Kochane, zanim się rozpiszę nad tym nad czym mam się rozpisać, mam małe ogłoszenie.
W niedzielę 29. 07 o godzinie 10.00, możecie zobaczyć wywiad ze mną w Pytaniu na Śniadanie, a
2.08 zapraszam na spotkanie autorskie w kawiarni Miejsce Chwila przy ulicy Żurawiej 47. Start o godzinie 17.00. Bardzo chciałabym Cię poznać i uściskać, liczę więc na Twoją obecność.

No dobrze, do rzeczy:

Mam dzisiaj dla Ciebie taką małą propozycje. Właśnie rozpoczyna się druga połowa wakacji, sezon ogórkowy, nic się nie dzieje.
No może poza tym, że na dniach wychodzi moja nowa książka „Super Laska”. Jak dla mnie, subiektywnie, wydarzenie roku :D

I dzisiaj, czytając kolejny list od kolejnej weteranki diety, pomyślałam sobie tak: Zróbmy tutaj sobie , raz w życiu, miesięczny eksperyment z… yhmmm… normalnym jedzeniem.

Czyli tak; wyrzucamy wszelkie diety, zasady z kosmosu (żeby nie powiedzieć dosadniej) i restrykcje. Zamiast tego jemy tyle ile potrzebujemy, w większości z produktów nieprzetworzonych*
* (Aby dowiedzieć się co rozumiem przez ten termin zajrzyj tu, oraz oczywiście do Super Laski)
I wracamy do normalności.
Co Ty na to?

 

 

No bo pomyśl, gdyby się tak zastanowić to przecież właśnie do tego zostałyśmy stworzone – aby jeść to, co przygotowała dla nas Matka Natura, w takich ilościach w jakich potrzebują nasze ciała.
A skąd wiemy, że tyle potrzebuje nasze ciało? Ono samo daje nam znać uczuciem sytości. Dzieje się tak jednak tylko pod warunkiem, że jemy jedzenie naturalne, coś co organizm potrafi w pełni wykorzystać, nie zaś puste kalorie, które odłożą się w postaci słodkich boczków i brzuszka.
Między innymi właśnie na tej prostej prawdzie (ale nie tylko) opiera się moja filozofia wyrażona w książce.

No dobrze, czy jedząc w ten sposób można przytyć? Hmm, a czy dzikie zwierzęta tyją? Czy widziałaś na Discovery otyłą antylopę pomykającą po sawannie jak słoń? I lwa w rozmiarze XXXL goniącego za nią z zadyszką. No błagam; nie.
A przecież te zwierzęta nigdy w życiu nie liczyły kalorii, ani nie korzystały z żadnej aplikacji.

Bo to jest tak, moja droga, że ten problem mamy tylko my – ludzie. I to właśnie dlatego, że odwróciliśmy się od natury i zaczęliśmy kombinować i z dietami i z przetwarzaniem pożywienia.
Ech, ludzka pycha…

Zapewniam Cię więc, że wracając do źródeł, do tego co naturalnie i do tego co wiedzieliśmy jako dzieci, powrócimy do swojego naturalnego, szczupłego wyglądu.
I nie mówię tu, że mamy jeść od dzisiaj same korzonki i surowe warzywa. Nic z tych rzeczy! Po prostu warto ograniczyć w swojej diecie jedzenie w kolorze wściekle niebieskim (żółtym, czerwonym, fioletowym itd) oraz napoje w kolorze czarnym (!!!). To nie jest naturalne.
Jak to zrobić? Mam dla Ciebie wiele rad.

 

To co, przekonałam Cię?
Proszę, daj sobie miesiąc. Tylko miesiąc. Potraktuj to jako eksperyment, a nie jak definitywną zmianę na wieki wieków – klamka zapadła (Ojej, koniec z czekoladą? Zjem sobie ostatni raz!)
Jeżeli będzie źle to najwyżej wrócisz sobie do tych głodówek i diet. Masz przecież przed sobą jeszcze wiele lat życia i możesz przetestować je wszystkie. A nuż setna z kolei dieta zadziała… na miesiąc dłużej niż poprzednia…

Spróbuj. Pamiętaj, że nie można ciągle robić tego samego i oczekiwać innych rezultatów. Zrób więc w końcu coś innego – zacznij jeść ODPOWIEDNIO i zobacz, że będziesz wyglądać rewelacyjnie.

 

 

Zasady eksperymentu są dwie:

1. Korzystając na przykład z kalkulatora online, wyliczamy swoje całkowite zapotrzebowanie kaloryczne na docelową wagę (uwaga, ono nie może być niedowagą!) i jemy tyle każdego dnia.
2. Jemy jedzenie nieprzetworzone przynajmniej w 80%.

Jeżeli potrzebujesz pomocy w tej sprawie, zapraszam do przewertowania moich ponad pięciuset (rany Julek) wpisów, lub do sięgnięcia po „Super Laskę”. Tam tłumaczę JAK to zrobić by wszystko zadziałało za pierwszym razem; co myśleć (to jest bardzo ważne), jak ze sobą rozmawiać (no dobra, może nie na głos) i co robić kiedy jest ciężko.

Daj sobie szansę, ZRÓB TO i napisz mi potem jak poszło. Czekam.

Jeżeli masz jakieś pytania, pisz do mnie śmiało.