Pamiętam, że w ciągu mojej piętnastoletniej bulimii, zawsze zastanawiałam się, ile je normalny człowiek.
Szczerze? Nie miałam bladego pojęcia.
Na imprezach i wyjazdach patrzyłam ile ludzie nakładają sobie na talerz i naśladowałam ich, żeby jakoś się dopasować.

Oczywiście ja sama, nie zaliczałam siebie do normalnych ludzi. Co jak co, ale JA muszę jeść mniej, bo…

Bo wychowywałam się w domu, gdzie wszystkie kobiety od zawsze były na diecie. Dieta jako stan permanentny.
Przesiąknęłam ideą, że jedzenie jest słabością, z czym raz na zawsze trzeba skończyć (od poniedziałku). Silni, piękni ludzie się OGRANICZAJĄ.
I zaraz za nim drugi komunikat: w tym domu nie ma silnych, pięknych ludzi, bo nie dajemy rady wytrzymać na diecie.

Nie miałam okazji nauczyć się co to jest normalne jedzenie.
No bo od kogo?
Ja chyba nigdy w życiu nie widziałam, żeby moja mama jadła śniadanie. W ogóle sobie nie przypominam sobie żadnej sceny jedzenia, może tylko wieczorem, gdzie wjeżdżało pół litra lodów, oblanych gęsto poczuciem winy.
Tata też nie pomagał. Był rzadko w domu, a jak był pamiętam, że ciągle pytał „Znowu jesz?” (nie wiem, może rosłam?) z takim wyrazem twarzy jakbym jadła gówno.
No tak, nie jestem silna. Nie jestem, nie jestem, nie jestem! Za każdym razem się w tym utwierdzam.
A wiec jedzenie jest ZŁE, zanotowałam sobie jeszcze w przedszkolu. Trzeba jeść mało, trzeba być twardym.
I to zostało ze mną na zawsze – ogromna wina i poczucie że robię coś złego, gdy jem, że muszę się usprawiedliwiać: Ojoj, nie jadłam nic cały dzień, dlatego robię sobie kanapkę.
Kiedyś mój T. powiedział mi: Zjedz, cholera i przestań się tłumaczyć. Wbiło mnie w ziemię.

Bo przez te wszystkie diety miałam spowolniony metabolizm, a myślałam, że jest on po prostu wolny. Za każdym razem, gdy próbowałam jeść „normalnie” (czyli co popadnie, łącznie ze słodyczami, bo przecież normalni ludzie jedzą słodycze) – tyłam.
No to doszłam do jednego słusznego wniosku: muszę do końca życia jeść jak ptaszek, muszę uważać. Matka z ciotką miały rację.
A potem odbijałam sobie wszystko w atakach obżerania się.

Bo byłam święcie przekonana, że wszyscy ludzie tak desperacko pożądają jedzenia jak ja, tylko że potrafią się wobec niego kontrolować – mają silną wolę.
Jak ktoś odkładał niedojedzony kawałek ciasta czy zostawiał resztkę zupy na talerzu, zasługiwał u mnie na najwyższy podziw. Ten to ma hart ducha!
Niestety ja jestem z rodziny żarłoków (dieta, dieta, lody o północy, płacz) i nie potrafię tak.

W życiu bym nie zgadła, że normalni ludzie jedzą póki się nie nasycą, a potem tracą zainteresowanie jedzeniem, że ich organizm nie jest tak koszmarnie wygłodniały jak mój i nie sygnalizuje „jeszcze, zjedz jeszcze”.
Zastanawiałam się jak można zjeść JEDEN kawałek ciasta i nie tylko na nim poprzestać, ale NIE CHCIEĆ drugiego, trzeciego i dziesiątego!
Teraz robię to bez problemu, po prostu zjem… i nie chcę.

*

Przez 30 lat nie wiedziałam ile je normalny człowiek. No idea.
Aż do dnia, kiedy w ręce wpadła mi pierwsza książka Ewy Chodakowskiej – ta z dietą. Pamiętam w jakim ciężkim szoku byłam, że można zjeść i to i to i tamto, a i tak się schudnie!
Przecież odchudzanie to zawsze było jedzenie wiórów z watą i sałatą, a tu nagle TAKIE COŚ?

Zrobiłam ten jadłospis do końca i faktycznie odżyłam. Przez miesiąc prawie nie wymiotowałam, zeszła mi opuchlizna, spadł mi brzucho…
Wtedy zaczęło mi się coś rozjaśniać w głowie, aczkolwiek na ostateczne wyście z bulimii musiałam jeszcze „poczekać” 1,5 roku.
Dlaczego? Bo po jadłospisie, przeszłam na dietę, aby wzmocnić efekty. Domyślasz się, jak się to skończyło.
Na szczęście w końcu opamiętałam się i zaczęłam lepiej się odżywiać.
Jak trzydziestoletnia, aktywna kobieta, jak ktoś kim jestem, a nie jak, kurna, ptaszek.

By wyjść z bulimii, musiałam zresetować wszystkie moje wierzenia na temat jedzenia.
Docierało do mnie powoli, jak ważna jest odpowiednia dieta. W dalszym ciągu dociera. Dieta jest ważniejsza nawet niż ignorowanie myśli automatycznych. Dlaczego? Bo gdy dieta jest ok, te myśli pojawiają się znacznie rzadziej. Doświadczysz tego już od pierwszego dnia.

Jako Wilczo Głodna, codziennie rozmawiam z kobietami, które zadają ciągle to samo pytanie: Co mam jeść? Ile? Liczyć makro? Liczyć kalorie? Ile je normalna kobieta? Dlaczego ja jedna na całym świecie tego nie wiem?
Przysyłają mi swoją dietę jak z domku dla lalek – taką śliczną, małą i nieprawdziwą, i pytają co robię nie tak…

Dzisiaj, zamiast odpowiadać na to pytanie, pokażę kilka zdjęć.

*

O projekcie What I Eat: Around the World in 80 Diets, dowiedziałam się z bloga Eat Like a Normal Person, który szczerze polecam.
Fotograf Menzel jeździ po całym świecie i  fotografuje ludzi i ich dietę.
Te zdjęcia otwierają oczy. Pokazują, że NIE musisz się głodzić, że to tak nie działa. Nie po to zostałyśmy powołane do życia, żeby się męczyć. Nie po to dano nam apetyt, aby całe życie z nim walczyć. Natura wie co robi i nie musimy jej poprawiać.
Zobacz sama.

 

ile

Atefeh Fotowat z Iranu
Uczennica szkoły średniej.
17 lat, 163 cm wzrostu, 55 kg
Zazwyczaj dziennie spożywa około 2400 kcal.

*

ile kalorii

Maria Ermelinda Ayme Sichigalo z Ekwadoru
Pracuje na roli, matka ósemki dzieci.
37 lat, 160 cm wzrostu, 54 kg.
Zazwyczaj spożywa dziennie: 3800 kcal

*

ile kalorii

Robina Weiser-Linnartz z Niemiec
Piekarz
28 lat, 168 cm wzrostu, 65 kg
Dzienne spożycie kalorii: 3700 kcal

*

ile kalorii

Millie Mitra z Indii,
Joginka, weganka.
45 lat, 156 cm wzrostu, 56 kg
Dzienne spożycie kalorii: 2100

*

ile kalorii

Katherine Navas z Wenezueli,
Uczennica liceum
18 lat, 170 cm wzrostu, 71 kg,
Dziennie spożycie kalorii: 4000

*

ile kalorii

Mariel Booth z Nowego Yorku,
Modelka
23 lata, 176 cm wzrostu, 61 kg
Dziennie spożycie kalorii: 2400

*

ile kalorii

Lourdes Alvarez Z Chicago,
Właścicielka meksykańskiej restauracji.
39 lat, 159 cm wzrostu, 86 kg,
Dzienne spożycie kalorii: 3200

Pytanie: Co byś poradziła tej kobiecie, gdyby zgłosiła się do Ciebie, że chce zrzucić 20 kg?

*

A kto je mniej niż wynosi jego zapotrzebowanie?
Zobaczmy czy faktycznie są to przykłady do naśladowania:

 

ile kalorii
Marble Moahi z Botswany,
Matka, żyjąca z HIV/AIDS
32 lata, 165 cm wzrostu, 42 kg
Dzienne spożycie kalorii: 900

*

ile kalorii

Rick Bumgardener z USA,
Kierowca busa dostawczego.
54 lata, 175 cm wzrostu, 212 kg.
Dzienne spożycie kalorii: 1600

Rick porusza się na wózku inwalidzkim, w związku ze swoją waga. Cierpi na bóle pleców i cukrzycę typu drugiego.
Próbował się odchudzać za pomocą leku wypisanego mu przez lekarza, dzięki któremu stracił 45 kg w ciągu siedmiu miesięcy, po czym odzyskał je z nadwyżką.
Musi zrzucić je z powrotem, aby poddać się operacji zmniejszenia żołądka.
Przyznaje, że próbuje być na (widocznej na zdjęciu) niskokalorycznej diecie, ale nie ma silnej woli.
Bardzo przytył w przeciągu jednego roku, kiedy dostarczał mleko do szkolnych stołówek*, gdzie zawsze był częstowany jedzeniem, do tego zajadał się w pracy lodami.

Pytanie: Co poradziłabyś temu panu?

*Jedzenie w szkolnych stołówkach w USA, jest koszmarne. Chodziłam tam przez rok do liceum i byłam w ciężkim szoku, że na obiad jest albo pizza, albo najgorszej jakości hamburger pływający w tłuszczu, albo paczka chipsów Dorito, z łychą mięsa mielonego i gałką (taką jak do lodów) gęstej, kremowej śmietany, wrzucaną bezpośrednio do paczki!!! Nie ma żadnych owoców, warzyw, czy kanapek. Ma-sa-kra.

*

A jakie są Twoje przemyślenia na ten temat? Czujesz, że zrozumiałaś coś więcej?
Dla mnie te zdjęcia były potwierdzeniem, że jestem normalna, że postępuję właściwie, że totalnie bez sensu było się męczyć na głupich przez te wszystkie lata.
Daj znać co Ty o tym sądzisz.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com