Nie mogę tego zjeść. Będę miała atak. Wiem to.
No chyba, że na serio tylko kawałeczek. Malutki.
I jeszcze tylko jeden.
A teraz, już ostatni…
Jak to nie? Zjesz jeszcze tylko trochę i przestaniesz.
1. Tylko się ograniczasz i ograniczasz, przecież tobie też się coś od życia należy!
2. No tak, zjadłaś już prawie pół, to teraz to równie dobrze możesz wziąć jeszcze kolejny.
3. No zjedz, co za różnica! I tak to zwrócisz i nie przytyjesz.
4. Chorujesz już X lat, to jeszcze ten jeden ostatni raz nic nie zmieni.

Czy tak wygląda mniej więcej zapis twoich myśli, rozkręcających napad? Od gryzka do gryzka, od kęska do kęska. Aż przychodzi decydujący moment, kiedy jeszcze można przestać…
Ale wtedy zjawia się ona: Wilcza Suka.
Przyłazi ze swoimi brudnymi szczeniętami, i otacza cię ciasnym kręgiem.
To taka myśl, której nie możesz się oprzeć. To decydujące popchnięcie w plecy, w ramiona Wilka. Przekraczasz cienką linię własnej woli.
To myśl, pod którą pada ostatni bastion chęci poprawy, postanowień, zdrowego rozsądku. Po niej wchodzisz w inny świat. Zostawiasz siebie za jego drzwiami i jesz.
Otrzeźwi cię dopiero nieznośny ból brzucha i koszmarne mdlenie.
Jak to się stało? Jak to w ogóle jest możliwe?

To ta myśl, ta suka! To jej wina!
Dla mnie była to zawsze:
No zjedz, co za różnica! I tak to zwrócisz i nie przytyjesz.
Po jej pojawieniu się, wzruszałam ramionami i pytałam się sama; no właśnie, co zmieni ten jeden raz?
I szło.

Robimy rzecz straszną, niewyobrażalną i szokującą. Coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca. Nigdy.
I wiemy to doskonale.
Marnować jedzenie w taki brudny, wstrętny sposób…
To naprawdę ja to robię? Ta dobrze wychowana, inteligentna osoba?
Nikt, nigdy nie może się dowiedzieć.
Nawet ta racjonalna część ciebie, dla której wszystko musi mieć sens i porządek.
Zwłaszcza tam nie powinno dopuszczać się tej okropnej prawdy! Dla własnego dobra.
Inaczej Twoja psychika zgrzytnie w posadach i wykrzywi się.
Nie można to tego dopuścić! Nie można tego, za wszelką cenę, zobaczyć!

Dlatego potrzebujesz tej suczej myśli. Ona ułatwia napad. Racjonalizuje go. Nie wygląda on już tak strasznie i śmiesznie za razem. Ma sens.
No bo przecież, nie można nie zgodzić się z jej twardą logiką: Nie warto przerywać niczego w połowie. Albo: Coś mi się od życia należy!
Ta myśl, matka wilków, bierze nas pod swoje skrzydła i przeprowadza na drugą stronę.
Tak jak matka, ma nas chronić i robi to, najlepiej jak może. Chroni nas przed rozpadem i szaleństwem.
Pytanie tylko, czy TY tego jeszcze potrzebujesz?

A teraz bardzo ważne:
Przyjrzyj się teraz swoim przednapadowym myślom. Co do siebie mówisz? Jak sobie racjonalizujesz atak? 
Jaka myśl sprawia, ze puszczają ostatnie hamulce, a ty wchodzisz w inny stan świadomości?
W stan, gdzie napad wcale nie wydaje się już zbrodnią na własnym ciele i duszy.

Bardzo polecam Ci zapisać te myśli na kartce, tak, jak pokazane jest to na początku tekstu. Potem zaznacz tę potężną. To jest Twoja wilcza suka.
Spójrz jej w oczy.

Będzie do Ciebie przychodzić za każdym razem, gdy wyjedzenie całej zawartości lodówki wyda się nagle spoko pomysłem.
Lecz teraz już wiesz kim jest i znasz jej imię,  więc rozpoznasz  ją z daleka.
Od tej chwili, już nigdy nie zajdzie cię od tyłu i nie złapie za kark, jak swoje młode. Nie poniesie bezwolnie w ciemność.
Teraz, gdy się tylko pojawi, wykrzykniesz w myślach: A mam cię, suko!
Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz. Chcesz mnie chronić i dlatego kłamiesz! Ale ja cię już nie potrzebuję i nie chcę!
Wtedy staniesz z Wilkiem w oko w oko. Zupełnie sama. I zupełnie sama będziesz musiała podjąć decyzję, czy mu się poddajesz, czy nie.
To przerażające prawda?

Ale wtedy, przypomnij sobie, że masz nas: Wilcze Stado. Biegnij do niego co sił. Masz jeszcze chwilę! Zdążysz otworzyć komputer. A tam po drugiej stronie zawsze będzie ktoś czekał.
Możesz ukryć się w nim, poprosić o pomoc.
Ogrzejemy, ochronimy.
Wilk kłapnie i odejdzie. Razem ze swoją suką.