad czytamy bloga a życie nadal wyglada tak samo i kręci się wokół jedzenia … często podczas jakiegokolwiek wyjścia wycieczki itp . Rodzina widzi ze jestem naburmuszona zła narwowa jakbym nie miała ochoty spędzać z nimi czasu a mnie poprostu niszczy chory stosunek z jedzeniem .

    • Matylda Sierpień 1, 2018 w 3:54 pm - Odpowiedz

      tez tak mam, tylko że ja nie chodzę wymiotować a do anoreksji mój wilk by w życiu nie dopuścił… ja po prostu uwielbiam jeść aż po samo gardło, po zwykłym zjedzeniu obiadu wydaje mi sie ze sobie pojadłam, a za 15 min mogłabym zjesc drugie tyle.. staram się zająć czyms innym ale nie moge przestać myśleć o jedzeniu i o tym uczuciu ssania…..zapijam woda kawa i tak odliczam i męczę się :(( a jak zjem tak zeby sobie pojesc nawet nie przetworzone jedzenie to zaraz waga do góry :/

  6. Edyta P Lipiec 9, 2018 w 4:30 pm - Odpowiedz

    Nie jesteście same..Ja ostatnio byłam z siostrą i dziećmi na wycieczce i byłam tak spięta (z powodu nie objadania się-ale wcale nie zarzuciłam sobie też restrykcji),że pytała się mnie później czy jestem na nią zła i była przekonana,że się na nią pogniewałam a ja po prostu miałam „czysty”dzień…

    • Wilczo Glodna Lipiec 9, 2018 w 6:12 pm - Odpowiedz

      Czyli to nie był czysty dzień, ale głodowy. Jak się je normalnie (czyli nie jest się głodnym), nie ma się takiego stresu.

  7. Marta Lipiec 9, 2018 w 4:39 pm - Odpowiedz

    Ja mam wrażenie, że bez wsparcia nie dam rady. Sama się nie pohamuję, a nikt nie rozumie mojego problemu. Zastanawiam się czy nie skorzystać z pomocy psychologa. Tak bardzo chciałabym przestać myśleć o żarciu. Jak myślę o tym, że inni potrafią po posiłku myśleć lub zająć się czymś innym to chce mi się wyć. Też tak kiedyś mogłam, a teraz…

    • Wilczo Glodna Lipiec 9, 2018 w 6:13 pm - Odpowiedz

      Kochana,

      To chodź do mnie na mentoring. Już ja Cię tak wyszkolę, że zapomnisz że miałaś kiedyś problem. Warto.

    • mała-zołza5 Lipiec 9, 2018 w 7:04 pm - Odpowiedz

      Nie idź do psychologa, tylko znajdź dobrego psychoterapeutę.

  8. Diuretyczka Lipiec 9, 2018 w 8:00 pm - Odpowiedz

    Hej kochane;).
    Ja z zupełnie innym pytaniem, problemem:
    Czy są wśród was osoby, które są uzależnione od diuretyków( środków moczopędnych) ? Problem towarzyszy mi w bulimii jako dodatkowy sposób kompensacji (tym razem jako odwodnienie-utrata wagi) od lat. Nie mogę żyć bez tych tabletek chociaż wiem, ze robię sobie krzywdę. Jestem ciekawa czy ktoś ma z tym problem ?

    • lekolubna Lipiec 9, 2018 w 11:36 pm - Odpowiedz

      Witaj Diuretyczko 🙂
      Na odwodnienie od kilku lat biorę furosemid. To lek na receptę, ale dostaję go „po znajomości” od farmaceuty. Bez furosemidu puchnę, ledwo cokolwiek mogę wysiusiać, nawet jak wypiję 2 litry wody na raz :/
      Dodam jeszcze, że nie wymiotuję w ogóle, ale za to biorę środki na przeczyszczenie. Połykam dulcobis codziennie od 10 do 40 tabletek. Były też u mnie momenty szczególnej rozpaczy, gdy łykałam po 100 tabletek:( bez tego nie mogę już się załatwić, totalnie rozleniwione jelita.
      Tak samo jak Ty, nie mogę przestać łykać tych moich „wspomagaczy”. Zdaję sobie doskonalę sprawę, że moje jelita i nerki prawdopodobnie wyglądają już jak sito… jednak oczywiście najważniejsze jest dla mnie to, by schudnąć :/
      A wszelakie leki przeczyszczające i moczopędne powodują – może ułudną, ale jednak -utratę wagi. Stajesz na wagę, widzisz 1,5 kg mniej i już jakoś troszkę bardziej chce się żyć

      Przydałby się post o tym. Jak rzucić leki przeczyszczające i moczopędne? jak unormować pracę jelit i nerek?

      Bo to wcale nie takie proste:( Raz powiedziałam sobie „stop!” i nie brałam dulcobisu przez 6 dni. Przez ten czas nie zrobiłam kupy ani razu, za to nabawiłam się jakiegoś podtrucia. Rano budziłam się i miałam żółć w ustach. Spałam po kilkanaście godzin dziennie i za nic nie mogłam się wyspać…ach! no i jedyny „plus”… pierwszy raz w życiu nie miałam apetytu i po posiłkach chciało mi się wymiotować.

  9. Diuretyczka Lipiec 10, 2018 w 5:20 am - Odpowiedz

    Lekolubna a już myślałam ze tylko ja takie leki załatwiam po znajomosci.. Bez furosemidu, toramide i innych moczopędnych tez nie mogę za bardzo się wysikać. Puchnie tak ze mam wrażenie ze chce mi rozsadzić nogi ;( Z dulcobisem mam podobny problem. Jestem załamana bo co próbuje odstawić to też nie ma takiej opcji żebym się zalatwila.

    • lekolubna Lipiec 10, 2018 w 7:12 pm - Odpowiedz

      Diuretyczko, dokładanie tak! Pierwsze co mi puchnie bez furosemidu to do nogi (zwłaszcza łydki) i dłonie. Mam wrażenie, że moje kończyny magazynują wodę jak wielbłąd. Biorę furosemid ok. 2-3, czasem 4 razy w tygodniu. Dobrze, że silne leki moczopędne są na receptę i że „spod lady” udaje się załatwić jedynie ograniczone ilości. Gdyby było inaczej, pewnie wiele z nas bez diuretyków w ogóle nie mogłoby się -za przeproszeniem – wysiusiać :///

      A co do dulcobisu; pewnie jakby nie rzucać go od razu, tylko stopniowo zmniejszać dawkę tzn. brać 15,10,5 itd tabletek dziennie, to może coś by się zaczęło dziać w tych naszych jelitach. No ale niestety… u mnie zazwyczaj „odwyk” wygląda tak: biorę coraz mniej, mniej, mniej NAPAD znów 40 tabletek, potem 20, potem mniej, mniej NAPAD…
      Mam przykre wrażenie, że dopóki nie poukładam sobie spraw związanych z jedzeniem, dopóty nie rzucę leków…

  10. Sabina Lipiec 10, 2018 w 7:52 am - Odpowiedz

    Wyniosłam nawyk z czasów szkolnych, że kiedy jedzie się na wycieczkę, to pakuje tonę żarcia w teczkę :/ ledwo autobus ruszał spod szkoły, zaczynały szelescic papierki chipsów i batonów. 25 lat później, kiedy zakochałam się w górach, zaczelam niestety powielać ten sam schemat. Co tydzień góry, więc co tydzień batoniki itd. I z każdego wyjazdu (a było ich dużo) wracałam cięższa. W końcu zdałam sobie sprawę, że jest to dzień jak co dzień. Owszem – spala się czasem 1500 kcal ale to jest tylko jeden dzień, a organizm ma z czego brać (boczki). Staram się jeść tylko wtedy, kiedy jest głodna (nie na zapas) i tylko potrawy przyrządzone w schornisku (np. Zupa). Nie mniej.. Długa droga przede mną 😛

  11. Już nie chuda Lipiec 10, 2018 w 9:37 pm - Odpowiedz

    Ja właśnie jestem na wyjezdzie z 4 znajomych.
    Ja na sniadanie jem puszke fasoli albo serek wiejski i marchew, a oni… Gar owsianki, ogrom masła orzechowego i dżemu, a potem poprawiają tortillą z nutellą i snickersem.
    Na 1 posiłek jedzą tyle kcal co ja przez 2dni i wiem, że i tak to nie ja schudnę, a nawet jeśli, to już widzę jak po powrocie rzucam sie na jedzenie bo nosi mnie, jak widzę ze jedzą hot dogi na stacji benzynowej a mi NIE WOLNO…

  12. Emilia Lipiec 10, 2018 w 10:27 pm - Odpowiedz

    Dziewczyny! A mnie tak bardzo ciekawi jeden temat. Nie wiem czy Ania poruszyła go na swoim blogu, czy go przegapiłam? Mianowicie- flaki/brzuch. Co z Waszym zoladkiem? Jelitami? Ja walczę z wilkiem ( kompulsje- ani bulimia ani anoreksja) od jakiegoś roku. Od pół roku mam tak rozwalone flaki, że płakać mi się chce jak patrzę w lustro i widzę tak nabrzmialy brzuch -obojętnie co bym zjadła. Przez napady oprócz popsutej psychiki z normalnej zdrowej dziewczyny zrobiła się „fizyczna usterka” . Naprawdę ja kiedyś nie Myslaalm o tym jak problematyczne mogą być sprawy związane z jelitami i jak bardzo na co Dzień się mecze. Dla tego strasznie mnie ciekawi jak to wygląda u Was ? Mam kolejnego gastrologa umowiinego zobaczymy co powie bo już opadam z sil …- na własne życzenie !!!

    • Wilczo Glodna Lipiec 10, 2018 w 10:51 pm - Odpowiedz

      Ale co masz z flakami? Coś Ci zdiagnozowali?

  13. Krysia Lipiec 11, 2018 w 12:00 am - Odpowiedz

    „Jeść do syta, bez ograniczania, bez cięcia makroskładników, ale także bez przeżerania się.”
    Aniu jesteśmy tu dlatego że właśnie to NIE DZIAŁA. Przynajmniej ja. Ja się nie głodzę i nigdy nie głodziłam. U mnie to tak działa: „Zacznij jeść normalnie”. Więc zaczynam. Kromka chleba z szynką. Ale po 15 minutach JESTEM GŁODNA. Druga kromka chleba z szynką.Dalej jestem GŁODNA. Po prostu głodna. Sałatka warzywna, miseczka. Za 10 minut druga. Głód dalej dokucza. Teraz to już jest coś dziwnego – czuję że mam pełen żołądek ale jednocześnie czuję w nim ssanie. Jeśli nie zjem, nie będę w stanie skoncentrować się na pracy. Potem pojawi się uczucie paniki i jakieś takie dziwne rozedrganie, trzęsienie w środku, potem zrobi mi się słabo. Nie zjadłam ani jednego słodycza który by spowodował whania poziomu cukru we krwi. Ale muszę coś zjeść bo żołądek wywraca mi na lewą stronę. Jem coś zdrowego – 2 ziemniaki, miseczkę surówki, kawałek mięsa. Czuję się pełna i dalej głodna. Dokładam jedną porcję. Wstaję od stołu i… czuję że się zaraz porzygam z przejedzenia. Lecę do kibla. Tak u mnie wygląda jedzenie intuicyjne.
    Inna porada – wyrzuć wagę z kuchni. Wyrzuciłam i po tygodniu moje porcje były dwa razy większe. Bo łyżka orzechów może mieć 10 g albo 50 g (mam taką).
    Ale najbardziej rozkładają mnie dwie porady: Pierwsza to: „zjedz JEDEN kawałek”. Przecież gdybyśmy potrafiły zjeść jeden kawałek to „wilczogłodna” nie miałaby o czym pisać!!! Właśnie tego nie potrafimy – zjeść jednego kawałka! Właśnie to u nas szwankuje i dlatego mamy bulimię. Bo NIE POTRAFIMY przestać jeść. Poprzestać na jednym kawałku. To po czym „normalni ludzie” czują błogość i przyjemną sytość, u nas tylko potęguje głód. GŁÓD.
    Druga złota rada to „kiedy chcesz się obeżreć” to zrób cokolwiek, zadzwoń do przyjaciela, idź na spacer. Doprawdy???? Ojej! A to tak można???? Już widzę tę kolejkę przyjaciół, którzy nie mają nic do roboty jak tylko czekać na kolejkę od Krysi. Może i ta rada by się sprawdziła gdybyśmy były jedynymi osobami chorymi w naszym otoczeniu złożonym z samych superzdrowych emocjonalnie wspaniałych przyjaciół o osobowości chłopaka Ani. Ale tak nie jest. Ludzie wokół nas mają swoje problemy i często swoje nałogi, jeszcze gorsze od naszego. I oni też chcieliby móc liczyć na nas zawsze gdy oni zadzwonią. A czy mogą, np. gdy ze swoim telefonem wstrzelą się akurat w sam środek sesji obżarstwa? No raczej nie…
    Bo bulimia jest dlatego że te „normalne” odruchy i zachowania u nas nie działają. I dieta nie jest JEDYNĄ przyczyną, do której sprowadza ją Ania w swoich blogach. Ja jestem przykładem – nigdy się nie odchudzałam i nigdy nie nienawidziłam swojego ciała. Zaczęłam się objadać bo chciałam za wszelką cenę zadowolić otoczenie wokół mnie. I nigdy nie miło to nic wspólnego z dietą.

    • Karolina Lipiec 11, 2018 w 7:38 am - Odpowiedz

      Mam identycznie .. na początku mojej kariery z bulimia rzeczywiście głodziłam się liczyłam kalorie miałam początki anoreksji ale to było ponad 4 lata temu a teraz .. teraz jem poprostu dużo naprawdę i to nie zadawała mojego żołądka nawet w połowie .. po obiedzie jestem głodna a zjem więcej niż mój chłopak. Każdy posiłek nie ważne jak duży nie zadowoli mnie a jeśli zjem za dużo do mdłości lecę do łazienki i tak w kółko . Wiadomo są dni kiedy jest lepiej wygrywam walkę ale to powraca jeden dzień super i znowu czasem kilka dni bez wymiotów i znów .. taka jestem niby mądra tyle wiem czytam bloga stosuje się do rad i nic ..

      • Wilczo Glodna Lipiec 11, 2018 w 10:07 am - Odpowiedz

        Kochana, masz na pewno rozciągnięty żołądek.
        Dwa; cokolwiek by się nie działo, nie leć do łazienki. Przeczytaj post „Decyzja”.

        • Karolina Lipiec 11, 2018 w 12:23 pm - Odpowiedz

          To z pewnością .. i nie wiem co z tym zrobić . Czytałam o ekstremalnym głodzie niby wszystko ma wrócić do normy ale jak skoro żołądek nie skurczy się od ciągłej dużej ilości jedzenia a ograniczenie jedzenia doprowadzi do napadów i koło się zamyka

          • Wanessa Lipiec 13, 2018 w 1:03 am

            Miałam tak ponad rok temu przez jakiś czas. Wywnioskowałam, że to przez rozwalone pory jedzenia typu „jem cały czas” – cały czas jestem głodna.
            Co u mnie podziałało?
            Ustalić sobie jadłospis- 3-4 posiłki w obliczonej odpowiedniej dla mnie dawcę kalorycznej. I najważniejsze- jeść je o określonych porach. Zero podjadania pomiędzy. Pierwsze 2 dni są ciężkie, a potem ssanie mija.

            Warto zaznaczyć, że sygnały głodu to nie tylko „brak paliwa”.
            Za uczucie głodu odpowiadają hormony. Grelina itd. Organizm przyzwyczaja się do pór w których ma je wydzielać. Jeśli jesz cały czas (tak jak piszesz- co 15min), to cały czas będziesz głodna!
            Błędne koło
            I jednocześnie zwykła ludzka fizjologia. Naukowe fakty.

            Ja z tego wyszłam, to Ty tez możesz
            Trzymam kciuki Kochana

    • Wilczo Glodna Lipiec 11, 2018 w 10:02 am - Odpowiedz

      Kochana, ale to masz do mnie pretensję, że dzielę się tym co podziało u mnie i, jak widać po komentarzach, setek innych osób?
      Jak to NIE POTRAFIMY? Oczywiście, że potrafimy! JEżeli heroinista potrafi nie wstrzyknąć sobie heroiny to my też.
      Z tego co piszesz już widzę kilka błędów, które mogłabyś ogarnąć, ale aż się boję teraz cokolwiek powiedzieć 😉
      Powodzenia!

  14. Krysia Lipiec 11, 2018 w 12:03 am - Odpowiedz

    Miało być na „telefon od Krysi”

  15. Diuretyczka Lipiec 11, 2018 w 9:22 am - Odpowiedz

    U mnie najgorsze napady nie wywołują słodycze czy potrawy zawierajace dużo węglowodanów ale jedzenie które ma baaardzo dużo tluszczu : salami, ser żółty, tluste mięsa. Po prostu potrafię kupić salami w kawałku i bach ! Na jeden raz. Do wszystkiego co można dodaje tłuszcz ;/

  16. Beata Lipiec 12, 2018 w 7:58 pm - Odpowiedz

    Jestem teraz na wakacjach, staram się jakoś nor-ma-lnie jeść ale wpadam w panikę gdy nikt nie jest głodny przez 6 godzin na plaży tylko ja. I jem. Wpadam w panikę gdy po wieczornym piwku zjadam paczkę kabanosow. Nie mogę tego wszystkiego ogarnąć. Staram się być jak najbardziej aktywna, ale czuję się jak jakiś dziwoląg bo wszyscy mają w nosie co i kiedy jedzą a ja wszystko analizuję.

    • Wanessa Lipiec 13, 2018 w 1:19 am - Odpowiedz

      Beatko,
      Nawet kiedy jesz już normalnie, to nadal pozostaje jeszcze jedna kwestia z ED- nasze myśli. Nad nimi również trzeba troszkę popracować.
      Ja jestem teraz na takim etapie, że teoretycznie jem normalnie. Nie mam napadów. Ale jestem teraz przez miesiąc w domu rodzinnym, gdzie troszkę mniej się ruszam. I niby jem troszkę mniej, ale tu czasem 2 gałki lodów wpadną, bo rodzinką sobie nad morze pojedziemy, albo tam cos wpadnie. I widzę, ze nie tyję. I niby jem normalnie. Bo nawet się jakoś specjalnie kontrolować nie muszę. Jeśli, to bardziej w kierunku- nie przytyjesz 3kg od tych dwóch gałek, wszyscy jedzą, to przecież nic Ci się nie stanie, jak tez zjesz. I jem.
      A pracuję głównie właśnie nad myślami. Bo nie mam napadów. Jem 80-90% nieprzetworzone jedzenie. Nie tyje. A mózg i tak lekko panikuje, gdy rano mam spojrzeć w lustro, ze zobaczę, ze jest mnie więcej..
      Do pełni zdrowia brakuje mi już tylko wyłączyć to myślenie.
      Pracuję nad tym w ten sposób, ze gdy przychodzą te myśli, to zamiast siedzieć i się zamartwiać, ze będę gruba, to po prostu się czymś zajmuję- zadzwonię do kogoś, poczytam coś ciekawego na internecie (np jakiś wpis Ani sprzed paru miesięcy- tak dla przypomnienia 😉 )
      I małymi kroczkami ide w dobrym kierunku.

      A z doświadczenia już wiem, ze nawet jeśli przez ten miesiąc przytyję kilo, dwa, to:
      1) świat się nie zawali
      2) nikt tego nawet nie zauważy (ludzie zwykle nie zauważają centymetra w biodrach więcej ;P )
      3) wrócę do swojej codzienności i po dwóch tygodniach bez większych starań waga mi wroci do normy

      Życie jest za krótkie, żeby się martwić tym jak wyglądamy
      A tym bardziej wakacje !
      Ciesz się dziewczyno, zamiast niszczyć sobie ten czas

  17. Sonia Lipiec 13, 2018 w 8:21 pm - Odpowiedz

    Trochę bzdura z tym, że to nie jest OKAZJA i może zjeść później, w domu. No nie, meksykańskie DOBRE jest w Meksyku więc trzeba wykorzystać na maksa, włoskie we Włoszech itd. Sorry. Wakacyjne żarcie to nie tylko frytki, gofry i kebab. To mnóstwo tuczaych lokalnych smakołyków, których nie ma nigdzie indziej. I co? ZARLOK ma rację, jest okazja haha

  18. Mona Październik 11, 2018 w 8:27 pm - Odpowiedz

    Masakra, jak czytam to mi się chce płakać ;( Ty piszesz do mnie! Obie wersje są mi DOSKONALE znane!! Szykuje mi sie wyjazd na 3 tygodnie do hotelu w którym będzie szwedzki stół, a obiady serwowane dla każdego. Do tego będą dzieci. A ja nie lubię jak jedzenie się marnuje. No i ten bufet szwedzki…. Pewnie będę robić „na potem” bo takie dobroci że wszystkiego naraz nie dam rady wypróbować” Ale…. po tym wyjeździe oczywiście biorę się za siebie. Przed nim nie ma sensu no bo przecież trzeba skorzystać z pysznego jedzenia, za którre przecież płacę. Część mnie uświadamia mi teraz jakie to głupie co piszę, a część mnie uważą to za oczywiste…

Zostaw komentarz