Witaj Aniu!
Od dłuższego czasu jestem czytelniczką Twojego bloga. Zastanawiam się jaki jest Twój punkt widzenia jeżeli chodzi o bulimię i związek. Czy warto powiedzieć o tym partnerowi, a jeżeli tak to jak wyczuć ten odpowiedni moment i jak się do tego zabrać?
Sama stoję przed takim dylematem. To trudne ponieważ taka informacja może znacząco wpłynąć na dotychczasową relację, z drugiej strony ukrywanie zaburzeń odżywiania które niestety stanowią sporą część mojego życia jest uciążliwe.
Myślę, że wiele z nas stało bądź stoi przed takim wyzwaniem. Chętnie poznałabym Twoje zdanie na ten temat, a gdyby pojawił się jakiś post o tej tematyce byłabym wręcz wniebowzięta! Z góry dziękuję za odzew i pozdrawiam!
No dobrze, to co zrobić? Mówić czy nie? Jeżeli tak to jak? I po co?
A.

Postaram się odpowiedzieć na ten list.

Po pierwsze i najważniejsze; nie masz obowiązku, by cokolwiek mówić. To Twoje życie i tylko od Ciebie zależy czy chcesz kogoś wtajemniczyć w te sprawy. Aczkolwiek dzielisz to życie z drugim człowiekiem i ma on prawo wiedzieć z czym wiąże się wasza relacja. Jest to moralny dylemat, który musisz rozwiązać sama wedle swojego sumienia, a potem wziąć odpowiedzialność za tę decyzję.

Są pary w których temat ten nigdy nie został poruszony, a mimo to, wszystko jakoś funkcjonuje. I to czasami nawet prze kilka dekad; jest dom, kariera, są dzieci i jest także ukryta w cieniu bulimia.
I to nie tak, że facet jest nieczułym bucem, który niczego się nie domyślił. My po prostu potrafimy się kryć jak nikt inny, a wstyd, który odczuwamy jest wyjątkowo silnym sprzymierzeńcem tajemnicy.
Ten sam wstyd – na zasadzie broni obosiecznej – skazuje Wilczycę (lub Wilka) na samotność w związku.

Po drugie: Powiedz tyle ile chcesz powiedzieć. On nie musi wiedzieć ze szczegółami jak prowokujesz wymioty, czym się objadasz i jak to wygląda. Możesz odmówić odpowiedzi na pytania, które Cię ranią, lub za bardzo ingerują w Twoją prywatność. Udziel mu jednak rzeczowych informacji, tak by po rozmowie z Tobą nie wyszedł z przekonaniem, że masz coś na kształt kataru, albo odwrotnie – raka.

Po trzecie: Przygotuj się na „złote rady” i „szybkie rozwiązania”. Mężczyzna myśli dosyć prostolinijnie (nie mówię, że prymitywnie czy prostacko): Jest problem – trzeba go rozwiązać. Od razu więc wysunie propozycje co można z tym zrobić.  Będzie to na coś takiego: Kochanie, to nie jedz tyle albo Jeżeli będziesz chciała wymiotować, po prostu nie rób tego.
Już jak to czytasz, to skacze Ci ciśnienie, prawda?
Zrozum jednak, że on to robi w dobrej wierze, a nie dlatego że jest przygłupem. Ktoś kto nigdy nie zetknął się z zaburzeniami odżywiania, nie ma świadomości, że to może AŻ TAK proste nie jest.
Rozmawiaj, tłumacz – nie wściekaj się, że nie rozumie. On pewnie i tak nigdy do końca tego nie pojmie, ale to nie ważne. Ważne by stał po Twojej stronie.

Po czwarte: Nie oczekuj ani realnej pomocy, ani zrozumienia, ani nawet współczucia. Niczego nie oczekuj. Nie mówisz mu tego po to by Cię uratował czy zbawił. Nawet nie po to, by Cię odciążył. Mówisz mu to tylko wyłącznie dlatego, żeby być z nim szczera. TYLE.
On może zareagować zupełnie inaczej niż Ci się wydawało, więc licz się z tym.

Bardzo często czytam listy z pretensjami; Powiedziałam o tym chłopakowi, a on nic nie robi!
A co ma zrobić niby? Położyć się Rejtanem przed kiblem czy lodówką? Mój były się kładł, łapał mnie, dochodziło do rękoczynów. Chciałam żreć nawet za cenę pobicia najbliższego mi człowieka. Taka to jest siła.
Pamiętaj; jeżeli Ty nie zdecydujesz, że kończysz z tym, to nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Tu małe ostrzeżenie: Nigdy, ale to NIGDY nie używaj argumentu bulimii w kłótniach: To wszystko Twoja wina! Sprawiasz, że się obżeram.
Wiesz, że to kłamstwo i Twój chłopak nie ma tu nic do rzeczy. Obżerałabyś się nawet sama na bezludnej wyspie, więc nie mieszaj w to partnera. Jeszcze raz: To jest TWOJA odpowiedzialność.

Źle, czuje się bardzo źle, ponieważ niedawno rozstaliśmy się z dziewczyną, której ja mimo wszystko dalej próbuje jakoś pomóc. Od dawna tylko mówi, że źle to robię i że działam na nią tak negatywnie, że jak się kłócimy, albo powiem coś niestosownego, to ona idzie się przeze mnie objadać i wymiotować.
Kamil

Dziewczyno Kamila – not cool.

Po piąte: Jeżeli on chce Ci pomóc(a pewnie będzie chciał, jeżeli to zdrowa relacja) – ustalcie na jakiej zasadzie. Poproś go na przykład, by zwrócił Ci uwagę, jeżeli wpadniesz na pomysł przejścia na dietę, albo gdy będziesz szła po drugą dokładkę deseru.
ALE jeżeli go o to poprosisz i on to zrobi, to niech Cię ręka Boska broni wściekać się na niego. Umówiliście się, on wykonał swoją część, Ty wykonaj swoją. Prawdopodobnie to on ma w tym momencie racje: widzi że znowu robisz to samo i próbuje interweniować. Posłuchaj go więc.

*

Ok, ale wracając do pytania z początku: jak mu o tym powiedzieć?
Po prostu otwórz serce. Na pewno nazbierało się tam dużo bólu przez te wszystkie lata. Opowiedz mu o nim, nie koloryzuj, nie umniejszaj – bądź szczera.
Opowiedz także o tym, czego nauczyłaś się na tym blogu; że to uzależnienie powstałe w skutek diety, że to błędne koło, że z tego można wyjść, aczkolwiek trzeba włożyć w to trochę pracy i dużą dawkę szczerości ze sobą. Powiedz mu, że jest dla Ciebie szansa i obiecaj że ją wykorzystasz. Oczywiście tutaj z góry zakładam, że chcesz z tym zerwać. Inaczej Twoja obecność na tym blogu nie miałaby sensu.

Jak ja to zrobiłam? I swojemu byłemu i obecnemu chłopakowi powiedziałam na początku związku, że kiedyś zmagałam się z bulimią. I to nie było kłamstwo. Naprawdę myślałam, że to już koniec, bo przecież miłość mnie uleczy. Wierzyłam, że Wilk po prostu magicznie zniknie.
I rzeczywiście na początku było ok. Byłam tak zaabsorbowana budowaniem nowego życia z ukochaną osobą, że w ogóle nie myślałam o jedzeniu. No właśnie; a skoro nie myślałam, to jadłam tak jak zawsze – źle i za mało. Nie trzeba było długo czekać na katastrofę.
I znowu zaczynała się zabawa w kotka i myszkę: Kochanie mam nawrót. Łzy, długie rozmowy, obietnice poprawy, kilka dni spokoju iiii znowu, łzy, długie rozmowy… W kółko to samo.

Przyznaję bez bicia: ja właśnie robiłam ten błąd, że oczekiwałam, że on COŚ zrobi, że mnie przypilnuje, że cholera stanie na głowie i zaklaska stopami. (Not cool, Ania)
Teraz wiem, że jedyną osobą, która mogła mnie przypilnować, byłam ja sama.

I po ostatnie, najważniejsze: Spraw, by nie było czego mówić. Wyjdź z tego. Włóż wysiłek właśnie w TO, a nie w zastanawianie się jak pogodzić bulimię z byciem zakochanym, odwiedzeniem jego rodziców, czy pójściem na imprezę z jego znajomymi.
Niech to, że znalazłaś miłość będzie ogromną motywacją, by przeczytać, a potem zastosować rady z tego bloga i książki.
Stwórz szczery, czysty związek dwóch osób a nie jakiś pokręcony trójkąt – Ty, on i wilk – pełen kłamstw, wstydu i winy.