• zaburzeń odżywiania

Co to znaczy wyjść z zaburzeń odżywiania?

Ostatnio dostałam taki list, jeden z tysięcy podobnych:

Próbowałam wprowadzić racjonalny jadłospis ale wiesz… ja już chyba nie chcę się hamować. Jadłospis to znowu kalorie, ograniczenia. Odmawianie sobie. Nie chcę liczyć tych cholernych kalorii, odmawiać sobie ciasta bo „wybieram lepszą wersję siebie”. Chyba po prostu potrzebuje dyspensy….pozwolić sobie jeść bez ograniczeń przez jakiś czas… może się unormuje samo? Może którego dnia przestane się objadać i poczuje sytość?
Wiem, że powinnam mieć więcej dyscypliny ale ileż można? Trzy miesiące bez objadania… W stosunku do satysfakcji z objadania, poczucie satysfakcji z wyjścia z tego było minimalne. Przykre, ale prawdziwe.
Codzienna porcja ruchu? Obowiązek przez który nie miałam czasu na nic innego, bo jak wybierałam siłownię to wracałam o 20, zmęczona i wściekła (kwestia logistyki), dojazdu.
Moi rodzice trzymali zapalnilniki na moich oczach więc codziennie czułam, że coś tracę. Przykro mi ale… oprócz względów finansowych i sylwetkowych to wcale wyjście z zaburzeń mnie nie usatysfakcjonowało. Mam stwierdzona depresję i problem z odczuwaniem przyjemności więc może to kwestia tego?
Wilczyca

Postanowiłam odpowiedzieć na ten list publicznie, ponieważ pokazuje on dość częsty błąd jaki popełniamy. Mylimy wyjście z zaburzeń odżywiania (zaprzestanie obżerania się) z… kolejnymi zaburzeniami, np. ortoreksją czy po prostu ścisłą dietą, tak jak zrobiła to, niestety autorka tej wypowiedzi.
Ja także miałam kiedyś taką wizję „wolności”, jako niekończące się piekło restrykcji i ograniczeń. To ja już zawsze będę musiała pilnować zdrowych, małych posiłków co trzy godziny? Już nigdy nie zjem ciasta? Już do końca życia będę musiała się hamować i odmawiać?
E no to ja dziękuję za taki interes. Wolę mieć w takim razie bulimię i święty spokój.

A to przecież wcale nie tak.
A jak?

Jakie błędy popełniasz, jeżeli mogłabyś podpisać się pod tym listem?

Jeśli tęsknisz za objadaniem się, „potrzebujesz dyspensy”, czujesz, że coś tracisz, to jest to najlepszy dowód na to, że jesz za mało i/lub zbyt restrykcyjnie. Twój organizm jest tak wykończony ciągłą kontrolą i ciągłym odmawianiem mu wszystkiego, że nie wytrzymuje ani fizycznie, ani psychicznie. Pamiętasz, pisałam o tym nie raz: nasze ciało jest doskonale mądre i wie kiedy brakuje mu jakichś makroskładników lub po prostu kalorii.
I będzie domagać się ich DO SKUTKU. Nigdy nie powie: „Wiesz co, to moje wołanie o węglowodany, to w sumie już nie ważne. Zaraz przestanie mi się kręcić w głowie i możemy jechać dalej”. Nie! Dzień w dzień, tydzień w tydzień będzie wysyłać sygnały: O zobacz, czekolada w kuchni, na widoku, na Twoich oczach! Bierz i jedz!!! Daj mi ją! Daj mi cokolwiek!
Jeżeli masz niesamowicie silną wolę (tak jak autorka listu) może to potrwać i trzy miesiące, albo i dłużej. Ale na koniec organizm i tak dopnie swego. Dlaczego? Bo wola przeżycia jest silniejsza, niż twoja ludzka wola.
Jeżeli mu się nie uda, bo bywa i tak, to znaczy tylko jedno: awansowałaś na kolejny śmiertelny przypadek anoreksji.

Po drugie, jeżeli czujesz że trzymasz się w ryzach, to też jesz za mało i/lub zbyt restrykcyjnie.
Trzymam się w ryzach, hamuję się, wytrzymuję, wytrwałam – zwróć uwagę czy Ty tak mówisz.
A teraz pomyśl, czy musiałaś dzisiaj „wytrwać” bez załadowania sobie działki heroiny w żyłę? Albo czy musiałaś trzymać się w ryzach, żeby nie wstąpić do mijanego po drodze kasyna i nie przewalić całej wypłaty?
NO NIE! To w ogóle nie przyszło Ci do głowy, prawda?
Tak samo jest z jedzeniem. Zapytaj swojego męża jak wytrzymał dzień bez zjedzenia dwóch paczek ciastek na raz? Jak on to zrobił, że wytrwał, skubany?
Założę się że mąż popatrzy na Ciebie jak na wariatkę.

Widzisz do czego zmierzam? Normalne jedzenie jest jak oddychanie, jak spanie. Nie myśli się o tym za bardzo. Tak, trzeba zrobić zakupy i ugotować, tak samo jak trzeba pościelić łóżko, żeby w nim spać, ale czy ku temu potrzebna jest dyscyplina? Czy zdarzyło Ci się spać na podłodze, bo Ci jej zabrakło?
Jeżeli jesz normalnie, bez restrykcji i dostarczasz sobie wszystkiego, czego organizm potrzebuje, czujesz się normalnie, nie masz ciągłej ochoty na słodycze, na podjadanie, na dodatkowe porcje.
Oczywiście, na początku możesz mieć głód ekstremalny wynikający z niedożywienia, albo po prostu wyuczony odruch sięgania po słodycze. Jednak, gdy jesteś najedzona, możesz tę myśl łatwo odpędzić. Nie potrzebujesz więcej dyscypliny, pojętej jako tresowanie siebie. Potrzebujesz jej MNIEJ.

Po trzecie, jeżeli przy zaburzeniach odżywiania masz depresję to znaczy, że jesz za mało i/lub zbyt restrykcyjnie. Pisałam o tym tu: Dlaczego przy zaburzeniach odżywiania mam depresję?
Tak, możesz mieć też depresję niezależnie od ED, ale obstawiam, że tu jednak jest coś na rzeczy. Przeczytaj podlinkowany artykuł.

Po czwarte: nie słuchasz swojego ciała. Ono naprawdę nie potrzebuje „codziennej porcji ruchu” w takiej formie! Jeżeli jesteś wściekła i zmęczona (też dlatego, że nie dojadłaś) to naprawdę to nie jest czas na siłownię.
Jeżeli czujesz, że zmuszasz się do ruchu, że nie masz siły na niego, to prawdopodobnie z nim przesadzasz, albo jesz niewystarczająco by go wykonywać. Twoje ciało Ci to jasno mówi.
W ogóle organizm komunikuje Ci wszystko w jeden prosty sposób: im lepiej się czujesz, tym lepiej z nim postępujesz i vice versa. Właśnie po tym poznasz, że jesteś na dobrej drodze, a nie po tym że odfajkowałaś siłownie i jadłospis.

Czy to jasne?

Aby podsumować, odpowiem na tytułowe pytanie: Co to znaczy wyjść z zaburzeń odżywiania? To znaczy być takim jak kiedyś, jak w dzieciństwie – nie myśleć o jedzeniu, zjeść posiłek i zapomnieć aż do kolejnego uczucia głodu – bez stresu, strachu, jadłospisów, kalorii, ograniczeń, odmawiania sobie i trzymania się w ryzach, tak po prostu.

2018-02-20T15:58:28+00:0020 Luty, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

30 komentarzy

  1. Asia Luty 20, 2018 w 4:11 pm - Odpowiedz

    Niby takie proste, ale CIĄGLE potrzebuję, aby ktoś mi tę prawdę tłukł i tłukł do głowy, do skutku.

  2. Ania Luty 20, 2018 w 4:39 pm - Odpowiedz

    no ale co wtedy jeśli jem na prawdę dużo, wartosciowych posilkow a mimo wszystko moglabym sie zgodzic z autorka listu? Nie jem za malo, jem bardzo dużo, nie czuje w ogóle sytosci bo podejrzewam jakiez zaburzenia laknienia przez bulimie… ale walka o slodycze, objadanie sie jest tak silna ze nie wytrzymuje kazdego dnia… Bez glodowki ale MUSZE jesc !

    • Anna Luty 20, 2018 w 4:47 pm - Odpowiedz

      Ania o tym pisała,, zaprogramowałąś się na żarcie póki co, dlatego musisz na razie niby na silę odstawić słodycze…..i
      Druga rzecz, że mamy rozepchane żołądki przez to opychanie i na początku, wydaje się nam że jesteśmy głodne
      Daj sobie nawet w tym trudzie z 21 dni
      Albo jedz słodzik, ksylitol, żeby chociaż kalorii uniknąć ze slodyczy a się zasładzać jak dotychczas ale bez czyszczenia…

    • Wilczo Glodna Luty 20, 2018 w 5:50 pm - Odpowiedz

      A czytałaś o ekstremalnym? Może to o Tobie?

    • Ania Luty 20, 2018 w 8:08 pm - Odpowiedz

      Boje się, że to nie ekstremalny głód tylko kompulsje….jem, ciągle jem. Mój dzien rozpoczyna sie i kończy jedzeniem. Mam dość szykowania, gotowania, ciaglego zabezpieczania sie jedzeniem… Daremne to wszystko bo i tak nie doczekalam sie jeszcze momentu kiedy sie najadam! Wymiotuje z przejedzenia albo i nie – ale to nic nie daje, nic nie zmienia. Chyba troche stracilam nadzieje na zmiane. Turlanie sie po przebytych terapiach dalej z jedzeniem to jak wyrok. Co z tego, ze jest miesiac bez wymiotowania jak nie ma dnia bez obsesji jedzeniowej. Chcialabym odróżnić ten ekstremalny glod od kompulsywnego… wychodze z restrykcji ale czy pozwalac sobie na te tony jedzenia?

      • Gabakulka Luty 21, 2018 w 1:34 pm - Odpowiedz

        Miałam podobnie do Ciebie, zacznij od solidnego śniadania. Zamiast owsianki, po której po godzinie byłam głodna – zjadam 3 gotowane jajka L. Do tego surówka z kiszonej kapusty (kiszona kapusta, wcześniej odmoczona w wodzie, czerwona cebula, natka pietruszki, pokrojona papryka, sól, pieprz) + 1 łyżka oleju lnianego + 1 mała kromka chleba żytniego. Zmieniłam proporcje węglowodanów z białkiem, które bardziej syci. Nie wiem jak wygląda Twój organizm, ale mi to super pomogło.
        W dodatku z 5 posiłków przeszłam na 4 większe. I od jakiegoś czasu widzę, ze nie myślę cały czas o jedzeniu

        • Ania Luty 21, 2018 w 9:42 pm - Odpowiedz

          Gabakulka jadłam wcześniej bialkowo-tluszczowe sniadania, teraz jem owsianki albo inne szybkie rzeczy a po drodze do pracy kupuje precle 🙁
          Jem strasznie dużo, wszystko mnie boli, zoladek, trzustka, kłuje dziwnie… moze powinnam trochę zmodyfikowac śniadanie, spróbuję tego co piszesz. Czy ty liczysz kalorie czy jesz na oko? Bo ja wage mam niestety w oczach… zostalo mi to po dietach 🙁

          • Gabakulka2070 Luty 22, 2018 w 3:37 pm

            Tak, liczę kalorie. Postanowiłam, że z bulimii wyjdę z głową. Inaczej to zrobię niż zawsze. Bo zawsze zmieniałam od razu wszystko na raz. We wszystkich kwestiach ćwiczenie, jedzenie, nie patrzenie na etykiety, do tego odżywki na włosy, milion tysięcy rytuałów, które mają mnie uzdrowić. Teraz zmieniłam tylko podejście do ilości jedzenia. Dalej liczę kcal, patrzę na etykiety i jem zdrowo, ale więcej. Nie głoduję. Wręcz przeciwnie. Wybieram składniki gęsto kaloryczne. Tak jak pisałam, zmieniłam proporcje makroskładników. A liczenie daje mi taki komfort psychiczny, ze nad tym panuję. I to czyni, że nie czuję się, jakbym wyszła ze swojej strefy komfortu. Każdy potrzebuje innej metody na wyjście z tego bagna.
            Napisz do mnie gabakulka2070@wp.pl

        • edit Luty 22, 2018 w 11:03 am - Odpowiedz

          kiszonej kapusty sie nie powinno moczyc w wodzie, poniewaz wtedy tarci cale dobro czyli te dobre bakterie, ktore ma po kiszeniu

        • Paula Luty 23, 2018 w 10:42 am - Odpowiedz

          mam tak samo – pilnuje kalorii, ale dlatego, że jadłam za mało po 1200 kcal a potem wpadałam w 3k i więcej. Pilnuję by nie schodzić mniej niż 1800kcal – tak, jestem na redukcji, nie wstydzę się tego. Liczenie pozwala mi optymalizować jedzenie, i przede wszystkim wiem ile jem tłuszczu, który jest mi potrzebny by ogarnać hormony po głodówkach i wyczerpujących ćwiczeniach.
          I koniecznie białko-tłuszcze na śniadanie – lubie zjeść dużo ale na węglach nad tym nie panuję 🙁

  3. Anna Luty 20, 2018 w 4:44 pm - Odpowiedz

    Ja myślę, że problem większości z nas polega na tym, że w głowie nam się nie mieści jak to możliwe jeść 2100 kcal i chudnąć i aż się boimy spróbować, bo jedząc zdrowo, jest to na prawdę dużo jedzenia, czasem też dużo przygotowywania.
    A my wolimy jednak swoim starym sposobem, po 1200, po 1400 traktować organizm, bo łatwiej nam uwierzyć, że mamy słabą wolę, nie ufać sobie, niż właśnie zaufać. To kluczowa kwestia. Uwierzyć, że organizm wie, tylko dajmy mu święty spokój….
    Od 2 miesięcy nad tym pracuję. Schudłam tylko 3 kg. Ale widzę w lustrze inną kobietę. Mam takie poczucie, że wreszcie doknęłam sedna sprawy. Dzięki Ani, jej kursowi, temu blogowi i filmikom. To na prawdę bardzo smutne, że tak źle siebie traktujemy. Tak mało o sobie wiemy i jeszcze twierdzimy, że mamy rację….czemu w takim razie efektów brak???

  4. Paulina Luty 20, 2018 w 6:32 pm - Odpowiedz

    A ja mam problem trochę podobny – zaczęłam cwiczyc od polowy stycznia, zdrowo sie odzywiac (ale nie glodzic i katowac) i lubie to, moge tak zyc, od czasu do czasu jem slodycze, wypije alkohol na imprezie. Nic sie nie dzieje. No wlasnie. Nic. Nie waze sie, ale widze po sobie ze nie ruszylo nic. Jem duzo, ale tez duzo sie ruszam (w pracy okolo 13km – kelnerka), 2-3xtyg silownia, raz w miesiacu weekend w gorach. I tutaj moje myslenie – zbliza sie wiosna, ja dalej gruba (przydaloby sie zrzucic kika kg by miec wage w normie). Panikuje. Co robic? Prosze Was o pomoc, wilczyce i Ciebie, Aniu.

  5. Ilia Luty 20, 2018 w 8:42 pm - Odpowiedz

    Mam wrażenie że piszesz Aniu tylko do osób któ®e się głodzą, a potem kompensują sobie napadami. Zwykłe obżartuchy, wymiotujace czy też nie chyba nie odnajdują się w zdaniu: „Jeśli tęsknisz za objadaniem się, „potrzebujesz dyspensy”, czujesz, że coś tracisz, to jest to najlepszy dowód na to, że jesz za mało i/lub zbyt restrykcyjnie.”
    2000-2200 kcal to śmiesznie mało dla kogoś kto po prpstu je za dużo, a potem jeszcze ma napady. Mówię to z własnego doswiadczenia, najgorzej to skurczyć żołądek własnie, a nie zacząć normalnie jeść dla takich osób. Od razu mówię że chodzi o jedzenie zdrowe, ale w za dużych ilościach. Rok, półtora tkwię w czymś takim właśnie, niby się nie obżeram, ale jednak jem za dużo jak patrzę jak wygl∂am. No i mam porównanie z ludzmi wokoło ile jedzą. Nie wiem jak się przeprogramować na normalne porcje, bo zwyczajnie takich nie jadłam w zyciu. Najpierw byłam mała, potem zaburzenia, a teraz jem dużo. Niekoniecznie kompulsywnie, czy dla odreagowania, ale po prostu za duże porcje. Napady zdarzaja sie raz na kilka tygodni, nie wiem z jakkego powodu bo przeciez sie nie głodzę, nie katuje ćwiczeniami, i od dwóch lat totalnie wyszłam na prostą z wieloma rzeczami. Ale nie mogę zamknąć tego rozdziału ostatecznie. Na maksa mnie to zasmuciło jak sobie to uświadomiłam, że już nigdy nie bedzie tak do konca jak być powinno

    • Karolina Luty 21, 2018 w 4:32 pm - Odpowiedz

      Mam dokładnie to samo . Posiłki zbilansowane , zdrowe, częste , dziennie Ok 2500-3000 kcal .. niestety to kompletnie nie pomaga . Po dwóch godzinach Np po dużym obiedzie ( np. kasza 100g mięso zazwyczaj ponad 150g surówka ) jestem głodna . To według mnie nie jest normalne . Z bulimia już walczę 4 lata i myśle ze pomimo zadszych wymiotów jedzenia jest znacznie więcej …

      • Gabakulka Luty 23, 2018 w 7:55 am - Odpowiedz

        Myślisz, ze kasza + 100 g mięsa to duży posiłek?
        Ile masz w tym tłuszczy? I jakie?

        • Karolina Luty 23, 2018 w 4:25 pm - Odpowiedz

          To żart ? Dałam tu przykład czasem jest to łosoś czasem wołowina lub kurczak , tutaj tłuszcz i białko jest z mięsa węgle z kaszy a warzyw zawsze wpada dużo z oliwa myśle ze to przykład idealnego zbilansowanego posilku

    • edit Luty 22, 2018 w 11:13 am - Odpowiedz

      Dziewczyny, po latach bulimii nie kazdy organizm wychodzi z tego bez konsekwencji, zrobcie badania, bo to moze byc insulinooporność lub hipoglikemia reaktywna lub niedoczynność tarczyczy lub pcos lub wyczerpannie nadnerczy lub leptynoporność czesto te choroby idą w parze i daja podobne oznaki, zwłaszcza insulinoopornośc lub hipoglikemia, bez bulimii masa ludzi teraz to ma a po bulimii jedzac tony slodyczy!! zbadajcie tez tarczyce, w tych czasach rzadko która kobieta nie ma z nią problemu!

      • Ilia Luty 22, 2018 w 2:02 pm - Odpowiedz

        Co roku robie dość szczegółówe badania, nie mam żadnych problemów z tarczyca. Poza tym nie zawsze mnie ciągnie do słodkiego, po prostu chyba jem za dużo. Problem jest w głowie, nie ma sensu szukać medycznych usprawiedliwień, które zdejmują ze mnie odpowiedzialność.

  6. Monika Luty 20, 2018 w 9:39 pm - Odpowiedz

    Aniu, czy ja też mam zaburzenia odżywiania? Powiedz mi jeśli możesz..dwa lata temu po raz pierwszy na serio postanowiłam zmienić swoje zwyczaje żywieniowe. I udało się, schudłam 17 kg z czego 10 nabyte przez źle dobrane tabletki antykoncepcyjne. Byłam szczęśliwa że mi się udało i to w cztery miesiące. Dziś wiem że mogłam zrobić sobie krzywdę,ale nie cofne czasu. Miałam naprawdę różne przepisy na posiłki, unikalam glutenu a to co jadłam smakowało mi. Jednak jadłam ok 1200kcal dziennie i niestety co tydzień miałam żarłoczny „cheat Day” po którym parę razy sprowokowalam wymioty i psychicznie czułam się do kitu. Później ostro się przeziebilam, na tyle długo że po powrocie do zdrowia zaprzestałam diety. Przez okrągły miesiąc jadłam bez opamiętania, płacząc i dalej jedząc. Myślałam że dostałam kandydozy po dwóch antybiotykach, które brałam ale to chyba nie było to. Po paru miesiącach przytyłam 10kg.od nowego roku, w lutym 2017 znów postanowiłam zacząć od nowa, ale już madrzej. Niestety było to tylko 1500 kcal. Miałam dalej cheaty co dwa tygodnie. Juz nie wymiotowalam, ale zawsze następnego dnia oczyszczalam się naparami z mięty i maslanką. Nie było opcji nic innego bo miałam okropna niestrawność po każdej wyżerce. No i wytrwalam do dziś. Po pół roku zaczęłam dodawać sobie stopniowo kalorie aż do 2100dziennie. Niestety dalej co jakiś czas ciągnie mnie do chipsów i słodyczy. Gdy mam cheata jem aż boli mnie brzuch.. Mam wrażenie że on przez ten czas nie skurczyl się ani o milimetr.

    • Gabakulka2070 Luty 22, 2018 w 3:43 pm - Odpowiedz

      Może zmień myślenie. Cheat to nie jest jedzenie aż do porzygu. Jesz coś, czego na co dzień nie jesz, ale w racjonalnych porcjach. A nie zamieniasz to w przyzwolony napad. Tak przynajmniej odbieram to z Twojej wiadomości.

      A i normalych ludzi tez ciągnie do chipsów i słodyczy.

  7. Ceep Calm Luty 22, 2018 w 7:20 pm - Odpowiedz

    I jak zawsze Twój post kochana Aniu idealnie trafiony dla mnie!
    Jedzenie powinno być naturalnym odruchem, tak jak kiedyś w dzieciństwie. Dziś się za to wzięłam, pytałam „Czy jesteś głodna?” I jadłam gdy czułam głód. Nie liczę, absolutnie kalorii bo wiem, po przeczytaniu jednego Twojego posta i zaufaniu mocy naturalnego instynktu głodu i sytości, że mój organizm mówi mi sam jakie ma potrzeby. To niesamowite…jeszcze 2 miesiące temu to byłoby dla mnie nie do pomyślenia…
    Aniu kocham i ściskam

  8. AN-JA Luty 23, 2018 w 1:27 pm - Odpowiedz

    „A teraz pomyśl, czy musiałaś dzisiaj „wytrwać” bez załadowania sobie działki heroiny w żyłę? Albo czy musiałaś trzymać się w ryzach, żeby nie wstąpić do mijanego po drodze kasyna i nie przewalić całej wypłaty?
    NO NIE! To w ogóle nie przyszło Ci do głowy, prawda?
    Tak samo jest z jedzeniem…”
    Nie zgodzę się z Tobą Aniu. Nie kusi mnie dzisiaj żeby sobie dziabnąć here albo żeby iść pograć do kasyna, bo NIE JESTEM UZALEŻNIONA ANI OD HEROINY ANI OD HAZARDU. Natomiast jestem uzależniona od jedzenia. Jedzeniem zabijam stan ogromnego napięcia, które dochodzi do takiej fazy, że mam wrażenie, że jak się nie najem, to zwariuję, rozsypię się na miliard kawałków. Oprócz jedzenia jestem uzależniona od alkoholu. I takie samo napięcie zabijałam alkoholem w czasach, kiedy piłam. To było dokładnie takie samo uczucie. Raz je zażerałam, innym razem zapijałam. Kiedy postanowiłam przestać pić, musiałam trzymać się w ryzach, żeby się nie napić. A i teraz – nie czarujmy się – nadal muszę uważać, żeby nie zapić. Obawiam się, że w moim przypadku jedzenie to takie samo uzależnienie jak alkohol. Potwierdza to fakt, że miałam w swoim życiu już epizod jedzenia zgodnie z naukami Ani (miesięczny mentoring). Wytrzymałam potem jeszcze kolejny miesiąc. Nie schudłam wtedy nic a nic a więc z całą pewnością głodna nie byłam a i Ania mówiła że jem za dużo. A potem znowu się zaczęło obżarstwo. Potem znowu sześć tygodni „godnego jedzenia” i znowu obżarstwo….
    Nie potrafię z tego wyjść…

    • Wilczo Glodna Luty 23, 2018 w 2:45 pm - Odpowiedz

      Kochana, tak jesteś uzależniona od jedzenia, ale ja ilustruję jak to może wyglądać w przyszłości, jak już nie będziesz. JEdzenie będzie jak oddychanie. Czy czułaś że na naszym mentoringu „wytrzymujesz”. czy potem zaczęłaś robić coś innego niż robiłyśmy? Czemu nie dałaś mi kochana znać wcześniej?

  9. Grinario Luty 23, 2018 w 3:38 pm - Odpowiedz

    Thanks for spreading this important message! I love your honesty, Sazan!

  10. Marg Luty 24, 2018 w 11:02 am - Odpowiedz

    Dziewczyny.napiszę Wam mój powód zachowań bulimicznych. Wyobraźcie sobie że był to pasożyt,tasiemiec od surowych ryb. Póki go miałam czułam się tragicznie że sobą że swoim ciałem i byłam pewna że z tego nie wyjdę. Tak jak piszecie , wydaje się że do końca życia będziemy na spince. Gdy się wyleczylam problem zniknął z psychiki i ciała. Nie wyobrażam sobie się przejesc ani prowokować wymioty. W tłusty czwartek nie skusiłam się na paczka bo nie musiałam się na nic kusić po prostu kompletnie nie miałam ochoty. Normalne życie jest możliwe ale uwierzcie tylko w zdrowym ciele. Bez badań ani rusz .

  11. Monika Luty 26, 2018 w 10:18 am - Odpowiedz

    Marg, a jakie badania robiłaś że wyszło że masz tasiemca? Kiedyś interesowalo mnie to jakie choroby i pasożyty mogą powodować problemy z jedzeniem..

  12. Monika Luty 26, 2018 w 10:47 am - Odpowiedz

    Zaczynam coraz mocniej rozumieć jaka głupota jest robienie sobie deficytu.. Myślę ze nigdy nie skończę z zarlocznymi cheatami jak to się nie zmieni. Z ciekawości podliczylam ostatni tydzień i wyszło mi ok 3000 „zaoszczwdzonych” kcal, czyli deficytu.. I co? W ten weekend organizm nadrobil to i to razy dwa napewno, wg teorii Ani. Ciastka, czekolady, ogromna jejecznica, pol największej pizzy, ziemniory i karkówka w obrzydliwie dużej ilości oleju.. Mam dość tych maratonow, czas jeść tyle ile potrzeba.

  13. Luty 27, 2018 w 4:45 pm - Odpowiedz

    A co jeśli od dziecka byłam łakomczuchem i jadłam wszystko co mi wpadło w ręce? Byłam pulchnym dzieckiem, karmionym domowymi posiłkami, zawsze zjadałm wszystko i jeszcze więcej. Zawsze miałam ochotę na przekąski, słodycze itp. Zawsze jadłam więcej niż moje kolezanki, bo miałam większy apetyt. Skąd to sie bierze? Skoro od dziecka tak mam, to czy jest szansa ze kiedys sie to zmieni?

    • Asia Luty 28, 2018 w 9:25 pm - Odpowiedz

      Ta strona mówi o tym jak przestac się głodzić i dzieki temu osiągnąć idealną wagę. Czyli zamiast jeść mniej takie osoby zaczynają jeść wiecej, a tylko zyskują. Jak ktos jest obżartuchem choć nie oznacza to żarcia śmieci, ale po prostu lubi dużo – to bedzie miał poczucie straty, bo bedzie musiał się ograniczać jakkolwiek by tego pięknie nie nazwać. Takie osoby raczej nie są targetem tego bloga i nie da się ich tak łatwo naprawić.

  14. Monika Luty 28, 2018 w 9:57 am - Odpowiedz

    Aś – ja byłam wychowana dokładnie w ten sam sposób.. Również więc dołączam się do pytania? Chociaż myślę sobie i tak przyszło mi do głowy że może od najmłodszych lat miałyśmy rozregulowane poczucie głodu i sytości. Skoro całe życie rodziców i rodziny kręcilo się wokół stołu ciężko było nie jeść, zwłaszcza że np u mnie było tak z początku że nie istniało coś takiego jak zostawianie czegoś na talerzu.. Z szacunku do jedzenia (moi rodzice zaznali biedy we wczesnych latach swojego życia). Co ciekawe do 5 roku życia nie wiele mi smakowało, no chyba że to było coś słodkiego. Od zerówki natomiast z automatu zaczęłam jeść więcej niż rówieśnicy. I tak jest do tej pory. Zadziwiam większość ludzi tym ile jestem w stanie zmieścić w żołądku jednorazowo.. A byłam do tego przyzwyczajona od dziecka. Myślę że tyle lat rozpasania żołądka nie ułatwia diety.

Zostaw komentarz