W ostatnim poście pisałam o tym jak jadzenie przetworzone przyczynia się  bulimii i objadania się. Przeczytaj TU.
(O innych aspektach uzależnienia pisałam tu)
Namawiam więc do jedzenia naturalnego, jako źródła wszystkich niezbędnych substancji odżywczych.

Dzisiaj na warsztat bierzemy kalorie i odchudzanie.

Na początku muszę jeszcze sprostować jedna sprawę (bo zaburzony mózg wilczycy zaraz wywróci całą ideę na nicę)
Już dostałam taki komentarz: Jedzenie nieprzetworzone kojarzy mi się z dietą i odmawianiem sobie wszystkiego!
No dobrze, to wróćmy na chwilę do podstaw: Co to jest jedzenie nieprzetworzone?

W mojej książce „To nie jest dieta” pisałam o nim tak:
Wyobraź sobie, że idziesz na zakupy spożywcze ze swoją praprababcią, która magicznie przeniosła się w czasie i jest teraz w tym samym wieku co ty. Kupujesz tylko to co ona zna: chleb, warzywa, twaróg, jaja. Fluorescencyjne żelki? Nieee
Taki sobie wytrych, który upraszcza całą sprawę.

Jednak w żadnym miejscu nie powiedziałam, że ma być to jedzenie tylko super zdrowe, dietetyczne czy niesmaczne!
Jedzenie nieprzetworzone to także:
Truskawki ze śmietaną (nie jogurtem 0%)
Gołąbki z sosem pomidorowym,
Kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą kiszoną,
Jajecznica na boczku,
Pajda pełnoziarnistego chleba na zakwasie z masłem,
Żurek z jajkiem.

Nie są to rzeczy super zdrowe, ale są nieprzetworzone.
To tylko taki przykład i proszę nie wyciągnij wniosków, że promuję schaboszczaka.

Uwaga, obróbkę termiczna to też przetwarzanie jedzenia, ale to jest ok. Ludzie robią tak od tysięcy lat i nikt Ci nie każe jeść teraz tylko i wyłącznie surowego. Termin „jedzenie przetworzone” rezerwuję dla jedzenia wyprodukowanego w fabryce, z użyciem chemii i innych „pyszności”.

Jedzenie nieprzetworzone ≠ jedzenie dietetyczne

Mam nadzieję, że to jasne.
Dobra, przejdźmy dalej:

Co z tym chudnięciem?

Pisałam już, że aby schudnąć trzeba wziąć pod uwagę dwie rzeczy:
Twoja idealna, genetycznie przypisana Ci waga.
Nie ma sensu próbować zejść poniżej niej, bo to się po prostu nie uda. Z naturą nikt jeszcze nie wygrał. Można ewentualnie wzmocnić swoją sylwetkę, co optycznie poprawi jej wygląd. Wtedy będziesz zdrową i silną kobietą, a nie zdesperowanym, zagłodzonym wrakiem człowieka.
Jedzenie naturalne – jeżeli będziesz je jeść, ciało nie będzie się non stop domagać więcej jedzenia.
Będzie miało i energię i potrzebne składniki odżywcze. Znikną napady, a życie stanie się prostsze.

Więc jeżeli nie wiesz jaka jest Twoja idealna waga, zacznij odżywiać się jedzeniem nieprzetworzonym, a już niedługo się do niej „dokopiesz”.

A co z kaloriami? Jak wyliczyć ich odpowiednią dla siebie ilość?

Tu muszę zaznaczyć, że nie jestem fanką kalorii jako takich. Ludzie przez setki tysięcy lat radzili sobie bez nich i nie tyli.
Tak jak pisałam, nasze ciało ma w sobie cudowny mechanizm regulacji: głód – sytość, którego nie da się ani zepsuć, ani oszukać (pseudojedzeniem np.)
Ale wiem też, że na początku drogi wychodzenia z ED jest się tak totalnie skołowanym, tak bardzo straciło się kontakt z własnym ciałem, że czasami warto zacząć od policzenia ile się je.
Nie raz przerabiałam to z podopiecznymi, które były święcie przekonane, że jedzą odpowiednio, a po obliczeniu okazywało się, że lądują 800 kcal poniżej zapotrzebowania.

Możesz to wyliczyć szybko na kalkulatorze internetowym: przykład 1, przykład 2
Zobaczmy jak to wygląda u mnie:

Mam 162 cm, 55 kg, 33 lata (dżizas jak to leci)
Tryb życia umiarkowanie aktywny – 4 razy w tygodniu godzina fitnessu (pilates, sztangi, trampolinki etc)
praca siedząca – spory WYSIŁEK intelektualny (halo uczennico, studentko, księgowo, lekarko!)
środek transportu: rower.

Poniżej zamieszczam screeny swoich wyliczeń. Użyję dwóch różnych kalkulatorów, żeby pokazać Ci, że wyniki mniej więcej się pokrywają:

kalorie

kalorie

 

Czyli potrzebuję jeść dziennie około 2130 kcal żeby utrzymać swoją wagę.

I tyle jem.
Skąd to wiem? Bo ani nie tyję, ani nie chudnę.
Czy liczę kalorie? Absolutnie nie. Moje mądre ciało samo je liczy. Mówi tak: jemy jemy jemy, STOP! Za kilka godzin znowu: jemy, jemy, jemy, STOP! Po kolacji zaś: STOP! Na dzisiaj dziękujemy, do jutra, pa.
Nawet jeżeli zjem za dużo jednego dnia (impreza), to sama z siebie zjem mniej następnego.

Przykład z ostatnich dni: Obecnie podróżuję po Azji. Wczoraj, o 17.00, poszliśmy z T. do meksykańskiej restauracji (tak, mamy już dosyć ryżu) w Sajgonie i dostaliśmy tam gigantyczną porcję kalorycznego jedzenia.
Przejedliśmy się nim oboje. Normalnym ludziom CZASAMI się to zdarza. (Z emfazą na „czasami”)
I co się stało? Już nic więcej nie zjedliśmy tego dnia, bo nie byliśmy w stanie.
Nawet teraz, rano, dalej nie jestem jakoś głodna. Moje ciało wie dokładnie, że dostało nadwyżkę kalorii i nie upomina się o kolejne. Ono ma swoją mądrość, którą jeszcze kilka lat temu bym zignorowała, lecąc do toalety, biorąc leki przeczyszczające, czy ćwicząc. A tu zupełnie nie ma takiej potrzeby! Wszystko reguluje się samo.
(Pamiętaj, że ja jestem 3 lata po ED. Nie potraktuj więc tego jako zachęty do objadania się. – Sorka, muszę dodawać takie oczywiste rzeczy, bo potem są pytania.)

Ok, a co się stanie jak zacznę jeść DODATKOWO, na to co już jem, jednego pączka dziennie codziennie?
Powiedzmy, że taki pączek to 400 kcal. Może trochę przesadzam, ale wyobraźmy sobie, że jest duży i z lukrem.
No pewnie przytyję.
Ile? 5 kg? 10 kg? Kto zgadnie?

kaloriekalorie

Przytyję aż 25 kg! Nie wiem w jakim czasie i nie mam zamiaru tego sprawdzać, ale prędzej czy później dobiję do wagi 80 kg!
A przecież nie zaczęłam się obżerać. Jem tylko jednego pączka więcej. Dlaczego?

Z dziennika pokładowego

Wyobraźmy sobie, że nasze ciało to przepiękny żaglowiec. Łapie pomyślny wiatr i płynie przez życie.
Nasz świadomy mózg, to jego kapitan. On decyduje do którego portu popłynąć:
Pójść na medycynę, czy na architekturę? Poślubić Jacka czy Michała? A może żadnego z nich? Zjeść batona czy kanapkę? Przejść na dietę eliminacyjną, czy po prostu zacząć się lepiej odżywiać?
Kapitan trzyma stery, ale nie ma wpływu na wszystko – na przykład na pogodę (okoliczności), na to jaki statek mu się dostał (ciało), na niezapowiedziane awarie (choroby).
Nie ma także wpływu na energię jaką jego łódź zużywa, by poruszać się do przodu. Nie może powiedzieć: Od dzisiaj zasuwasz na jednym żaglu – 1000 kcal ci starczy, nie marudź.

Mój statek płynie teraz po spokojnych wodach na kursie 55 kg.
Patrzę więc na radar (kalkulator kalorii) jakie współrzędne ma mój kurs? 2130 kalorii uzyskane z pełnowartościowego jedzenia!
Ok! Cudownie!

– Hmmm, a co jeżeli wprowadzę współrzędne 2520 kalorii (pączek)? Na którą wagę zaczniemy płynąć?
– Na wagę 80 kg, Pani Kapitan! Ale nie płyńmy tam, bo to zbyt daleko od naszego macierzystego portu (idealnej wagi).
Tam, na tej wyspie rozmiaru XL zaczynają się problemy ze stawami, poziomem cukru, zajściem w ciążę. To nie jest dobre dla nas miejsce.
– No dobrze, trzymam więc kurs o współrzędnych 2130 kcal. Cała naprzód!

– A tak z ciekawości, moje drogie ciało, co się stanie jeżeli wprowadzę współrzędne 1800 kcal?
To dane od dietetyka, wszystkie wartości odżywcze zachowane, jedzenie pyszne i zdrowe, wygląda to na rozsądny kurs. Gdzie wtedy dopłynę?

– Pani Kapitan… na mieliznę…

kaloriekalorie

Weźmiemy kurs na 34 kg! To oznacza dla ciała śmierć  co jest dość logiczne.

Ty jesteś kapitanem, ale ja nigdy, przenigdy, nie pozwolę Ci tam płynąć. Nie pozwolę Ci roztrzaskać się na wyspie Kościstej. Na niej nie ma żadnego życia, to przystanek na którym się wysiada – dosłownie. Wysiada organizm i umiera.

Ja może jestem tylko statkiem, ale wiozę cenny ładunek – Twoje geny. Zostałem zaprogramowany tak, by chronić ten skarb. To moja nadrzędna rola (dowiedz się więcej z książki „The selfish gene” Richarda Dawkinsa).
Jestem naszpikowany systemem wczesnego ostrzegania , a mechanizm ten jest doskonały.
Pamiętasz jak uchyliłaś się przed lecącym w twoją stronę przedmiotem? Jak podskoczyłaś gdy usłyszałaś nagły hałas? Jak szybko zabrałaś sparzoną rękę z gorącej powierzchni? Stało się to bez Twojej świadomości, długie sekundy przed tym, zanim umysł zrozumiał sytuację.
Ja jestem szybsze, bo w każdym momencie monitoruję otoczenie i reaguję natychmiast.

I niech Cię nie zwiedzie moja zwyczajność – ja wiem wszystko.
Na przykład to, że dieta 1800 kcal to kurs na mieliznę.
Ty tego nie wiesz, nie wie tego pewnie twój dietetyk, który ci tę dietę dał, nie wie tego twój lekarz, nie przeczytasz tego praktycznie w żadnej książce (bo chyba jeszcze mało kto na to wpadł)… ale ja, ciało, wiem to od razu.

Dlatego będę się bronić przed takim kursem, do ostatniej kropli krwi.
Ześlę na Ciebie falę głodu, deszcz łez, pioruny zdenerwowania, wiatr smutku, a jeżeli będzie trzeba burzę kompulsywnego objadania się.
Będzie bunt na pokładzie. Ja przejmę stery, Pani Kapitan, a Ty wylądujesz w lochu zwanym zaburzenia odżywiania.
Będziesz czuć się bezsilna i uwięziona na statku, nad którym nie panujesz – we własnym ciele.
Taki los spotyka niekompetentnych kapitanów, którzy ślepo pchają się na skały – poczucie braku kontroli nad własnym życiem.

Dieta 1800 kcal, cała wstecz!

Nie chcę tu powiedzieć, że przechodzimy na tę wartość kaloryczną, bo naprawdę chcemy ważyć 34 kilo. Nikt o zdrowych zmysłach tego nie pragnie. Nawet dziewczyna lądująca w skrajnym wycieńczeniu w szpitalu, nie miała na początku takiego zamiaru.
My chcemy zrzucić tylko kilka kilo, a ten okropny błąd popełniamy, bo nie wiemy, że:
Nie schudnie się jedząc MNIEJ niż się potrzebuje.
Schudnie się jedząc dokładnie TYLE ile się potrzebuje!

Ja sama o tym nie wiedziałam, chociaż przecież czułam się koszmarnie na każdej jednej diecie. Myślałam, że to moja słaba wola i w życiu by mi do głowy nie przyszło, że obcinając tylko 300 kcal (to i tak już lepiej niż 1000) kieruję się ku fizycznej zagładzie (yyy, śmierci z niedożywienia)!
Teraz to widzę.
Przecież gdybym postanowiła nie oddychać, to nie miałabym pretensji, że moje ciało odcięło mi świadomość (zemdlałabym) by zacząć oddychać normalnie, a miałam pretensję, że odcinało mi świadomość, bym uzupełniła braki w jedzeniu (ataki objadania).  A przecież to zupełnie to samo!

I to nie tak, że dotrzesz na te 34 kg za pół roku czy rok. Pewnie w ogóle nigdy tam nie dotrzesz (dzięki Bogu).
Ale czytając te słowa, może myślisz sobie tak:
Potraktuję 1800 kcal, jako stan tymczasowy. Rozumiem już, że „mój statek” płynie na rozmiar XXXXS, ale ja jestem już rozsądna, więc wysiądę po drodze – na wyspie XS i tam pozostanę. Po prostu w ten sposób, osiągnę cel szybciej!

Ok, jasne, tak sobie myśli Twój inteligentny ludzki mózg (ów kapitan, albo profesor z postu o Gadzim Mózgu)
Ale Twoje ciało tego nie wie i wiedzieć nie będzie!
Nie ma absolutnie żadnego sposobu by przekonać je, że chcesz dobrze. Ludzki mózg nie ma możliwości skomunikowania się z mózgiem pierwotnym (gadzim), Hej stary (to najstarsza struktura naszego mózgu), to że jesteśmy na diecie 1600 kcal, to wcale nie znaczy że dążymy do wagi 25 kg (katastrofy), to tylko tak do lata, żeby się zmieścić w bikini. Wytrzymasz tyle?”.
Nie ma takiej opcji.
Równie dobrze możesz gadać do głodnego noworodka, który się drze o jedzenie. Powodzenia.
Gadzi już po trzech dniach zacznie dostawać pie*dolca: Alarm, alarm, alarm, zagrożenie życia!!! Zawracamy, aaaaaa!!!
Trzeba obezwładnić kapitana i się obeżreć!
Kapitan zwariował!*
(* Tak, obcinanie jedzenia to sytuacja paradoksalna z punktu widzenia natury. Żaden gatunek tego nie robi. To wbrew instynktowi przetrwania, wbrew ewolucji. To szaleństwo.)

To nie jest niestety tak, że najpierw osiągasz  rozmiar S, potem XS, potem XXS itd. Te „przystanki” nie są ustawione w linii prostej i jak się jedzie na Wyspy Kościste, to nie można sobie wysiąść w połowie drogi na Wyglądam Zajebiście i mieć z głowy.

A jak jest?

Podstawy nawigacji.

Mój tata jest kapitanem statków handlowych, nawigatorem.
Kiedy byłam mała wyciągał atlas świata i opowiadał gdzie był i co widział. Pokazywał mi gwiazdy i mówił, że za ich pomocą można ustalić kierunek rejsu.
Ale trzeba bardzo uważać, bo nawet maleńki błąd w obliczeniach zamiast do Afryki zawiezie cię do Ameryki Południowej.
Naprawdę? Woooow.

Teraz rozumiem, że tak samo z naszym ciałem. Wystarczy lekko zmienić kurs, a dotrzemy do zupełnie innych brzegów. Weźmy sobie to do serca.
kalorie

Powiedzmy, że ważę o 10 kg za dużo. (Tak na serio, a nie że sobie to wkręcam).
Co robię? Rezygnuję, na przykład, z codziennej puszki coli i upewniam się, że jem w większości nieprzetworzone jedzenie.
Reguluję moje spożycie o 150 kcal, a nie JEB o 1000 kcal!
De-li-kat-nie i to wystarczy.

Fragment listu Kamili:

„(…) Bo faktycznie, jak zaczęłam więcej jeść, właściwie co równe 3h (chociaż i tak nie mierzę tego z zegarkiem, samo wychodzi), i jak staram się jeść zdrowo – waga spada. Wiadomo, my mamy obsesję, chciałybyśmy żeby w jedną noc spadło nam 5kg. Ale tak się nie stanie, dobrze o tym wiemy. No więc mówię sobie, że nie mogę się załamać. I to, że jem nieprzetworzone rzeczy, staram się unikać tego co mi szkodzi itd, na pewno kiedyś przyniesie efekt.

Efekt jest. Kilogramy kilogramami, nie jest to taki szał, jak sobie wymarzyłam, ale skoro i tak idzie w dół – kiedyś zatrzyma się na poziomie SZAŁU. Ale przede wszystkim: zwiększyła się moja wytrzymałość fizyczna, nie czuję już tej chronicznej senności, nie mam zaparć i wiele wiele innych. Nie jest jeszcze idealnie, nadal zdarza mi się zjeść coś spoza programu. Ale tak jak napisałaś, przecież to nie o to chodzi, żeby już do końca życia być na diecie, nie zjeść ciasta itd. Ja uważam, że skoro kiedyś mogłam zjeść nawet taki syf jak McDonald i nic mi nie było (wagowo czy kompulsywnie), to znaczy że MOŻNA.

W każdym razie, trwając w zaburzeniach nigdy nie przeszło by mi przez myśl, że jak zacznę jeść więcej to schudnę. To takie absurdalne. Przecież dieta=cięcie=mniej jedzenia. I wtedy się chudnie! No, a odkąd faktycznie zaczęłam jeść więcej (w sensie częściej, zdrowiej, jeść WYSTARCZAJĄCO), ku mojemu zdumieniu – to właśnie daje efekt! „

Tak, proces chudnięcia może i  potrwa dłużej, ale uwierz mi – jojo potrwa jeszcze dłużej. Na przykład CAŁE ŻYCIE, co widzę i w waszych listach i w mojej własnej rodzinie.
Mi zajęło ono 15 lat. Przez 15 lat próbowałam schudnąć kilka kilo, a mój statek miotał się w wichrach obżerania. Usilnie, aczkolwiek NIEŚWIADOMIE próbowałam skierować go w stronę Wyspy: ŚMIERĆ GŁODOWA, a moje mądre, kochane, zawsze wierne ciało (teraz mam łzy w oczach) walczyło by mi na to nie pozwolić.
Wtedy zamiast „dziękuję”, dostawało kopa – autoagrsja, wyzwiska…
Teraz jestem mu wdzięczna.
W końcu płynę przez życie spokojnie i mogę zająć się takimi rzeczami jak cel podróży, jej sens, a nie szukaniem skały o którą można się rozpieprzyć.

kalorie

*

Widzisz już dlaczego to nie wychodzi i wyjść nie może?
Daj mi znać w komentarzu, czy połączyłaś teraz wszystkie kropki?
Uczucie głodu, depresja, ciągłe jojo, ciągłe napady obżarstwa, uzależnienie od słodyczy … hmmm, może ja jem za mało?
I tak jeszcze przedstawiam tu wersję optymistyczną, bo przecież wiem, że jesteś (byłaś, bywałaś) na diecie 1200, 1400… do tego ćwiczyłaś jak szalona!
Ja przecież mam podopieczne, które profesjonalnie zajmują się sportem – tancerki, pływaczki, trenerki fitness, które jedzą po 1600 – 1800 kcal, a nawet 1400 (bo nie na każdym treningu się spocą…)
Z niektórymi gadam od dwóch lat, a one dalej w problemie, który da się ogarnąć w bardzo krótkim czasie (TAK, da się. Widziałam to na własne oczy ze sto razy).
I to między innymi przez tę masakryczną dietę – przez brak właściwych informacji.

Zaproponuję teraz małą zabawę: użyj kalkulatorów kalorii: TEGO lub TEGO (musisz poeksperymentować z wypisywaniem wagi w tabelę „waga”) i daj mi znać w komentarzu na ile kierujesz swój „statek” przy diecie:
1800 kcal
1400 kcal
1000 kcal
Podaj swój wzrost i wiek.

Niech będzie tych komentarzy jak najwięcej! Przekonajmy się jakie to szaleństwo!!!!

W kolejnym poście opowiem Ci o przepięknym projekcie, który mam nadzieje, do końca otworzy Ci oczy na prawdę.

Najważniejsze źródła:
„Eat like a normal person” – blog o tym jak pozbyć się uzależnienia od śmieciowego jedzenia
„Never Binge Again” – Glenn Livingstone
„The Bulimia Help Method” – Richard Kerr, Ali Kerr
„Unbroken Brain” – Maia Szalavitz
” The Addictive Brain” – prof. Thad A. Polk
Minnesota Starvation experiment – różne materiały

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com