Nienawidzisz swojego ciała, gardzisz nim,  oceniasz, wymagasz niemożliwego.

Nie kochasz.

Ale ono kocha Ciebie; na zabój, na śmierć. Na zawsze.

W nim mieszka najcenniejsze to co masz; światło zwane Twoim życiem.

A ciało chce go doświadczyć w pełni, zanim zgaśnie.

 

Chce więc zachłannie:

Oddychać pełną piersią i dusić się ze śmiechu.

Marznąć przy kominku i parzyć sobie usta herbatą.

Moknąć w nagłej burzy i osuszać pot z czoła wierzchem dłoni.

Wierzch dłoni chować w innej dłoni.

 

Ono chce cieszyć się na widok i zamierać na wieść.

Chce prostować się z dumy i uginać pod ciężarem.

Brać w siebie miłość i dawać życie.

Os ex ossibus śpiący słodko w ramionach.

Skóra do skóry.

 

Płakać chce. Raz ze śmiechu, raz ze złości, raz z rozpaczy.

Bo wszystko da się przeżyć, jeżeli się żyje.

Nie da się – jeżeli się umiera.

 

A ono chce – na głos i do szeptu.

Aż do milczenia.

Każdą postacią pragnie się wypełnić – dziewczynki, kobiety, staruszki.

 

Ono nic złego Ci nie zrobiło – nigdy. Niewinne od A narodzin do Z trumny.

Ono chciało tylko żyć.

A umiera z głodu. Jak bite zwierzątko, które nic nie rozumie.