Do rzeczy. Co robić, gdy wszystko jest zapalnikiem?

Bardzo często dostaje pytania takie jak to:
„Rano zjem kanapkę z którą biegnę do toalety.  Płatki owsiane niby nic złego a też wymiotuje. .. Potem obiad, owoc czy nawet herbata,  kawa i jest tak samo.”

Zawsze wtedy dociekam: głodzisz się?
Nie, ale…
I okazuje się, że Wilczyca je nieregularnie; w jeden dzień się objada, w drugi nie je nic.
Albo tak: tydzień wyżery, tydzień na „diecie”.
I tak w kółko Macieju.

A prawda jest taka: nawet jeden dzień odmawiania organizmowi podstawowego prawa do pożywienia, sprawia, że dostaje on świra!
Uruchamia się syrena alarmowa i tryb „Przeżyć”.
Wtedy nawet niewinne płatki owsiane mogą stać się okazją do niekontrolowanego opychania się.
A słowo „niekontrolowany” jest tu jak najbardziej na miejscu. Zwierzęcy instynkt bierze górę nad umysłem.

Nasze ciało nie wie, że żyjesz w kraju, w którym sklepowe półki uginają się od jedzenia. Ono myśli, że ciągle jesteś w jaskini, i to w trakcie koszmarnej suszy.
Reaguje więc natychmiast: Uwaga uwaga, pojawiło się jakieś jedzenie! Nie marnujemy takiej szansy!
I zmusza cię do wzięcia kolejnej dokładki.
Ale na serio cię zmusza, dosłownie. Rozwinę ten temat jeszcze nie raz.

zapalnikiem

Na razie przytoczę piękny cytat, który trafnie opisuje ten mechanizm. Jest to fragment z mojej ulubionej książki Stephena Kinga, „Dziewczyna, która kochała Toma Gordona”
Kiedy to mała, zagubiona od wielu dni w lesie Trisha łapie w strumyku pstrąga, i brzydzi się go zjeść :

„Trisha wzięła małą wybebeszoną rybkę za ogon, zaniosła z powrotem do strumienia i wymyła, by oczyścić z igieł i brudu. Następnie odchyliła głowę w tył, otworzyła usta i odgryzła połowę małego pstrąga. Poczuła pod zębami delikatne ości, umysł próbował podsunąć jej obraz oczu ryby wyskakujących z głowy i lądujących na języku niczym dwie krople galarety. Nim obraz ten zdążył się wyklarować, ciało po raz kolejny przejęło kontrolę nad umysłem, tym razem naprawdę brutalnie. Umysł może sobie funkcjonować, gdy ktoś będzie go potrzebował, wyobraźnia tak samo, lecz na razie rządziło ciało, a ciało marzyło o kolacji.”

Zawsze mam ten obraz przed oczami, jako ilustrację działania naszego instynktu samozachowawczego.

Więc jeżeli wszystko jest zapalnikiem, zastanów się, czy nie uruchamiałaś go ostatnio zbyt często.

No dobra, ale ja się nie objadam tą owsianką. Jem normalną porcję, a i tak wymiotuję.
Powody są takie same: tak rozregulowałaś naturalne odżywianie, że cały system szaleje.
Jak przeciążony komputer.
Jedyne co możesz zrobić, to natychmiast podjąć wysiłek wyregulowania pór i ilości tego co jesz. Mało atrakcyjny pomysł? Nie mam innego, przykro mi.
Niech to tym razem będzie mądra dieta, najlepiej ułożona przez dietetyka (do usług moja Justyna).
Wytrzymaj te pierwsze trudne dni, a zobaczysz, że dziwne odruchy znikają. Wszystko stabilizuje się, uspokaja, a myśli jaśnieją.
Brzmi zbyt pięknie?
Natura w swojej mądrości jest niezwykle piękna. I prosta.

Wiem, że pierwsze próby będą wiązały się ze sporym dyskomfortem. Ale to nic w porównaniu z tym ostatecznym dyskomfortem zmarnowanego w cierpieniu życia.

Uwaga edit z 10.10.2019! To jest teks powstały w początkach mojej działalności. Po latach rozwoju i doświadczeń, wcale już tak nie uważam. Wiem teraz ponad wszelką wątpliwość, że powrót do normalnego jedzenia, które nie wyklucza żadnych produktów spożywczych, jest możliwy. Po prostu jedzenie, jako jedzenie nic Ci nie może zrobić. To przedmiot nieożywiony i tylko nasza kreatywna energia umysłu może przypisać mu jakieś inne, nadnaturalne znaczenie. 

Jeżeli nie wiesz co teraz, sięgnij do moich nowszych postów lub zadaj mi pytanie na wilczoglodna@gmail.com