Ostatnio rozmawiałam z moją podopieczną, która zapytała mnie czy wiem, o co jej chodzi, kiedy ona chce się objadać. W sensie czy ma to jakieś drugie dno? Czy ona jest zestresowana czy smutna? Czy powinna jakoś do tego dojść?

Moja odpowiedź była krótka, prosta i niepozostawiająca miejsca na dyskusję: o nic. Totalnie o nic.
TOBIE nie może o cokolwiek chodzić, bo to nie Ty to robisz. Nie Ty (osoba, która czyta ten tekst) czuje nieodpartą chęć do obżerania się. To robi Twój nałóg.
Jeżeli zastanawiasz się „o co MI chodzi”, to tym samym identyfikujesz się z głosem nałogu. Uznajesz, że on jest Tobą. A cały trik polega na tym, aby się od niego odseparować.

Pamiętasz moje posty o Gadzim Mózgu? Wyjaśniałam tam mechanizm powstania nałogu obżarstwa. W skrócie: mamy w naszej głowie niejako dwa mózgi; najmłodszy ewolucyjnie – kora przedczołowa i mózg pierwotny – gadzi. Kora przedczołowa to ośrodek naszej osobowości, charakteru i człowieczeństwa. To tam powstają nasze plany, marzenia i cele (schudnę 10 kg w miesiąc!). Ten mózg nazwałam Profesorem. A gadzi, no cóż… to Gadzi. Taki prymitywny gad, który pilnuje naszego oddechu, snu, temperatury ciała i tego, żebyśmy się przypadkiem nie zagłodzili. Widzisz już narastający konflikt między tymi dwiema częściami naszej głowy? Widzisz, prawda? I jak myślisz, kto wygra?

Jeżeli czytasz tego bloga, to raczej znasz odpowiedź; wygrał gadzi – instynkt samozachowawczy, który kazał Ci JEŚĆ, po to by przeżyć.
No ale potem, stało się coś okropnego; ten głos, który ratował Cię od śmierci głodowej na własne życzenie, stał się Twoim nałogiem. Tak wiele razy powtórzyłaś schemat „głodzę się – obżeram”, że powstała w Twoim mózgu bardzo solidna ścieżka neuronalna, mająca za zadanie upewnić się, że jak tylko usłyszysz komunikat „jedz!”, wykonasz go bez gadania.

Co teraz? Co robimy, jeżeli usłyszymy taki głos? Postępujemy następująco:

1. Diagnozujemy go (Aha! To gada mój nałóg, a nie ja! Ja, sama z siebie, gdybym nie miała tego głosu w głowie, nigdy w życiu bym się nie obżarła. To absurdalne!)
2. Odseparowujemy się od niego (Skoro to nie ja, to czy muszę robić to co „słyszę”/ czuję?)
3. Nie reagujemy (Ok, siedzę i mam w głowie głos. Jednak moje nogi nie idą do kuchni, bo nad nimi władzę mam JA – moja kora przedczołowa, a nie Gadzi)
4. Nie próbujemy nic z tym zrobić (odepchnąć go, uciszyć, zagłuszyć – będzie jeszcze gorzej)
5. Nie boimy się go. To irytujące, ale nic nam nie może zrobić.
5. Ignorujemy go (Dobra, to ty sobie pogadasz, a ja poczytam książkę)

Przeczytaj o tym więcej w moich postach o Gadzim lub książce Kathryn Hansen „Brain over binge”, która wyszła w tym roku po polsku pod (bardzo kreatywnym) tytułem „Kompulsywne objadanie się”.

*

Wracając do tematu; rozkminianie, o co NAM chodzi, sabotuje nas i jest totalnie bez sensu.
Co jeszcze będzie przeszkadzało w uwolnieniu się od rzekomego przymusu jedzenia?

– Kłócenie się z tym głosem, błaganie go i przekonywanie, żeby się zamknął, obiecywanie mu czegoś itd. W ten sposób znowu nadajemy mu znaczenie, zwracamy na niego uwagę. No i on ryczy coraz głośniej.
A co, jakby go tak nazwać Zenek na przykład? Zenek cukrowy narkoman, co się nagle obudził i marudzi, że potrzebuje dawki cukru. No i co? Ja mam iść za jego radą? Lub mam się z nim kłócić i błagać go? Przecież gdyby na ulicy zaczepił mnie taki narkoman i zaproponował wspólny odlot, to czy próbowałabym z nim jakkolwiek dyskutować i tłumaczyć, że może nie dzisiaj? Olałabym go i poszła dalej.
No tak, ale on siedzi w mojej głowie! – zaprotestujesz. No i co z tego? To, że coś siedzi w Twojej głowie, nie znaczy, że od razu zyskuje status czegoś mądrego, prawda?

– Wyzywanie siebie od grubych nienażartych świń w celach motywacji (?).
Czasami moje dziewczyny na mentoringu, uskuteczniają taką technikę. Wydaje im się, że jak się wystarczająco upokorzą i nawyzywają, to może im to jakoś ukaże, że nie powinny tak robić. Nic bardziej mylnego. Jeżeli winisz SIEBIE za to co czujesz, to w tym momencie identyfikujesz się z głosem nałogu. To nie Ty chcesz się nażreć i naprawdę ostatnią rzeczą, jakiej Ci trzeba, to zmieszanie się z błotem.
Tak na marginesie; ja stosowałam tę „technikę” wobec siebie. Mam całe zeszyty zapisane wyzwiskami na swój temat. Nie pomogło w kwestii nałogu, za to skutecznie obniżyło moją samoocenę do zera.

– Uciekanie z domu, robienie czegoś w zamian, aż chęć obżarcia się ucichnie.
No i na ile to ma niby podziałać? A jak będzie burza z piorunami i nie będziesz mogła wyjść z domu, to co? Zawsze w końcu stanie się tak, że nie będziesz w stanie zrobić niczego „zamiast”.
Wyjście na spacer czy zajęcie się czymś innym, to fajny pomysł, ale nie jeżeli w ten sposób próbujesz uciec od myśli. Jeżeli tak, to znowu nadajesz im znaczenie. Bo czy przyjdzie Ci do głowy uciekać przed czymś, co nie ma znaczenia? No nie. Najpierw trzeba wierzyć, że ta myśl może nam coś zrobić, po to by od niej uciekać.

– Tłumienie myśli o tym.
No tak, spróbuj nie myśleć o różowym słoniu. Powodzenia. Im bardziej tłumimy myśli o czymś, tym bardziej one nas nękają. Zaakceptuj to, że je masz w tej chwili i zrób powyżej opisane kroki. Te myśli zaraz przejdą, bo przecież – jak wiesz – żadna myśl nie trwa wiecznie. Na początku, to będzie mało komfortowe, ale potem stanie się łatwiejsze. Po jakimś czasie nauczysz się je olewać, a olane myśli ustaną zupełnie.

– Szukanie przyczyn.
To wygląda mniej więcej tak: Czuję, że chcę się obeżreć i grzebię w „przyczynach” tego stanu rzeczy. Dochodzę do wniosku, że to z powodu przykrej sytuacji w pracy, albo chujowego dzieciństwa, albo że – jak twierdzi mój psycholog – tylko tak radzę sobie ze stresem. A może dlatego, że jestem popsuta, albo nienormalna? Nic z tych rzeczy! Przyczyna, dla której chcesz się obżerać jest, będzie i zawsze była tylko jedna: to stało się Twoim nawykiem. Jeżeli musisz zapisz to sobie na czole i zostaw to swoje biedne dzieciństwo w spokoju.
No chyba, że masz deficyt kaloryczny, ale zakładam, że jeżeli czytasz tego bloga, to już go nie robisz!

*

A Ty co robisz zazwyczaj, kiedy usłyszysz głos wzywający do napadu? Jakie skutki to przynosi? Podziel się z nami swoim doświadczeniem.

*

Jednocześnie chciałabym poinformować, że konkurs z moim stypendium został rozstrzygnięty. Wczoraj, moja nowa podopieczna zaczęła pracę ze mną. Już podczas pierwszej rozmowy Magda zobaczyła kilka ewidentnych, prostych błędów, które popełnia codziennie, od kilku lat. Teraz będziemy pracować nad ich zniwelowaniem. Po miesiącu problem obżerania się będzie dla niej jak odległy sen, co mogę obiecać i jej i wam.

Do reszty osób, które wysłały mi ankietę, odezwę się w ciągu najbliższych kilku dni. Nikogo nie pozostawię bez odpowiedzi.

A jeżeli Ty też chcesz tak jak Mada, napisz do mnie na wilczoglodna@gmail.com. Szkoda życia, zdrowia, czasu i (niemałych) pieniędzy na to uzależnienie.