Ostatnio na Wilczym Stadzie jedna z nas napisała:

Dochodzę do wniosku, że ED to jednak choroba na całe życie. Z tego się nie wychodzi. Tak jak z alkoholizmem. Tylko z ED jest trudniej. Można nie pić ale nie można nie jeść.

Rozpętała się dyskusja. Część osób się nie zgadza, część nie wie co myśleć, część popiera.
A co ja na to?
Ja przeszłam bardzo długą drogę od takiego właśnie myślenia, do tego co wiem teraz; z tym można raz na zawsze skończyć.
Zmieniłam zdanie nie tylko dzięki osobistemu doświadczeniu, ale także dzięki obserwowaniu moich podopiecznych, przeczytaniu setek waszych historii i dziesiątek książek na ten temat.
Obecnie zgadzam się tylko z jednym zdaniem powyższej wypowiedzi. Ale o tym na koniec.

Dlaczego tak długo wierzyłam, że będę bulimiczką do końca życia, że już zawsze będę musiała uważać na to co jem? Dlaczego widziałam siebie jako męczennicę – abstynentkę, siedzącą jak kołek na rodzinnych imprezach i twardo odmawiającą wszelkich „pokus”?
Dlatego, że w głowie mi się nie mieściło, że jednak może być inaczej. Po tylu latach, stać się zupełnie normalną osobą? Niemożliwe!

Teraz wiem, że uwierzyłam w kilka, do znudzenia powtarzanych, mitów, wywodzących się z setek mniej lub bardziej sprawdzonych teorii:
Na przykład takich, że zaburzenia odżywiania to wada chromosomu lub wrodzony problem neurobiologiczny, ujawniający się z wiekiem (tak jak schizofrenia).
Albo takich, że ED to metoda samoregulacji, następstwo traumy z dzieciństwa, wołanie o miłość, ucieczka od problemów etc.
Albo, że to nałóg to defekt charakteru, że jest się wobec niego bezsilnym i tylko wyższa siła może go uleczyć.
Albo że cukier uzależnia jak kokaina.

Wszystko to doprowadza człowieka do wniosku, że bulimię ma się na zawsze bo:

Bo bulimia to choroba…
Według słownika, choroba to nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu lub jego części.
A więc która część nie funkcjonuje w tym wypadku? Głowa? Ręce? Żołądek?
Czy nasz system nerwowy atakuje jakiś wirus, który odbiera nam zdolność jasnego widzenia?
A może to ten chromosom?
Nie. Nasza „choroba” została wywołana drastycznym ograniczaniem jedzenia. I już nie jest ważne, dlaczego je ograniczyłyśmy; depresja, stres, pragnienie schudnięcia… Skutek jest ten sam; wpadłyśmy w problemy z jedzeniem.

Choroba to coś, na co nie mamy wpływu. Przychodzi, atakuje i nic z tym nie możemy zrobić – taki na przykład rak, albo nawet ospa wietrzna.
A z objadaniem się? Możemy COŚ zrobić i to bardzo dużo!
Możemy wybrać, że postępujemy inaczej niż do tej pory – zaprzestajemy restrykcji oraz kompensacji. Nikt i nic nas przecież nie zmusi do pominięcia śniadania!

Mówiąc „choroba” umywasz ręce od odpowiedzialności za to co się z Tobą dzieje. No bo przecież jestem choooooora i to nie moja wina.
Biedna ja.
Fakt, sama kiedyś używałam tego słowa – z nieświadomości.
Więcej tutaj: Objawy

… na całe życie

Jeżeli taki wybór będziesz podejmować, przez całe życie – to tak.
Jeżeli zaczniesz podejmować inny – to nie.

Bulimia to uzależnienie, a uzależnienie to… też choroba.

Tak, bulimia wykazuje cechy uzależnienia. Po tylu latach robienia tego samego, już automatycznie sięgasz po słodycze, jak tylko wrócisz z pracy (zostaniesz sama, pokłócisz się z chłopkiem, nudzi ci się).
No dobra, ale z uzależnienia można wyjść. Ludzie wychodzą z heroiny na Boga! To chyba dowód na to, że się da.
Ale czy na pewno?
Nie według doktryny wspólnot dwunastokrokowych, których to założenia weszły do powszechnej świadomości. Według niech, już do końca życia będziesz alkoholikiem, ćpunem, żarłokiem.
Swoją drogą ciekawe że nie palaczem papierosów. Przecież to też nałóg. Ale palenie się rzuca, a… alkoholikiem czy żarłokiem pozostaje się na całe życie.

Ale dlaczego?
Czy nie lepiej powiedzieć, że ktoś, kto miał problem z alkoholem, może skończyć z piciem raz na zawsze?
Jeżeli nie będzie tego robił, wtedy przestanie być alkoholikiem i stanie się osobą niepijącą. Osoba niepijąca to taka, która NIE pije. Nigdy. Nawet lampki szampana na Sylwestra.
Tak samo jak palacz może przestać palić i nie będzie już palaczem. Słyszałaś by ktoś kiedykolwiek mówił „Palaczem jest się do końca życia”?
Tak samo z bulimią. Jeżeli nie objadasz się i nie rzygasz, dlaczego masz za 20 lat ciągle nazywać się bulimiczką?

I tak, ktoś kto BYŁ alkoholikiem, nie powinien nigdy już pić alkoholu.
Ale czy to samo nie dotyczy palacza i bulimika czy narkomana? Palacz nie powinien nigdy więcej sięgać po papierosa, narkoman po narkotyki, a bulimiczka po dietę. I tyle.
Jeżeli tego NIE robisz to NIE masz problemu.

Cała ta teoria ma swoje źródło w AA, założonym prawie sto lat temu. Teraz wiemy o nałogach znacznie więcej niż wtedy.
Zostało dowiedzione naukowo, że nałogi to rzecz nabyta (nauczona) i można się jej oduczyć.
To jest temat na osobny post, który na pewno napiszę. Tym czasem polecam książki na ten temat: „Unbroken Brain” Maii Szalavitz, „The Biology of Desire” Marca Levisa, „Rational Recovery” Jacka Trimpeya lub wspaniałą „Brain over Binge” Kathryn Hansen

I proszę, nie zrozum mnie źle; grupy dwunastokrokowe wniosły i dalej wnoszą bardzo wiele dobrego, ale ich spojrzenie na nałogi jest po prostu przestarzałe.

Zawsze mnie to będzie dotyczyło. Zawsze będzie z tyłu głowy ta myśl…
Ta? Gdzie, bo ja jej u siebie nie widzę.
Dla mnie myśl o objadaniu się jest tak totalnie, absolutnie abstrakcyjna, że nawet nie potrafię na nią spojrzeć bez parsknięcia śmiechem.
Ani ja, ani większość moich dziewczyn, nie czuje, że „…w każdej chwili mogę stracić kontrolę nad sobą i muszę się do końca życia pilnować”. Może przez pierwsze miesiące faktycznie tak było, ale potem już nigdy więcej.

To wraca w najmniej oczekiwanym momencie.
Atak objadanie się to nie atak padaczki. To nie „wraca” samo z siebie. Ty to możesz „wrócić”. Ty możesz wybrać, że znowu przechodzisz na dietę, obcinasz kalorie, robisz restrykcje, a potem – ponosisz tego konsekwencje.
Atak bulimii nie zaczyna się w momencie otwarcia lodówki. On zaczyna się o wiele dni wcześniej, w momencie przejścia na dietę.

Bez alkoholu można żyć, ale bez jedzenia nie.
Tak, ale można żyć bez jedzenia kompulsywnego.
Zresztą porównywanie alkoholu – który całkiem dosłownie jest trucizną, do jedzenia – potrzebnego nam do życia, jest nieporozumieniem.
Cały problem wziął się z tego, że zaczęłaś sobie ODMAWIAĆ jedzenia, a nie nadużywać go.
Pisałam o tym sto razy tu, tutu, więc nie będę się powtarzać.

Jeszcze raz: atak obżerania się nie zaczyna się w momencie otwarcia lodówki. On zaczyna się w momencie ograniczenia sobie jedzenia. Przestań to robić, a przestaniesz jeść kompulsywnie.

Na początku napisałam, że zgadzam się z jednym stwierdzeniem z wypowiedzi Wilczycy zacytowanej na początku.
„Z tego się nie wychodzi”. Fakt, SIĘ nie wychodzi się. Z tego można WYJŚĆ – o własnych siłach, robiąc określone, konsekwentne kroki.

Bo pierwszym krokiem żeby wyjść z dołu, jest przestać ten dół kopać.Paulina
I ostatnim też.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com