• zachcianki

Zachcianki a potrzeby

Niedawno rozmawiałam z moją podopieczną, która obawia się, że odkąd nie odlicza kalorii i nie waży pokarmów, narobi sobie niechcący niedoborów makro i mikroelementów. Nie martw się – uspokoiłam ją – organizm sam da Ci znać czego potrzebuje, domagając się na tyle różnorodnego jedzenia, aby dostarczyć sobie wszystkich odpowiednich składników. Wystarczy go po prostu słuchać.
No dobrze – usłyszałam w odpowiedzi – ale jak odróżnić zachciankę od prawdziwej potrzeby?

No właśnie, to teraz uwaga; zachcianka w swojej istocie, JEST potrzebą organizmu.
Ale zanim cała szczęśliwa pobiegniesz do kuchni, wyjeść słoik Nutelli, na który masz zachciankę, (jak to? To potrzeba!), przeczytaj ten artykuł do końca.

*

Jak komunikuje się z nami nasz organizm? Sygnałami, które do nas wysyła. Jeżeli chce mu się pić CZUJEMY dyskomfort, suchość w ustach, osłabienie. I wiemy od razu co robić, prawda? Wiemy, że trzeba szukać wody i nie pomylimy tego uczucia z niczym innym, na przykład z brakiem snu.
Z kolei jeżeli brakuje nam snu, całe nasze ciało, aż wzywa „połóż się”, a nie na przykład „idź do toalety”.

Z jedzeniem jest podobnie, aczkolwiek sprawa jest bardziej skomplikowana. My ludzie, potrzebujemy różnorodnych składników odżywczych, po to by przeżyć i sprawnie funkcjonować. Nasza dieta z założenia musi być bogata.
Taki mały eksperyment myślowy: wyobraź sobie, że jesz codziennie dokładnie to samo – na śniadanie, obiad i kolację – toczka w toczkę jeden posiłek. Ile dni byś tak wytrzymała? Nawet jeżeli byłyby to Twoje ulubione danie, to nie mogłabyś po jakimś czasie na nie patrzeć.
Dlaczego? Dlatego, że Twój organizm w ten sposób broni się przed niedoborami witamin i minerałów. Przecież cały czas jedząc to samo – powiedzmy składnik X, nigdy nie dostarczymy sobie składnika Y, który znajduje się w innym pożywieniu.
Zerknij do artykułu, gdzie opisywałam fenomen zwany rabbit starvation (króliczy głód)

Idąc dalej; dlaczego ludzie, którzy nigdy w życiu nie słyszeli ani o kaloriach, ani o mikro czy makro są szczupli i nie mają żadnych niedoborów? Kiedy podróżowałam po Azji, zapuszczając się na tereny gdzie diabeł mówi dobranoc, nie widziałam ani jednego człowieka z nadwagą. Jak to się dzieje, że kobieta z Kambodży, mieszkająca w szałasie z palmowych liści i nie mająca we wsi żadnego sklepy, wygląda jak okaz zdrowia i siły, a my, mając dostęp do jedzenia z całego świata, w przydomowej Biedronce, mamy takie problemy?
Odpowiedź jest prosta; ona słucha swojego ciała, a my słuchamy „ekspertów” i wagi kuchennej.
To po pierwsze.

A teraz o zachciankach. Co z tym słoikiem Nutelli? To mam go niby zjeść, bo czuję niepohamowaną ochotę by to zrobić, czy nie jeść go, bo moje ciało daje mi jakieś dziwne znaki i lepiej mu nie ufać?
Po pierwsze, zanim cokolwiek zrobisz, zastanów się DLACZEGO czujesz tę ochotę?
Ano dlatego, że widocznie 1000 kcal z cukru i z tłuszczu, to jest coś czego Twój organizm najbardziej potrzebuje w tym momencie. Nie dostał odpowiednio dużo energii od dawna (ostatni atak był 3 dni temu), za to przebiegł dwa maratony i to na diecie „redukcyjnej” (Uwielbiam wprost to słowo. „Wcale się nie odchudzam. Jestem na redukcji” ).
I teraz próbuje się ratować jak może. Najpierw chce dostarczyć absolutnie koniecznej ilości energii, by nie paść trupem, a potem będzie się martwił o witaminy i minerały.

I tak, słoik Nutelli jest teoretycznie tym, co załatwi sprawę raz dwa. Jednak wcale nie rozwiąże problemu. Raczej go tylko pogłębi. Bo co prawdopodobnie zrobisz po takim „posiłku”? Przeczyścisz się w panice, a potem pobiegniesz na siłownię. A nawet jeżeli nie, to twój organizm zaraz zawoła znowu o witaminy i minerały, których w tym słoiku nie znalazł (pisałam o tym mechanizmie tu)

Co więc robić? Jak zawsze odpowiedź jest prosta: Zjedz coś wartościowego i zniweluj deficyt kaloryczny. Wtedy Twoje ciało przestanie pragnąć takich rzeczy jak Nutella.
Ja też kiedyś byłam w stanie zjeść taki słoik, na raz, łyżką. Teraz sobie tego wprost nie wyobrażam. Na samą myśl moje ciało (samo z siebie) się otrząsa. Ono tego nie chce.

Jeżeli masz problem aby wybrać porządny posiłek i nie sięgnąć po słodycze w pierwszej kolejności, zrób to babciną metodą: „Najpierw obiad, a potem deser”. Zobaczysz, że po prawdziwym jedzeniu ochota na słodycze znacznie zmaleje, albo zniknie w ogóle.

Ok, przypadek z Nutellą jest dość ekstremalny, a co z mniejszymi zachciankami? Na przykład chce mi się banana. A nie powinno! Limit kaloryczny tego nie zakłada!
No wiesz… to trzeba sobie wsadzić nie powiem gdzie ten limit kaloryczny i zjeść tego banana tak czy siak. Widocznie spaliłaś więcej, niż założył to jakiś tam ekspert czy kalkulator. Każdego dnia potrzebujemy trochę innej wartości kalorycznej, bo mamy trochę inną aktywność, dzień cyklu miesięcznego czy cokolwiek.
Ale ja nie o tym. Ja o bananie. Zjedz go i koniec. Nawet jeżeli nie jest w Twoim planie i nawet jeżeli jest już (o rany, rany!) po piętnastej. Upewnij się po prostu, że jesteś szczera ze sobą, że nie jesz tego banana z nudów, tylko dlatego, że naprawdę masz na niego ochotę.

*

I teraz ważne rozróżnienie: Zachcianek jako takich nie ma, są tylko złe wybory.
Złym wyborem jest na przykład jedzenie za mało, tak że organizm zmuszony jest wysłać sygnał „daj mi słoik czekolady!” Złym wyborem jest jedzenie wszystkiego „light” i bez tłuszczu, albo odwrotnie; unikanie węglowodanów.
To co nazywamy zachciankami to tak naprawdę metoda samoregulacji naszego ciała. Jeżeli będziesz słuchać go na co dzień, nie doprowadzisz do sytuacji gigantycznego niedoboru i dzikiego pożądania produktu X.

Spójrz chociażby na kobiety w ciąży. To są przysłowiowe mistrzynie wszelkich zachciewajek. Dlaczego? Ponieważ rosnące w nich dziecko „wysysa” wszystkie składniki odżywcze i nagle bum, nie ma magnezu! Ciało matki wszczyna alarm; Dawać magnez! A ona leci po czekoladę i zagryza ją wątróbką.
Swoją drogą to samo dzieje się przy okresie, o czym pisałam tu. Ochota na czekoladę jest wtedy uzasadniona.
To wszystko co opisuję jest przejawem mądrości ciała, a nie jego głupoty. Nic nie dzieje się bez przyczyny w świecie natury, której to częścią jesteśmy.
Jak to powiedziała kiedyś moja dawna podopieczna; nasze ciało dla nas najlepszym dietetykiem.
I to jest święta prawda.

2018-10-19T20:45:50+00:0019 Październik, 2018|Kategoria: Kontrolowanie napadów|Tagi: , , |

34 komentarze

  1. Anianowa Październik 19, 2018 w 7:44 pm - Odpowiedz

    ja już Aniu nie mam na siebie siły, nie ważne w jaki sposób jem, to cały czas mam nadwyżkę kalorii. I cały czas wolno, ale jednak tyję (160 cm wzrostu, 60 kg).
    Słucham organizmu, chce tłuszczu – jem zdrowe orzechy (pół paczki), ziarna, pestki. Jem do nasycenia, nie do przejedzenia.
    Słodycze jem raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc.
    Na prawdę nie wiem o co chodzi. Nie mam żadnej aktywności w sumie poza lekkimi zakupami 2 razy w tygodniu, lekkie sprzątnie (ok 2 h w sobotę) i praca siedząca.
    Bardzo proszę o pomoc 🙁

  2. Eee? Październik 19, 2018 w 8:28 pm - Odpowiedz

    pół paczki orzechów to trochę dużo

    • Anianowa Październik 19, 2018 w 8:43 pm - Odpowiedz

      Wiem właśnie. Czasem pół czasem cała :O i nie mogę się tym nasycić co najgorsze.

      • Agata Październik 20, 2018 w 9:32 am - Odpowiedz

        Kochana…pół paczki to wg mnie nie jest dużo. Gdy wychodziłam z ED…(byłam na mentoringu u Ani) to jadłam orzechy, pestki itp. garściami. Naprawę. Ciągle mi się chciało tego typu jedzenia. Prawdopodobnie organizm domagał się tłuszczu, ponieważ musiałam przytyć. Tak mi się wydaje 🙂 Zanim wpadłam w Ed ważyłam tak jak Ty 60 kg (mam 160 cm) i byłam wtedy mega szczęśliwa i z siebie zadowolona. Nie łam się. Ta waga nie jest nie wiadomo jak wielka. Zakładam, że jesteś piękną kobietą, tylko Twoje oczy widzą Cię w „krzywym zwierciadle”.

        • Anianowa Październik 20, 2018 w 5:00 pm - Odpowiedz

          O jej Agata, dziękuję za taki piękny i budujący komentarz 🙂
          Fajnie, że mamy podobny wzrost i wagę, a jak się teraz czujesz? jak Twoja waga, ustabilizowała się?
          jak dużo czasu już minęło od Mentoringu u Ani?

          • Agata Październik 20, 2018 w 5:54 pm

            Ja teraz ważę 53 kg. Od mentorigu minęły 4 miesiące. Ważyłam wtedy 48 kg. (Pół roku temu urodziłam dziecko) Nawet Ania niedawno opublikowała moje świadectwo. To najlepsze co mogło mnie spotkać w zdrowieniu- mentoring. Dziś żyję tak, jakby tej choroby w ogóle nie było. Czuję spokój i wolność. Przed ED jadłam normalnie…tzn.nie patrzyłam czy jest zdrowo czy nie. Tak wiesz…bez spiny jak normalny człowiek. Naprawdę 60 kg to nie jest dużo. To nie jest nawet nadwaga. Tym bardziej, że starasz się zdrowo odżywiać, ćwiczyć itp. Dbasz o siebie. To jest ważne.

          • Wilczo Glodna Październik 22, 2018 w 10:17 am

            Moja kochana :*

  3. Karolina Październik 19, 2018 w 8:38 pm - Odpowiedz

    Post jak najbardziej prawdziwy .. ale co zrobić jak po solidnym obiedzie najchętniej poprawiłabym go kanapka lub czymś słodkim ? A wiem ze to się skończy wizyta w łazience .. ciężko czasem wyczuć co jest ta prawdziwa zachcianka a co potrzeba organizmu bo zazwyczaj nawet najedzona mam myśli bie do wytrzymania ze muszę coś jeszcze zjeść a nie moge

  4. Ola Październik 20, 2018 w 8:18 am - Odpowiedz

    Czytając ten wpis, popłakałam się… trzymam dietę, wieczna redukcja, trening… Kiedyś przesadzalam i cwiczylam nawet 7 razy w tygodniu po 2 godziny!!! Po przeczytaniu „Super laski” zrozumiałam kilka ważnych kwestii, zaczęłam mniej ćwiczyć, wiecej jesc, naprawdę pomoglo. Problem w tym że nie mogę zrzucic ostatnich 5-6 kg… i mam ogromne zachcianki na orzechy, uwielbiam je i czasem nie mogę się powstrzymać, nawet nie ciągnie mnie do słodyczy ale do orzechów ! I za każdym razem jak zjem dodatkowo kilka sztuk mam ogromne wyrzuty sumienia myśląc, że to nie pozwala mi schudnąć 🙁 a może to jest potrzeba mojego organizmu… juz sie pogubilam i mam ochote sie poddac 🙁

    • Karolina Październik 20, 2018 w 9:22 am - Odpowiedz

      Nie możesz schudnąć może dlatego ze nie masz nadwagi .. moja waga zawsze wraca do 53-54 kg . Głodze się ćwiczę później jem normalnie wymiotuje i tak w kółko ale cokolwiek nie schudnę lub przytyje po czasie waga znów wraca . Udało mi się ja jedynie zrzucić w początkach anoreksji … wiec organizm może u Cb tez tak funkcjonuje

    • Anianowa Październik 20, 2018 w 9:26 am - Odpowiedz

      Ola, ja mam dokładnie tak samo. Słodyczy mogłabym wcale nie jeść, tylko nie zabierajcie mi orzechów 😉
      I serio jestem w stanie zjeść paczkę 100-120 gr na raz po obiedzie. A orzechy są bardzo kaloryczne, spełnienie takiej zachcianki/potrzeby to dodatkowe 600-1000 kcal. ja również przez to nie mogę schudnąć od jakiegoś 1,5 roku.
      Masz może jakiś pomysł co możemy z tym zrobić?

    • Wilczo Glodna Październik 22, 2018 w 10:16 am - Odpowiedz

      Kochana, a może jesz za mało tłuszczu? Czy te 5-6 kg są zasadne, aby zrzucić?

      • Ola Październik 26, 2018 w 8:56 am - Odpowiedz

        Waże obecnie 66 kg, wzrost 166, noszę rozmiar 38-40 i moj cel to 60 kg, dodam ze mialam ogromną nadwage bo wazylam az 95 kg, mam 25 lat. Sama chudlam (4 lata), bez pomocy dietetyków, probowlam ale sie przejechalam, więc sama ukladam zbilansowana dietę poznając swój organizm. Jem 5 posiłków dziennie, obecnie 1750 kcal, i nizej nie zejde. Byc moze to stres, poniewaz mam od roku problemy ginekologiczne, nawet teraz jestem wyłączona z ćwiczeń po biopsji, czekanie na wyniki… a to juz drugi raz..

        • Wilczo Glodna Październik 28, 2018 w 8:48 am - Odpowiedz

          Kochana, mi się wydaję, że metabolizm po prostu stoi bo 1750 to o wiele za mało.

      • Ola Październik 28, 2018 w 2:42 pm - Odpowiedz

        Jadłam więcej i tylam, bylam na 0 i tylam, teraz nie mogę ćwiczyć w ogóle, mam pracę siedząca i praktycznie sie nie ruszam, stąd ta liczba… muszę przyznać, ze nie za bardzo stać mnie by wydawać na kolejne porady pseudo dietetyków, którzy często wiedzą mniej niż ja… ale faktycznie, jak zacznę znowu ćwiczyć koniecznie zwieksze kcal, nie mozna byc wiecznie na zanizonym bilansie ! Cieszę się, ze nie jestem sama, ze nie tylko ja mam takie problemy… niestety uwazam ze to odchudzanie doprowadzilo mnie do kompulsow, i oczywiscie ciągłe poczucie ze nie jestem wystarczajaca 🙁 jest lepiej, małymi krokami do celu 🙂 dziękuję Ci Aniu!

        • Wilczo Glodna Październik 29, 2018 w 4:10 pm - Odpowiedz

          powodzenia kochana :*

  5. Iza Październik 20, 2018 w 9:34 pm - Odpowiedz

    Ja mam problem, bo zawsze najbardziej chce mi się słodkiego po obiedzie 🙁 Nie wiem, czy tak nauczyłam organizm i on się po prostu przyzwyczaił? O której godzinie (14 czy 20) nie zjem ciepłego posiłku, mózg momentalnie mnie informuje „teraz dawaj kawę i słodkie” 🙁 No i rzucam się na czekoladę, czy co tam jest akurat pod ręką… Niby tak łatwo sobie powiedzieć, że nie – nie będzie kawy i słodkiego, ale potem chodzę jak taki Sims z niespełnioną aspirację i koniec końców i tak coś zjem, a potem mam wyrzuty sumienia…

    • Mika Październik 20, 2018 w 10:50 pm - Odpowiedz

      Ja też mam tak, że po obiedzie chce coś słodkiego, ale minimum wciagu dnia 200kcal, no to po obiedzie zjem sobie jedno ciastko do tego kawa z mlekiem i potem jeśli, no bo w sumie najedzona jestem, więc słodycze mi nie dadzą jakieś nadludziej siły, to po obiedzie jestem senna więc idę spać i zobaczę jak będę się czuć, a jak się budzę robię sobie herbatę, no słodziak mimo to używam, bo jest bardziej słodki, no i wiadomo cukier ma dużo kcal, więc ten slodziki coś daje, potem wystarczy znaleźć sobie jakieś zajęcie-zakupy, spacer, książka, w sensie żeby nie myśleć o tym, że jednak ma się w szafce te wszystkie ciastka, paluszki i czekolady(moja mama tyle tego kupuje) . No albo jak chcesz tak mocno słodkiego, to najlepiej jak ma się np:śniadanie słone i tak na zmianę słodkie, słone. Chociaż teraz sobie myślę, że jak jestem już dozywiona , to nie jest tak, źle umiem sobie odmówić słodyczy, wcześniej przy niedowadze potrafiłam zjeść 12 czekolad. A teraz jak o tym myślę to jest mi nie dobrze xd A co do ciepłych posiłków, to kakao jest super, tzn to napój, ale jest słodki, czekoladowy i jakoś nie czuć po nim głodu.

    • 012345 Październik 21, 2018 w 3:26 pm - Odpowiedz

      To zjedz słodkie po obiedzie, nigdy solo.

    • Wilczo Glodna Październik 22, 2018 w 10:18 am - Odpowiedz

      A jesz węglowodany w ciągu dnia?

  6. Magda Październik 20, 2018 w 11:04 pm - Odpowiedz

    Iza, trafiłaś w sedno. Niby wiem, że trzeba czymś się zająć, żeby nie myśleć. Ale takie stałe wyłączanie mózgu jest ponad siły. Ania kiedyś pisała o wyrabianiu nowych nawyków, nowych ścieżek neuronowych i że na to trzeba ok.30 dni. Może to przetrenować tytułem eksperymentu 😉 ?

  7. Martyna Październik 21, 2018 w 12:56 pm - Odpowiedz

    Czytając Wasze komentarze widzę siebie. Byłam na mentoringu u Ani i wiecznie ciągnęło
    mnie do tłuszczu, orzechów i pestek. Słodycze jeszcze swoją drogą. Nic nie pomagało, już załamywałam ręce i nie wiedziałam co robić. Aż głównie za namową Ani zmieniłam pracę (wcześniej wstawałam o 4:30 i kładłam się koło 23) i jak ręką odjął. Jak zaczęłam spać normalnie (w sensie conajmniej 6,5h a najlepiej 7-7,5) to zniknęły zachcianki. Orzechy jem ale normalne porcje, 10-15g dziennie a nie po pół paczki tak jak piszecie. Sen i taka „higiena” dnia codziennego to podstawowe sprawy. Dodam, że „odsypianie” zajęło mi ponad tydzień. Dopiero po takim czasie organizm zaczyna, podkreślam zaczyna, wracać do normalności. Polecam spróbować się wysypiać, może to dla kogoś też będzie kluczowy problem, jak w moim przypadku.

    • Wilczo Glodna Październik 22, 2018 w 10:19 am - Odpowiedz

      Zmieniłaś pracę! Brawo, brawoooo!!!

  8. majka Październik 21, 2018 w 1:41 pm - Odpowiedz

    Myślę, że pomijamy najważniejszy aspekt problemu: wszechobecną dostępność jedzenia. 😉 Reklama, marketing – to wszystko pierze nam mózg. Podobnie z alkoholem czy papierosami.
    Co do napadów „cukrowych”, to wiadomo, że jak organizm potrzebuje energii, to najlepiej się sprawdzi szybki zastrzyk cukru, najlepiej w połączeniu z tłuszczem. To nic, jeśli jesteś aktywna fizycznie albo masz taką pracę, gorzej, jak jesteś kanapowcem.
    Nie zgodze się tylko co do tego, że normalne posiłki niwelują takie zachcianki. wcale nie 😉 i tu znowu kłaniają się półki uginające się pod ciężarem produktów i zachęcające reklamy (są wszędzie!).

    • Wilczo Glodna Październik 22, 2018 w 10:21 am - Odpowiedz

      Ciekawy temat na post. Myślałam kiedyś o tym. Dawniej człowiek widział jedzenie tylko jak szedł zjeść, teraz widzi je WSZĘDZIE i ZAWSZE.

      • majka Październik 22, 2018 w 9:24 pm - Odpowiedz

        Napiszesz może o tym? Myślę, że może być ciekawie 🙂

    • Magda Październik 27, 2018 w 11:26 am - Odpowiedz

      Majka, z jednej strony masz rację, że teraz jedzenie jest dostępne zawsze i wszędzie w nadmiarze, do tego reklamy itd. Z drugiej… czy dlatego, że w każdym sklepie dostępny jest alkohol, to upijasz się co wieczór, albo przynajmniej chodzi za Tobą codziennie strzelić sobie setkę czystej i musisz jakoś specjalnie się spinać, żeby z tym walczyć? 😉 Chyba nie… Tak samo z papierosami, o ile ktoś nie wpadł w uzależnienie, to raczej nikomu nie przyjdzie do głowy wypalić sobie paczki fajek, bo zobaczy je w kiosku kupując gazetę.

      Co do samego tematu zachcianek – obce mi są wielkie napady obżarstwa wynikające z głodówki, ale chętki na to czy tamto (głównie słodycze 🙂 ) już nie. No i cóż, o ile jest to rzeczywiście chętka wynikająca z tego, że lubię słodkie, to brutalna prawda jest taka, że jesteśmy dorośli i każdy powinien być w stanie sobie przetłumaczyć, że owszem, raz na jakiś czas ciastko jest OK, ale po każdym posiłku to niekoniecznie – właśnie skończyłam obiad, więc nie ma opcji że jestem głodna, cześć na razie, idę poczytać książkę 😛 ewentualnie dobrą opcją są „słodkie” herbaty, np z wanilią itp jako zamiennik deseru. U mnie się sprawdziło 🙂

  9. Gumiś Październik 21, 2018 w 1:58 pm - Odpowiedz

    Coś w tym jest. Trzeba umieć słuchać własnego ciała, dobrze to interpretować, nie zagłuszać. Każdej z nas bez wątpienia ciężko jest się tego nauczyć – bo albo głodziłyśmy się za długo i nie wiemy co zrobić z taką zachcianką, albo przez napady objadania się zachciankę traktujemy jako impuls, który może wywołać napad.

  10. Gumiś Październik 21, 2018 w 1:59 pm - Odpowiedz

    Trzymam kciuki, aby każda z nas nauczyła się słuchać własnego ciała ! http://mymedeatingdisorderstory.blogspot.com/

  11. Joanna Październik 22, 2018 w 11:41 am - Odpowiedz

    Mnie zawsze przerażają reklamy słodyczy. Jak widzę laskę w reklamie Kinder Bueno co wije się w fotelu jakby się masturbowała i przeżywała orgazm pierwszy raz w życiu to na sam widok tego batona mi niedobrze:D natomiast najbardziej dobijają mnie reklamy dla dzieci, które uczą jedzenia słodyczy na deser i jako przekąski. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że reklamy tego typu głównie kierowane są do kobiet i przewqżnie występują w nich kobiety. Dysonans: masz być piękna i szczupła, ale jak nie zjesz opakowania ptasiego mleczka to będziesz nieszczęśliwa i smutna.

  12. Monika Październik 22, 2018 w 12:36 pm - Odpowiedz

    Czekałam na komentarz w stylu: ooo! Niecna Anko! Reklamujesz nutellę! Znów przemycasz reklamę!!!
    Ps. Post jak zwykle w dychę. W pełni się zgadzam. Zwłaszcza o kobietach w ciąży i ich zachciankach. Pozdrawiam

  13. Magda Październik 22, 2018 w 11:04 pm - Odpowiedz

    Aniu, czy możesz napisać post nt. kompulsywnego objadania się przez osoby otyłe (nie mające bulimii ani anoreksji)?

    • Karolina Październik 23, 2018 w 6:50 am - Odpowiedz

      Nie jestem mega ekspertem ale osoba objadająca się czująca wyrzuty sumienia itd tez ma bulimię tylko nie kompensuje ataków poprzez przeczyszczanie czy ćwiczenia

  14. Ania Październik 24, 2018 w 12:58 am - Odpowiedz

    Z tymi orzechami to ciekaw sprawa,ostatnio miałam taką ochotę na orzechy,że jadłam je kilogramami! Nie wiem czy przytyłam czy nie,trochę się zagubiłam w tym wszystkim,czasem patrze na siebie i myśle: ,,nie jestem gruba,jestem szczupła” a czasem ,,potrzebuje schudnąć! 98 cm w biodrach! Za duźo!” Wracając nie wiem od czego to zalezy,ale teraz jak myśle o tłuszczach to mnie mdli…może przez chorobę(jak to jesienią) Nadal mam problemy z przejadaniem się,ale nie jest to tak częste jak kiedyś,słucham pani Ani. Bardzo mi utkwiło to ja kiedyś mówiła o tym,żeby do siebie mówić,gdy chcemy dokładkę ,,Ja mogę to zjeść,ale nie muszę” to działa! Serio polecam!

Zostaw komentarz