Cud

To jest świadectwo Oli. Ola była jedną z najbardziej zaburzonych podopiecznych jakie kiedykolwiek miałam zaszczyt prowadzić. To co się z nią stało w tak krótkim czasie (30 dni) zakrawa na cud. Przeczytaj jej słowa skierowane do Ciebie i do swojego ciała.

Aniu, nie potrafię tak pięknie pisać jak Ty ale to zupełnie szczerze jako podsumowanie mojej pracy z Tobą.

Cześć dziewczyny i chłopaki. Jestem Ola, właśnie skończyłam 33 lata i zakończyłam pracę z Anią na mentoringu. Sięgam pamięcią wstecz próbując przypomnieć sobie jak wyglądało moje życie przed „wpadnięciem” w zaburzenia odżywiania i nagle pustka. Nie wiem. Jestem chora od „zawsze”. Nie pamiętam. Wszystko zamglone. Musiałam mieć około 11, może max. 12 lat jak zaczęłam się nieumiejętnie odchudzać, a potem to już równia pochyła do miejsca, w którym spędziłam ponad 20 lat mojego życia. Do miejsca, gdzie piekło wydaje się wybawieniem. Chorowałam ostro. Bez przerwy. Bez lepszych dni. Codziennie, po nocach i dniach, w szkole, w liceum, na studiach, w pracy, cały czas. Nawet ze swojego ślubu pamiętam głównie jedzenie, wymioty i lęk, że ubrudzę sukienkę i zniszczę makijaż. Chorowałam do krwi. Do krwi wymiotowałam, do krwi się cięłam do krwi się kaleczyłam. Moje ciało, mój wróg, odpad, który powinien być na śmietniku. Marzyłam o każdym innym ciele, moje mnie obrzydzało. Pragnęłam śmierci ale wstydziłam się leżeć taka gruba i brzydka w grobie! Wymioty, jedzenie, kombinowanie, kłamstwa, oszustwa zastąpiły mi rodzinę i przyjaciół. Było to dla mnie tak oczywiste jak mycie zębów albo zakładanie kurtki zimą. Nie znałam inaczej i pogodziłam się, że tak już zostanie, przestałam się starać, gdyż to stało się NORMĄ.

Wilczo głodną czytałam od dawna, coś tam się zmieniło na lepsze ale nie potrafiłam wcielić niczego w życie, dziewczyny opisywały swoje świadectwa, a ja nie wierzyłam, że to może mnie też dotyczyć. Ba! Ja byłam święcie przekonana, nawet zaczynając współpracę z Anią, że jestem inna niż Wy wszystkie i nic mi już nie pomoże. Bałam się, że umrę z głową w kiblu i pęknie bańka pozorów zadbanej, pewnej siebie dziewczyny, którą uporczywie grałam, jak najlepsza aktorka Hollywood. No Oskar mianowany. Tytuł: dramat obyczajowy. Obsada: ja, żarcie, kibel. Akcja toczy się 24h na dobę, ról drugoplanowych brak.

Napisałam do Ani po tym, jak siedząc sama w domu zatapiałam czas kolejnym piwem, przytulałam się blisko do kolejnego garnka syfnego żarcia zrobionego w pośpiechu. Garnka, talerzy nie używałam. Za mało się na nim zmieści. I nagle zobaczyłam kogoś z lotu ptaka, zamurowało mnie, bo zobaczyłam jakąś karykaturę człowieka, najbardziej samotną osobę pod słońcem, przeraziłam się. To byłam JA.
Ania odpisała praktycznie od razu, jak zwykle, ciepło, serdecznie, dała mi nadzieję, że też to przechodziła , i że ja też mogę być szczęśliwa. Postanowiłam spróbować. Na zasadzie eksperymentu.

I co? To, co się ze mną stało i jaką drogę przeszłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zmieniłam dosłownie wszystko! Ot tak! Nauczyłam się jeść. Tzn. dalej się uczę. Ale chodzić już umiem, na bieganie przyjdzie czas. To podstawa. Jedzenie jest dobre a restrykcje są złe, jedzenie zdrowe, nieprzetworzone ale nie tylko. Umiar we wszystkim. To takie proste a jednak taaaak trudne. Postanowiłam jeden jedyny raz zrobić coś konsekwentnie, Postanowiłam, że przez 30 dni nie będę wymiotować. To było najważniejsze, wiedziałam, że zdarzy się objeść, ale byle tylko ponieść konsekwencje, zatrzymać to, przerwać schemat powtarzany od lat. Ania towarzyszyła mi w tej drodze i dodawała sił jak było ciężko. A było. Brzuch się buntował na początku, nagle dostaje jedzenie i ma sobie z nim poradzić! Przy schylaniu wszystko się cofało. W ciągu pierwszych 10 dni miałam straszne obrzęki, przybrałam 14kg na wadze i chciałam rzucić to wszystko. Ale to eksperyment. Trwałam dalej. Ania trzymała za rękę i dawała cenne wskazówki. Obrzęk zaczął schodzić. Wielkie uff. Trzeba zaufać Ani , puścić kontrolę i nie jeść na mało. Ania wie lepiej ile to normalnie a ile nie i chce dla nas jak najlepiej, nie chce nas utuczyć!

Po tych 4 tygodniach zaczynam powoli czuć znowu głód, który przez lata ignorowałam i który w końcu zanikł, zobaczyłam, że tak samo jak inni normalni ludzie, moja przemiana materii działa i ma się o dziwo, całkiem nieźle. Słucham w końcu co moje biedne, dobre ciało ma mi do powiedzenia. Od teraz jesteśmy drużyną. Działamy razem. My. Nie patrzę na siebie z obrzydzeniem i nienawiścią tylko troską i akceptacją. Wielkiej miłości i zakochania nie ma i pewnie nie będzie ale to nic, nie jestem już tak paskudnie surowa dla siebie, nie chcę się więcej nigdy celowo krzywdzić.

Nie zmieniło się diametralnie moje ciało, ale diametralnie zmieniło się to, jak ja na siebie patrzę i co widzę. A widzę mnóstwo niedoskonałości, widzę też mnóstwo fajnych rzeczy, te „gorsze” akceptuje, nie skupiam się na jednej słabszej części (u mnie był to brzuch) tylko patrzę na całość. A jest ok! Nie to co chude jest piękne, tylko piękne jest to co jest normalne. Normalne czyli szczupłe i sprawne. Eureka. Przez 20 lat na to nie wpadłam. Z Anią ogarnęłam dosyć szybko.

Ja przez te wszystkie lat serio nie wierzyłam, że wygram normalność, że będę miała prawdziwe relacje z ludźmi, że będę mogła się skupić, pójść do restauracji i nie pierwsze co to patrzeć gdzie toaleta. Mogę dać się unieść prądowi życia a nie walczyć z nim, zachłystując się co chwila myślą, że tonę. Ze tonę w tonach żarcia. Tak uparcie walczyłam o władzę nad swoim ciałem. Odpuściłam. Ono jest mądrzejsze niż ja.

Ania zmieniła wszystko. Dała mi wiarę, ze to jak się potoczy moje życie zależy ode mnie, i że mam wybór. Zrobiła coś w 30 dni, czego nie udało się lekarzom, psychologom, terapeutom, szpitalom zrobić w ciągu tylu lat. Potrzebowałam złapania za rękę i jasnej instrukcji. Nie wygadywania o wyrzucaniu złych emocji symbolicznie poprzez wymioty. To nałóg. Ale to świetna wiadomość, z nałogów można wyjść. Myśli chorobowe mam, i co? Nazywam, je, olewam, to ten „wilczy ogon”, który jeszcze teraz jest całkiem pokaźny i gęsty ale pewnie niedługo, olewany zmaleje do niedużej kitki, a czy zniknie? Czas pokaże.

Tak więc dziewczyny i chłopaki, do dzieła! Jeśli wahacie się co zrobić, napiszcie do Ani. Ja dzięki niej zdjęłam chore klapki z oczu, przeraziłam się sobą z przeszłości, zapłakałam , spojrzałam w lustro i patrzyłam tak długo, aż spadła maska, którą zakładałam nawet przed samą sobą, i…uśmiechnęłam się pierwszy raz tak szczerze…sama do siebie. Jestem spokojna. Paradoks jest taki, że moja „idealna” waga jest bliska tej, którą tak uparcie próbowałam utrzymać chorując. Piekło już znam. Nie wrócę tam. Drzwi zamknięte. Jest tu i teraz. Ja i moje życie. I pasje, które powoli odkrywam.

Dziękuje Ci Aniu z całego serca.

normalna Ola

Na początku mentoringu dałam Oli zadanie, aby napisała list do swojego ciała. To co przeczytałam wbiło mnie w podłogę, mimo że czytałam w swoim życiu już chyba wszystko.

List do mojego ciała

Ty potworze, nienawidzę cie od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią
porównywałam cię z innymi i zawsze wypadałeś słabo, brzydko, grubo,
obleśnie, wstrętnie. “ Ty pasztecie, Ty gruba świnio”, tak odwracaj się,
odwracaj, to o tobie mówią . Nienawidzę ciebie tak strasznie. Chce cię
napchać do bólu, podrapać do krwi, to mi sprawi masochistyczną
przyjemność. Chcę by cię bolało, chce cię ukarać za to, że jesteś takie
nieudane, nienawidzę cię w całości i w każdym detalu. Lubię jak cierpisz.
Napawam się tym, że zadaje ci ból. Nie ma zmiłuj. Chce się z tobą obchodzić
brutalnie . Ale zobacz , jestem dla ciebie nieudaczniku łaskawa, Zobacz, daje
ci szczęście, pożyczone i zwrócone. Szczęście w nieszczęściu, nieszczęście w
szczęściu. Katharsis. To takie proste. Daje ci tony szczęścia. Bydlaku.
Nienawidzę cęe, nie czuje się z Tobą jednością, jesteś obce, nie trawię twoich
krągłości, fizjologii a przede wszystkim tego że krwawisz, dobrze że udało mi
się ciebie tego oduczyć. Masz szczęście. Może cię nie ukaram dzisiaj.

● Jesteś jakby nie moje, jakby cudze, często patrzę na ciebie z boku albo
tak jakby z góry , patrzę jak cię gwałcą co noc a ty debilu nic nie
robisz, poddajesz się, wpuszczasz tak oo, czemu się już nie zaciskasz?
Słabiuteńko kochanieńkie i nie tłumacz się tym że jest ci potem źle i
sobie rzygniesz- jesteś dziwka i już tak zostanie. Rzygać mi się chce jak
patrzę na twoje tłuste wszystko, na te fałdy na brzuchu i wyraz twarzy
jakbyś chciała krzyczeć ale się boisz. Słabeuszu. Gruba dziwka. Jako
produkt odpadowy moje miejsce jest na śmietniku.

Na końcu mentoringu Ola sama z siebie postanowiła napisać ten list jeszcze raz…

Drogie ciało,

To ja, twoja Ola, rozumiem, że nie reagujesz na to powitanie gdyż od zawsze inaczej Cię nazywałam. Ale mówię właśnie do Ciebie… posłuchaj proszę co mam Ci do powiedzenia, gdyż przybyłam z daleka, przemierzyłam bardzo długą i trudna drogę by być w tym miejscu i do Ciebie mówić.

Nigdy nie traktowałam Cię poważnie, wydawało mi się oczywiste że jesteś i masz mi służyć. Masz działać pod moje dyktando czy Ci się to podoba czy nie. Walczyłam z Tobą od zawsze. Tak bardzo Cię za to przepraszam… a Ty, jak taki zbity wierny pies, dalej mi służyłeś.

Drogie ciało, chciałam Ci powiedzieć, że dotyk niekoniecznie musi sprawiać ból i wiązać się z cierpieniem, nie musisz się przed nim bronić, kulić, już nikt nigdy nie dotknie Cię w sposób który Ci się nie podoba. Dopilnuje tego. A zacznę od siebie. Już teraz będę cię tylko dobrze dotykać, kremować, masować, nie będę więcej zmuszać Cię do wymiotów. Choćby zdarzyło mi się jeszcze czasem dać Ci za dużo jedzenia, zostanie on w Tobie ok? Możemy pójść na taki układ?

Zobaczysz, od teraz wszystko się zmieni. Już się zmienia. Mam dalej problem z tym jak wyglądasz, ale obiecuje ze nie będę przeciwko Tobie więcej walczyć. Jesteśmy drużyną. My. Ja to Ty. Ty to ja.

Tak jak obiecuje Ci , że zrobię wszystko by lepiej o Ciebie zadbać , byś już więcej nie cierpiało, moje biedne , kruche ciało. A takie silne! Jestem pod wielkim wrażeniem co dla mnie zrobiłeś. Przeżyłeś. Inne ciało już dawno by się wypięło i zakończyło współpracę. Dawałeś mi tyle sygnałów a ja je ignorowałam , jejku tak mi przykro.

Wyniszczałam Cię fizycznie i psychicznie. Biłam, dawałam Cię bić, maltretowałam, cięłam, przypalałam, poniżałam, obrażałam, głodziłam lub napychałam do bólu i zmuszałam do wymiotów. I tak ciągle, w kółko. Przez lata. Dzień w dzien. Dawałeś mi obficie sygnały które ignorowałam myśląc sobie że stanowi to o mojej sile, jaką mam władzę nad Tobą i cieszyłam się że zrobiłam Ci na złość. Najpierw dawałeś mi sygnały głodu i zimna: z rozkoszą odmawiałam jedzenia, chciałeś odpocząć: katowałam Cię sportem do upadłego, potem zacząłeś mdleć i tym mnie wkurzać, w nagrodę dawałam Ci wielokrotne ataki obżarstwa i rzyganie, aż zacząłeś wymiotować krwią, nic mnie nie powstrzymało. Ba! Byłam z siebie dumna. Napad padaczkowy zignorowałam, zatrzymanie krążenia przez zaburzenia rytmu przestraszyły mnie tylko na chwilę. Potem przestałeś mnie informować o głodzie, jednak walczyłeś o każda kalorie zatrzymując procesy fizjologiczne, serce zwolniło , włosy powypadały, a miesiączka na lata ustala, jesteś takie mądre. Geniusz! A ja zamiast być Ci wdzięczna że żyje z upojeniem cięłam cię i patrzyłam jak krwawisz. Lubiłam jak cierpisz, patrzyłam jak próbujesz zatamować krwawienie kurcząc naczynia krwionośne gdyż ode mnie plastra nie dostałeś. Kilkakrotnie musieli Cię zszywać, nie dostałeś ode mnie znieczulenia. Przepraszam.

Inne ciało dawno by się poddało. ..
Uporać muszę się z myślą że to nie groźne wirusy ani komórki nowotworowe czy inne tajemne siły, ale ja sama doprowadziłam Cię do skrajnego wyniszczenia. Byłeś znienawidzone. Przepraszam. Mam Ciebie tylko jedyne. Jesteś moje. Ty to mój jedyny dom. Moja jedyna fizyczna forma na tym świecie. To mój prywatny cud.

Ola

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-04-13T09:03:12+00:00 13 Kwiecień, 2018|Kategoria: Media|Tagi: , , , |

24 komentarze

  1. Kamila S Kwiecień 13, 2018 w 9:49 am - Odpowiedz

    Gratuluję sukcesu! 🙂 natomiast to dopiero teraz dopiero zacznie się cięzka praca nad sobą i budowanie swojego życia kawałek po kawałku…budowanie samej siebie od podstaw i wypełnianie pustki,którą ed zostawiło po sobie. Tak- będą cholernie trudne dni i momenty,kiedy bedziesz chciała rzucic całe to „zdrowienie” w cholere….będą dni depresyjne,kiedy wszystko wyda Ci się bezsensowne.Będzie tez nagłe zderzenie z rzeczywistością,ale jeśli nie odpuścisz i nie poddasz się – czeka na Ciebie całkiem inne,nowe życie. 🙂 Wiem o tym,bo sama przez to przeszłam – również po 20 tu latach chorowania 🙂 także działaj Olu dalej i walcz o swoją wolność, bo to najpiękniesjsze uczucie naświecie :*

  2. Ola Kwiecień 13, 2018 w 1:18 pm - Odpowiedz

    Jejku, jak teraz to czytam, to mimo iż minęło tak mało czasu to sobie myślę ” jak można o sobie tak napisać „, od jednego pytania Ani zaczęłam się nad tym zastanawiać: ” co Ci ciało takiego zrobiło ” . Od tego pytania zaczęłam swój proces zmiany….Aniu, dziękuję za uratowanie i mi życia i nie, nie poddam sie:-)

  3. Kasia Kwiecień 13, 2018 w 3:05 pm - Odpowiedz

    Wow. Ania, wielki szacun i gratulacje da Ciebie Olu.

  4. Emilia Kwiecień 13, 2018 w 3:14 pm - Odpowiedz

    Popłakałam się, czytając to… Jestem na etapie wychodzenia z zaburzeń, właściwie myślałam, że już z nich wyszłam. Jeśli chodzi o jedzenie to jem teraz bardzo dobrze, pierwszy raz od baardzo dawna. Mam ciągle jednak problemy z akceptacją swojego ciała. Przypomina to sinusoidę, czasem jestem zadowolona, czasem porównuję się ze wszystkimi wokół, wydaje mi się, że inne dziewczyny są szczuplejsze, zgrabniejsze. Mam różne pasje i obowiązki, więc dość zajęty czas. Kiedy zajmuję się innymi rzeczami i nie myślę o tym za dużo – jest ok. Gorzej jest w takich sytuacjach jak dziś, gdy musiałam kupić jakieś ubrania (nie robiłam tego od dość dawna, bo wiedziałam, że żeby nie zacząć się znów odchudzać nie mogę się ważyć, mierzyć, ani przymierzać fajnych ubrań i ich odkładać z powrotem z myślą, że wyglądam w nich beznadziejnie – przynajmniej dopóki moje ciało się jakoś nie ustatkuje). Teraz miałam parę potrzeb, niestety wyszłam bez niczego zakupionego, natomiast z głową pełną myśli o niedoskonałościach mojego ciała, dołując się, dlaczego nie jest ono idealne. Wracam do domu, a tu taki tekst mi spadł z nieba. Dzięki, Aniu, że go dodałaś i dzięki, Olu, że się podzieliłaś takim świadectwem. Moje ciało niekoniecznie będzie idealne, ale to mój dom i moja jedyna fizyczna forma na ziemi, jak to ładnie określiłaś. Było dla mnie dobre, mimo że ja wyrządziłam mu tyle złego. W tej chwili czuję do niego tylko miłość i wdzięczność. Bardzo Wam dziękuję.

  5. Agata Kwiecień 13, 2018 w 4:39 pm - Odpowiedz

    Emilia… Jakbym czytała o sobie. Tylko moje myśli na temat siebie są znacznie bardziej złe.

    Olu, kochana, z całego serca gratuluję sukcesu. I dziękuję. Za szczerość i ujawnienie tego listu. Lektura jest… potrząsająca.
    Dziękuję.

    • Emilia Kwiecień 14, 2018 w 8:03 pm - Odpowiedz

      Agata, przykre, że tak wiele z nas nie umie się akceptować… Ale wiem z doświadczenia, że da się to zmieniać, tylko trzeba nad tym pracować, bywają okresy, gdzie zupełnie się lubię, taką jaka jestem. Ostatnio to zaniedbałam i efekt to powrót złych myśli o sobie i porównywanie się. Miłość trzeba pielęgnować, do siebie również i życzę i sobie i Tobie oraz innym dziewczynom, które mają z tym problem, byśmy nauczyły się siebie lubić i akceptować, mimo niedoskonałości, które ma przecież każda z nas.

  6. Mała Mi Kwiecień 13, 2018 w 5:30 pm - Odpowiedz

    Jestem poruszona i wstrząśnięta. Łzy same się cisną do oczu. Gratuluję Ci i wielki szacunek ode mnie. Jesteś cudowna. Brawa za odwagę i podzielenie się z nami takim świadectwem.. Teraz już tylko szczęścia Ci życzę

  7. Magda Kwiecień 13, 2018 w 7:29 pm - Odpowiedz

    Gratuluję Olu 🙂 Tobie Aniu, dziękuję że nam wszystkim tak pomagasz 🙂 masz wielkie serce 🙂

  8. Kinga Kwiecień 14, 2018 w 10:17 am - Odpowiedz

    …gratuluje..podziwiam…ja 21lat w chorobie i nie mam odwagi sprobowac-boje sie kolejnej porazki…moje zycie…eh….ale trzymam kciuki za wszystkie Was:-)

    • Emilia Kwiecień 14, 2018 w 8:30 pm - Odpowiedz

      Kinga, ja też bardzo długo byłam zaburzona, kilkanaście lat z przerwami, trafienie na wilczogłodną uratowało mi życie, najpierw tylko oglądałam filmiki, później trafiłam tu i podczytywałam, w końcu pomyślałam – spróbuję, mam dosyć życia, w którym rządzi jedzenie, to ma być element życia, a nie jego sens! Spróbowałam i na razie jestem zachwycona, gdzieś w marcu chyba zaczęłam i już od paru tygodni jest super, najpierw było dla mnie szokiem, że ja mogę tyle jeść? Myślałam, że może inni mogą, ale ja na pewno nie, taka przemiana materii itp. Ale okazało się, że jak najbardziej mogę, nawet zeszłam rozmiar niżej, a nawet słodycze jem, jeśli mam na nie ochotę 🙂 Też spróbuj, na zasadzie eksperymentu, jak się nie uda, to wrócisz do tego co było zawsze. Najważniejsze, co ze swojej strony bym radziła, zwłaszcza przez pierwsze tygodnie, nie waż się, nie mierz, nie chodź na zakupy ubraniowe, chyba że musisz, bo przez chwilę rzeczywiście możesz spuchnąć (u mnie tak było i z tego co czytam, u wielu dziewczyn), do tego organizm nie do końca wie, co z taką ilością jedzenia robić… Trzeba przeczekać i robić to dalej, a po paru tygodniach ma się nowe życie! Chyba warto? 😉 Nie wypowiem się też za innych, ale jeśli o mnie chodzi to jadłam słodycze, nie odmawiałam sobie niczego, na co miałam ochotę, bo najważniejsze było żeby pozbyć się tego restrykcyjnego myślenia i wyrzutów sumienia za każdy posiłek. Więc jadłam, ale jak zaczęłam jeść duże, wartościowe posiłki to ta ochota na słodycze przeszła, teraz raz na parę dni jem kawałek czekolady albo loda i to nie jest żadne wyrzeczenie 🙂 Najważniejsze ze wszystkiego, bez względu na to ile zjesz, nie zwracaj, nie kompensuj, zajmij się czymś innym, a wszystko się ustatkuje. Spróbuj, trzymam kciuki! 🙂

  9. Ola Kwiecień 14, 2018 w 1:53 pm - Odpowiedz

    Ale Kinga, pomyśl logicznie, boisz się kolejnej porażki więc lepiej nie probować trwać w tym i de facto odnosic caly czas porazke bedac w zaburzeniach? Czy 21 lat to nie wystarczająco dużo cierpienia?

    • Kinga Kwiecień 14, 2018 w 7:25 pm - Odpowiedz

      ..tyle razy ponosilam porazke:(..dziwisz sie ze??..poza tym…wszyscy i tak patrzana mnie przez pryzmat choroby…

  10. Asia Kwiecień 14, 2018 w 1:56 pm - Odpowiedz

    Olu, przybralas 14 kg na wadze??? jak to mozliwe???

  11. Ola Kwiecień 14, 2018 w 2:08 pm - Odpowiedz

    Tak, też się przerazilam takim masakrycznym wzrostem wagi (nie przytyciem w sensie wszystko tłuszcz ale mimo to głowa wariuje), ale Ania uspokajała , ze jedna jej podopieczna miała 12kg na plusie więc czekałam i ufałam. W głównej mierze to woda, wszędzie się nagromadziła! Poza tym zawartosc jelit ktore nie wiedzialy co zrobic z jedzeniem. Ale wszystko zaczęło schodzić i w dniu zakończenia mentoringu nic jej już nie było. Ale to raczej wyjątek że tak duzo się gromadzi..

  12. Paulina Kwiecień 14, 2018 w 8:33 pm - Odpowiedz

    Łzy same cisną się do oczu… Gratulacje Olu i Tobie, Aniu oczywiście. Ściskam.

  13. Magda Kwiecień 14, 2018 w 9:43 pm - Odpowiedz

    Oj, spłakałam się przy pierwszym liście, ale przy drugim jeszcze bardziej. Czemu nie umiem szczerze zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem…szkoda życia…

  14. Joanna Kwiecień 15, 2018 w 9:51 am - Odpowiedz

    Aniu, jesteś moim terapeutycznym guru:) I oczywiście gratuluję Oli, że podjęła się wyzwania i wygrała. Niech nikt nie mówi, że się nie da – da się!!!

  15. Roselene Kwiecień 15, 2018 w 9:31 pm - Odpowiedz

    Może mój przypadek nie był identyczny jak tej kobiety, ale… bardzo mi to przypomniało mnie. Z głodówką trwającą około 6 lat, z malutkimi przerwami na „normalność”. Z ćwiczeniem po 3-4h dziennie, codziennie. Zanikiem miesiączki. Z napadami tężyczkowymi. Omdleniami w szkole. Z tym jak uwazałam się za potwora, swoje potrzeby za żałosne. Popłakałam się czytając ten tekst. Jakbym przeglądała się w lustrze,

  16. Mała Kwiecień 16, 2018 w 1:53 pm - Odpowiedz

    Niesamowita historia.. Szczęścia kochana!

  17. Anna Ch. Kwiecień 16, 2018 w 6:04 pm - Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że kolejna osoba wychodzi na prosto. Ja jestem 50dni czysta po 10latach choroby, dwa razy tylko się potknęłam, ale to i tak sukces. Cieszę się tym, że mogłam normalnie spędzić święta, być na weselu u przyjaciół nie myśląc o jedzeniu i o rzyganiu. I mimo że udaje mi się żyć normalnie to tak ciężko zaakceptować mi 8kg do przodu na wadze . Wiem, że zdrowie jest ważniejsze niż cyferki, ale tak mnie to trochę smuci, że tyle pracy nad sobą, tyle wyrzeczeń, a waga ciągle w górę 🙁

  18. Daria Kwiecień 16, 2018 w 6:25 pm - Odpowiedz

    Ola gratuluję z całego serca! brawo Ty!
    mam pytanie-po tylu latach hormony?? miesiączka?? tarczyca??

    pozdrawiam

  19. Ola Kwiecień 17, 2018 w 8:37 am - Odpowiedz

    Daria, u każdego to jest wiadomo inaczej ale cudów nie ma, jak za niska waga albo za mało tłuszczu to miesiączka zanika. U mnie ona się nie pojawiła bo bardzo wcześnie zaczęłam się odchudzać i dostałam dopiero w wieku ok 20 lat, po czym tak się siebie brzydzilam że znowu doprowadziłam do zaniku i byłam z siebie dumna że mam kontrolę nad ciałem. .straszne to. Ogólnie to łączie z 10 lat jej nie miałam, od kilku lat jak trzymałam swoją chorą, niską wagę ciągle się oczywiście przeczyszczajac to ona była, ale okazało się że jest bez owulacji. Jako skutek nie urosłam tak jak było mi pisane w genach, bo w rodzinie wszyscy ok 190-197 cm a ja raczej niska , mam osteoporoze która się już nie pogłębia i ciut cofnęla ale co roku jestem polamana więc ogólnie bardzo słabo. Z tarczyca nigdy nie miałam problemów. Ale, uwaga uwaga, od dokładnie 8.03 jem dobrze i bogato w dobre tłuszcze i moja ostatnia miesiączka była z normalna owulacją! Robiłam usg i poziom hormonów i nie wierzę że to może się aż tak szybko unormowac a więc kolejne sukcesy. A sobie trzeba po prostu wybaczyć i się do siebie samej przytulić.

  20. Dobrochna Kwiecień 19, 2018 w 8:21 am - Odpowiedz

    CUDownie, Olu. Szczerość z samym sobą, konsekwencja w działaniu, dobre traktowanie, ignorowanie wilczych myśli, a potem wsłuchanie się w swoje ciało… Klucz do dobrego, pięknego, zdrowego życia.
    Ściskam. 🙂

  21. Anka Maj 15, 2018 w 3:09 pm - Odpowiedz

    Olu, jak bardzo Cię rozumiem, jak bardzo podziwiam, teraz Twoje ciało już może lepiej się czuje. Pozdrawiam Was Dziewczyny

Zostaw komentarz