Cześć Ania,

Piszę do Ciebie z powrotem po 2 latach.
Teraz już od kilku dni mam ukończone 15 lat i na urodziny sprawiłam sobie najlepszy prezent- wyjście z ortoreksji (wcześniej myślałam, że moim problemem jest „tylko” kompulsywne objadanie, a to była wypadkowa wszystkiego).

Zaczęło się u mnie od tego, że jako dziecko szybko dojrzewałam, więc i moje ciało było bardziej kobiece niż innych dzieci. Ale nie ukrywając, jadłam też słodycze i podjadałam przed tv. Tylko, że patrząc na swoje zdjęcia widzę naprawdę piękną małą dziewczynkę (sama się zdziwiłam), a nie dziewczynę o grubych udach, z dużymi policzkami i ogólnie tłuszczykiem.
A w dzieciństwie porównywałam się do moich rówieśniczek, które były strasznie szczuplutkie, co oczywiście skutkowało przejściem na dietę. No i zaczęłam interesować się też, co jest zdrowe.

Na początku jadłam bez szczególnych restrykcji (tyko glutenu nie jadłam, bo mam celiakię) ale oczywiście z małą ilością kalorii, o dokładnych godzinach. Później eliminowałam mięso, przez jakiś czas baaardzo dużo ćwiczyłam, przeszłam na weganizm, miałam obsesję na punkcie porcji w stylu biorę DOKŁADNIE garść, łyżkę, szklankę, pół miski… Po mniej więcej roku takiego jedzenia, zaczęłam się objadać.

Żyłam też w przekonaniu, że weganizm jest najlepszym stylem odżywiania, więc nie mogę mieć niedoborów, no hello! Zamiast tego szukałam informacji jak komponować te posiłki, aby były jak najbardziej pełnowartościowe, więc niema mowy, że robiłam weganizm źle.

Moja skóra zaczęła się mocno przesuszać (nawet do krwi), w ciągu roku miałam nawet 3 razy zajady, musiałam zacząć stosować specjalny szampon do włosów, zaczęłam mieć cienie pod oczami (a cerę miałam zawsze książkową) i prawie codziennie się objadałam. W ogóle nie wiązałam tych objawów z weganizmem, bo większość była oddalona od siebie w czasie i nie bardzo nasilona.

Najgorsze było ciągłe planowanie, gotowanie i bóle brzucha. Akurat z tym ostatnim, to szukałam pełno metod psychologicznych, jak się nie objadać, oglądałam twoje filmy (którym oczywiście wiele zawdzięczam), ale to było za mało.

Jednak byłam już na etapie jedzenia intuicyjnego. Ale pojawił się kolejny problem: ciągle chce orzechy, fasolę, hummus, no i czasem wpadała rybka i jogurt (no jak to!? przecież weganizm mi na pewno wszystko dostarcza!). Długo nie mogłam znaleźć odpowiedzi, dlaczego tak jest, aż nie pojawił się Twój wywiad u Keksa i powiedzieliście do czego może też doprowadzić weganizm i dlaczego jest to dieta niedoborowa.

Od Keksa trafiłam do Katarzyny „Życie pod palmami”, która mi uświadomiła, że mam objawy niedoborów i tłuszcz zwierzęcy jest mi potrzebny. Po wprowadzeniu pokarmów odzwierzęcych, szybko traciłam zainteresowanie jedzeniem, skóra też lepiej natłuszczona.

Wszystko dobrze, ALE skoro Katarzyna mówi, że powinno się jeść samo mięso, bo rośliny szkodzą, to nie wiedziałam już co się dzieje. Całe życie mi mówiono, że warzywa to samo zdrowie. Byłam w amoku: jednocześnie tęskniłam za tymi różnorodnymi posiłkami, ale rzeczywiście lepiej czułam się po mięsie.

Po kilku jej filmikach uświadomiłam sobie jednak, że: 1. Technicznie rzecz biorąc, nie da się jeść wegańsko, bo zawsze jakieś zwierzę na tym ucierpi. 2. W tych czasach każde jedzenie jest mniej lub bardziej przetworzone, więc została opcja: chcesz żyć jak ci się wydaje krócej, ale szczęśliwiej jedząc co chcesz, czy potencjalnie dłużej, ale w depresji i po 3 każdy inaczej reaguje na dany pokarm, który może być powszechnie uznany za zdrowy. 4. Weganizm wcale nie pomaga szczególnie środowisku (a było to dla mnie ważne, bo zawsze interesowałam się klimatem).

Moje dzisiejsze podejście (bardzo uwalniające): jem co, kiedy i ile chcę. Pod tym względem mam wywalone na czyjeś opinie o zdrowym odżywianiu, bo mój organizm wie co jest najlepsze dla mnie, ale lubię próbować nowego i gotować. Teraz potrafię zjeść np. tylko 1 rzecz (wcześniej: ależ to samo białko, dodaj jeszcze węglowodany i dużo warzyw!), albo całą gamę różności w rozsądnych (dla mnie) ilościach i zostawiam te typy produktów, po których dobrze się czuje i mi smakują.

W dodatku nie potrzebuję oglądać filmów podczas jedzenia (uważałam to za niemożliwe, bo tak robiłam od dziecka), a to, że mogę zjeść po prostu obiad, który przygotowała mama, a nie szykować własny „zdrowy”, jest niezwykle praktyczne i proste. Nie myślę też o jedzeniu, między posiłkami, chociaż muszę jeszcze wstrzymywać się, żeby nie włączać filmików na YT z przepisami i odżywianiu, które wcześniej ciągle oglądałam.

Obecnie, gdy odstawiłam jedzenie na bok, mogę zbudować relacje i zająć się moim hobby- nauką niemieckiego. Poza tym mam bardzo dużo wolnego czasu, więc od nowa wsłuchuję się w moje pragnienia, potrzeby, tak aby nauczyć się żyć normalnie i odkrywać nowe rzeczy o sobie. Inspiracją jest dla mnie „Król lew”, z którym się utożsamiam i traktuje się jako zagubione lwiątko, które wzrasta w siłę lwa. Wiem, że to już kwestia czasu, aż moje życie się zmieni i jak może być satysfakcjonujące. Teraz biorę odpowiedzialność za to, co zrobiłam i daje zagoić się mojej psychice i ciału. Jestem z siebie dumna, że dość wcześnie własną drogą wyszłam z tego bagna. To było moja największa stoczona „bitwa”, w której wiele się o sobie nauczyłam.

Oczywiście chcę Ci Aniu podziękować, bo tyle znaczysz dla nas osób z ED. Może kiedyś będę mogła ci osobiście podziękować, a na razie będę przekazywała to co mówisz dalej. Spełniaj swoje marzenia i nie trać zapału. <3

Karolina