Jak pogodzić się z tym co nas „spotyka”?
Nadarza się właśnie wspaniała okazja, aby podzielić się z Tobą moim sposobem na zawiedzione nadzieje, porażkę, niewypał i coś co absolutnie nie miało mieć miejsca, a jednak się stało. Wiesz o czym mówię?
Kiedy ostatnio czułaś się jak ofiara okrutnego losu, który z Ciebie kpi?
Ja kiedyś bardzo często, ostatnio – praktycznie nigdy.
Czy to dlatego, że moje życie jest teraz usłane różami i wszystko w nim idzie jak po maśle? Nie.
To dlatego że po prostu postanowiłam się tak nie czuć.

Podam przykład.
Właśnie przyjechałam do Warszawy w związku z promocją mojej najnowszej książki „Super Laska”. Codziennie mam zaplanowany jakiś wywiad, albo spotkanie – jest co robić.
Jednak perłą w koronie tych wszystkich działań promocyjnych, miał być wywiad w niedzielnym programie „Pytanie na Śniadanie”. Wiadomo – duży zasięg i jak by nie było – prestiż.

Bardzo na niego liczyłam.
Aby tu być zrezygnowałam nawet z połowy mojego ulubionego festiwalu, na który jeżdżę co roku, od niepamiętnych czasów. Ściągnęłam z Belgii także mojego chłopaka, aby mógł mi towarzyszyć i pomagać.

A tu nagle, w dzień nagrania dzwoni redaktorka i drżącym głosem oznajmia, że z wywiadu nici, ponieważ zmieniła się ramówka z powodu śmierci Kory.
Zastygam w jednym bucie, już praktycznie gotowa do wyjścia. No dobra i co teraz?

Teraz jest reakcja na to wydarzenie.

Reakcja starej Ani – tej sprzed wyjścia z bulimii wyglądałaby tak:
„Cały świat jest przeciwko mnie! Oczywiście, że to nie mogło się udać. To było zbyt piękne, aby było prawdziwe. Zresztą biednemu i tak zawsze wiatr w oczy!
Dlaczego tylko zawsze JA padam ofiarą tego wstrętnego losu? Dlaczego przydarza się to MI?”

Potem bym się rozpłakała i poprzeklinała po kolei nieprofesjonalność dziennikarzy, Korę i przegapione występy moich ulubionych DJów.
Słowem – przyprawiłoby mnie to o spore cierpienie.

To byłaby reakcja osoby zagubionej w niepewnym świecie, nieufnej, roszczeniowej, wierzącej, że świat jest jej coś winien.
Jako nowa Ania – ta bez wilka – wiem że to nieprawda. Świat nie jest mi nic winien i nic mi się od niego nie „należy”. To raczej ja jest mu coś winna – na przykład wykorzystanie danych mi talentów, aby uczynić go trochę lepszym miejscem.

Jak reaguję dzisiaj? Spokojem.
A wiesz dlaczego? Ponieważ zrozumiałam, że cierpienie to nie to samo co ból. Cierpienie to wybór.
Już wyjaśniam: ból to skrajnie nieprzyjemna percepcja danego zdarzenia – odwołanie wywiadu, zerwanie z partnerem, utrata pracy. Ból to moment, w kiedy dzieje się coś, co my, subiektywnie oceniamy negatywnie. No bo zerwanie z partnerem może też być najwspanialszą rzeczą jaka się nam przytrafiła, prawda?
Słowem: Ból jest faktem, nawet jeżeli odczuwanym tylko z naszej perspektywy.

Cierpienie zaś to koncept. To ból, którego czas minął, ale my trzymamy go przy życiu karmiąc swoją mentalną energią, myśląc o nim, międląc go we wspomnieniach.
To monolog, który brzmi mniej więcej tak: Jak oni mogli tak odwołać MÓJ wywiad, jak on mógł MNIE tak potraktować?
Ergo: Nikt mnie nie szanuje, nikt mnie nie kocha, nikt się ze mną nie liczy. JA jestem gorsza, nieważna.

Cierpienie to płacz zranionego ego, które nie może pogodzić się z rzeczywistością.
Tylko ludzie, właściciele wielkich, analitycznych mózgów potrafimy trwać w tym stanie. Jesteśmy niewolnikami oceny zdarzeń i żyjemy w abstrakcyjnym koncepcie zwanym przeszłością (no bo gdzie ona jest, jak nie wyłącznie w naszej głowie?). Ciągniemy ją czasem za sobą nawet przez wiele lat po bolesnym zdarzeniu. Ba, potrafimy cierpieć do końca życia, chociaż moment bólu dawno już minął.
Słowem; cierpienie to stan umysłu, to wybór.
A skoro tak jest, to zawsze możemy ODMÓWIĆ cierpienia. Nie zgodzić się na nie, wznieść się ponad smutną historię, którą sami siebie karmimy.
To nasz ludzka super moc, nasz przywilej. Ja postanowiłam z niego korzystać i nie cierpieć.

Czy łatwe jest dokonywanie takiego wyboru za każdym razem? Nie, to bardzo trudne. Jednak tę umiejętność można wypracować. Ćwicz ją codziennie ma małych rzeczach, a zyskasz ją i w rzeczach wielkich.
Spóźnił się autobus, no trudno, to i ja się spóźnię – wypróbuję sztukę komunikacji z szefem, albo zastanowię się czy nie wychodzić z domu jednak trochę wcześniej.
Rozbił się talerz – posprzątam i… tyle.
Straciłam pracę – znajdę inną, świat się nie skończy.
Rozsypał się mój związek – poradzę sobie. Następnym razem będę mądrzejsza, bardziej świadoma swoich potrzeb i granic.
Umarł mój bliski -….

Stopnie trudności są różne i nie mówię, że na każdym szczeblu jesteśmy w stanie zdać egzamin. Ja nie wiem co bym zrobiła, gdyby spotkała mnie prawdziwa tragedia. Nie wiem i mam nadzieję, że szybko się nie przekonam. Jednak wytrwale ćwiczę takie podejście. Chcę być po prostu wolna.

Od czego zacząć? Od zrozumienia, że rzeczy nie dzieją się przeciwko Tobie (czy komukolwiek). One po prostu się dzieją.
Kosmiczne wydarzenia splatają się i rozplatają, niosąc Cię ze sobą. Życie zaś zawsze daje Ci to, czego w tym momencie potrzebujesz, a nie koniecznie to, czego chcesz.

Mój wywiad został przesunięty i wierzę, że tylko na dobre to wyjdzie. Może musi obejrzeć go jakaś osoba, której w niedzielę akurat nie było przed telewizorem? Może ja muszę lepiej odpocząć po festiwalu i zebrać myśli? A może to tylko przypadek bez znaczenia? Nie wiem.
Fakt jednak jest taki, a nie inny i trzeba stawić mu czoło. Wyrzekanie i wygrażanie i tak nic nie da.

Zachęcam Cię do praktykowania takiego podejścia. Zobaczysz jak bardzo ono uwalnia.

Epilog:
Cała historia skończyła się dobrze. Wywiad został przesunięty na poniedziałek 6.08 na godzinę 10.00 (TVP2). Do tego wydawca wynegocjował, że ekipa telewizyjna pofatyguje się do Belgii i zrobi o mnie reportaż!
No więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – prędzej czy później.

Przypominam, że czekam na Ciebie 2 sierpnia w kawiarni Miejsce Chwila, na ulicy Żurawiej 47 w Warszawie. Zaczynamy o 17.00
Przyjdź koniecznie to się wyściskamy!