• znieczulenie

Znieczulanie się jedzeniem.

Pod ostatnim moim postem rozwinęła się bardzo ciekawa dyskusja pod komentarzem Marty. Pozwól, że zacytuję jego fragment.

Nie muszę się głodzić, żeby kilka razy dziennie „marzyć” o rzuceniu się w dawne nawykowe działania. Serio. Gdy mam momenty, gdy nie zależy mi na sobie, gdy nie mam komu się wyżalić albo po prostu nie mam celu i nie chce mi się działać, jedzenie jest jedynym, co przychodzi do głowy. Chcę transu, chcę się odciąć, chcę nie czuć. Chcę.
(…) nasz organizm to fabryka narkotyków (zapożyczone od Roberta Rutkowskiego), sam umie wyprodukować masę doznań – endorfin itp. (…)

Mam wrażenie, że ten temat wypływa bardzo często na naszych terapiach; Co pani kompensuje jedzeniem? Od jakich emocji pani ucieka? itd. Przerabiałaś? Ja tak.

Jak wiesz ja uważam bulimię za nałóg powstały z powodu błędnego koła diet i nie uważam że samo analizowanie tego może pomóc. Nie twierdzę jednak, że nie trzeba się tym aspektem zająć.
Trzeba, bo jest on jak najbardziej realny.

Przecież alkoholik też sięga po wódkę, aby się znieczulić i na przykład zapomnieć że ma długi czy że się wstydzi (jak Pijak z Małego Księcia).
I tak samo nasz nałóg; często służy nam by radzić sobie z życiem – taka emocjonalna proteza (jak to się stało pisałam tu)

No dobrze; fakt jest taki, że tak jak Marta, czasami traktujesz jedzenie jako regulator emocji. Ja także to dobrze znam. No i co teraz?
Moim zdaniem teraz wypada zadać sobie pytanie: Co jest do cholery takiego złego w złych emocjach?
To że są nieprzyjemne?
Ale chwileczkę, kto powiedział, że życie musi być zawsze kolorowe, a każdą plamę na tym kolorze trzeba od razu zaprać? Przecież to ludzkie czuć się czasami do dupy. Gdyby nie to, nie moglibyśmy czuć się też dobrze – na zasadzie kontrastu. Tak samo, gdyby wszystko było niebieskie, nie wiedziałabyś że istnieje i czerwone i żółte.

Ludzie od zarania dziejów borykają się ze śmiercią, chorobą, stratą, wypadkami, złym humorem czy złością. No i co? Jakoś przeżyliśmy jako rasa i nic nam się nie stało.
Dlaczego by więc tych emocji nie przeżywać? Tak po prostu? Popłakać się, osmarkać, obgryźć wszystkie paznokcie z nerwów. Odrosną, nie martw się.

Albo dlaczego by nie pójść jeszcze dalej i zająć się tą sytuacją: poszukać rozwiązania, użyć swojej kreatywności by się z niej wykaraskać.
Ja wierzę że każdy problem życiowy to nic innego jak tylko zadanie postawione przed nami aby uczynić nas silniejszym.
Tak szczerze; chciałabyś nigdy nie mieć problemów? Pomyśl kim byś wtedy była? Niedojrzałym, zepsutym dzieciakiem.
To właśnie pokonywanie przeciwności kształtuje nasz charakter.

No dobrze, przejdźmy do konkretów. Wyobraź sobie, że masz problem. Na przykład przeciekający dach. Co możesz zrobić?
Ano możesz działać zawsze tylko na dwa sposoby:

1. Usunąć usterkę ze swojego życia: zawołać ekipę remontową, spróbować naprawić to sama, wyprowadzić się.
2. Zaakceptować usterkę: podstawiać wiadro za każdym razem kiedy leje, chodzić po domu z parasolką, urządzić basen w sypialni.

Możesz także NIE działać na dwa sposoby:

1. Nie usunąć usterki przy jednoczesnym niezaakceptowaniu jej – całe życie marudzić, że to niesprawiedliwe i że jestem poszkodowana.
2. Naćpać się – leje się dalej, tylko że ja tego nie czuję.

Ci którzy działają, różnią się od tych którzy nie działają tylko jednym – braniem odpowiedzialności za swoje życie.
Tak, czasami to cholernie nieprzyjemne; naprawa dachu kosztuje i czas i pieniądze i dyskomfort zmiany. Zerwanie toksycznych relacji, zwolnienie się z beznadziejnej pracy, rzucenie nałogu – także.
Ale zaufaj mi; bardziej nieprzyjemne jest moknięcie całe życie i siedzenie w zatęchłym pomieszczeniu. Bo kiedy się odurzasz, przez moment wydaje Ci się że to piękny pałac, ale nie zmienia to faktu, że żyjesz w norze.

Żeby nie było że się wymądrzam, a nie wiem o czym mówię; ja żyłam tak całe moje dorosłe życie. Mogłam coś ze sobą zrobić, być kimś, wykorzystać swoje talenty, a tylko wegetowałam. Największym zmartwieniem było dla mnie czy wyleczę kaca do wieczora by móc znowu się napić i za co kupię żarcie.
W moim narkotycznym śnie wydawało mi się że jestem przedsiębiorczą właścicielką młodej firmy (miałam swoją działalność gospodarczą), prowadzącą bujne życie towarzyskie (grupa znajomych poznaną w hipsterskiej knajpie), a byłam ledwo wiążącą koniec z końcem bulimiczką i alkoholiczką. To była prawda, która wyzierała na wierzch gdy znieczulenie przestawało działać.

Dopiero kiedy życie zwaliło mnie na kolana – i to dosłownie, bo przez jakiś czas musiałam myć kible w Belgii – wytrzeźwiałam. Bolało? Tak, cholernie. Utrata złudzeń i odcięcie sobie drogi ucieczki zawsze boli. Widzisz wtedy, że faktycznie leje się na łeb strumieniami, ale już dłużej nie da się tego ignorować. Trzeba wyleźć na ten dach, zrobić coś, dzwonić po pomoc, naprawić.

Spójrz więc też swojej prawdzie prosto w oczy. Z czym się w istocie rzeczy borykasz? Nazwij ten problem; związek, praca, pieniądze? Tak zawaliłaś, zjebałaś, byłaś ofiarą, dałaś się wykorzystać, nie przypilnowałaś, zmarnowałaś, zniszczyłaś. Jak brzmi to od czego tak uciekasz?
A teraz weź odpowiedzialność za swoje życie i zmień to. W głębi serca od dawna wiesz co robić. A jak nie wiesz, to – zapewniam i uwierz mi – znajdziesz rozwiązanie. Ono przyjdzie samo, gdy nie będziesz fruwać po sztucznych rajach z czekolady.
Odwagi kochana, będzie dobrze.

2018-07-24T14:47:17+00:0024 Lipiec, 2018|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

35 komentarzy

  1. Kasia Lipiec 24, 2018 w 3:52 pm - Odpowiedz

    A co Aniu gdy się ma depresje? Gdy zły nastrój nie odstępuje ani na minutę, kiedy non stop jest się przepełnionym lękiem i smutkiem, kiedy w każdej sekundzie życia ma się oczy pełne łez, kiedy boli każdy oddech, boli to że musi się żyć, że trzeba rano się podnieść i coś robić.

    Jem odpowiednio swoje zapotrzebowanie, ćwiczę żeby choć trochę tych endorfin wytworzyć a mimo to nadal borykam się z depresją. Już od dawna jej nie zajadam bo wiem że to bez sensu, ale Aniu mówisz, że złe emocje trzeba przeżyć tylko że one są czasem tak silne, że ścinają z nóg. W takich momentach ma się tylko ochotę leżeć i nawet nie płakać ale wyć.

    Wydawało mi się że jak nie będę się objadać, głodzić to wszystko będzie dobrze a tu życie zgotowało mi niespodziankę i po ED została wielka depresja, gdzie już od pewnego czasu leki nie pomagają i jedyne o czym czasem marzę to umrzeć, żeby się już nie musieć męczyć.

  2. Joanna Lipiec 24, 2018 w 4:02 pm - Odpowiedz

    Kasiu, leczysz swoją depresję?

    • Kasia Lipiec 24, 2018 w 4:44 pm - Odpowiedz

      Tak Joasiu biorę już od pół roku leki, które na początku działały ale od jakiegoś miesiąca pomimo leków depresja jakby wróciła ze zdwojoną siłą.

  3. Joanna Lipiec 24, 2018 w 5:22 pm - Odpowiedz

    A na terapię chodzisz? Ja na depresję leczę sie od 2007 roku, więc rozumiem, co czujesz.

    • Kasia Lipiec 24, 2018 w 6:51 pm - Odpowiedz

      Chodziłam przez pewien czas ale nic mi to nie pomagało. Nie wiem czy po prostu trafiłam na złego psychologa czy może to dlatego że to była moja pierwsza terapia i nie potrafiłam się do końca otworzyć, bo ja ogólnie jestem bardzo skrytą osobą.

      Ale jakiś czas temu jak byłam u psychiatry poprosiłam o nowe skierowanie i zapytałam gdzie znajdę dobrego terapeutę. Zapisałam się tam gdzie mi polecił i czekam teraz bo jest duża kolejka osób oczekujących.

      Joasiu a jak ty sobie z tym dajesz radę?

    • biedronkaA Lipiec 25, 2018 w 12:06 pm - Odpowiedz

      Kasiu, czyli u ciebie to ED zapoczątkowało depresję?

  4. Edyta P Lipiec 24, 2018 w 7:22 pm - Odpowiedz

    Ja zajadam stres,nudę,jak wiem,że następne dni będę dokładnie takie same jak poprzednie (mimo,że bardzo się staram ,żeby nie były). Zajadam wiosnę,lato…jestem typową meteopatką i dosłownie fatalnie się czuję w tym okresie .Czuję niepokój,lęk,stres a każdy taki na luzie mi się wydaje.Stresują mnie rzeczy i sprawy,które nie wywarły by na mnie takiego wrażenia jesienią czy zimą.Wtedy się rzadziej objadam i mam w sobie dużo więcej spokoju.mam wrażenie,że jestem z tym sama i się strasznie męcze w tym okresie.pod każdym względem.Zajadam też chore emocje,które we mnie siedzą i też czasami myślę,że świadomie wybieram drogę na skróty-żeby sobie coś ułatwić jak i tak jest mi wystarczająco trudno.Słyszę wtedy taki głos w swojej głowie:biedna dość,żę tak przeżywasz tą czy tą sytuacje to masz teraz jeszcze jedzenia pilnować i tym sobie dokładać???smutne,ale tak mam.

    • Ren Lipiec 28, 2018 w 11:05 am - Odpowiedz

      Edyta, może chcesz pogadać?

  5. Edyta P Lipiec 24, 2018 w 7:31 pm - Odpowiedz

    Kasia teraz depresja jest często spotykana,szukaj pomocy u specjalistów i w końcu trafisz na odpowiedniego.Może to taki etap w życiu,może ten smutek wcześnie zajadałaś i teraz widzisz że może nie jest Ci za dobrze w życiu?zadaj sobie parę prostych pytań:co mogę zrobić,żeby poczuć się lepiej (nie na chwilę,ale tak na dłuższą metę),nikt tak dobrze jak Ty nie wie czego chcesz.Zastanów się,pomyśl.Jestem pewna,że jest coś takiego.Może tkwisz w jakiejś toksycznej relacji,może jest coś co Ci ciąży?nie jesteś sama i na pewno jest jakieś rozwiązanie tylko szukaj go cierpliwie;*

    • k Lipiec 24, 2018 w 8:19 pm - Odpowiedz

      Edytko, doceniam, że chcesz pomóc, ale ja jako również chorująca powiem – depresja to zaburzona chemia w mózgu. Tutaj na nic zda się solidny plan, racjonalizacja, szukanie dziury w życiu. Owszem, terapeuta zrobi dla nas wiele pięknych rzeczy, ale nie podniesie nam magicznym sposobem kulejącej serotoniny. Mocno współczuję Kasi i radziłabym poza dobrym terapeutą szukać też dalej w farmakologii. Nam jest źle bo jest. Wierz mi, większość z nas gdyby wiedziała dlaczego – zrobiłaby coś z tym. Wielu z nas nie ma żadnych traum. Nie tkwi w złych relacjach. Na pozór nawet nasze życie wygląda okej – żyjemy, karmimy psa, pracujemy. Tylko w środku coś nie gra. I pytanie samego siebie, co mogę zrobić, żeby było lepiej (nic nie mogę, bo depresja to nie moja wina, sama w to nie weszłam i sama nie wyjdę) brzmi dość banalnie i myślę, że każdy chory z miejsca je skreśli :((

  6. Joanna Lipiec 24, 2018 w 8:46 pm - Odpowiedz

    Kasiu, poszukaj terapeuty poznawczo-behawioralnego. To są specjaliści, którzy zajmują się leczeniem zaburzeń nastroju. Mnie osobìście taka terapia pomogła. Jest tzw. krótkoterminowa, co oznacza, że nie trwa latami tylko przez określony czas, który ustalasz z terapeutą. Ustalasz z terapeutą, co jest dla Ciebie ważne i razem tworzycie program terapii. Jakbyś chciała pogadać, daj znać. Moi przyjaciele i dobrzy znajomi zawsze dziwili się, że biorę psychotropy, bo jestem wiecznie uśmiechnięta, przebojowa i towarzyska. I wiecznie zmęczona, śpiąca, bez poczucia sensu.

    • Kasia Lipiec 24, 2018 w 9:44 pm - Odpowiedz

      Joasiu poszukam pewnie teraz takiej terapi.
      Bo już sama nie mam pomysłu co robić.

      A bierzesz nadal leki? Mogę zapytać jakie bierzesz lub brałaś?

  7. Kasia Lipiec 24, 2018 w 9:40 pm - Odpowiedz

    Dziękuję wam wszystkim za odzew :*

    I tak Edytko niestety k ma rację. Ja mam cudowne życie bo chodzę do pracy którą zawsze chciałam mieć, studiuję wymarzony kierunek, mam przyjaciółkę która zawsze mnie wspiera, mam kochającego chłopaka i jakby ktoś popatrzył z boku to moje życie jest fajne.

    Tylko co mi z tego jak ja nie potrafię się tym cieszyć kiedy depresja jest obok. Ona siada koło mnie i przysłania to wszystko. Kiedy ona jest przy moim boku nawet wstanie z łóżka jest wyzwaniem ponad moje siły, pragnę wtedy tylko śmierci, i to nie jest tak że się poddaję i leżę i nie wstaję cały dzień. Ja walczę codziennie od rana do wieczora, w każdej sekundzie życia walczę żeby jednek wstać i coś zrobić, żeby się uśmiechnąć, pogadać z kimś.
    Ale ile można walczyć? Ja już po prostu nie mam siły. Czasem to wszystko jest tak trudne że uginam się pod tym ciężarem i leżę, płaczę tak to wszystko boli. Proszę Boga o śmierć, żeby mnie zabrał, żebym już nie musiała cierpieć.
    Życie z depresją to po prostu męka.

  8. Joanna Lipiec 24, 2018 w 9:54 pm - Odpowiedz

    Koniecznie wybierz się na terapię. Na pewno nie zaszkodzi, a może nawet pomoże. Też mam fajne życie. Obecnie biorę Eliceę i Tritico na sen, ale działa też przeciedepresyjnie. Wcześniej brałam Venlafaksynę, ale po Elicei lepiej funkcjonuję pod względem myślenia, myślę szybciej, mam mniejsze zaburzenia koncentracji, na dłużej mogę się skupić, mam też mniejsze bóle mięśniowo-stawowe spowodowane depresją i rzadsze migreny. Miałaś myśli samobójcze lub podejmowałaś próby samobójcze?

    • Kasia Lipiec 25, 2018 w 10:14 am - Odpowiedz

      Czekam właśnie z niecierpliwością kiedy się do mnie odezwą że zwolniło się miejsce na terapię.
      Ja od jakiś 3 miesięcy biorę Depralin i właśnie przez dwa miesiące było super a od początku lipca jest tragedia, jakby lek przestał działać.
      Myśli samobójcze to u mnie codzienność. Nie ma dnia żebym nie myślała że chcę już zniknąć i nie żyć. Cokolwiek robię mam nadziej, że za chwilę umrę. Idąc przez ulice celowo się nie rozglądam i czekam tylko żeby coś mnie przejechało, jadąc autobusem marzę żeby był wypadek i żebym zginęła na miejscu i tak w kółko.
      Prób samobójczych jeszcze nie miałam jedynie w najgorszych momentach kiedy już nie mogłam znieść tego wszystkiego zaczęłam się ciąć z nadzieją że przebiję sobie żyłę i umrę. Bo uważam że nie zasługuję na to by żyć, jestem zbyt beznadziejna, nic nie warta, wszystkim tylko sprawiam problemy dlatego uważam że dla wszystkich było by lepiej jak by mnie nie było.

  9. Joanna Lipiec 25, 2018 w 11:28 am - Odpowiedz

    Kochana, wcale tak nie jest, ale na tym właśnie m.in. polega depresja. Jak najszybciej wybierz się na terapię i skonsultuj się z psychiatrą odnośnie leczenia. Gdybyś chciała o coś zapytać, pogadać lub cokolwiek innego, daj znać:)

    • Kasia Lipiec 25, 2018 w 6:16 pm - Odpowiedz

      Dziękuję Joasiu :*
      Bylam dziś u psychiatry i zwiększył mi dawkę leku, zobaczymy jak będzie dalej powiedział, że jak nie będzie poprawy to grozi mi szpital.

      Kochana mogłybyśmy gdzieś pogadać na priv? Prze emaila czy facebooka ?

  10. Joanna Lipiec 25, 2018 w 6:29 pm - Odpowiedz

    Oczywiście. Jak nie będzie poprawy, pamiętaj, że zanim pójdziesz do szpitala, zawsze możesz jeszcze zmienić leki. Wybór jest duży. Mój mail: annaoj90@gmail.com. Zgadamy się wtedy na messengera.

  11. Edyta P Lipiec 25, 2018 w 7:13 pm - Odpowiedz

    Kasia rozumiem Cię dobrze mimo,że nie mam depresji.Ma ją moja siostra z którą dużo rozmawiam i wiem jak to wygląda.Ona ostatnio jak była u lekarza to rozmawiała z kobietą która bierze leki od 20 lat i mówi,że jak bierze się leki „pod siebie” to naprawdę można z tym żyć.Nie poddawaj się,nie jesteś sama i takie myśli ma każdy kto ma depresje.Jestem pewna,że powolutku staniesz na nogi i nauczysz się z tym żyć.Na wszystko jest sposób.Mocno wierze,że znajdzie się rozwiązanie.To już nie jest przypadek,że się tu odezwałaś i spisałaś z Joasią,która zna ten problem;)

  12. Samira Lipiec 25, 2018 w 9:01 pm - Odpowiedz

    Ja już nie wiem co robić, żeby było lepiej. Udało mi się nie mieć napadów kompulsywnego żarcia przez rok. Teraz wszystko wróciło, z podwójną siłą.

  13. Joanna Lipiec 25, 2018 w 10:13 pm - Odpowiedz

    Z depresją owszem da się żyć. Ale nie chodzi o to, źeby to życie było nieustanną walką. Depresja niestety wiele zabiera i niestety części nie chce później zwrócić. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto z depresji wyszedłby bez uszczerbku na zdrowiu.

  14. Joanna Lipiec 25, 2018 w 10:14 pm - Odpowiedz

    Samira, zastanów się dlaczego w ogóle wróciły.

  15. Aru Lipiec 26, 2018 w 9:16 am - Odpowiedz

    Genialny wpis. Naprawdę świetny, trochę inne ujęcie niż zwykle. Dziekuje.

  16. vandeloppa Lipiec 26, 2018 w 9:28 am - Odpowiedz

    A ja jeszcze do Kasi słówko….ja też od ponad dwudziestu lat leczę się na depresję…i rozumiem i wiem co czujesz i mam za sobą próby samobójcze… Od niedawna jest dobrze, od momentu gdy zaczęłam leczyć hashimoto…nie miałam pojęcia że choruję. Wcześniej regularnie zmieniałam leki bo ciągle nie działały… Odkąd zaczęłam się leczyć na tarczycę i po kilku miesiącach hormony zaczęły działać to depresja jest opanowana. I od tego momentu miałam też siły zająć się bulimią. Teraz, po prawie 25 latach życia z ED czuję się wolna, normalna, czuję spokój i sens życia… Kasiu, może i Tobie kochanie coś się dzieje od strony zdrowia fizycznego a to ma ogromny wpływ na psychikę. Idź na badania, i to pod różnym kątem… Ja tak miałam dość wszystkiego że postanowiłam ostatecznie poszukać w innych miejscach przyczyny tego samopoczucia. Pomogło. Może Tobie Kasiu też ten pomysł pomoże albo komuś innemu… Cieplutko Was Wilczki pozdrawiam!!!!!

  17. Edyta P Lipiec 26, 2018 w 12:45 pm - Odpowiedz

    Zgadza się.Ja akurat też leczę tarczyce i zanim się dowiedziałam o tym chodziłam po psychologach,bo byłam tak nieszczęśliwa.Teraz każdy dobry psycholog pyta na wstępie:”robiła Pani tsh?”każdy przypadek jest inny,ale badania na pewno trzeba zrobić chociażby po to,żeby pewne sprawy wykluczyć.

  18. Kasia Lipiec 26, 2018 w 5:49 pm - Odpowiedz

    Dziękuję wam dziewczyny za tak za każde dobre słowo :*
    Nie wyobrażałam sobie nawet że dostanę tu aż tak wielką pomoc.
    Jesteście cudowne :*
    Trzymam kochane za was kciuki żeby już wszystko zawsze było dobrze 🙂
    I na czasie pierwsze co zrobię to zbadam tarczycę 🙂

  19. K Lipiec 27, 2018 w 8:12 am - Odpowiedz

    Widzę że moją podstawową przyczyną bed jest właśnie znieczulanie się jedzenie, a nie jakiś niedobór kalorii…. jak żyć?

    • Monika28Lat Lipiec 29, 2018 w 10:29 pm - Odpowiedz

      Mam identycznie. Od roku jem powyżej swojego zapotzrebowania i całkiem zdrowo a to dziadostwo nie przechodzi 🙁

  20. Joanna Lipiec 29, 2018 w 8:07 am - Odpowiedz

    Nauczyć się radzić sobie z emocjami i pozwolić im płynąć.

  21. Joanna Lipiec 29, 2018 w 8:09 am - Odpowiedz

    A apropo tsh. Gdy miałam niedoczynność nadnerczy również miałam nasilone objawy depresji.

  22. Monika28Lat Lipiec 29, 2018 w 10:28 pm - Odpowiedz

    I ja nieustannie znieczulam się jedzeniem. Kończe z tym na kilka dni i znów wracam 🙁 Czy jest tu jakaś dziewczyna/kobieta 😉 z Warszawy która chciałaby spotkać się z 28 letnią objadającą się okresowo Warszawianką i razem wspierać się w dążeniu do całkowitego wyzdrowienia? Ja często objadam się bo mi się nudzi, nie mam z kim pogadać, brak mi celu…. Proszę o kontakt osoby, które chcą pomóc mi i sobie 😀 Mój email: Monia_2416@wp.pl

  23. Patrycja Sierpień 3, 2018 w 11:51 pm - Odpowiedz

    5 miesiecy temu myslalam, ze zawsze bede pocieszać sie jedzeniem, podsycać nienawiść do swojego ciała i samej siebie. Dzis? Dziekuje za to, ze wpadłam na tego bloga! Chce mi sie plakac ze szczescia. DOSŁOWNIE. Kocham zycie. Nauczyłam sie i nadal sie ucze zyc ze soba a nie gdzies w chmurach. Rozmawiam ze soba i wreszcie słucham siebie, daje sobie przyzwolenie na odczywanie emocji nawet tych negatywnych ale nie daje sobie przyzwolenia na objadanie sie z tego powodu bo do jasnej cholery! Po co mi to? Po co mi pizza z podwójnym serem i tabliczka czekolady zapita kawa i chęć dalszego obżarstwa skoro moge byc wolna? Bo taka sie czuje dzis. WOLNA. Pierwsze wakacje za mna, all inclusive oznaczało dla mnie do tej pory górę jedzenia i nielimitowany alkohol. Ostatnie wakacje były inne bo jadlam normalnie, jadlam jedna porcje obiadowa a nie 3 , owoce na deser a czasem lody 🙂 niczego sobie nie odmawiałam i pizze tez zjadłam i to nie raz ale potrafiłam zostawic nawet polowe bo bylam juz pełna.
    Bo to jest normalne. Cieszyłam sie wakacjami a nie tylko i wyłącznie ŻARCIEM, a co z waga ? Wazę sie wtedy kiedy mi sie przypomni a po wakacjach 1kg mniej lol szok i niedowierzanie bo zawsze bylo 3kg+ przez napady . Z kazdym dniem chce byc dla siebie lepsza bo tyle czasu straciłam na to byc kims innym. Nigdy wiecej!

    • Marta Sierpień 20, 2018 w 10:42 am - Odpowiedz

      Patrycjo, gratuluję i cieszę się razem z Tobą 🙂 Niech moc zostanie z Tobą na zawsze :))

  24. Patrycja Październik 23, 2018 w 1:36 am - Odpowiedz

    Witam , nie wiem czy przeczyta Pani ten komentarz oraz wiadomość skierowaną do Pani m.in o pomoc. Mam 21 lat i ktoś z boku by pomyślał o mnie jako o osobie fit , potrafiącej gotować , zawsze zorganizowana pojemniczki do pracy na uczelnie , trochę sportu , zadbana , umalowana i można wymieniać. No tak ale to tylko obraz jaki sobie pozwoliłam stworzyć o własnej osobie. Czy poszło mi to na dobre ? Sama nie wiem niestety. Już od 6-8 roku życia zaczęłam tyć , uwielbiałam jeść , chociaż mama ewidentnie dbała o to żebym umiała zarządzać tym 1,20 na jakiś smakołyk ( inne czasy hehe ) , ale przyszedł okres kiedy dziecko , które raczej starało się być wesołe i przyjazne nauczone tak przez rodziców zaczęło być traktowane jak śmieć. Trafiłam na dziecko, które z pewnością także cierpiało i w ramach chęci wyżycia wyżywało się na mnie . 5 lat z 6 podstawówki dla mnie piekłem , znęcano się nade mną psychicznie jak i fizycznie . W pewnym momencie mama się dziwiła czemu nie chce uczęszczać do szkoły , a ja wyczerpana stresem , strachem i codziennymi migrenami , które miałam od najmłodszych lat zaczęłam płakać po kontach u siebie w pokoju gdy mama nie widziała. Oprócz tego znalazłam nowego przyjaciela czyli jedzenie , jadłam słodkie , kochane słodkie , zajadałam czułam się o wiele lepiej gdy po ciężkim dniu mogłam wreszcie sobie sprawić przyjemność. Mijały lata, a ja tyłam , bywały dni kiedy bałam się przejść ulicą obok dziecka , które mi dokuczało , był to chłopiec , więc tym bardziej często byłam popychana i szczypana, dodatkowo wyzwiska i znęcanie się psychiczne co oddziaływało na całą klasę.
    Mijały lata , poszłam do gimnazjum co było wielką odskocznią , dużo osób było z podstawówki , ale nie było już ze mną prowokanta , odetchnęłam , ale nadal jak to w mniejszej miejscowości każdy każdego znał co powodowało, że historia wracała, a ja nie byłam na tyle silna żeby walczyć.Szczęście sprawiło , że poznałam swoją przyjaciółkę , która była inna : szczera do bólu , ale uczciwa i co najważniejsze były dla niej rzeczy ważniejsze , ciekawsze niż było to u rówieśników m.in nie zwracała uwagi na aspekty materialne tylko na człowieka. Mimo wszystko nadszedł czas kiedy chciałam coś zmienić i nagle wymyśliłam sobie, że akceptacje wśród rówieśników uzyskam dopiero gdy schudnę . Bywały głodówki o samej wodzie , nadszedł okres kiedy moja mama wygrała parowar w jakimś konkursie i tak zaczęłyśmy czytać co tu można ugotować fajnego , mijały miesiąca , a ja posiadając wsparcie od mamy zagłebiałam się bardziej i nie powiem , że tego nie lubiłam , uwielbiałam gotować zdrowo , wymyślać zamienniki. Zaczęłam intensywnie rosnąć plus zdrowiej jadłam , były wakacje , a ja biegałam , chodziłam jadłam naturalnie po prostu wtedy kiedy byłam głodna i miałam czas. Wracałam do szkoły o schudłaś , cieszyłam się , problem nadal tkwił z brakiem akceptacji, więc chciałam być lepsza , nie wystarczyło mi to co mam brnęłam dalej i dalej , treningi , bieganie , żeby pokazać , że nie jestem fajtłapą na wf .
    Nadszedł czas szkoły średniej , odżyłam stałam się mocniejsza , pewniejsza siebie , pożegnałam stare towarzystwo, oprócz mojej najlepszej przyjaciółki. Trafiłam na świetnych ludzi i czułam , że odżyłam ta wolność pozwoliła mi się otworzyć.
    Mimo wszystko nadal chciałam siebie udoskonalać , nie ponosić porażek , być piękną i zadbaną. Wiadome, że przychodzą czasy kiedy nie tylko sobie chcemy się podobać , chyba każdy to przerabiał w młodzieńczych latach heheh. Ćwiczyłam , zapisałam się na siłownie , pojemniczki do szkoły , poznałam tajniki makijażu pierwszy raz w 1 klasie , udoskonalałam coraz bardziej , widziałam jak wszystko się zmienia byłam chora ze szczęścia. Lata technikum mijały i nagle łup odbiło się na zdrowiu to moje przepracowanie ( siedzenie do 4 w nocy , żeby być pilnym studentem , treningi na siłce , dietka cacy sałateczka , owsianeczka ) mocne zapalenie płuc leczone miesiącami bez efektu w końcu wylądowałam w szpitalu , potem niedoczynność tarczycy , osłabiona odporność no i to co mogło załamać Patrycje najbardziej , mianowicie 10 kg na wadzę , a potem 20. Leki , zły dietetyk , dietka 1300 kcal , treningi , siłka i nagle coś pękło miałam dość , frustracja , brak siły , motywacji do wszystkiego. Moja mama wyuczona przez moją osobę że „P to musi jeść zdrowo bo zaraz będzie truła, że przytyła” cały czas mi powtarzała „pilnuj się bo znów będziesz płakać” „jak będziesz znów gadać i płakać , że jesteś gruba to nie mów mi , że nie mówiłam” . Pozbawiona sił znów zaczęłam zajadać.
    Jadłam po kryjomu , żeby mama nie widziała , w wakacje sobie pracowałam więc miałam potem w ciągu roku jakieś kieszonkowe o które nie musiałam prosić , żeby się nie tłumaczyć.
    Kupowałam , jadłam słodkie czekolady ciastka. Najwięcej ile zjadłam to 50 snikersów w ciągu całego dnia. Mama wychodziła ja wyjmowałam po cichu w pokoju żeby nie słyszałam broń boże szeleszczenia i jadłam ,oglądałam sobie filmy i jadłam relaksowałam się nie czułam presji wszystkie problemy znikały a mama nie wiedziała , więc nie krytykowała . Z rana do szkoły piękne pojemniki , a po szkole obżarstwo , uczucie szczęścia i spokoju. Wszystko było nadal perfekcją bo gdy przytyłam to znów dieta i dieta i dieta . Do szkoły makijaż , ciuchy , czułam , że nad wszystkim panuje .
    Szkoła skończyła się już kilka lat temu , ale napady powracają. Nie powiem lubię świadomość co jem i co powinnam jeść , znajomość tego co powinnam wybrać bo jest zdrowsze , mniej przetworzone , zamienniki , zdrowe przepisy cieszę się tym do tej pory i traktuje jako hobby , którym chce się dzielić. Natomiast problem stanowi brak akceptacji i strach przed krytyką i porażką oraz niestety przed przytyciem. Gdy tyje popadam w depresję , gdy chudnę i widzę , że mnie mniej czuję szczęście i chęć do życia .
    Z kolejnej strony nadal czuję strach co powoduje , że zajdam , jem nawet dziennie czasami ponad 10000 kcal dopóki nie bd pełna , ale potem są wyrzuty i myśl znów dieta , a potem myśl boże ale czemu ja muszę być cały czas na diecie , przecież ja bym chciała być chuda tak z siebie a co nie zjem to niby tyje a jem o wiele za dużo , nagle zaczynam się pokładać , leżeć , jeść , mieć czarne myśli.
    Coś nie wyjdzie mi w sferze zawodowej , w szkole martwię się żeby opłacić czesne , a co jeśli mi zabraknie , a co jeśli stracę prace lub jej nie znajdę. Wkurzona mama , presja, częste kłótnie i strach wielki ogromny strach przed przyszłością. Brak słońca depresja i tak w kółko. Porównywanie , strach , walka o akceptacje siebie , ale jednak znów strach i objadanie , czemu jestem taka beznadziejna i potem znów walka , ale brak kogoś komu mogę to powiedzieć powoduję znów porażka . Gdy od rodzica słyszysz ” Co się dzieje ? czujesz fale pomocy ” gdy już jesteś na przepaści , ale po lekkim podniesieniu naglę podczas lekkiej sprzeczki wytykane są błędy i słowa ” a ja jakoś się nie żale , teraz każdy ma depresje , trzeba sobie radzić w życiu i wziąć się w garść , ogarnąć się ” dobre słowa przeplatane z tymi powodującymi ból mimo miłości .
    Dlaczego napisałam bo walczę , żeby każdy dzień był spokojniejszy. Mając 21 lat chce znów się cieszyć i odetchnąć po prostu traktować krytykę jako coś co trzeba przeanalizować , a nie brać w 100 procentach do siebie. pokochać siebie i wyjść z sideł social media a’la piękne ciało , każda młoda osoba fit ciało , piękna opalenizna włosy i wspaniałe życie . Co wiem , że nie jest do końca prawdą , a także kreacją przez człowieka. Mimo wszystko mała wiedźma z tyłu głowy porównuje .
    W okresie bezsilności , właśnie teraz poszukuje pomocy , rozwiązania problemu . Waga spadła 14 kg woow no pochwały , ale stres , rozmyślanie , presja spowodowała , że popłynęłam 6 kg na plusie ale to tak nie martwi jak to , że przez 20 dni chłonę wszystko jak odkurzacz znów po na pewno 8 tysięcy dziennie jak nie więcej nie kontroluję się cały czas myślę żeby zjeść to , tamto i sianto . Więcej po kryjomu , spróbować wszystkiego po kryjomu , poczuć ulgę , wyrzuty , ale początkowow o nich nie myślę tylko wciągnięta w wir jedzenia jem , jem i jem , a potem wyrzuty , wyrzuty i znów jedzenie. Pisząc to płakałam , ale możliwość uzyskania rady , powoduje , że staje się spokojniejsza.

    Nie wiem czy to Pani przeczyta , ponieważ rozpisałam się okropnie sporo i to jeszcze w poście odległym od teraz , natomiast mam nadzieje , że uzyskam chociaż kropelkę pomocy od Pani. Pozdrawiam i życzę miłego dnia 🙂

    • Wilczo Glodna Październik 23, 2018 w 9:14 pm - Odpowiedz

      Kochana, z tego co piszesz to wpadłaś w klasyczne błędne koło diet i jojo. Czy znasz mojego bloga? Czytałaś artykuły o normalnym jedzeniu na przykład?
      Przykro mi z powodu Twoich ciężkich przeżyć. Może powiennaś udać się na kilka sesji z psychologiem, jeżeli chodzi o poradzenie sobie z przeszłością i zaakceptowanie siebie?

Zostaw komentarz