Bardzo często wspominam o moich nawykach, które odgradzają mnie solidnym murem od Wilka. Brzmi jak jakaś kolejna metafora. Tymczasem, to bardzo konkretne narzędzie.
No dobrze, wszystko fajnie, ale jak to tak naprawdę działa?
Już wyjaśniam.

Każdy dzień składa się z setek, a może nawet tysięcy małych decyzji:
Wstać, czy pospać dłużej? Na śniadanie zjeść owsiankę z bananem czy bułkę z kiełbasą? Poćwiczyć czy posiedzieć na fejsie?
Zanim wybije południe, masz za sobą setki takich małych decyzji.
Za każdym razem musisz przystanąć na ułamek sekundy, zastanowić się, dokonać wyboru. Czasami musisz ze sobą powalczyć. Wiem jak jest; tak bardzo chciałabyś pospać jeszcze 10 minut, tak okropnie nie chce ci się wyjść na siłownię.
Z każdą taką trudną decyzją wyczerpujesz swoje mentalne zasoby. Zupełnie tak, jakbyś konsekwentnie wybierała je z konta w banku, aż do przekroczenia limitu.

A teraz wyobraź sobie, że faktycznie masz coś takiego jak konto decyzyjne.
Każdego dnia znajduje się na nim ograniczona ilość wyborów, które możesz dokonać, bez nadwyrężania swojej silnej woli. Ta metafora doskonale obrazuje prawdziwe funkcjonowanie mózgu. Wytarcza mu energii do zmuszenia cię do wstania przy pierwszym dzwonku budzika, przebiegnięcia pięciu kilometrów, zamówienia sałatki zamiast frytek…. Ale już nie będziesz miała siły odmówić deseru po kolacji. Limit został wyczerpany.
Czy to trochę wyjaśnia, dlaczego tak często napadom ulegasz wieczorem?

No dobra, ale co z tymi nawykami?
Nawyki to automatyczne reakcje, na stałe zamontowane w danym punkcie dnia.
Wchodzę do kuchni na śniadanie; moja ręka wyciąga się po owsiankę. Nie muszę się zastanawiać i bić ze sobą, że jednak chciałabym tę bułkę z kiełbasą.
Pracuję sobie skupiona przy komputerze, aż zaczynam się wiercić. Co jest? Zerkam na zegarek. Punktualnie 11. 15 – mój czas na trening. Moje ciało samo się tego domaga. Wstaję i odpalam trening z youtuba. Nie świta mi nawet przez sekundę, że może jednak zrobić to później. Nie wymaga to ode mnie „wyboru”, po prostu się dzieje i tyle.

Sama masz takich nawyków setki.
Na przykład mycie zębów. Przecież teoretycznie możesz ich nie myć, ale czy w ogóle bierzesz taką opcje pod uwagę? Czy co rano faktycznie musisz przemyśleć sprawę i wybrać swoje zachowanie? No nie! Robisz to z automatu.
Wyobraź sobie jakim koszmarem byłoby życie bez takich nawyków. Świat pogrążyłby się w chaosie, gdyby ludzie musieli świadomie decydować o każdym najmniejszym kroku.

Nawykiem może stać się absolutnie wszystko. Wyciąganie papierosa po obiedzie, albo wyciąganie maty do ćwiczeń. Wszystko co tylko chcesz.
A gdy coś już się nim stanie, nie będziesz musiała angażować do jego praktykowania, ani silnej woli, ani mechanizmu samokontroli.
Czyli: Wszystko co stanie się twoim nawykiem zostanie przetransferowane na inne konto. Konto energio-oszczędnościowe.

Nie da się tego zrobić, za jednym wielkim zamachem, lecz krok po kroku.
Tak można codziennie zwiększać  limit konta decyzyjnego. Po czasie, będzie w stanie obsłużyć jeszcze jeden trudny wybór, a potem kolejny i kolejny. Czasami ten zupełnie niespodziewany – koleżanka częstuje ulubionym zapalnikiem.
Poszerzaj swoje zasoby, a niedługo będziesz mogła robić fantastyczne rzeczy. Bez tytanicznego wysiłku.

Ludzie często dziwią się, jak ja mieszczę tyle obowiązków w ciągu dnia. I do tego śpię po osiem godzin, a nie trzy? Niemożliwe!
A mój sekret jest prosty; większość z tych aktywności została zamieniona na nawyki i przelana na moje konto energio-oszczędnościowe. Nie muszę do niego zaglądać. Wszystko co na nim jest, odbywa się automatycznie. Mam więc energię na nowe wyzwania.
To konto może pomieścić o wiele więcej niż myślisz. I co tu kryć, to najlepsza i najtańsza inwestycja w przyszłość bez Wilka.
To jak? Założysz takie w banku życia?