Że co?
Całkiem możliwe, że nigdy w życiu nie słyszałaś tego terminu. Jeżeli jednak cierpisz na anoreksję czy jesteś ciągle na restrykcyjnych dietach, całkiem możliwe, że niedługo go usłyszysz.
Albo i nie. Być może nie słyszał o nim nawet jeszcze Twój lekarz i nigdy nie dostaniesz takiej diagnozy, mimo że to z czym się zmagasz, to właśnie to.
Ale o tym za chwilę.

Co to jest gastropareza?
Jest to, najprościej mówiąc, paraliż żołądka. A raczej mięśni żołądka, odpowiedzialnych za jego opróżnianie. W normalnych warunkach, kiedy coś zjemy, ich praca sprawia, że pokarm miesza się z sokami trawiennymi, a potem przesuwa dalej w dół. Kiedy przestają one działać tak jak należy, jedzenie „leży nam na żołądku” i najzwyczajniej w świecie gnije.

Objawy tego schorzenia są następujące:

– Nudności i wymioty,
– Ból brzucha,
– Biegunka na zmianę z zaparciem,
– Ekstremalne wzdęcia nawet po spożyciu kilku kęsów,
– Odbijanie się jedzeniem, np.; wieczorem odbija ci się śniadaniem,
– Refluks,

Piszę o tym, bo to bardzo częsty, aczkolwiek rzadko diagnozowany, objaw u osób z anoreksją lub anoreksją bulimiczną. Zaobserwowałam, że ludzie będący nawet stosunkowo niedługo w tym nałogu, potrafią „dorobić się gastroparezy.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ organizm w ten sposób zapewnia sobie jak najwolniejsze trawienie i broni się przed niedożywieniem. Przecież on nigdy nie wie kiedy przyjdą kolejne kalorie. Nie może więc sobie pozwolić na zbyt szybką przeróbkę, tego co mu się łaskawie dostało.
To jednak jest niepotwierdzona teoria. Nie znalazłam nigdzie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie skąd się to bierze, aczkolwiek to wyjaśnienie ma dla mnie całkiem dużo sensu.

No i co teraz? Teraz mamy poważny problem, bo na tę przypadłość nie ma także konkretnej recepty.
To co może pomóc, to czasowy powrót do jedzenia najprostszych, mocno przetworzonych pokarmów. Nie mówię tutaj o słodyczach czy fast-foodzie, ale na przykład o waflach ryżowych, suchym chlebie czy innych lekkostrawnych „pysznościach”.
Żołądek jako tako poradzi sobie z tymi produktami, w przeciwieństwie do pokarmów zawierających na przykład błonnik. Odpadają wszelkie owoce, warzywa i właściwie… wszystko. Przez długi czas będziesz też cierpieć na wzdęcia i doświadczać innych nieprzyjemnych objawów. Twoja jakość życia wyraźnie się obniży.

To wszystko wywołuje sytuację patową; z jednej strony jesteś od lat niedożywiona i każda komórka ciała woła o pokarm, z drugiej nie możesz praktycznie nic jeść.

Sprawy nie ułatwiają ostre nietolerancje pokarmowe, które mogą się pojawić właśnie w związku z gastroparezą i pozostać (choć niekoniecznie) do końca życia. Trochę głupio jest płacić za błędy młodości, jeżeli ma się na przykład czterdzieści lat i zupełnie inne priorytety niż rozmiar XS. Tak się jednak może stać.

Z tego co wiem od moich podopiecznych, istnieją na rynku leki, przepisywane na tę chorobę. Jednak ich skutki uboczne mogą uniemożliwiać normalne funkcjonowanie. Jedna z moich mentee brała je zaledwie przez trzy dni, ponieważ odczuwała po nich ekstremalną senność. Kiedy zasnęła w toalecie w pracy, postanowiła natychmiast je odstawić. Nieźle, co?

Także sama przypadłość – z tego co widzę – jest bardzo rzadko diagnozowana w naszym kraju. Nie wiem doprawdy z czego to wynika. Wszystkie moje podopieczne, które usłyszały od lekarza, że to gastropareza, mieszkają za granicą. Oczywiście osoby mieszkające w Polsce przechodzą przez to samo, ale nie dostają takiej diagnozy. Może to „nowa” choroba?
Jeżeli wiesz co jest na rzeczy, albo masz zupełnie inne doświadczenia, daj nam znać.

Zamieszczam dla was także filmik dziewczyny, która poradziła sobie z gastroparezą. Uważam, że to co mówi, jest racjonalne, nie mogę jednak zagwarantować, że to będzie złota recepta na Twoje bóle.

Jednocześnie proszę osoby, które zmagały się z tym lub zmagają, o zabranie głosu w komentarzach.

Aha, i jeszcze jedno; jeżeli jeszcze nie wpakowałaś się w to bagno, tak daleko by zafundować sobie paraliż żołądka, zawracaj zanim będzie za późno.